Rezultaty wyszukiwania dla: Ana Ana
Fantasmagorie
"Fantazja domaga się doskonałości swoich wyobrażeń, jak rozum w swoim zakresie żąda zgodności pojęć.”
Człowiek od zawsze fascynuje się granicą między światem żywych a światem umarłych. Niewiedza, co nas czeka po śmierci, podkręca wyobraźnię. Możemy jedynie przypuszczać i mieć nadzieję na coś dobrego. A kiedy fantazja wspomaga próbę oswojenia się z tym, co nieuniknione, odczuwamy potrzebę wykreowania własnego świata w twórczej odsłonie. Powstają utwory dla rozrywki pisania i czytania. Dzięki nim przeżywamy coś wyjątkowego, unikalnego, łączącego obecność i nieobecność, coś pomiędzy nimi, oraz w zastępstwie czegoś innego, w pozorowanym obrazie szczęścia i smutku. Klasyka literatury grozy nie tylko wypełniała czas jej ówczesnym, dostarczała rozrywki na długie wieczory, skłaniała do snucia wizji, przypuszczeń i interpretacji. Podkręcała nastrój niepewności, wprawiała w strach wynikający z próby zajrzenia w coś nieuchwytnego, niewidocznego i nie do objęcia rozumem na pierwszy rzut oka, podczas gdy przy kolejnych imaginacją uchylającego rąbka tajemnicy i racjonalizującego zjawiska.
„Fantasmagorie” znakomicie odzwierciedlają lęki i obawy przed śmiercią, zaklinaniem rzeczywistości, rzucaniem klątw i wywoływaniem duchów. Dziewięć opowiadań, napisanych przez niemieckich autorów, na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku, czyta się z przyjemnością dla dreszczyku emocji i zajrzenia w mentalność dawnej epoki, stylu życia i oczekiwań wobec wyjaśnień w kwestii przemijania. Zamki z sekretnymi historiami, stare rody z przyrzeczeniem milczących tajemnic, przerażające obrazy jako mosty między trwałością i ulotnością, świadectwa przeżyć i prawdy. Sekrety obarczone klauzulą ciszy i dochowania wierności przodkom. Opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie i mrożące krew w żyłach. Umowy skracające konwenanse w imię ukrycia tego, co nie powinno być ujawnione.
Sprytne manipulowanie wyobraźnią i emocjami czytelników. Lekkie wywoływanie zdumienia odzianego w duchową szatę. Pojawianie się zjaw przekazujących wiadomości zza światów, nadnaturalnych istot odwołujących się do przeszłości. Żywi i umarli połączeni przepowiednią, genami i splotami okoliczności. Antologię poznaje się z sympatią, uczestniczy w spotkaniach z duchami przy herbatce, wnika w niesamowite historie grozy, gawędzi o tym, co nieuniknione i zdumiewające. Dłuższe lub krótsze opowieści, mniej lub bardziej dopracowane stylistycznie, swobodnie podsuwają obrazy paranormalnej rzeczywistości lub uciekają od szybkich wyjaśnień. Doświadczanie pokrewieństwa ze światem duchów, przypadkową stycznością, połowicznością świadomości istnienia. Raz mrok niegościnny i niebezpieczny, kiedy indziej familiarny i własny. Spełniające się przepowiednie śmierci lub oswojone wizje nieszczęścia. Hipnotyczne iluzje i oderwane fragmenty legendy. Świadkowie wpadający w delirium i milczące miłości. Plotki z ziarnem prawdy i ukryte skarby. Wszystko, co spragniona wyobraźnia sobie życzy.
Współczesny odbiorca tych obrazów nie odczuwa już pożądanego dyskomfortu poznawania, a jednak cieszy się dreszczykiem wciągania się w opowieści, zna mroczniejsze historie ze znacznie nowszych kryminałów i thrillerów, lecz potrafi do pewnego stopnia utożsamić się z bohaterami. Przeżył bardziej złożone fabuły, ale cieszy go intryga zaglądająca w okno przeszłości. Książka akurat na długie zimowe wieczory, kiedy cienie tańczą w blasku zapalonych świec, a wiatr i śnieg za oknem tworzą podatne dla wyobraźni malowidła. Któż z nas nie chciałby na chwilę, lub dziewięć, zajrzeć w niedostępny świat umarłych, przekonać się, że mają swoją formę istnienia i za sprawą energii potrafią coś zakomunikować? Dzięki literaturze grozy, narracji nasyconej dawną sztuką narracji, możemy w ramach zabawy poruszyć zmysły, dostrzec przerażające postaci, poczuć pocałunek śmierci, poddać się sile okropnych fantazji, wniknąć w tajemnicze zwiastuny i odczuć siłę pradawnych ostrzeżeń. Sposób na oswajanie nieuniknionej śmierci.
Zapowiedź: Assassin’s Creed: Black Flag
„Urzekł mnie swym dziełem ów zakapturzony mężczyzna, zahipnotyzował mnie ten posłaniec śmierci, który zdawał się nie zauważać otaczającej go jatki, w skupieniu czekając na właściwy moment, by jak najskuteczniej uderzyć”.
Rycerz siedmiu królestw (wydanie ilustrowane)
Czasem marzy się o książce, która nie tylko opowiada historię, ale też otula i zachwyca od pierwszej sekundy. Właśnie taką książką jest „Rycerz Siedmiu Królestw” w wydaniu ilustrowanym George’a R.R. Martina. Wyszło naprawdę pięknie!
To zbiór trzech nowel o przygodach Duncana Wysokiego i jego giermka Jaja – dziejących się niemal sto lat przed wydarzeniami „Gry o tron”. Nie ma tu wielkiej wojny, mrocznych intryg i ciężaru politycznego. Jest za to rycerskość w najczystszej, najbardziej ludzkiej formie: turnieje, drogi pełne kurzu, małe tajemnice, honor i przede wszystkim wyjątkowa, ciepła relacja między wielkim, prostodusznym rycerzem a bystrym, rezolutnym chłopcem.
Dunk i Egg to jeden z najpiękniejszych duetów w całym uniwersum Martina. Ich przyjaźń jest szczera, zabawna, czasem trochę niezgrabna i przez to jeszcze bardziej prawdziwa. Czytając, ma się wrażenie, że naprawdę się o nich troszczy.
A to wszystko w absolutnie przepięknym wydaniu.
Okładka autorstwa Macieja Łaszkiewicza zachwyca już na pierwszy rzut oka – klimatyczna, malarska, z duszą. Ale największym skarbem tego wydania są ilustracje Gary’ego Gianniego w środku. Kilkadziesiąt rysunków (kolorowych i czarno-białych), które dosłownie ożywiają historię. Błyszczące zbroje, dumne konie, zamki w oddali, emocje malujące się na twarzach… Przeglądanie tej książki to czysta przyjemność. Zatrzymujesz się co chwilę, bo ilustracja jest tak piękna, że nie chcesz jej od razu zostawić za sobą.
Całość dopracowana jest do perfekcji: solidna twarda oprawa, piękny papier, przemyślana typografia. To wydanie, które nie tylko się czyta – ono się czuje i ogląda.
Jeśli kochasz świat Martina, ale chcesz odpocząć od mroku głównego cyklu, albo po prostu szukasz czegoś pięknego, klimatycznego i kojącego – to wydanie ilustrowane „Rycerza Siedmiu Królestw” jest idealnym wyborem.
Książka, przy której uśmiechasz się do siebie, westchniesz z błogością i na koniec masz ochotę jeszcze raz przewertować tylko dla ilustracji.
Gorąco polecam z całego serca. Idealna na spokojne wieczory, koc i filiżankę czegoś dobrego.
Kłamstwa płaczą. Nielitościwy deszcz. Tom 1
Pierwszy tom nowego cyklu o przygodach Czarnej Kompanii, którego nakłady przekroczyły miliony egzemplarzy. Najnowsze dzieło Glena Cooka, ojca chrzestnego literatury fantasy spod szyldu grimdark.
Czarna Kompania wycofała się przez Bramy Cienia, szukając schronienia w dawnym azylu w Krainie Nierozpoznanych Cieni.
W Siedlisku Kruków Pani młodnieje wraz z odradzającą się mocą i stopniowo zrzuca krępujące ją pęta. Tymczasem Konował, wyniesiony do boskiej godności jako Niezłomny Strażnik, pozostał w bezimiennej fortecy. Funkcję kronikarek Czarnej Kompanii przejmują po nim jego przybrane córki Arkana i Szukrat Voroszk.
Początkowo życie w Hsien jest spokojne, wręcz nudne. Szybko jednak okazuje się, że pewne dziwne zdarzenia mają drugie dno. Od bohaterek zaś zależeć będzie odkrycie prawdy skrywanej w cieniach tej niezwykłej krainy.
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data premiery: 2026-06-30
Seria: Czarna kompania
Liczba stron: 448
Autor: Cook Glen
Zapowiedź: Królowa Róż. Krew Fae, Tom 1
Dlaczego kochamy kryminały
Kryminały od lat nie schodzą z list bestsellerów, a seriale o morderstwach, zagadkach i pościgach biją rekordy popularności. Trudno znaleźć kogoś, kto choć raz nie zarwał nocy, żeby „jeszcze tylko sprawdzić”, kto zabił. Paradoks polega jednak na tym, że opowieści o zbrodni wcale nas nie przygnębiają. Wręcz przeciwnie — wielu ludzi właśnie przy nich najlepiej odpoczywa.
Zapowiedź: Szept gór. Szepty rodu Eld Veriani. Tom 3
Każdy sojusz ma swoją cenę. Każde kłamstwo swoje konsekwencje.
Zoya miała umrzeć jako bohaterka. Zamiast tego budzi się w sercu gór w Azgedur, mieście wykutym w skale, gdzie wróg okazuje się jej jedynym sprzymierzeńcem.
Premiera: The Sky of Sacrifice. Księga mądrości. Tomorrowland. Tom 2
OFICJALNA SERIA POWIEŚCI FESTIWALU TOMORROWLAND
Gdy sekrety wyjdą na jaw, przyjaźnie zostaną poddane próbie…
Wielka Biblioteka Jutra przygotowuje się do doniosłej uroczystości, a Nu cieszy się nowo odkrytą miłością oraz swoją misją Mędrczyni Prawdy. Jednak jeśli nowe koszmary okażą się zwiastunem złowrogich sił Suttaru, romans Nu będzie musiał ustąpić miejsca jej obowiązkom.
Zdrada Isengardu
„Zdrada Isengardu” to książka bardzo szczególna. Nie jest powieścią, nie jest też klasycznym dodatkiem do „Władcy Pierścieni”. To raczej wejście na zaplecze wielkiej opowieści, do miejsca, w którym wszystko dopiero powstaje. Trochę jak zajrzenie do pracowni artysty – zamiast gotowego obrazu widzimy szkice, poprawki, notatki i momenty zwątpienia. To właśnie w tym tkwi wartość tej książki.
O czym jest książka
Tom (w sumie już siódmy) pokazuje moment, w którym „Władca Pierścieni” dopiero się kształtuje. J.R.R. Tolkien zmienia jeszcze koncepcje wydarzeń, rozwija postacie, zastanawia się, jak powinny wyglądać poszczególne miejsca i jakie znaczenie będą miały dla całej historii. Możemy obserwować, jak powstaje Isengard i Orthank. Jak rozwija się wątek Sarumana i jego zdrady. Całe Śródziemie powoli rozszerza się o nowe krainy i ludy. W książce znajdują się różne wersje tych samych scen. Są w niej fragmenty map, notatki i szkice. Pojawiają się także komentarze Christophera Tolkiena, który pokazuje, jak bardzo ta opowieść zmieniała się w trakcie pisania i jak wyglądała praca jego ojca nad kultową historią.
Moja opinia i przemyślenia
Największe wrażenie robi tutaj sam proces twórczy. Można zobaczyć Tolkiena nie jako pomnikowego autora, ale jako człowieka, który skreślał, poprawiał, zmieniał zdanie, szukał lepszych rozwiązań. Nagle okazuje się, że Śródziemie nie powstało jako gotowy świat, tylko rosło powoli, czasem chaotycznie, czasem bardzo metodycznie.
Bardzo ciekawe jest też spojrzenie na Sarumana. Jego zdrada nie pojawia się nagle – widać, jak Tolkien stopniowo budował tę postać, jak zmieniał jej motywacje i charakter. Dzięki temu zdrada Sarumana staje się bardziej zrozumiała i bardziej ludzka.
To jednak nie jest książka do czytania jak powieść. To książka do podczytywania, do zatrzymywania się na fragmentach, do analizowania. Momentami jest bardzo techniczna, pełna komentarzy i porównań wersji tekstu. Jednak jeśli ktoś kocha Tolkiena i jego świat, to jest to po prostu fascynujące.
Podsumowanie
„Zdrada Isengardu” to książka dla osób, które chcą zobaczyć, jak powstawał „Władca Pierścieni” i jak wyglądała praca Tolkiena od kuchni. To zapis procesu twórczego, a nie klasyczna historia, dlatego wymaga cierpliwości i uważnego czytania. W zamian daje jednak coś wyjątkowego – możliwość zajrzenia do samego serca Śródziemia, jeszcze zanim stało się legendą.
Włoski skarbiec. Najlepsze komiksy Giorgio Cavazzano. Tom 6
Szósty tom „Włoskiego Skarbca” to jednocześnie finał części poświęconej Giorgio Cavazzano, więc już na starcie czuć, że nie jest to zwykła kolekcja komiksów, tylko raczej podsumowanie bardzo długiej i ważnej kariery. To album, który zamyka pewien etap i robi to w sposób spokojny, trochę nostalgiczny, a trochę bardzo efektowny wizualnie. Bardziej hołd niż przypadkowy zbiór historii.
W tomie znajdziemy kilka różnych historii z Donaldem, Mikim i Goofym, ale tym razem mocno czuć, że wybór nie jest przypadkowy. Pojawia się między innymi DoubleDuck, czyli szpiegowska wersja Donalda, są wątki przygodowe jak „Wyspa Srebra”, są historie bawiące się motywem superbohaterskim, a także bardziej nietypowe opowieści – na przykład historia muzyczna z Mikim oraz surrealistyczna przygoda inspirowana twórczością Salvadora Dalego.
Poza samymi komiksami bardzo ważną częścią albumu są dodatki – wprowadzenia do historii, ciekawostki i „Szkicownik”, w którym można zobaczyć rysunki z warsztatu Cavazzano, projekty ilustracji, a nawet materiały związane z jubileuszem Myszki Miki. To nie są dodatki „na siłę”, tylko realna wartość dla kogoś, kto lubi patrzeć, jak powstaje komiks.
Ten tom różni się od poprzednich, bo nie jest przekrojem przez całą karierę, tylko raczej pokazuje późniejszy etap twórczości Cavazzano. I bardzo to widać – rysunki są dopracowane, dynamiczne, momentami wręcz spektakularne. Nawet jeśli jakaś historia fabularnie jest po prostu dobra, to wizualnie potrafi robić ogromne wrażenie.
Najbardziej zapamiętałam dwie historie. Pierwszą bardziej spokojną, muzyczną, z trochę melancholijnym klimatem, i drugą – surrealistyczną, z Dalim i Disneyem. Ta druga to w ogóle coś zupełnie innego niż klasyczny komiks z Donaldem. Dziwna, artystyczna, momentami jak sen. I właśnie takie momenty najlepiej pokazują, jakim rysownikiem był Cavazzano.
Ważne jest też to, że to nie jest tom dla każdego. Jeśli ktoś chce po prostu „śmieszne historie z Donaldem”, to może się zdziwić, bo tutaj duża część przyjemności płynie z oglądania rysunku, stylu, kadrów, pracy artysty. To raczej album dla fanów włoskiego Disneya i dla osób, które lubią komiks także od strony graficznej, nie tylko fabularnej.
„Włoski skarbiec. Tom 6” to bardzo dobre zamknięcie kolekcji Cavazzano. Album bardziej do oglądania i podziwiania niż do szybkiego przeczytania i odłożenia na półkę. Dużo humoru, trochę sensacji, momentami coś bardziej artystycznego, a do tego bardzo ciekawe materiały dodatkowe.
Jeśli ktoś lubi włoskie komiksy Disneya i chce zobaczyć, jak rysuje jeden z największych mistrzów tej szkoły, to zdecydowanie warto. Jako finał kolekcji ten tom naprawdę dobrze stawia kropkę nad „i”.
