sierpień 30, 2026

Rezultaty wyszukiwania dla: Yi Nan

sobota, 15 sierpień 2026 18:27

Martwe kwiaty

„Była strasznym wampirem energetycznym, wysysającym energię z innych ludzi.”

Prawda jest taka, że cokolwiek człowiek by nie wymyślił, życie i tak otrzymuje palmę pierwszeństwa w tworzeniu scenariuszy ludzkich losów. Mam wrażenie, że twórcy kryminałów, nawet jeśli uważają swój pomysł na fabułę za oryginalny, często okazuje się on wyjątkowo zbieżny z okolicznościami zbrodni, która gdzieś na świecie została popełniona. Natura człowieka cechuje się wieloma mrocznymi zakamarkami, w których długie cienie rzucają negatywne emocje, w pewnym momencie dochodzą do głosu i odrzucają podpowiedzi rozsądku. No i jeszcze zwykły sadyzm, narastająca toksyczność rozprzestrzeniająca się w aurze codzienności, łamiąca życie, a nawet je odbierające. Bardzo ciekawią mnie, ze względów psychologicznych, nie tylko biografie morderców i opisy przestępczych czynów, ale również powieści bazujące na prawdziwych zbrodniach.

Dlatego z entuzjazmem przywitałam książkę Marty Reich, fabularyzującą zbrodnię dokonaną nie gdzieś tam w świecie, ale na polskim podwórku. Zimą tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego roku nie tylko warszawska opinia publiczna wstrzymała oddech dowiadując się, kto stał za morderstwem, rozczłonkowaniem i porzuceniem zwłok ofiary, czterdziestoletniej pracownicy telewizji, cała Polska interesowała się tym. Im głębiej sięgało śledztwo, im więcej napływało dowodów, tym sprawa ukazywała się w coraz bardziej osobliwym i trudniejszym do uwierzenia obrazie. Jeszcze dziś, kiedy przegląda się informacje na jej temat, wzbudza mieszane odczucia i wyzwala sprzeczne emocje, podobnie jak wysokość kary zasądzonej przez sąd za okrutną zbrodnię. Ale właśnie, okrucieństwo i nienawiść także mogą ukazać dwa oblicza. Podobał mi się sposób prowadzenia kryminalnego wątku przez autorkę. Pierwsze dwie z czterech części powieści mocno przykuły uwagę, zaangażowałam się w ich treść. Czułam znakomite przygotowanie pisarki od strony merytorycznej i umiejętność podtrzymywania klimatu niecierpliwego poznawania. Lata osiemdziesiąte nieco prosto odmalowane, ale prawdziwie.

Natomiast trzecia część, obejmująca rodzinne relacje, przybliżająca obyczajową otoczkę tła i pierwszego planu makabrycznej zbrodni, niestety zawiodła. Miałam wrażenie, że autorka za mocno weszła w sprawy spoza faktów, za dużo dała wolności wyobraźni i w przejaskrawionym stylu ukazała interakcje domowników. Siła uderzenia w czytelnika dwulicowością i hipokryzją postaci nic by nie straciła, a wręcz zyskała, na mniejszym natężeniu jadu słów i milczenia. Za to szalenie podobało mi się, że Marta Reich podjęła aspekt ukazania, że nie tylko mężczyźni, jak przyjęło się powszechnie uważać, stoją za skrajną toksycznością w relacji, że również kobiety potrafią głęboko, trwale i latami skrzywdzić wydawałoby się najbliższą im osobę, że można kogoś bardziej zranić słowem niż czynem. „Martwe kwiaty”, swoją drogą, sam tytuł bardzo dobry i symboliczny, ukazały, że funkcje społeczne narzucone kobietom nie powinny być sztywnym wzorcem. Dzisiaj wiele się mówi o tym, że małżeństwa mają prawo nie mieć dzieci, nie pragnąć potomstwa, co więcej, to kobiety mają prawo wyboru, czy zostaną matkami. Kolejna refleksyjna myśl, która narodziła się po spotkaniu z książką, że nawet socjalistyczna rzeczywistość, mówiąca teoretycznie o równości, w praktyce pozwalająca jednostkom przekroczyć granicę dostępu do elitarnego zawodu, zachodnich pieniędzy i dóbr, potrafiła rodzić patologiczne zachowania.

Dział: Książki
sobota, 15 sierpień 2026 18:21

Schron

„Gdy w chmurach szaleje czarcie wesele, możesz być pewien, że krew się poleje.”

Thriller psychologiczny „Nie wiesz wszystkiego” Marcela Mossa dostarczył dobrych wrażeń czytelniczych, dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam po kolejną książkę tego autora, tym razem w kryminalnej odsłonie. Niestety, „Schron”, trzeci tom serii o komisarzu Samborze Malczewskim, nie zapewnił ekscytujących doznań. Wydawało się, że miał wszystko, aby wprowadzić w stan niecierpliwego poznawania, a jednak nie połknęłam bakcyla na prezentację fabuły i portrety postaci. 

Zawiodłam się od pierwszych scen powieści, opisów jak z sennych koszmarów. Nie miałam zastrzeżeń do brutalności i bezwzględności oprawcy, w mrocznej literaturze bardzo pożądanych, ale do stylu prowadzenia. Wydawał się rwany i szarpany, pobieżny i na skróty, maksymalnie przyspieszający sceny, wysoce niewiarygodny. Jakby pisany był przez początkującego autora, nabierającego umiejętności w przedstawianiu zdarzeń, albo nawet przez sztuczną inteligencję, zaledwie lekko przypominającą ludzką kreatywność. To odczucia podobne do oglądania filmów tworzonych przez AI, pozornie logika następstw, ale dziury w spójności narracji. Zatem trudno było poddać się nastrojowi grozy, za to łatwo wpaść w irytację spowodowaną niedopracowaniem. Nie uwierzyłam w rozmowę między policjantem a biznesmenem, sztuczna i niewiarygodna. 

Dalsza część powieści też miała miejsca, w których nie czułam przyciągania akcji. Jakże często i natrętnie Sambor marudził Judycie na temat jej męża, dziwiłam się, że była jeszcze w stanie go wysłuchiwać. Natomiast podobało mi się odwołanie do ludowego porzekadła „Gdy w chmurach szaleje czarcie wesele, możesz być pewien, że krew się poleje”. Charakterystyczna nić klimatu, nieco tajemnicza i zgrabnie poprowadzona, mająca potwierdzenie w zapełnionym zdarzeniami scenariuszu, z wieloma mrocznymi sekretami. Plus za obecność psa, w wielu sytuacjach ratował dynamikę i ciekawie zapełniał sceny. Terror, jako jeden z nielicznych, odznaczał się wyjątkową osobowością i ukrytymi celami, nie sposób było z nim nie sympatyzować i nie dociekać intencji. 

Kluczowemu bohaterowi serii nie odmówiłam odwagi, na granicy z obsesją, i determinacji w dochodzeniu do prawdy. Jednak jego porywczość, szybsze mówienie i działanie niż myślenie, z czasem zaczynało doskwierać. Poziom prowadzonych przez Malczewskiego rozmów pozostawiał wiele do życzenia, podobnie było w dialogach innych. Na plus chłodny umysł i refleksje postaci prokuratora. Podsumowując, „Schron” nie spełnił pokładanych nadziei, nie wprowadził w stan pochłaniania książki, a jedynie przetrwania, wymęczonego i kiepsko zakończonego, zupełnie jak w losach powieściowej rodziny z przeszłości. Intryga z mocnym potencjałem zamieszania w wyobraźni czytelnika, wprowadzenia w stan skrajnych emocji, ale niewykorzystana. Obojętnie przyjmowałam, co i z kim się działo, z wyjątkiem Terroru, bałam się, że psina poniesie konsekwencje własnej niezależności i pragnienia wolności za wszelką cenę.

Dział: Książki
sobota, 15 sierpień 2026 18:15

Fantasmagorie

"Fantazja domaga się doskonałości swoich wyobrażeń, jak rozum w swoim zakresie żąda zgodności pojęć.”

Człowiek od zawsze fascynuje się granicą między światem żywych a światem umarłych. Niewiedza, co nas czeka po śmierci, podkręca wyobraźnię. Możemy jedynie przypuszczać i mieć nadzieję na coś dobrego. A kiedy fantazja wspomaga próbę oswojenia się z tym, co nieuniknione, odczuwamy potrzebę wykreowania własnego świata w twórczej odsłonie. Powstają utwory dla rozrywki pisania i czytania. Dzięki nim przeżywamy coś wyjątkowego, unikalnego, łączącego obecność i nieobecność, coś pomiędzy nimi, oraz w zastępstwie czegoś innego, w pozorowanym obrazie szczęścia i smutku. Klasyka literatury grozy nie tylko wypełniała czas jej ówczesnym, dostarczała rozrywki na długie wieczory, skłaniała do snucia wizji, przypuszczeń i interpretacji. Podkręcała nastrój niepewności, wprawiała w strach wynikający z próby zajrzenia w coś nieuchwytnego, niewidocznego i nie do objęcia rozumem na pierwszy rzut oka, podczas gdy przy kolejnych imaginacją uchylającego rąbka tajemnicy i racjonalizującego zjawiska.

„Fantasmagorie” znakomicie odzwierciedlają lęki i obawy przed śmiercią, zaklinaniem rzeczywistości, rzucaniem klątw i wywoływaniem duchów. Dziewięć opowiadań, napisanych przez niemieckich autorów, na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku, czyta się z przyjemnością dla dreszczyku emocji i zajrzenia w mentalność dawnej epoki, stylu życia i oczekiwań wobec wyjaśnień w kwestii przemijania. Zamki z sekretnymi historiami, stare rody z przyrzeczeniem milczących tajemnic, przerażające obrazy jako mosty między trwałością i ulotnością, świadectwa przeżyć i prawdy. Sekrety obarczone klauzulą ciszy i dochowania wierności przodkom. Opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie i mrożące krew w żyłach. Umowy skracające konwenanse w imię ukrycia tego, co nie powinno być ujawnione. 

Sprytne manipulowanie wyobraźnią i emocjami czytelników. Lekkie wywoływanie zdumienia odzianego w duchową szatę. Pojawianie się zjaw przekazujących wiadomości zza światów, nadnaturalnych istot odwołujących się do przeszłości. Żywi i umarli połączeni przepowiednią, genami i splotami okoliczności. Antologię poznaje się z sympatią, uczestniczy w spotkaniach z duchami przy herbatce, wnika w niesamowite historie grozy, gawędzi o tym, co nieuniknione i zdumiewające. Dłuższe lub krótsze opowieści, mniej lub bardziej dopracowane stylistycznie, swobodnie podsuwają obrazy paranormalnej rzeczywistości lub uciekają od szybkich wyjaśnień. Doświadczanie pokrewieństwa ze światem duchów, przypadkową stycznością, połowicznością świadomości istnienia. Raz mrok niegościnny i niebezpieczny, kiedy indziej familiarny i własny. Spełniające się przepowiednie śmierci lub oswojone wizje nieszczęścia. Hipnotyczne iluzje i oderwane fragmenty legendy. Świadkowie wpadający w delirium i milczące miłości. Plotki z ziarnem prawdy i ukryte skarby. Wszystko, co spragniona wyobraźnia sobie życzy.

Współczesny odbiorca tych obrazów nie odczuwa już pożądanego dyskomfortu poznawania, a jednak cieszy się dreszczykiem wciągania się w opowieści, zna mroczniejsze historie ze znacznie nowszych kryminałów i thrillerów, lecz potrafi do pewnego stopnia utożsamić się z bohaterami. Przeżył bardziej złożone fabuły, ale cieszy go intryga zaglądająca w okno przeszłości. Książka akurat na długie zimowe wieczory, kiedy cienie tańczą w blasku zapalonych świec, a wiatr i śnieg za oknem tworzą podatne dla wyobraźni malowidła. Któż z nas nie chciałby na chwilę, lub dziewięć, zajrzeć w niedostępny świat umarłych, przekonać się, że mają swoją formę istnienia i za sprawą energii potrafią coś zakomunikować? Dzięki literaturze grozy, narracji nasyconej dawną sztuką narracji, możemy w ramach zabawy poruszyć zmysły, dostrzec przerażające postaci, poczuć pocałunek śmierci, poddać się sile okropnych fantazji, wniknąć w tajemnicze zwiastuny i odczuć siłę pradawnych ostrzeżeń. Sposób na oswajanie nieuniknionej śmierci.

Dział: Książki
środa, 17 czerwiec 2026 22:38

Zapowiedź: Husky i jego biały kot Shizun

Mo Weiyu był Cesarzem Ludzkiego Wymiaru, Czcigodnym Depczącym Nieśmiertelnych, niepokonanym tyranem budzącym strach w sercach zarówno zwykłych ludzi, jak i najpotężniejszych kultywatorów. Miał wszystko.

Dział: Książki
poniedziałek, 08 czerwiec 2026 15:53

Kłamstwa płaczą. Nielitościwy deszcz. Tom 1

 

Pierwszy tom nowego cyklu o przygodach Czarnej Kompanii, którego nakłady przekroczyły miliony egzemplarzy. Najnowsze dzieło Glena Cooka, ojca chrzestnego literatury fantasy spod szyldu grimdark.

Czarna Kompania wycofała się przez Bramy Cienia, szukając schronienia w dawnym azylu w Krainie Nierozpoznanych Cieni.

W Siedlisku Kruków Pani młodnieje wraz z odradzającą się mocą i stopniowo zrzuca krępujące ją pęta. Tymczasem Konował, wyniesiony do boskiej godności jako Niezłomny Strażnik, pozostał w bezimiennej fortecy. Funkcję kronikarek Czarnej Kompanii przejmują po nim jego przybrane córki Arkana i Szukrat Voroszk.

Początkowo życie w Hsien jest spokojne, wręcz nudne. Szybko jednak okazuje się, że pewne dziwne zdarzenia mają drugie dno. Od bohaterek zaś zależeć będzie odkrycie prawdy skrywanej w cieniach tej niezwykłej krainy.


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data premiery: 2026-06-30
Seria: Czarna kompania
Liczba stron: 448
Autor: Cook Glen

Dział: Książki
poniedziałek, 08 czerwiec 2026 15:50

Ugoszczone duchy. Antologia opowiadań grozy

 

Klasyczne opowieści o duchach mają w sobie coś wyjątkowego. Nie probują przestraszyć czytelnika na siłkę. Zamiast tego budują atmosferę niepokoju. Z łatwością igrają z wyobraźnią i zostawiają nas z pytaniami, na które nie zawsze da się znaleźć odpowiedź. „Ugoszczone duchy” to zbiór właśnie takich historii. Czy warto je poznać? Oczywiście! Są nastrojowe, tajemnicze i pełnych literackiego uroku, który mimo upływu lat wciąż potrafi zachwycić.

O czym jest książka

W zbiorze znalazły się opowiadania autorów takich jak G.K. Chesterton, D.H. Lawrence, Sabine Baring-Gould, Roger Pater i wielu innych twórców klasycznej grozy. Łączy je obecność zjawisk nadprzyrodzonych, duchów oraz tajemnic, które nie dają bohaterom spokoju nawet po latach.

Poszczególne teksty są bardzo różnorodne. Obok klasycznych historii o nawiedzonych miejscach znajdziemy bardziej refleksyjne opowieści dotykające wiary, duchowości, poczucia winy czy rozliczenia z przeszłością. Dzięki temu antologia nie nuży i pozwala spojrzeć na motyw duchów z wielu różnych perspektyw.

Moja opinia i przemyślenia

Największą radość sprawiła mi obecność G.K. Chestertona, autora przygód Ojca Browna, którego twórczość bardzo sobie cenię. Jego opowiadania wyróżniają się subtelnością i skupieniem na filozoficznym wymiarze grozy. Szczególnie zapadły mi w pamięć „Obcy w swoim domu” oraz „Upiorny sen”. To krótkie teksty, ale kryje się w nich coś głębszego. Skłaniają do refleksji nad tym, czym jest dom, tożsamość i duchowa podróż człowieka.

Bardzo interesująco wypada również opowiadanie „W schowku” Rogera Patera, które łączy tajemnicę z trudną przeszłością bohaterów. W ogóle zauważyłam, że wiele tekstów zawartych w tym tomie w różny sposób nawiązuje do wiary i spraw duchowych. Ten motyw został poprowadzony naprawdę ciekawie i nadaje całemu zbiorowi dodatkowej głębi.

Jak to zwykle bywa w antologiach, nie wszystkie opowiadania trafiają równie mocno, ale każde wnosi coś interesującego. Dla miłośników klasycznej grozy to prawdziwa gratka i okazja do poznania mniej znanych autorów oraz tekstów. Szczególnie w takim pięknym wydaniu!

Podsumowanie

„Ugoszczone duchy” to zbiór dla osób, które cenią klimatyczną, staroświecką grozę opartą bardziej na atmosferze i tajemnicy niż na gwałtownych zwrotach akcji. To książka pełna duchów, ale także refleksji o człowieku, wierze i przeszłości. Natomiast sama seria naprawdę przepięknie prezentuje się na półce! 

 

Dział: Książki

Każdy sojusz ma swoją cenę. Każde kłamstwo swoje konsekwencje.

Zoya miała umrzeć jako bohaterka. Zamiast tego budzi się w sercu gór w Azgedur, mieście wykutym w skale, gdzie wróg okazuje się jej jedynym sprzymierzeńcem.

Dział: Książki
czwartek, 16 kwiecień 2026 21:43

Premiera: Łabędzia córa

Przypuszczalnie dość nieszczęśliwa historia miłosna.

KSIĄŻĘ ARRIS WIE, że małżeństwo oznacza wyrok śmierci. Przez jedno niefortunnie sformułowane życzenie rządy na Wyspie Malys od pokoleń może objąć tylko ten, kto zdobędzie serce i rękę następcy tronu – bez względu na to, czy wybranek to przeżyje. Jedyną szansą Arrisa na długie życie jest więc prawdziwa miłość.

Dział: Książki

Jego życie jest iluzją. Jej kłamstwo ryzykownym posunięciem. Czy dwoje outsiderów może ocalić królestwo? 

Dział: Książki
piątek, 27 marzec 2026 13:25

Zdrada Isengardu

 

„Zdrada Isengardu” to książka bardzo szczególna. Nie jest powieścią, nie jest też klasycznym dodatkiem do „Władcy Pierścieni”. To raczej wejście na zaplecze wielkiej opowieści, do miejsca, w którym wszystko dopiero powstaje. Trochę jak zajrzenie do pracowni artysty – zamiast gotowego obrazu widzimy szkice, poprawki, notatki i momenty zwątpienia. To właśnie w tym tkwi wartość tej książki.

O czym jest książka

Tom (w sumie już siódmy) pokazuje moment, w którym „Władca Pierścieni” dopiero się kształtuje. J.R.R. Tolkien zmienia jeszcze koncepcje wydarzeń, rozwija postacie, zastanawia się, jak powinny wyglądać poszczególne miejsca i jakie znaczenie będą miały dla całej historii. Możemy obserwować, jak powstaje Isengard i Orthank. Jak rozwija się wątek Sarumana i jego zdrady. Całe Śródziemie powoli rozszerza się o nowe krainy i ludy. W książce znajdują się różne wersje tych samych scen. Są w niej fragmenty map, notatki i szkice. Pojawiają się także komentarze Christophera Tolkiena, który pokazuje, jak bardzo ta opowieść zmieniała się w trakcie pisania i jak wyglądała praca jego ojca nad kultową historią.

Moja opinia i przemyślenia

Największe wrażenie robi tutaj sam proces twórczy. Można zobaczyć Tolkiena nie jako pomnikowego autora, ale jako człowieka, który skreślał, poprawiał, zmieniał zdanie, szukał lepszych rozwiązań. Nagle okazuje się, że Śródziemie nie powstało jako gotowy świat, tylko rosło powoli, czasem chaotycznie, czasem bardzo metodycznie.

Bardzo ciekawe jest też spojrzenie na Sarumana. Jego zdrada nie pojawia się nagle – widać, jak Tolkien stopniowo budował tę postać, jak zmieniał jej motywacje i charakter. Dzięki temu zdrada Sarumana staje się bardziej zrozumiała i bardziej ludzka.

To jednak nie jest książka do czytania jak powieść. To książka do podczytywania, do zatrzymywania się na fragmentach, do analizowania. Momentami jest bardzo techniczna, pełna komentarzy i porównań wersji tekstu. Jednak jeśli ktoś kocha Tolkiena i jego świat, to jest to po prostu fascynujące.

Podsumowanie

„Zdrada Isengardu” to książka dla osób, które chcą zobaczyć, jak powstawał „Władca Pierścieni” i jak wyglądała praca Tolkiena od kuchni. To zapis procesu twórczego, a nie klasyczna historia, dlatego wymaga cierpliwości i uważnego czytania. W zamian daje jednak coś wyjątkowego – możliwość zajrzenia do samego serca Śródziemia, jeszcze zanim stało się legendą.

Dział: Książki