październik 04, 2026

Rezultaty wyszukiwania dla: thriller kryminalny

wtorek, 27 lipiec 2021 17:03

Premiera: Ziemia nieświęta

Pasjonujące połączenie mrocznego thrillera i science fiction o podróżach w czasie w realiach alternatywnej wizji świata.

Dział: Patronaty
czwartek, 15 lipiec 2021 00:46

Złudzenie

„Warto żyć dalej, bo nigdy nie wiadomo, co się jeszcze wydarzy.”

Drugi raz podchodzę do twórczości Nicoli Rayner, wcześniej miałam okazję zapoznać się z „Dziewczyną, którą znałaś”, nie trafiłam z książką. Nie chodzi o to, że nie przekonała, bo umiejętnie oscylowała wokół psychologicznych niuansów, jednak nie przyciągnęła tematyką. Była powieścią dla starszych nastolatków, osadzonych w barwach trudnego dojrzewania, kiedy sprawy alkoholu, narkotyków, imprez i seksu wydają się na pierwszym planie zainteresowań.

Podobne odczucia towarzyszyły przy poznawaniu „Złudzenia". Szybko zorientowałam się, że historia jest skierowana do młodych czytelników, chociaż bohaterowie byli już dorosłymi ludźmi, to zachowania wskazywały na sporą niedojrzałość emocjonalną. Dziwiłam się nieuleczeniu bolesnych ran pierwszych miłosnych zawodów, nieprzepracowaniu syndromu odrzucenia przez szkolnych rówieśników, osobliwej bierności w walce o własne szczęście. Nieprzekonujące postaci, bez głębi i iskry życiowej. Najmocniejszym atutem było to, że długo nie wiedziałam, w jakim kierunku potoczy się fabuła. Podskórnie czułam, że za wszystkim skrywa się ponura historia, lecz nie miałam pojęcia, że aż tak mroczna. Zaskoczył mnie wzór kryminalnej intrygi. Niestety, przez większość książki miałam wrażenie, jakby nic szczególnego się nie działo, tylko czasami pojawiały się niepokojące sygnały, trudne do wyjaśnienia zbiegi okoliczności. Wkradło się znużenie, dopiero w ostatnich rozdziałach nastąpiło wyczekiwane przyspieszenie. Finalne rozwiązanie mało realne, ale komponowało się z ogólnym klimatem powieści.

Francesca Knight, pracownica księgarni, uwielbia snuć różne opowieści, jej wyobraźnia wchodzi na maksymalne obroty, kiedy myśli o pierwszym chłopcu, którego obdarzyła gorącym uczuciem w czasach szkolnych. Po wielu latach Charles Fry wciąż podoba się ten mężczyzna, jednak jej miłość wkroczyła w obsesję, kobieta posuwa się do nieustannego śledzenia obiektu westchnień. Fran, typowa samotnica, trudno nawiązująca kontakty z innymi, niesamowicie zakompleksiona, nie radzi sobie sama z sobą. Dodatkowo wydaje się, że opuściła ją ukochana siostra Ellie, która tylko sporadycznie kontaktuje się z nią za pośrednictwem poczty elektronicznej. Nicola Rayner ciekawie przedstawia mechanizm ucieczki od życia realnego w niespełnione marzenia, potęgę złudzeń prowadzących na manowce, rodzenia się rozczarowań, które sami na siebie ściągamy.

Dział: Książki
czwartek, 08 lipiec 2021 13:05

Szeryf Babilonu

Zanim Tom King został rysownikiem Batmana, był oficerem operacyjnym CIA w Iraku. Te kilka miesięcy w środku konfliktu zbrojnego dały mu doświadczenie, które bez trudu można odnaleźć w komiksie „Szeryf Babilonu”. Choć nie jest to reportaż, bo nie może on ujawniać faktów związanych z operacjami, w jakich brał udział, nie zmienia faktu, że jest to fenomenalny thriller kryminalny z czasów końca II wojny w Zatoce Perskiej.
 
Dzięki przemyślanej kreacji bohaterów i fenomenalnej grafice ”Szery Babilonu” wciąga czytelnika w przygnębiającą i złożoną rzeczywistość, która utrzymuje go na granicy szaleństwa. Fabuła bowiem jest jednym wielkim chaosem, takim, jakim była i wojna. Tuż po zakończeniu rządów Saddama Husajna, podążamy szkoleniowcem policji irackiej Christopherem Henrym. Kiedy jeden z jego praktykantów zostaje znaleziony martwy, Chris zostaje zmuszony do szukania pomocy u ostatniego policjanta w Bagdadzie. Osoby, która nie ma kryształowej przeszłości i nie pała miłością do Amerykanów z powodów czysto osobistych. Poszukiwanie sprawcy tej makabrycznej śmierci stwarza coraz więcej problemów, bo okazuje się, że ma ona naprawdę wiele powiązań z różnymi szemranymi wydarzeniami po obu stronach konfliktu. Tę sieć, która kryje się pod Bagdadem, Amerykanie bezowocnie próbują kontrolować.
 
Tom King snuje swoją historię dość charakterystycznie. Używa krótkich paneli, często o siatce 6 kwadratów na stronie. Przeciwstawia akcję i przemoc niemal banalnym dialogom, czasem tylko jakąś onomatopeją na czarnym tle. „Bang, bang, bang” - wręcz słyszymy jak pomiędzy obrazami strzela karabin. Skutecznie dzieli historię na sferę osobistą i oficjalną każdego z bohaterów, czasem mieszając ją dla uzyskania kontrastu.
 
Dzięki nienagannej opowieści Toma Kinga oraz niewiarygodnej i realistycznej grafice Mitcha Geradsa, autorzy byli w stanie przekazać niektóre z najbardziej brutalnych i tragicznych momentów za pośrednictwem komiksowego medium. Panele stale skupiały się na wadze każdego słowa i podkreślały intensywność poprzez mimikę twarzy i okrucieństwo wydarzeń. Są chwile, które bez wysiłku chwytają czytelnika za gardło i duszą jego oddech. Grafika w połączeniu z dialogami kontroluje tempo i sprawia, że często czujesz się bezsilny wobec tego, co na twoich oczach się dzieje. Takie wyrażenie sztuki powoduje, że nieliniowo opowiadana historia jeszcze bardziej się gmatwa, a czytelnik wciąga się w nią głębiej, byle tylko rozwikłali jej zagadkę.
 
Historia widziana jest oczami wielu osób, co pomaga czytelnikowi zrozumieć zastaną rzeczywistość. To świat, w którym wszyscy wydają się wstrząśnięci wojną, ale stosują metody, które wydają się gorsze niż te sprzed wybuchu walk. Metody jeszcze brutalniejsze i odczłowieczone. Tom King naprawdę wiedział, jak rozwinąć każdą emocję i sprawić, by były autentyczne. „Szeryf Babilonu” nie jest lekką lekturą. To ciężki materiał o wojnie z pierwszych stron gazet. Choć nadal jest fikcja, nie biografia ani dokument, porusza bardzo realne tematy, emocje i przemoc. Nie jest czytelnikowi oszczędzony żaden wybity podczas przesłuchań ząb czy roztrzaskana kulą głowa. Wszystko rejestruje on jak naoczni świadkowie. Chciałabym kiedyś zobaczyć adaptację filmową tego dzieła.

 

Dział: Komiksy
czwartek, 03 czerwiec 2021 10:33

Kurs na Śmierć

Są pewne grupy zawodowe, dla których praca nie jest zwykłym zajęciem przynoszącym dochód. Jest, a przynajmniej powinna być, swego rodzaju misją, służbą ku chwale ojczyzny i dla społeczeństwa. A w takim ujęciu pracy nie liczą się gloryfikacje i sława, tylko poczucie dobrze wykonanej pracy oraz świadomość, że zrobiło się wszystko, co tylko zrobić się mogło. Taka praca kojarzy się też z mocnym kręgosłupem moralnym i postawą, która nie pozwala na wszelkiego rodzaju wieloznaczności czy wątpliwości co do właściwego zachowania.
 
Mogłoby się wydawać, że komendant Cezary Majchrzak jest właśnie takim człowiekiem. Szczególnie że niedawno na oczach wszystkich uratował niedoszłą, nastoletnią samobójczynię. Nikt by nie pomyślał, że miesiąc później również trafi na czołówki gazet, tyle tylko, że... sam będzie martwy. Do zdarzenia doszło na terenie Akademii Szkolenia Policji, największej takiej szkoły w kraju. W dzień obchodów Święta Policji, kiedy w Akademii znajdowało się całe kierownictwo policji, Majchrzak został znaleziony martwy przez jedną z kursantek. Początkowo wszystko wskazywało na samobójstwo, ale szybko obalono tę hipotezę. Pewne elementy, łącznie z torem pocisku wskazują, że do jego śmierci przyczyniły się osoby trzecie. Kto mógł go zabić?
 
Do wyjaśnienia tej zagadki zostaje powołany specjalny zespół, do którego zostaje włączony Paweł Łukasik – jeden z najlepszych policjantów komendy głównej, przed trzema laty przeniesiony dyscyplinarnie na prowincję za pobicie kolegi. Warto dodać, że Łukasik był pod wpływem alkoholu i poszło o kobietę. Z uwagi na jego zasługi sprawę niejako wyciszono, co nie zmienia faktu, że jego powrót jest problematyczny z uwagi na to, że pracować będzie z pobitym kochankiem ówczesnej dziewczyny, a ona sama również jest w szeregach policji. Jednak profesjonalizm musi wygrać, szczególnie że sprawa jest mocno medialna, a także nieoczywista.
 
Co więcej, łączy się z innym rzekomym samobójstwem – nauczycielki akademickiej, Olgi Burzyńskiej. Prywatnie kochanki Majchrzaka, przynajmniej tak by wynikało z maili, które do niego wysyłała. Kobieta wypadła z okna swojego apartamentowca, a wieczorna pora oraz ślady podduszania wskazują na to, że raczej nie wieszała firanek i jej śmierć nie była przypadkowa. W sprawę zamieszana zostaje również kursantka, która znalazła ciało Majchrzaka, Agnieszka Jamróz. Mimo starań dziewczyna jest dość nieporadna, ciężko jej także nawiązać bliskie relacje w grupie kursantów, dlatego jest swego rodzaju outsiderem. W przeciwnym razie wiedziałaby, jakie plotki krążą o Majchrzaku i nie wskazałaby tak prędko policji pokoju, który zajmował. Pokoju, który był ponoć miejscem tajemnych schadzek.
 
O co tak naprawdę chodzi w tej sprawie? Czego bał się Majchrzak i co działo się na terenie szkoły policyjnej? Przekonamy się o tym, sięgając po kryminalną powieść autorstwa Wojciecha Wójcika, pt. „Kurs na śmierć”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka książka, choć liczy blisko siedemset stron, jest tak naprawdę lekturą na jedną noc. Bezsenną, gdyż kiedy już zaczniemy czytać, to trudno się od niej oderwać, szczególnie że zarówno plastyczne opisy, jak i napięcie, które autor stale podsyca, zachęcają nas do niemal osobistego udziału w śledztwie, a przynajmniej do formułowania hipotez i przedstawiania możliwych wersji zdarzeń. Dlatego też po książkę sięgnąć mogą wszyscy miłośnicy kryminalnych opowieści, a także zagadek i spiskowych teorii dziejów. Przy okazji lektury podziwiać możemy mistrzowską konstrukcję fabuły, dajemy się porwać wartkiej akcji czy doskonale nakreślonym bohaterom, którym daleko od wyidealizowanych (i nierealnych) postaci. To wszystko sprawia też, że zaczynamy nieco bardziej nieufnie patrzeć na otaczającą nas rzeczywistość i redefiniować określenie moralności. Po lekturze kryminału pozostajemy w głębokiej zadumie, ale też w oczekiwaniu na kolejną książkę Wójcika. Bo że powinna się pojawić, nie mamy żadnych wątpliwości.
Dział: Książki
wtorek, 16 marzec 2021 00:12

Cień judasza

„Wielkie zdarzenia zapisują się na kartach historii, lecz rzadko kiedy w sercach jednostek.”

Fabuła bazowała na utartych szlakach, sprawdzonych pomysłach, wydawało się, że niczym nie powinna mnie zaskoczyć, a jednak w miarę zagłębiania się w powieść wychodziły naprzeciw nieoczekiwane elementy. Kobieta na zakręcie drogi, z nierozliczoną przeszłością, bolesnymi doświadczeniami z nastoletniości, po śmierci matki powróciła do rodzimej wsi, aby uporządkować zwykłe sprawy i przygotować dom na sprzedaż. Opróżnianie pokoi, selekcjonowanie rodzinnych pamiątek, stało się impulsem do odświeżenia sprawy morderstwa kuzynki. Przez dziesięć lat policja nie ustaliła tożsamości mordercy osiemnastolatki. Klaudia podjęła prywatne śledztwo, a im mocniej kopała w pamięci mieszkańców Brzózkowa, tym bardziej narażała się na niebezpieczeństwo.

Znana jej społeczność doskonale wiedziała, jak dochować tajemnic, które nie powinny ujrzeć światła dziennego, intensywnie plotkowała, ale w gronie rodziny i sąsiadów, ale nie w obecności córki domniemanego mordercy. Autorka atrakcyjnie odmalowała obraz zamkniętej społeczności, niewielkiego skupiska ludzi z trwale przydzielonymi rolami w hierarchii ważności, ciekawym przekrojem społecznym, kontrastowym zestawieniem reprezentantów lokalnego środowiska. Przebija się, tak charakterystyczny dla zapomnianych przez świat wsi, syndrom marazmu, martwych punktów, zniechęcenia i braku nadziei na lepsze jutro, z wyjątkiem tych ludzi, którzy potrafią odnaleźć się biznesowo w ponurej rzeczywistości i przejąć stery władzy. Sugestywnie oddano atmosferę miejsca, miałam wrażenie przeniesienia się, jednocześnie przywoływałam obrazy odwiedzanych w rzeczywistości podobnych wiejskich obszarów.

O ile odpowiadały mi wyraziste portrety postaci drugoplanowych, które interesująco wzbogaciły historię, o tyle nie do końca przekonały zachowania głównej bohaterki. Rozumiałam, że wędrówka po spowitych ciemną mgłą wspomnieniach nie należała do łatwych i przyjemnych, wymagała niezwykłej odwagi i determinacji, to jednak spodziewałam się, że Klaudia okaże się mniej naiwna i bardziej bystra. Całkowicie rozgrzeszyłam ją z błędów miłości, ale nie potrafiłam zrozumieć dużej łatwowierności i działania pod wpływem chwili, tym bardziej że pracowała jako dziennikarka, a w tym zawodzie doskonali się nie tylko szósty zmysł, ale również umiejętność kojarzenia i interpretacji prawdy ukrytej pod wieloma warstwami. Sporo przewidziałam z finalnej odsłony, lecz doceniłam zgrabne zespolenie dwóch wątków czasowych. Chociaż nie wszystkie elementy powieści wydawały się mocne, liczyłam na większe napięcie, mocniejsze akcenty, przygodę zaliczam do ciekawych.

Dział: Książki
sobota, 23 styczeń 2021 14:10

Inspiracja

Uczucia to niepewna materia. Czujemy się jak podczas spaceru po linie. Ekscytacja miesza się ze strachem. Możemy spaść lub przejść na drugą stronę. Co nam się uda? To zawsze zależy od tego, ile czynników wpływa na naszą korzyść. Raz emocje pchają ku miłości, innym zaś popychają w stronę czynów o głębszej barwie czerwieni.

 

Oskar Blajer to pisarz, którego pióra można zaznać w formie opowiadań kryminalnych. Młody mężczyzna pisaniem ucisza demony przeszłości, oczyszcza umysł i blokuje złe myśli. Często chadza na pogrzeby, a każda zasłyszana tam historia zbrodni to inspiracja dla jego opowieści. Uroczystości pogrzebowe zamordowanej nastolatki zdają się idealnym miejscem na poszukiwanie weny. Tam też 23-latek poznaje Luizę Ostrowską. Dziewczyna pochodzi z wyższych sfer, a jej pojawienie się w życiu młodego mężczyzny wiele zmieni. Tymczasem gazety huczą od nowych domysłów i kolejnych morderstw. Dziennikarze okrzyknęli sprawce Łowcą Nimfetek. Im bardziej Oskar będzie zbliżał się do Luizy, tym więcej poszlak będzie łączyć się z jej otoczeniem. Kto jest mordercą? Co ukrywa kobieta? Czy miłość jest w stanie doprowadzić do zbrodni?

 

Adrian Bednarek to mistrz tajemnic, zbrodni i niepokoju, z którego jest w stanie utkać historię tak nieprzewidywalne i mrożące krew w żyłach, że strach nabiera głębi i dopada każdego. Pamiętnik diabła mnie zachwycił, z każdym tomem pogłębiając moją miłość do pióra autora. Czy Inspiracja wywarła podobne wrażenie?

 

Od czego by tu zacząć. Lekki opis, którego płycizny należy się strzec, gdyż nie ostrzega w najmniejszym stopniu przed tym, co się wydarzy i wątek uczuciowy, który mydli oczy i odwraca trochę uwagę czytelnika. Tak, te świetne w swej prostocie zagrania zwodziły mnie dość długo. Podświadomie, gdzieś pod skórą delikatnie pojawiała się jednak ta nieznośna gęsia skórka, to uczucie niepewności, a raczej pewności, że coś się wydarzy. Coś, co zmieni wszystko, co zdążyliśmy wydedukować z poszlak podrzucanych systematycznie przez autora. Inspiracja zbudowana jest na narracji mieszanej, jednak większą część stanowi ta, z perspektywy Oskara. Dzięki takiemu zabiegowi, czytelnik bardziej wczuje się w wydarzenia i dostrzegą rozwój postaci.

Oskar przyciąga najbardziej. Naturalny i mocno realistyczny, a zarazem wciąż potrafił zaskoczyć siebie i nas. Jego rozwój na tle całej fabuły i ścieżki, które wybierał, były logiczne i udowadniały, że nie możemy być pewni nawet własnej postawy. Autorowi po raz kolejny należą się ukłony za nieszablonowość i kreację psychologiczną postaci. Inspiracja ma dobrą podstawę psychologiczną i niesztampowy pomysł na fabułę. Dodając do tego lekkość pióra autora, otrzymujemy wciągającą, brutalną i zaskakującą opowieść, która koncentruje się na ludziach i tym, co ich kształtuje.

 

Dobry thriller, czyli...

 

Adrian Bednarek potrafi budować napięcie, bawić się plastycznością opisów, bulwersować i zaciekawiać. Umiejętnie szafuje tym, co tworzy, wodząc czytelnika za nos. Inspiracja idealnie wpisuje się w to, czym powinien być thriller psychologiczny. To proporcjonalnie rozłożona siła fabuły i barwność postaci, ale też i niepewność, strach oraz oburzenie. Czytając tego typu książki, czytelnik powinien dać się porwać fabule, analizować wydarzenia i poszczególne zachowania postaci. Cała historia na długo po jej zakończeniu, wciąż nawiedza twoje myśli? To najlepsza rekomendacja w przypadku tego typu powieści. Inspiracja zaskakuje głębią i wielowymiarowością, którą niezwykle ciężko uzyskać.

To jedna z tych powieści, która niemalże dotknęła ideału. Nie można o niej napisać wiele, by uniknąć odkrycia zbyt wielu kart. Choć początek lekko nużył, to finał okazał się wisienką, na którą warto było czekać. Gwarancja napięcia, skołatanych myśli i szoku, który niejednokrotnie będzie głównym stanem umysłu. Czekam na kolejne części serii. Czy to już Obsesja?

Dział: Książki
piątek, 13 listopad 2020 22:54

Dziedzictwo von Schindlerów

Chyba wszystkie stare domy mają przynajmniej jedną ciekawą historię do opowiedzenia. Są milczącymi świadkami narodzin i śmierci, miłości i rozstań, zdrady, kłamstwa, a gdyby umiały mówić, wówczas moglibyśmy rozwiązać niejedną zagadkę. Im dłużej dany dom pozostaje w rękach właścicieli, im bardziej burzliwe są losy rodziny, tym więcej w domu gromadzi się energii, więcej tajemnic mógłby zdradzić. Prawdziwie mrożące krew w żyłach historie mają jednak do opowiadania zamki i wielkie rodowe posiadłości, które na przestrzeni wieków niekiedy nie zmieniały swoich właścicieli lub zmiana ta była podyktowana mariażami oraz decyzjami danej władzy.
 
Burzliwa jest też historia starego dworu na Mazurach i jego dawnych właścicieli, von Schindlerów. Jakie sekrety ma do opowiedzenia ten dom? Przez lata pozwolono mu niszczeć, adaptując zabudowania gospodarcze na potrzeby państwa i biernie obserwując upadek budynku. Dopiero ekscentryczny wnuk ostatniego dziedzica, Johann von Schindler zdecydował się uratować rodową siedzibę, za sprawą swojej żony kupując dwór, a następnie pragnąc przekształcić go w luksusowy pensjonat. Biorąc pod uwagę upadający ośrodek wczasowy zlokalizowany po sąsiedzku, jest to dość ryzykowny biznes, choć właściciel od razu postanowił zadbać o promocję „Gościńca von Schindlerów”, i to w wyjątkowym stylu.
 
Dom ma bowiem stać się tłem wydarzeń dla ośmiu historii spisanych przez ośmiu pisarzy. A właściwie siedmiu, bowiem ostatnią historię planuje napisać sam właściciel. Dlatego też w Gościńcu zjawia się prawdziwa elita literackiego świata i gorące nazwiska pisarzy znanych z pierwszych stron gazet oraz oczywiście z bestsellerowych kryminałów. Miesięczny pobyt, gdyż taki jest okres umowy, zaowocować ma opowiadaniami o treści tematycznie powiązanej z dziejami dworku. Opowiadania te mają być wydane w formie antologii, i to również na niemieckim rynku.
 
Jednym z zaproszonych do realizacji tego projektu autorów kryminalnych opowieści, jest Monika Łasicka, nauczycielka i przy okazji autorka dwóch książek. Ona sama jest niezwykle zaskoczona zaproszeniem, ponieważ znalazła się wśród najlepszych, a na dodatek za swoją miesięczną pracę, połączoną z wypoczynkiem w Wierutkach, otrzymać ma całe sto tysięcy złotych. Okazuje się, że jej wątpliwości co do wyboru właśnie jej osoby są słuszne - znalazła się w dworku niejako przez przypadek i w ramach zastępstwa. Na dodatek zastępstwa za autora, Zygmunta Grodzickiego, który w niejasnych okolicznościach zginął w Wierutkach, rzekomo spadając z wieży widokowej nad Łuknajnem. Tyle tylko, że sprawa jest mocno podejrzana, choć jednym, który wyraża sprzeciw wobec takiej kwalifikacji tego zgonu, jest Jacek Ligęza, były policjant, a obecnie stróż nocny w ośrodku wypoczynkowym. To właśnie on znalazł ciało mężczyzny i doskonale wie, że o żadnym upadku nie mogło być mowy, zatem chce wiedzieć, na jakiej podstawie policja uznała śmierć za wypadek i szybko zakończyła sprawę.
 
Nie zmienia to faktu, że Monika otrzymuje „w spadku” po zmarłym pisarzu temat, którym ma się zająć, przedstawiając zbeletryzowaną wersję wydarzeń. Z dworkiem związane są pewne dziwne wydarzenia, o których wśród miejscowych krąży legenda. Przed wybuchem wojny, kiedy rodzina von Schindlerów postanowiła po raz pierwszy otworzyć pensjonat, w tajemniczych okolicznościach zniknęła z niego młoda kelnerka. Sześćdziesiąt lat później, kiedy postanowiono reaktywować pensjonat, historia się powtórzyła. Zaginioną znów jest kelnerka, którą widziano ponoć odpływającą żaglówką o nazwie „Bö” - jachtem von Schindlerów z przedwojennych czasów.
 
Co tak naprawdę kryje się w tej historii i jakie tajemnice przyjdzie rozwikłać Monice? Czy praca nad tematem jest dla niej bezpieczna, biorąc pod uwagę nagłą śmierć Grodzickiego? O co tak naprawdę chodzi w tej historii i jakie sekrety kryje sam dom i jego właściciele? To pytania, które nasuwają się w trakcie lektury znakomitej, porywającej powieści pt. „Dziedzictwo von Schindlerów”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka książka, to licząca sobie blisko siedemset stron przygoda, osadzona na różnych planach czasowych, sięgająca wojennych czasów. Lektura jest prawdziwą gratką nie tylko dla miłośników twórczości autora, ale dla wszystkich lubiących skomplikowane historie rodzinne, klimat tajemnic i pieczołowicie skrywanych sekretów z przeszłości.
 
Atutem książki jest nie tylko frapująca fabuła czy niezwykły klimat książki, która wręcz przesycona jest mazurskim klimatem i znikającymi we mgle taflami jezior, ale przede wszystkim jej bohaterowie. Grupa mniej lub bardziej zmanierowanych autorów, relacje pomiędzy nimi, podejście do pracy i do życia – z wielką ciekawością obserwujemy interakcje pomiędzy członkami grupy, śledząc jednocześnie ich styl pracy. Wisienką na torcie jest tajemnica, i to niejedna, którą w trakcie lektury należy rozwiązań, a także gwałtowne zwroty akcji sprawiające, że czytelnik nieustannie drży z niepewności, co jeszcze może się wydarzyć. Te emocje nie pozwalają zakończyć powieści w jej trakcie, a po jej odłożeniu, zmuszają do sięgnięcia po poprzednie książki autora. Jeśli oczywiście nie zrobiliśmy tego wcześniej.

 

Dział: Książki
czwartek, 08 październik 2020 12:07

Uściski

W Polsce mamy doprawdy wielu fantastycznych pisarzy kryminału, dlatego z entuzjazmem podchodzę do debiutów tego typu. „Uściski” od razu rzuciły mi się w oczy i zaintrygowały opisem, ponieważ bardzo lubię motyw odkrywania tajemnic zmarłych i niepokojącą fabułę, ciągnącą za sobą kolejne śmierci, tudzież zaginięcia. Aurelia Blancard mnie nie zawiodła w żadnej z tych kwestii i – co tu dużo pisać – już wypatruję kolejnych jej powieści!

Zacznę może od tego, że poza wciągającą fabułą, pełną sekretów i wątkiem kryminalnym, autorka serwuje nam prawdziwą bombę emocjonalną. W dużej mierze „Uściski” są powieścią obyczajową, niemniej w tym wypadku nie uznaję tego za wadę, bowiem detektywistyczne aspekty są bardzo ładnie w całość wplecione, dzięki czemu od książki nie idzie się oderwać. Najważniejsze dla mnie było jednak to, że wykreowani tutaj bohaterowie nie byli mi obojętni i ich losy – bardziej lub mniej rozbudowane – śledziłam z przyjemnością. Zżyłam się z nimi i empatycznie podeszłam do ich problemów i rozterek, które w dużej mierze będą bliskie wielu czytelnikom. Bardzo się cieszę, że Aurelia Blancard skupiła się w swoim dziele nie tylko na głównym pomyśle, ale i całej reszcie – pięknie dopracowała historię.

W wielu miejscach powieść jest nieoczywista i zadziwia podejmowanymi tematami. W „Uściskach” pierwsze skrzypce gra nie tylko motyw „młodej samobójczyni”, ale przewija się wiele innych wątków, a każdy z nich jest warty uwagi i tka ciekawą intrygę, przeplataną ludzkimi słabościami, marzeniami, błędami i… makabrą. Muszę przyznać, że autorce udało się również nie raz mnie wzruszyć – być może dlatego, że z tekstu płynęły zadziwiająco prawdziwe emocje. Tutaj warto dodać, że książka napisana jest bajecznym językiem, dzięki czemu całość czyta się po prostu wyśmienicie. Jestem pewna, że styl Aurelii Blancard urzeknie wiele osób, bo to jak misternie skonstruowana jest ta powieść to… bajka.

Pokrótce podsumowując, „Uściski” to FENOMENALNY debiut, który aż się prosi o polecenie szerokiemu gronu odbiorców. Historia jest spójna, życiowa, zaskakująca, pełna emocji i… zmusza do refleksji, bo kryje się tu niespotykany przekaz oraz poruszone zostają aktualne problemy. Jestem przekonana, że każdy miłośnik bardziej obyczajowo-psychologicznych thrillerów będzie tą pozycją zachwycony. To jedna z tych książek, które – można rzec – mają duszę. Polecam z całego serducha i – jak wspominałam wcześniej – czekam na kolejne przepyszne twory od tej nietuzinkowej debiutantki!

Dział: Książki
czwartek, 01 październik 2020 23:51

Geneza

„Obcowanie z upiornymi skutkami nieludzkiej natury niektórych ludzi było jednym z najtrudniejszych aspektów pracy lekarza medycyny sądowej.”

Moja przygoda z thrillerami zaczęła się od medycznej wersji, tak bardzo spodobał mi się ten typ rozrywki, że pozostaję mu wierna do dziś, a zwłaszcza twórczości Robina Cooka, który w zasadzie zainicjował ten gatunek literacki i tak wiele do niego wniósł. Książki Cooka nie tylko zapewniają przygodę z dreszczykiem, ale również ukazują dokonania współczesnej medycyny, dlatego i w tym wymiarze chętnie po nie sięgam, aby dowiedzieć się czegoś nowego, poznać kierunki badań naukowych, czy też otrzymać bogaty materiał do przemyśleń. W „Genezie”, dwunastym tomie serii, której odsłony można poznawać niezależnie od siebie, klimat intrygi obraca się wokół zadziwiających osiągnięć genetyki, nieprawdopodobnych możliwości, jakie oferuje ludzkości, a w tym także postęp w zakresie rozwiązywania zagadek kryminalnych.

Narracja jest gładka, płynna i przyjazna, długo nakręca spiralę napięcia, jednak od początku dozuje mocne uderzenia, jak kończące się gwałtowną śmiercią incydenty, niepewność w weryfikacji intencji postaci, niemożność uniknięcia spodziewanych po części przestępstw. Pewni możemy być jedynie w odniesieniu do głównych bohaterów serii, patologów, Laurie Montgomery-Stapleton i Jacka, jej męża, z tym że Laurie pracuje na stanowisku nowojorskiego głównego inspektora medycyny sądowej. To zderzenie dwóch zupełnie odmiennych osobowości sprawia, że ich związek wydaje się ciekawy i pełen niespodzianek. Kłopoty, które przynosi im życie prywatne, wydają się bliskie naszym, a przez to prawdziwe. Cook świetnie podsuwa bohaterom coraz to nowe problemy i wyzwania, ale nie zapomina o kontynuacji wcześniej zaczętych wątków.

Natomiast w sferze zawodowej, Laurie i Jack muszą obecnie zmierzyć się z mega irytującą rezydentką, Arią Nichols, pozbawioną empatii i wyczucia społecznego. Wyjątkowo nieznośna osobowość, lecz doskonale radząca sobie w medycznej sferze. W trakcie przeprowadzania sekcji zwłok młodej pracownicy socjalnej Laurie i Aria trafiają na coś nietypowego, co skłoni je do chęci bliższego przyjrzenia się ostatnim dniom denatki. Na prośbę Arii, Laurie przydziela jej zadanie przeprowadzenia śledztwa w sprawie osobliwej śmierci. Aria mocno angażuje się w dochodzenie, co tak naprawdę przytrafiło się kobiecie, porusza wszelkie dostępne środki, aby tylko dotrzeć do prawdy. A nie jest to łatwe, nie tylko ze względu na ograniczenia prawne i medyczne, ale również z powodu zadziwiających zbiegów okoliczności wśród ofiar i powstającego ciągu wypadków.

Powieść nie należy do dynamicznie przebiegających po scenariuszu zdarzeń, dużą uwagę przywiązuje do opisów detali istotnych ze względu na poznanie tajemnic. Czytelnik widzi nadciągające nad postaciami niebezpieczeństwo, lecz długo nie zna tożsamości czarnego charakteru. Brakowało rozbudowania motywu postępowania sprawcy, co prawda zaprezentowany okazał się prawdopodobny, ale niewspółmierny w stosunku do rozwiniętej skali zbrodniczych działań. Z kolei, spodobał mi się portret Arii, pod wieloma względami bardzo zagadkowy, i choć kobieta nie wywołuje sympatii, to jednak zbliżamy się do niej, jest inaczej niż zazwyczaj, zatem atrakcyjnie.

Dział: Książki
wtorek, 07 lipiec 2020 23:02

Popchnij mnie

Nie ma roku, by wakacje – teoretycznie czas odpoczynku dobrej zabawy – dla niektórych nie zamieniły się w prawdziwy koszmar. Niestety, niekiedy beztroska, której się oddajemy, źle się kończy zarówno dla nas samych, jak i dla naszego otoczenia. Zbyt często wyjazd z dala od naszego miejsca zamieszkania, od rodziny, pracy, codziennych kłopotów, budzi w nas skłonność do ryzyka, a także do brawury. Stąd właśnie zwiększona ilość wypadków samochodowych, utonięć, upadków z klifów, a nawet … z balkonu.

Tak zwany balkoning, jak się okazuje, zyskuje coraz większe grono zwolenników. Nie wystarczy im już skok na bungee czy z trampoliny do wody, nawet urwiska straciły już swój urok. Teraz turysta przeżywa przygodę życia skacząc… z balkonu do hotelowego basenu. Tyle tylko, że w tym przypadku szanse przeżycia są minimalne. Przekonał się o tym jeden z turystów wypoczywających na Majorce, partner niejakiej Vanessy. Dla niego ta osobliwa rozrywka skończyła się tragicznie, choć tak naprawdę największą traumę przeżyły te osoby, które były świadkami tego skoku i widziały jego roztrzaskaną głowę wraz z zawartością na okalających basen płytach.

Jednym ze świadków tego dramatycznego w skutkach skoku był gość hotelu, Janusz Kastrat. Splot różnych okoliczności, a także filmik, który umieścił w sieci,  w którym parodiuje detektywa sprawiają, że rzeczywiście zostaje za detektywa uznany. Tym samym to jemu powierzono zadanie odnalezienia mordercy turysty zamieszkującego w hotelu Maria Verde – jedna z teorii głosi bowiem, że owe skoki z balkonu nie są dobrowolne i istnieje … czynnik zewnętrzny w osobie mordercy. Kastrat będzie musiał odpowiedzieć zatem na pytanie, czy to był wypadek, a jeśli nie – znaleźć osobę odpowiedzialną za te tragedię.

Nie można powiedzieć, by robił to z chęcią. Tak naprawdę zjawił się na Majorce zupełnie w innym celu niż turystyczny, a tym bardziej nie jest mu na rękę rozwiązywanie kryminalnych zagadek. Co nie znaczy, że nie stanie na wysokości zadania … Jak zakończy się ta historia? Czy Kastrat znajdzie mordercę i czy w ogóle sprawca istnieje? Co tak naprawdę Janusz robi na Majorce i dlaczego zależy mu na skorzystaniu z jednej z wycieczek? To tylko kilka z wielu pytań, na które odpowiedzi oszukiwać będziemy na stronach kryminalnej opowieści autorstwa Pawła Olearczyka pt. „Popchnij mnie”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Novae Res książka to propozycja zarówno dla miłośników rozgrzanej słońcem Majorki, jak i wielbicieli zbrodni oraz poznawania jej natury. Pod warunkiem jednak, że przez książkę przebrną, co niestety może być trudne.

Teoretycznie książka powinna być prawdziwym bestsellerem, ma bowiem ku temu warunki. Rewelacyjny pomysł, frapująca fabuła to zwykle gwarancja sukcesu powieści. Tym razem jednak  nie udało się wykorzystać tych atutów. Brak tu spójności, głębi postaci, brak określonego celu dialogów i scen. Infantylność bohaterów nie rozczula, a raczej irytuje, podobnie zresztą jak ich rozmowy (szczególnie Kastrata z rezydentką). Mimo iż plastyczność scen pobudza wyobraźnię, to zrażając się po lekturze pierwszych stron, ciężko już wciągnąć się w akcję. Szczególnie, że Olearczyk nie zrobił nic, by nas do siebie (a właściwie powieści) przekonać. Szkoda…

Dział: Książki