Rezultaty wyszukiwania dla: humor
Zapowiedź: Miasto na Marsie
Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?
Niemożliwe życie
Znacie takie książki, które wciągają jak wir już od pierwszych stron? A może wolicie takie, które nieśmiało się rozkręcają, by nagle – zupełnie niespodziewanie – objawić swoje piękno? „Niemożliwe życie” zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Niby spokojna opowieść o emerytowanej nauczycielce, a jednak skrywa w sobie tyle magii, melancholii i mądrości, że aż trudno oderwać się od lektury.
O czym jest książka?
Główna bohaterka, Grace Winters, to siedemdziesięcioletnia była nauczycielka matematyki. Wiedzie ciche, rutynowe życie – aż do dnia, w którym otrzymuje nieoczekiwany list. Spadek. Dom. Na Ibizie. Tak, tej Ibizie, gdzie piasek jest złoty, a morze błękitne jak marzenia. Grace, trochę z ciekawości, trochę impulsywnie, kupuje bilet w jedną stronę i rusza ku przygodzie.
Na miejscu okazuje się, że nic nie jest oczywiste. Przeszłość jej przyjaciółki owiana jest tajemnicą. Wyspa skrywa sekrety, a każda rozmowa, każde miejsce, każdy gest zdaje się mieć drugie dno. Wątek kryminalny miesza się z elementami realizmu magicznego, a całość snuje się jak ciepły wiatr między palmami.
Moja opinia i przemyślenia
Matt Haig po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać o trudnych sprawach w sposób przystępny, ale nie banalny. O samotności, o żalu, o poczuciu niespełnienia, ale też o nadziei. Bo „Niemożliwe życie” to historia, która pokazuje, że nigdy nie jest za późno. Na decyzje. Na zmianę. Na drugą młodość.
Grace nie jest typową bohaterką literacką – nie młoda, nie zbuntowana, nie dynamiczna. A jednak to w niej właśnie jest coś hipnotyzującego. Obserwowanie, jak z każdym dniem na Ibizie zaczyna oddychać pełniej, jak wraca do niej radość, ciekawość i nawet… miłość? – to coś naprawdę pięknego.
Ogromnym atutem książki jest klimat. Wyspa żyje w tej opowieści jak postać – z własnym charakterem, tajemnicami, humorem. Do tego subtelna nuta ekologiczna, jakby mimochodem przemycona, i realizm magiczny, który nie przytłacza, a raczej podkreśla niezwykłość codzienności. Jedyne, co może nieco nużyć, to momenty przestoju – sceny, w których niewiele się dzieje, a akcja zamiera w refleksjach. Jednak nawet one mają swój urok. Dają czas, by pomyśleć. Zatrzymać się.
Podsumowanie
„Niemożliwe życie” to książka delikatna, ale mocna. Magiczna, ale zakorzeniona w realności. Idealna dla tych, którzy potrzebują oddechu, nadziei, może nawet lekkiego kopniaka motywacyjnego. To historia o tym, że czasem trzeba zaryzykować, by odnaleźć siebie. Życie nie kończy się na emeryturze. I że niemożliwe... to często tylko słowo.
Polecam z całego serca – nie tylko fanom Matta Haiga, ale wszystkim, którzy lubią opowieści z duszą.
Zapowiedź: Do Jasnej Anielki. Balkony i demony
Miłość, rock i pelargonie! Pierwsza część przygód wiedźmy balkonowej Anieli Jasnej i jej kota Grażyny. Zapnijcie pasy i ruszajcie na spotkanie z urban fantasy, jakiego jeszcze nie było!
Spider-Man/Deadpool. Czyż to nie bromantyczne? Tom 1
Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wyglądałby duet dwóch kompletnie różnych bohaterów Marvela, to „Spider-Man/Deadpool: Czyż to nie bromantyczne?” rozwiewa wszelkie wątpliwości. Deadpool – mistrz sarkazmu i chaosu, oraz Spider-Man – wzór moralności z odrobiną ciętego humoru, tworzą mieszankę wybuchową, która bawi, zaskakuje i… czasem irytuje. To komiks, który warto przeczytać, choćby po to, żeby zobaczyć, jak dwóch bohaterów o kompletnie odmiennych podejściach do życia radzi sobie w jednym uniwersum.
Bromans w akcji
Główna siła tego komiksu tkwi w relacji między Deadpoolem a Spider-Manem. Deadpool z typowym dla siebie brakiem granic stara się wkupić w łaski swojego „idola”, Petera Parkera. Spidey z kolei, choć pełen dobrych intencji, nie potrafi do końca poradzić sobie z chaosem, który Wade wprowadza na każdym kroku. Ich relacja jest niezwykle dynamiczna, a irytująca przyjaźń niesie ze sobą wiele dobrego humoru. Nie zabraknie tu też absurdalnych fabuł, jak wątek morderczej „córki” Spideya i Deadpoola, czy próba uratowania Bożego Narodzenia. Humor jest zróżnicowany – od błyskotliwych żartów, które wywołują szczery śmiech, po momenty tak przerysowane, że ocierają się o „cringe”. Deadpool jest Deadpoolem, więc jeśli lubicie jego specyficzny styl bycia, znajdziecie tu dużo dla siebie.
Pełna niespodzianek fabuła
Joe Kelly, Ed McGuinness i reszta ekipy scenarzystów i rysowników oddali w ręce czytelników komiks, który jest pełen zwrotów akcji. Niektóre wątki, jak cel Deadpoola związany z Peterem Parkerem, naprawdę wciągają, podczas gdy inne – zwłaszcza te bardziej absurdalne – mogą wydawać się nieco rozwleczone. Niemniej jednak każdy znajdzie tu coś dla siebie: trochę akcji, szczyptę dramatu i sporo niekonwencjonalnego humoru.
Oprawa wizualna
Ilustracje autorstwa Eda McGuinnessa i jego współpracowników świetnie pasują do charakteru tej opowieści. Wyraziste, dynamiczne rysunki oddają akcję i komediowy styl całej historii. Szczególnie dobrze wypadają sceny, gdzie bohaterowie wchodzą w absurdalne potyczki – kreska jest wyrazista i pełna energii.
Dla kogo jest ten komiks?
„Spider-Man/Deadpool: Czyż to nie bromantyczne?” to propozycja przede wszystkim dla fanów Deadpoola i jego nieprzewidywalnego stylu bycia. Spider-Man, choć obecny, bywa nieco przyćmiony przez swojego gadatliwego towarzysza. Jeśli lubicie absurdalne fabuły, specyficzny humor i dynamiczną akcję, ten komiks na pewno dostarczy Wam całą masę rozrywki. Jednak dla tych, którzy oczekują bardziej zbalansowanej opowieści z równym udziałem obu bohaterów, może się okazać lekkim rozczarowaniem.
Podsumowanie
„Spider-Man/Deadpool: Czyż to nie bromantyczne?” to komiks, który bawi, zaskakuje i momentami każe z politowaniem kręcić głową. Dynamiczna relacja między bohaterami i absurdalne pomysły fabularne grają pierwsze skrzypce w albumie. Nie jest to może dzieło idealne – humor bywa nierówny, a fabuła czasem zbyt rozciągnięta – ale jeśli szukacie lekkiej, zabawnej lektury to warto dać temu duetowi szansę. W końcu kto nie chciałby zobaczyć Deadpoola i Spider-Mana ratujących Boże Narodzenie? Od razu na myśl nasuwa się „Nightmare Before Christmass”, czyli to, co Tygryski lubią najbardziej.
Jonka, Jonek i Kleks. Wydanie jubileuszowe. Tom 2
Czy można cofnąć się w czasie do epoki, kiedy szarość PRL-u rozświetlały barwne światy twórców komiksów? Oczywiście! Wystarczy sięgnąć po wydanie jubileuszowe przygód „Jonki, Jonka i Kleksa”. Tom 2 to nostalgiczna podróż, ale też solidna dawka fantazji, humoru i… sentymentalnych wspomnień. Jeśli dorastaliście, czytając „Świat Młodych”, lub po prostu kochacie klasyczne komiksy, to jest to album, który musicie mieć na półce.
Kleks, jak zawsze, wyciąga naszych bohaterów z codziennej rutyny i zabiera ich do świata pełnego magii. W tym tomie znajdziecie historie takie jak „Smocze jajo”, „Odwiedziny smoka” czy „Złoto Alaski”. Każda z nich to prawdziwa perełka, w której humor, absurd i odrobina dydaktyki łączą się w idealnych proporcjach. Szarlota Pawel był mistrzem tworzenia fabuł, które z jednej strony bawiły, a z drugiej niosły subtelne przesłania – o przyjaźni, odwadze i znaczeniu wyobraźni.
To wydanie skierowane jest nie tylko do dzieci, ale także do dorosłych, którzy chcą przypomnieć sobie czasy, gdy kolorowe plansze komiksów były ucieczką od codziennych trosk. Każda historia tchnie ciepłem i lekkością, a ilustracje – proste, ale niezwykle sugestywne – pokazują, jak bogata może być wyobraźnia. Oczywiście, po latach można dostrzec, że niektóre fabuły są bardziej infantylne, ale czy to właśnie nie czyni ich tak urokliwymi?
Jubileuszowa edycja to prawdziwy ukłon w stronę fanów – zarówno tych dawnych, jak i nowych. Album zawiera odrestaurowane komiksy, ale też liczne dodatki: plany lekcji, kalendarze, alternatywne plansze i mnóstwo ciekawostek. Wstęp Tomasza Kołodziejczaka i posłowie Macieja Jasińskiego wprowadzają w świat twórczości Szarloty Pawel, rzucając światło na realia, w których powstawały te historie.
Dlaczego warto sięgnąć po ten komiks? Bo to nie tylko komiks, ale kawałek naszej kultury. „Jonka, Jonek i Kleks” to postacie, które pokochali czytelnicy na przestrzeni dekad, a teraz mogą je odkryć nowe pokolenia. Niezależnie od tego, czy szukacie lektury dla dziecka, czy dla siebie, znajdziecie tu coś wyjątkowego. Humor, przygody i ponadczasowe wartości sprawiają, że każda strona to przyjemność.
„Jonka, Jonek i Kleks. Wydanie jubileuszowe. Tom 2” to idealna mieszanka nostalgii z dziecięcą radością. To komiks, który przypomina, dlaczego kochamy historie obrazkowe – za ich zdolność do przenoszenia nas w inne światy, gdzie wszystko jest możliwe. Jeśli chcecie podarować sobie (lub komuś bliskiemu) chwilę beztroskiej przyjemności, ten album będzie strzałem w dziesiątkę. Polecam z całego serca – dla fanów klasyki i tych, którzy dopiero ją odkrywają!
Koniec końców. Seria Niefortunnych Zdarzeń
„Koniec końców” to ostatni tom znanej i cenionej „Serii niefortunnych zdarzeń” spod pióra Lemony’ego Snicketa (pseudonim). Już sam tytuł brzmi jak przestroga, a wstępne słowa autora nie pozostawiają złudzeń. Jeśli dotarłeś do tego momentu, lepiej się zastanów, czy na pewno chcesz wiedzieć, jak ta historia się kończy. A jednak, mimo ostrzeżeń, czytelnik brnie dalej. Bo przecież chce się dowiedzieć, co los przygotował dla rodzeństwa Baudelaire. I jak zawsze u Snicketa – nic nie jest takie, jak się wydaje, a książka porywa coraz bardziej z każdą, kolejną stroną.
Zarys fabuły
Historia zaczyna się tam, gdzie skończył się poprzedni tom. To znaczy w uszkodzonej łódce, dryfującej po bezkresnym morzu. Wioletka, Klaus i Słoneczko są w towarzystwie swojego odwiecznego prześladowcy, Hrabiego Olafa. Ich rozpaczliwa sytuacja zmienia się, gdy sztorm wyrzuca ich na brzeg wyspy zamieszkanej przez grupę kolonistów. Pozorna utopia szybko okazuje się kolejnym miejscem pełnym pułapek.
Wyspa, rządzona przez tajemniczego i despotycznego przywódcę, to mikrokosmos społecznych problemów. Z jednej strony mamy obietnicę równości i harmonii, z drugiej – subtelną manipulację, która zmusza mieszkańców do podporządkowania się, ograniczając ich wolność wyboru. Narrator celnie pokazuje, jak łatwo jednostki mogą ulec presji grupy i jak cienka granica dzieli porządek od tyranii.
Moja opinia i przemyślenia
Mimo że seria jest skierowana do młodszych czytelników, to brak w niej uproszczeń. Autor nie boi się trudnych tematów. Od utraty bliskich, przez moralne dylematy, brnie aż po niewygodne prawdy o naturze człowieka. W „Końcu końców” pojawia się także refleksja nad przeszłością rodziców Baudelaire’ów. Idea, że nawet ci, których kochamy i idealizujemy, mogą mieć swoje sekrety, nie zawsze moralne. Co więcej, Snicket nie daje prostych odpowiedzi. Zakończenie jest otwarte, pozostawiając miejsce na interpretację. Czy Baudelairowie w końcu znaleźli spokój? Czy można mówić o szczęśliwym zakończeniu, jeśli życie toczy się dalej? Na dodatek z nowymi wyzwaniami i niewiadomymi?
Czarny humor i groteska są w książkach na najwyższym poziomie. Jak przystało na całą serię, „Koniec końców” obfituje w ironiczne spostrzeżenia i przerysowane postacie. Narrator, Lemony Snicket, jak zwykle wtrąca się do historii, serwując czytelnikowi dygresje, które bawią, ale też dają do myślenia. Styl autora jest niepodrabialny – proza, która płynie, nie tracąc przy tym głębi.
Rysunki Breta Helquista, które towarzyszą tekstowi, idealnie oddają nastrój książki. Proste, a jednocześnie pełne szczegółów ilustracje dodają klimatu, podkreślając groteskę i tragizm historii.
Podsumowanie
„Koniec końców” to niezwykłe zakończenie serii, które pozostawia czytelnika z mnóstwem pytań. Nie jest to typowy finał, w którym wszystkie wątki zostają rozwiązane, a bohaterowie znajdują spokój. To raczej opowieść o akceptacji niepewności i trudnych prawd życia.
Jeśli lubicie książki, które wymagają zaangażowania, zaskakują i oferują coś więcej, „Koniec końców” to lektura obowiązkowa. Lemony Snicket po raz kolejny udowadnia, że opowieści dla dzieci mogą być równie złożone i znaczące, co literatura dla dorosłych. Polecam z całego serca – choć ostrzegam, że to nie jest historia dla tych, którzy szukają happy endu.
Batman/Superman: World's Finest. Diabeł Nezha. Tom 1
Kiedy Batman i Superman łączą siły, wiadomo, że czeka nas coś spektakularnego. Jednak przyznam szczerze, że po licznych seriach o ich wspólnych przygodach zastanawiałam się, czy „Diabeł Nezha” ma coś nowego do zaoferowania. Okazuje się, że Mark Waid i Dan Mora doskonale wiedzą, jak połączyć klasyczną formułę z dynamiczną rozrywką, tworząc komiks, który zadowoli zarówno wiernych fanów, jak i tych, którzy szukają po prostu dobrej zabawy.
Fabuła tego tomu kręci się wokół niespodziewanej zmiany w mocach Supermana, spowodowanej przez atak Metalloa. Kiedy Człowiek ze Stali potrzebuje pomocy, kto może mu pomóc, jeśli nie Batman? A właściwie Batman i Robin – bo tak, dynamiczny duet jest tu w pełnej krasie! Aby rozwiązać zagadkę i ocalić Supermana, Bruce Wayne decyduje się na dość nietypowy krok – prosi o pomoc Doom Patrol.
Już sama ta kombinacja bohaterów zapowiada chaos i mnóstwo akcji. I rzeczywiście, Waid wrzuca nas w sam środek szalonych wydarzeń, gdzie na każdej stronie coś się dzieje – od walk po międzywymiarowe zagadki. Nie ma tu miejsca na nudę.
Mark Waid postawił na lekką, dynamiczną fabułę, która skupia się na widowiskowości i dobrej zabawie. To nie jest komiks, który próbuje być głęboki czy przełomowy. To raczej ukłon w stronę klasycznych, pełnych akcji opowieści z superbohaterami, gdzie chodzi o czystą rozrywkę. W „Diable Nezha” znajdziecie wszystko: intrygi, widowiskowe walki, trochę humoru i świetnie pokazane relacje między bohaterami. Batman i Superman różnią się od siebie jak dzień i noc, co daje okazję do zabawnych wymian zdań, ale i chwytających za serce momentów wzajemnego wsparcia.
Dan Mora naprawdę zna się na rzeczy. Jego kreska jest dynamiczna, pełna energii i świetnie oddaje różnorodność postaci. Sceny akcji są czytelne, a mimika bohaterów – zaskakująco ekspresyjna. Kolory autorstwa Tamry Bonvillain idealnie podkreślają klimat komiksu, balansując między mrocznym Gotham a jasnymi, pełnymi nadziei tonami Metropolis.
To komiks przede wszystkim dla fanów superbohaterów, którzy szukają odskoczni od mroczniejszych i bardziej skomplikowanych opowieści. Jeśli lubicie akcję, dynamiczne tempo i widok swoich ulubionych bohaterów w nietypowych kombinacjach, ten tom to strzał w dziesiątkę. Dla wiernych fanów DC to także świetny sposób na poznanie Doom Patrolu, który wprowadza do historii szczyptę surrealizmu i humoru.
„Batman/Superman: World’s Finest. Diabeł Nezha” to idealna lektura na leniwe popołudnie z herbatą (albo kawą – w końcu jesteśmy w Gotham). Mark Waid i Dan Mora stworzyli historię, która, choć nie przełamuje żadnych schematów, dostarcza dokładnie tego, czego oczekujemy – solidnej dawki akcji, humoru i relacji między ikonami DC. Jeśli szukacie komiksu, który zapewni Wam dobrą zabawę bez zbędnego nadęcia, to zdecydowanie warto sięgnąć po ten tom. Bo w końcu – kto nie kocha, kiedy Batman i Superman ratują świat razem?
Black Bird Academy Bój się światła
Leaf, Falco, Craine, Zero, Lore. Te imiona są znane wszystkim, którzy czytali pierwszy tom „Black Bird Academy” – książki o demonach, egzorcystach i tego typu przyjemnościach. Jeśli ktoś nie zna, niech prędziutko nadrabia i nie czyta recenzji, bo może sobie niepotrzebnie zepsuć zabawę. A jak ktoś zna... To chyba tylko utwierdzi się w przekonaniu, żeby czytać dalej. No ale po kolei...
Pierwsza część rzuciła mnie na kolana pomysłem, obrzuciła garścią świetnego humoru i przypieczętowała wyrazistymi bohaterami. Byłam kupiona i niecierpliwie czekałam na drugi tom, szczególnie że końcówka zostawiała więcej, niż niedosyt. Rzuciłam się na drugi tom, jak tylko dostał się w moje ręce i zdecydowanie się nie rozczarowałam. I choć „Bój się światła” nie jest już aż tak zabawne, to nadal ma w sobie ogromne „coś”, co sprawia, że nie sposób się oderwać. A tym czymś jest świetny pomysł na fabułę, która dopiero teraz rozwija się jeszcze bardziej, pokazuje kolejne dna i stawia nowe wyzwania zarówno przed egzorcyzmami, jak i przed dziewczyną. Oczywiście Lore też ma tam swoje pięć minut. Wszystko się gmatwa, ale w taki sposób, że nie można się pogubić. Autorka ma dar przedstawiania skomplikowanych wydarzeń w taki sposób, że od razu wskakują na swoje miejsce i budują nowe teorie. Część moich z poprzedniej części potwierdza, część obala, tworzy nowe. Fantastycznie się bawiłam, lawirując między wierszami, dopowiadając sobie pewne rzeczy, by potem je skreślić i tworzyć na nowo.
Robi się mrocznie. Tak, ja wiem, że w pierwszym tomie też jasności anielskiej nie było, ale tu robi się naprawdę poważnie i niebezpiecznie. Dla każdego z bohaterów. Jest też dużo więcej scen erotycznych, niezłych, na poziomie, ale o ile w „Zabij mrok” rozważałam, czy nie pozwolić przeczytać tej książki nastolatce, tak tu nie mam wątpliwości. Ten tom nie nadaje się dla młodych ludzi ze względu na sporą dozę seksu i brutalności, dużo większej, niż w poprzednim. Nie sprawia to jednak, że książka kipi przemocą. To wszystko jest wyważone, ma swoje miejsce i takie po prostu musi być, jednak nastolatki z lekturą muszą trochę poczekać. Pozostałym czytelnikom, zakochanym w egzorcystach, demonach i stosunkach między nimi i ludźmi, zdecydowanie polecam, choć jak ktoś czytał pierwszą część, zapewne jest, jak ja, beznadziejnie zakochany w tej serii i żaden egzorcyzm nie powstrzyma go przed czytaniem. Resztę odsyłam do pierwszej części – nie będziecie żałować. A ja z utęsknieniem czekam na kolejną i zastanawiam się, czy naprawdę musi być ostatnia.
Amazing Spider-Man. Królewski okup
Kiedy po raz kolejny trafia w moje ręce komiks o Spider-Manie, zawsze zadaję sobie pytanie: „Czy jeszcze coś mnie zaskoczy?”. Okazuje się, że tak! „Amazing Spider-Man: Królewski okup” to lekka, pełna akcji i humoru historia, która przypomina, dlaczego to właśnie Spider-Man od dekad pozostaje jednym z najbardziej lubianych superbohaterów.
Głównym motorem napędowym fabuły jest magiczna Tablica Linii Życia – artefakt o niemal nieskończonej mocy, na który ostrzy sobie zęby Wilson Fisk, burmistrz Nowego Jorku i jednocześnie Kingpin, czyli odwieczny wróg Spider-Mana. Ale żeby zdobyć tablicę, Fisk musi najpierw dorwać Bumeranga – tak, tego Bumeranga, który… został współlokatorem Petera Parkera! Już samo to brzmi jak gotowy przepis na przezabawną, nieoczywistą historię.
Spider-Man i Bumerang łączą siły, by stawić czoła przestępczemu półświatkowi i pokrzyżować plany Kingpina. A stawka jest wysoka – jeśli tablica trafi w niepowołane ręce, może sprowadzić na świat prawdziwą katastrofę.
Jednym z najciekawszych wątków jest nowy strój Spider-Mana, sponsorowany przez… J. Jonaha Jamesona! Kiedyś największy krytyk człowieka-pająka, teraz jego gorący fan, Jonah decyduje się na coś naprawdę odważnego – umożliwia śledzenie akcji Spider-Mana na żywo w social mediach. Wątek jest pełen humoru i jednocześnie subtelnej satyry na współczesną obsesję na punkcie lajków i streamów. Dla mnie to prawdziwa perełka tego tomu.
Fabuła komiksu jest dynamiczna i nie daje się nudzić. Pościgi, starcia, nieoczekiwane zwroty akcji – to wszystko znajdziemy w „Królewskim okupie”. Humor, który od zawsze jest wizytówką Spider-Mana, tutaj w pełni błyszczy, szczególnie w dialogach między Peterem a Bumerangiem.
Choć historia jest dość prosta, w tle dzieje się sporo – wątki poboczne, jak zakazana miłość czy próby Jamesona, by „przebić się” w erze cyfrowej, dodają całości uroku i głębi. Jedyny minus? W niektórych miejscach akcja bywa chaotycznie przedstawiona, przez co łatwo się pogubić, zwłaszcza na dynamiczniejszych kadrach.
Za stronę wizualną odpowiada zespół utalentowanych artystów – Patrick Gleason, Federico Vincentini i Federico Sabbatini. Kolory są żywe, kadry pełne energii, a klimat Nowego Jorku oddany idealnie. Niestety, w kilku miejscach kreska jest na tyle chaotyczna, że trudno od razu zorientować się, co właściwie dzieje się na rysunku. Mimo to, ogólne wrażenie wizualne jest bardzo pozytywne.
Warto też wspomnieć o samej jakości wydania – śliskie, solidne strony, świetna czcionka i tłumaczenie Bartosza Czartoryskiego, które jak zawsze trzyma wysoki poziom. A alternatywne okładki? To już prawdziwe dzieła sztuki!
„Amazing Spider-Man: Królewski okup” to idealny wybór na leniwe popołudnie lub wieczór z herbatą. To komiks pełen akcji, humoru i odrobiny refleksji nad współczesnym światem. Jeśli szukasz lekkiej odskoczni od codzienności i masz ochotę na szybką przygodę ze Spider-Manem, ten tom na pewno Cię nie zawiedzie.
Jonka, Jonek i Kleks. Wydanie jubileuszowe
Powrót do świata dziecięcej wyobraźni w wydaniu jubileuszowym
Jeśli wychowaliście się na komiksach ze „Świata Młodych” albo po prostu macie słabość do polskich klasyków, to jubileuszowe wydanie „Jonka, Jonka i Kleksa” jest jak wehikuł czasu. Pierwszy tom, wydany z okazji 50-lecia serii autorstwa Szarloty Pawela, zabiera nas w podróż do czasów, kiedy wyobraźnia nie znała granic. Przygody dwojga nastolatków i ich magicznego przyjaciela – Kleksa – wywoływały zachwyt u dzieci i dorosłych. Czy tak dzieje się i teraz?
„Jonka, Jonek i Kleks” to komiks, który w latach 70. i 80. był dla wielu dzieci ucieczką od codzienności. W jubileuszowym wydaniu Egmont zebrał w jednym tomie różnorodne historie. Począwszy od pierwszej czarno-białej opowieści z 1974 roku, aż po kolorowe klasyki takie jak „Porwanie księżniczki” czy „Kleks i złota rybka”. Każda z tych opowieści zachowuje swój urok i ciepło. Dla tych, którzy dorastali z przygodami Kleksa, to nostalgiczny powrót do świata marzeń. Dla młodszego pokolenia może być odkryciem, że polska kultura komiksowa miała swoje perełki na długo przed erą internetowych superbohaterów.
Nie można nie wspomnieć o samym Kleksie – duchu atramentowym. Wnosi on do każdej opowieści nutkę magii i surrealizmu. Jego pomysłowość i umiejętność przenoszenia bohaterów w niezwykłe miejsca były tym, co wyróżniało serię na tle innych. Dzięki niemu Jonka i Jonek przeżywają swoje niezwykłe. przygody. Odwiedzają krainy wyobraźni, gdzie wszystko jest możliwe.
Egmont zadbał, aby nowe wydanie było wyjątkowe. Twarda oprawa, wysokiej jakości papier i intensywne kolory ilustracji sprawiają, że album jest przyjemny w czytaniu i pięknie wygląda na półce. Poza tym zawiera liczne dodatki – od wstępu Adama Radonia po obszerne posłowie Macieja Jasińskiego. Dzięki temu czytelnicy mogą dowiedzieć się więcej o życiu i twórczości autora, a także o kulisach powstawania serii.
Choć komiks jako taki dostarcza wiele radości, to układ opowieści w albumie budzi czasami mieszane uczucia. Historie ułożono w sposób niechronologiczny, co może być nieco mylące – szczególnie dla nowych czytelników, którzy chcieliby śledzić ewolucję postaci i kreski. Dla niektórych będzie to okazja do porównań, dla innych – lekki zgrzyt.
„Jonka, Jonek i Kleks” w wydaniu jubileuszowym to piękny hołd dla autora i jego twórczości. Komiks przenosi czytelników do świata, gdzie wszystko jest możliwe. Granice wyobraźni są tylko pojęciem względnym. Choć wydanie mogłoby być bardziej przemyślane pod względem układu treści, to nie zmienia faktu, że mamy do czynienia z prawdziwą perełką. Dla tych, którzy wychowali się na piśmie „Świat Młodych”, to powrót do czasów beztroski. Dla młodszych natomiast wspaniała okazja, by poznać kawałek historii komiksowej. Polecam wszystkim, którzy mają ochotę zanurzyć się w świat przygód, humoru i nostalgii. Warto!