Rezultaty wyszukiwania dla: czasu
Wywiad z Tomaszem Duszyńskim
Pisarz, dziennikarz, scenarzysta gier komputerowych, maratończyk. Hobbystycznie fotografuje i kosi trawę. Debiutował opowiadaniami w periodykach internetowych. Opublikował ich kilkanaście. Jego utwory znalazły się w licznych zbiorach opowiadań, a sam zdążył już wydać kilka powieści. Najnowszą jest "Droga do Nawi". Tomasz Duszyński tym razem postanowił stworzyć powieść fantasy o słowiańskich i germańskich bóstwach. I zgodził się przy okazji ze mną o niej porozmawiać. :)
Krwawa kampania
Dobrych książek fantastycznych nigdy dość. Rozpoczynając recenzję truizmem, zapytam jednocześnie – kto zechce mu się przeciwstawić? Osobiście ciągle czuję się laikiem w tym gatunku. Jednak laikiem, który stara się orientować, co w trawie piszczy. Nie inaczej było w przypadku Trylogii Magów Prochowych. O istnieniu tej serii usłyszałam zaraz po premierze pierwszego tomu. Los jednak chciał, że udało mi się z nimi zapoznać dopiero przy okazji drugiego tomu. Dlatego „Krwawą Kampanię" będę recenzowała z pozycji osoby, która z pierwszym tomem miała styczność praktycznie zerową.
Z racji wcześniej wspomnianych przyczyn, nieco czasu zajęło mi samo wejście w świat opowieści, zapoznanie się z bohaterami książki i ułożenie ich relacji w sensowną całość. Jak również poznanie realiów panujących w świecie przedstawionym. Nie trzeba było jednak czekać długo, aby zaprezentowana rzeczywistość wciągnęła mnie doszczętnie. Z kartki na kartkę, wpadałam coraz głębiej. Przyjdzie nam poznać trzy historie. Jednym z bohaterów jest Marszałek polny Tamas, który znalazł się w ogniu walki z kezańską armią. Mężczyzna postrzegany jest jako świetny dowódca, któremu nie pierwszy raz przyjdzie zmierzyć się z przeważającymi siłami wroga. Swoje miejsce w wojennej rzeczywistości próbuje znaleźć również jego syn Taniel Dwa Strzały, którego wielu pragnie wykorzystać do własnych celów. Trzeciemu z bohaterów, detektywowi Adamatowi, przyjdzie natomiast stoczyć walkę o swoją rodzinę. W taki właśnie świat wpadamy, pełen walki, intryg, ale i uczuć, które jeszcze przetrwały.
Narracja „Krwawej kampanii" prowadzona jest z punktu widzenia wcześniej wspomnianych bohaterów, dzięki czemu przedstawiają nam oni w różny sposób wydarzenia, które bardzo często dzieją się w tym samym czasie. Zabieg ten jest dość ciekawy, choć może on przeszkadzać. Niekiedy bowiem momenty kulminacyjne zostają przegrodzone przygodami innej postaci. Przestajemy się jednak złościć z tego powodu, gdy okazuje się, że zaprezentowana historia jest zazwyczaj równie ciekawa. Szybka akcja to niejedyna zaleta tej powieści. Równą wartość stanowią jej bohaterowie. Poprzez liczne perturbacje poznajemy ich zachowania i osobowość. Nie raz być może, będziemy także chcieli dokonać oceny moralnej ich czynów. Innym razem odnajdziemy w nich część siebie. Jednym będziemy kibicować, innym wprost przeciwnie. Na koniec ostatni ze składników tej znakomitej książki, czyli świat przedstawiony złożony z małych walk o to, na czym bohaterom zależy i wielkich intryg politycznych oraz krwawych bitew. Dość często przyjdzie nam stanąć razem z postaciami w pierwszym szeregu lub też wszcząć bójkę.
Koniecznie należy w tym miejscu wspomnieć o magach prochowych. Czyli ludziach obdarzonych szczególnymi zdolnościami, które objawiają się po zażyciu przez nich prochu. Pozwala on im stać się szybszymi, czy lepiej widzieć. Może taki koncept brzmi absurdalnie, ale absolutnie nie przeszkadzało mi to w trakcie czytania książki. Ta innowacja to jedno. To jednak czym broni się ta pozycja, to przede wszystkim tempo akcji. Rozkręca się ona praktycznie już na samym początku. Dosłownie od pierwszej strony zostajemy wrzuceni na głęboką wodę i śledzimy poczynania bohaterów z zapartym tchem przez cały czas, czyli przez blisko 700 stron. Dzieje się wiele, a szanse na odpoczynek mamy tylko czasami, za sprawą opisów otaczającej nas rzeczywistości. Zaraz jednak pędzimy znowu i zupełnie nie chcemy się zatrzymywać, wprost prosimy o jeszcze. Ta książka to idealny przykład paradoksu, kiedy to pragniemy, jak najszybciej dotrzeć do jej końca, po to, by dowiedzieć się, jak się to wszystko skończy, a jednocześnie po jej ukończeniu nie wiemy co ze sobą zrobić. Brakuje nam bowiem zaprezentowanej rzeczywistości i jej bohaterów.
Jeżeli macie za sobą lekturę „Obietnicy krwi", to pewnie nie muszę Was zachęcać do sięgnięcia po kontynuację. Jeżeli natomiast nie czytaliście pierwszej części, to również się nie obawiacie. Jak wspomniałam wcześniej, zaczęłam od drugiego tomu, jednak moje zagubienie nie trwało długo. A swoje braki zamierzam jak najszybciej nadrobić.
Kochanka śmierci
W Moskwie nie dzieje się najlepiej. Coraz więcej osób -nie wiedzieć czemu- popenienia samobójstwo. Czy to przez trudną sytuację materialną, wżerający się w duszę smutek, a może powodem jest złamane serce? Prawda jest niestety bardziej przyziemna. W mieście zawiązało się tajne stowarzyszenie, zrzeszające przyszłych samobójców, którzy chlubnie mianowali się Kochankami Śmierci. W ich szeregi trafia młoda dziewczyna z prowincji, marząca o niezwykłym, pełnym namiętności życiu, Masza Mironowa. Przybierając imię Kolombiny, wychodzi naprzeciw miastowemu życiu i... wpada w kłopoty.
Wszyscy kiedyś umrzemy- to fakt. Niezaprzeczalny. Gdyby chociaż termin naszej śmierci zależał od nas... ale tak nie jest. Codziennie ktoś opuszcza ziemski padół, nieważne, ile spędził tu czasu. Niemowlę, nastolatek, mężczyzna w kwiecie wieku? Długa choroba, śmiertelny wypadek, a może coś, co ludzkość zwie naturalnym zgonem? Nasze życie jest zaledwie pyłkiem dla sił wyższych. Patrząc, jak życie gaśnie w bliskiej mi osobie zastanawiałam się nad pewną kwestią- dlaczego ktoś chce dobrowolnie pozbawić się życia? Jak bardzo nienawidzą świata samobójcy, co nimi kieruje? Niestety, to wciąż pytania bez odpowiedzi.
Nigdy wcześniej nie słyszałam o czymś, co nazywane było klubem "kochanków śmierci". Po prostu jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że istniały ugrupowania zrzeszające przyszłych samobójców. Wiem, że takim mianem można określić człowieka dopiero po owym ciosie, ale jak inaczej nazwać kogoś, kto w swym zgonie upatruje najwyższego szczęścia? Intrygowało mnie, co też ludzie czują, że decydują się na taki krok. Tym chętniej sięgnęłam po Kochankę śmierci.
Nietuzinkowi, ciekawi bohaterowie, wychodzący poza sztywne ramy- to, co pierwsze rzuciło mi się w oczy podczas lektury. Polubiłam Maszę mimo, iż ze wszystkich sił starała się upozować na tajemniczą i wyzwoloną Kolombinę. Było w niej coś urzekającego- może właśnie tak skrzętnie skrywana pod chłodem miasta prowincjonalność dziewczyny. Choć próbowała być zimna i nieprzystępna, to pewnych zachowań czy uczuć nie można się ot, tak, pozbyć. Również nasz Erast Pietrowicz Nameless, w tajemnym klubie zwany księciem Gendzi bądź Jąkałą (nieoficjalnie) był bardzo ciekawą postacią. Do tej pory zastanawiam się, czy to niebywale spostrzegawczy mężczyzna, czy może ukrywa przed światem jakiś talent...?
Książka jest -powiedziałabym- średnich rozmiarów, ale historia została doprowadzona do końca. Brak niedomówień, czegoś, do czego czytelnik musiałby dojść sam. Erast rozwiązuje tajemnicę, wszystko nagle staje się jasne i klarowne. Jak już wspominałam, szczególnie przyciągnął mnie wątek samobójców, skupiłam się więc (na tyle, na ile umożliwił mi to autor) na postaciach skarżących się na swą marną egzystencję. I doszłam do jednego wniosku- ludzie XIX wieku to dziwne osobistości. Dla nich ta ostateczna decyzja to nic innego jak zapobieganie toczącej ich ciała... nudzie. Nudzie! Nawet nie staram się tego zrozumieć.
To już dziewiąty tom serii o Eraście; wiedziona czystą ciekawością przejrzałam opinie innych czytelników i (co odrobinę mnie zdziwiło) zdania były mocno podzielone. Wahali się, od najniższej oceny aż po najwyższą. Określano Kochankę śmierci jako najgorszą część, ale i jako utrzymującą bardzo dobry poziom. Pomieszane, prawda? Osobiście książka przypadła mi do gustu i szczerze żałuję, że "spotkałam się" z Erastem dopiero przy tak odległym tomie. Cóż, nie pozostaje mi nic więcej, tylko nadrobić. Bo skoro dla niektórych ta część jest, krótko mówiąc, słaba (mimo tego, że mnie wciągnęła i nie chciała wypuścić), to jak dobre muszą być poprzednie? Lepszej zachęty chyba nie potrzebuję, a i Was kieruję ku twórczości Borisa Akunina.
Łowca czarownic
„Łowca czarownic" nie został ciepło przyjęty przez krytykę. Vin Diesel, miałka fabuła, słabe efekty specjalne – to główne zarzuty większości recenzentów. Ja jednak tych wad nie odnalazłam podczas seansu. Znalazłam za to ciekawą wizualnie produkcję, wykorzystującą niebanalne spojrzenie na świat przedstawiony, z aktorem, który stworzył sympatycznego bohatera i bardzo zaangażował się w swoją rolę.
Kilkaset lat temu wybuchła wojna pomiędzy czarownicami, które chciały pogrążyć Ziemię w chaosie, a ludźmi. Dzięki jednej walce udało się unicestwić zły sabat. Kaulder (VIn Diesel), Łowca Czarownic, zdołał zabić ich królową. Jednak tuż przed śmiercią rzuciła na niego klątwę nieśmiertelności. Kaulder żyje już 800 lat i od tylu też tropi czarownice, które łamią pakt pomiędzy ludźmi a magicznymi stworzeniami. Pomaga mu w tym Dolan (Michael Caine/Elijah Wood), którą to funkcję od samego początku istnienia Łowcy Czarownic pełnią członkowie Zakonu. Gdy jeden Dolan odchodzi na emeryturę i ma go zastąpić kolejny, dochodzi do tragedii. Wrogi sabat staje się zagrożeniem dla istnienia ludzkości. Czy Łowcy Czarownic po raz kolejny uda się go uratować?
W filmie magia przeplata się z naszą rzeczywistością w bardzo konsekwentny sposób. Czarownice żyją obok ludzi, lecz na nich nie wpływają. Niektórzy balansują na granicy tego, co nielegalne, z tym co legalne, pomagając za sprawą magii osiągnąć sukces. Oczywiście wszystko jest w cenie. Twórcy bardzo interesująco przedstawiają w produkcji iluzję. Wchodzenie w sny innych bohaterów, przeplatanie się dwóch światów, a nawet walka w dwóch... czasach, które wzajemnie się przenikają. Sięgnięto również do elementów baśniowych, których najmocniejszym wyrazem jest dziecko, które odkrywa drzewo, na którym rosną żelki.
Twórcy nie decydują się na to, aby wyjaśniać widzom świat przedstawiony od podstaw lub nawet w podstawowym zakresie. Odbiorca zostaje w niego po prostu wrzucony. Cieszy to, że nie zostajemy obarczeni tuzinem wytłumaczeń na temat funkcjonowania świata czarownic, jakiego rodzaju mają moce, jak mogą rzucać zaklęcia, co jest dozwolone w związku z paktem, a co nie. Otrzymujemy garść informacji ze zdarzeń, w których uczestniczy Łowca, z kilku scen – dokładnie tyle, ile potrzeba, aby zrozumieć fabułę.
Vin Diesel znacząco przyłożył się do efektowności obrazu. Nieważne, w czym gra, w jakiego bohatera się wciela, zawsze zaangażowany jest w stworzenie swojej kreacji; ma w sobie także sporo z typowego geeka. Tym razem odgrywa postać, która jest niezwykle sympatyczna, a przy tym samotna, nieco znudzona swoją nieśmiertelnością. Co ciekawe, „Łowca czarownic" jest pewną wariacją na temat „Dungeons & Dragons", w którą to grę amerykański aktor uwielbia grać. Tym bardziej nie dziwi więc, że dał z siebie wszystko. Mimo, że nie jest aktorem oscarowym (choć nikt nie wie, co przyniesie przyszłość), to jeden z tych artystów, którzy zasługują na szacunek odbiorców swoją postawą oraz zaangażowaniem. Na ekranie towarzyszy mu Rose Leslie, która wciela się w czarownicę Chloe. Pomimo, że aż czekamy na pocałunek, na to, aż się w sobie zakochają czy padną między nimi jakieś pompatyczne deklaracje, nic takiego się nie dzieje. W tym aspekcie twórcy trafili w dziesiątkę. Elijah Wood pasuje do roli adepta i wydaje mi się, że został stworzony do wcielania się w takie postaci – początkujących, dopiero się uczących młodych ludzi. Michael Caine po raz kolejny wciela się w swego rodzaju mentora – aktorsko najlepiej prezentując się z całej obsady. Właściwie wszystkie postaci budzą sympatię oraz ciepłe uczucia.
„Łowca czarownic" to także obraz atrakcyjny wizualnie. Najbardziej utkwił mi w pamięci obraz drzewa czarownic prezentowany z dalszej perspektywy, a także jego wnętrze. Ciekawość budzi nawet płonący miecz, który jest główną bronią Łowcy. Dodajmy do tego jeszcze na przykład chmarę owadów zwiastujących zarazę. A to tylko te, które zapamiętałam. Takich elementów, dobrego wykorzystania efektów specjalnych oraz ujęć można w tym obrazie znaleźć całe mnóstwo.
Nie rozumiem, czemu ten film został tak negatywnie odebrany przez krytykę. To rozrywka na przyzwoitym poziomie, zawierająca w sobie wszystko, co zawierać powinno porządne fantasy. „Łowca czarownic" zaskakuje nie tylko zdjęciami oraz efektami specjalnymi, ale także podejściem do wprowadzenia odbiorcy w świat przedstawiony. Warto więc go obejrzeć z kilku powodów, a jak i one nie są dla Was wystarczające to poświęćcie mu nieco czasu chociażby po to, aby się przekonać, czy zawsze należy słuchać opinii większości.
Dzień 21
„Dzień 21" to druga część cyklu SF „Misja 100" spod pióra Kass Morgan. Pisarka studiowała na Brown University, a następnie zdobyła tytuł magistra na Oksfordzie. Obecnie mieszka w Nowym Jorku gdzie pisze i pracuje jako redaktorka.
Setka skazanych za różne zbrodnie nastolatków zostaje zesłana z kosmicznej kolonii na Ziemię by sprawdzić czy poziom promieniowania opadł na tyle, że da się tam żyć. Udało im się przetrwać 21 dni. Okazuje się jednak, że nie tylko promieniowanie jest im wrogie. Na opuszczonej lata wcześniej planecie nie są sami, a Ziemianie wcale nie muszą być przyjaźnie nastawieni do przybyłej z kosmosu młodzieży. Wszystko świadczy również o tym, że w kolonii ukrywano przed wszystkimi skrzętnie nie jedną ogromnej wagi tajemnicę.
Powieść jest kontynuacją cyklu „Misja 100" nie należy jej jednak łączyć z brawurowym serialem, który powstał na jej podstawie. Owszem, założenia fabularne są do siebie podobne, sama jednak akcja toczy się w odmiennych kierunkach. Również serialowi bohaterowie przypominają swoje pierwowzory przede wszystkim z imion. Producenci chcieli by serial miał mocny i mało wiarygodny akcent. Kass Morgan natomiast postawiła na „fantastyczny realizm" oraz wiarygodne postacie i za to jej książkę oceniam znacznie wyżej od ekranizacji.
Historia opowiedziana została z punktu widzenia czwórki bohaterów - syna kanclerza Wellsa; Bellamiego, który jako jedyny na statku posiadał rodzeństwo; córki naukowców, która uczyła się medycyny, Clarke; oraz Glass, która uciekła z pokładu lądownika by ostatni raz zobaczyć się z ukochanym. Są to ciekawe, dobrze wykreowane postacie, a ich rzeczywistość jest barwna i obfita zarówno w emocje jak i w przeróżne, pełne wartkiej akcji wydarzenia.
Wykreowany przez Kass Morgan świat jest okrutny. Ludzie są zmuszeni walczyć w nim o przetrwanie, a wówczas ujawnia się ich zwierzęca natura. Jak wielu będzie musiało zginąć by udało się przeżyć chociaż garstce „szczęśliwców"? Co człowiek gotowy jest poświęcić by ocalić najbliższych? Czy warto zupełnie pozbyć się człowieczeństwa? Na trudne pytania nie ma prostych odpowiedzi. Jest natomiast niezwykle barwna i realistyczna opowieść.
„Dzień 21" to książka nieco naiwna, a miejscami dość niekonsekwentna. Nie da się jednak ukryć faktu, że niesamowicie wręcz wciąga. To 262 strony cudownie spędzonego czasu. Fantastyczna przygoda od której nie sposób się oderwać. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej części - z pewnością znajdzie się na mojej liście „muszę przeczytać".
Fragment: "Rozkaz zagłady" - James Dashner
Już 17 listopada swoją polską premierę będzie miał prequel trylogii Więzień labiryntu autorstwa Jamesa Dashnera – "Rozkaz zagłady".
"Gra o Tron. Książka do kolorowania" nadchodzi
Naostrzcie czerwone kredki. Polska premiera pierwszej książki do kolorowania dla miłośników „Gry o tron" już 4 listopada. Już od pewnego czasu zestaw kredek i książeczka do kolorowania na stole to niekoniecznie sygnał, że w mieszkaniu są małoletni. Odkąd kolorowanki dla dorosłych wydaje Penguin Random House, a we Francji sprzedają się lepiej niż książki kucharskie, proste szablony są zastępowane przez coraz bardziej wyrafinowane obrazy.
Mirror's Edge Catalyst – nowa data premiery
Zapowiedziana pierwotnie na 23 lutego 2016 roku premiera gry „Mirror's Edge Catalyst, została przeusnięta na 24 maja przyszłego roku.
Ciemna strona pragnień. "Pentameron" z Salmą Hayek i Vincentem Casselem w kinach od 30 października!
Wszystko zaczyna się od wyprawy po serce morskiego potwora. Zaborcza i wyniosła królowa (Salma Hayek) gotowa jest poświęcić niejedno życie, żeby osiągnąć swój cel – urodzić upragnionego syna. Popadający w szaleństwo nieobliczalny król (Toby Jones) oddaje rękę swojej pięknej i niewinnej córki zdeformowanemu olbrzymowi. Dwie tajemnicze siostry zabiegają o względy lubieżnego władcy (Vincent Cassel). Stawką są wieczna młodość i nieustające piękno, ale wygrać może tylko jedna z nich. W każdym człowieku kryje się potwór. A miłość, piękno i marzenia mają swoją wysoką cenę.
Angus Watson "Czas żelaza #1" - pod patronatem
Nikt nie rodzi się legendą. Legendę wykuwa przeznaczenie. Dug Fokarz to pechowy najemnik, który zmierza na południe, aby zaciągnąć się do armii króla Zadara. Przeszkadza mu w tym nieustanne ratowanie z opresji niewłaściwych ludzi. Dug znalazł się więc po złej stronie barykady względem wielotysięcznej armii, do której chciał dołączyć, a to dopiero początek jego kłopotów.
