grudzień 09, 2021

Rezultaty wyszukiwania dla: przygodowa

czwartek, 31 marzec 2016 17:19

Wikingowie. Wilcze dziedzictwo

Wikingowie to bardzo popularny w ostatnich czasach temat. Pojawia się coraz więcej książek i filmów, dlatego gdy w moje ręce trafiła książka z Wydawnictwa Akurat i pióra Radosława Lewandowskiego "Wikingowie - wilcze dziedzictwo" zastanawiałem się, o czym ona będzie. Na szczęście już pierwsze stronice utwierdziły mnie w przekonaniu, że był to dobry wybór. Bardzo prosty, a zarazem barwny język sprawia, że czytelnik całkowicie wpada w wir wydarzeń.

Akcja rozgrywa się w X wieku n.e. kiedy to na Półwyspie skandynawskim cyklicznie dochodzi do konfliktów zbrojnych o supremacje pomiędzy Norwegami, Szwedami i Duńczykami. Główny bohater Asgot Czerwona Tarcza zostaje wysłany z poselstwem przez króla Szwecji Eryka Zwycięzcę o z prośbą wsparcie w wojnie z Danią. Celem misji jest siedziba największego Jarla Norwegów Hakona Benlosa. Po burzliwej wyprawie, którą opłacono wieloma stratami osiągnięto cel i Asgot wraz z synem Oddim rozpoczęli  pertraktacje, które do pewnego momentu toczyły się pomyślnie. Jednak za murami grodu Hakona wydarzyło się coś, co na zawsze miało zmienić układ sił na półwyspie, jak również los Asgota.

Hakon przedstawia posłom kontrofertę, która ma ochronić ich od niechybnej śmierci. Przebiegły wódz Norwegów postanowił wesprzeć Asgota swoim wojskiem i ruszyć na Eryka, a po wygranej bitwie ustanowić Czerwoną Tarczę prawowitym wodzem Szwedów. Pierwszym celem miało być miasto portowe Birka, które stanowiło klucz i zarazem bramę w dalszej kampanii. To właśnie pod murami i na ulicach miasta rozgrywa się dramatyczna bratobójcza bitwa. Kilka dni oblężenia i najazdów zarówno lądem jak i od morza sprawia, że miasto upada. Jednak pozostający przy życiu obrońcy dzięki doświadczeniu i hartowi ducha zadali najeźdźcom spore straty, co pozwoliło odłożyć w czasie klęskę. Do tego wszystkiego fortel Eryka doprowadził do sytuacji, w której upadek Birki można było przekuć w zwycięstwo.

Co było w następnych dniach po bitwie, jak rozwinęła się kampania Asgota? Tego musicie dowiedzieć się sami, ale zaręczam - nie będziecie się nudzić. Cała książka napisana jest prostym językiem, ale tak magicznym, który czytelnikowi pozwala poczuć klimat tamtych czasów. Bardzo dokładnie i z krwawą precyzją opisana bitwa pokazuje temperament, wierzenia ludzi północy, jak również rozwój ich cywilizacji. Jeśli do tego wszystkiego dołożymy zwroty akcji i wątki miłosne, to otrzymujemy książkę, która usatysfakcjonuje każdego, zarówno miłośnika historii, fantastyki, jak i po prostu dobrej literatury.

Muszę przyznać, że duet, który wydał Wikingów, czyli Wydawnictwo Akurat i autor R. Lewandowski stworzyli książkę, którą odkłada się na półkę z żalem, że już została przeczytana. Z drugiej strony można się tylko cieszyć, że jest to pierwsza część serii, a to z pewnością gwarantuje emocje i dobre chwile z książką.

Dział: Książki
wtorek, 15 marzec 2016 15:25

Czarownice z Pirenejów

Czy miłość między dwojgiem ludzi może być tak silna, że przetrwa nie tylko rozłąkę i odległość, ale też czas? Czy obietnica złożona ponad cztery wieki wcześniej ma szansę być spełniona? Czy naprawdę uczucie łączące dwoje ludzi jest tak wielkie, że może przetrwać, by potem niespodziewanie się odrodzić? Wydaje się to niemożliwe, a jednak...

Gdy poznajemy główną bohaterkę Briandę, nie jest ona w najlepszej formie. Co prawda ma całkiem niezłą pracę i mężczyznę, z którym wiąże poważne plany, jednak powracające z coraz wierszą siłą nocne koszmary i dzienne nagłe zasłabnięcia, nie pozwalają się tym kobiecie cieszyć. Zadowolona dotąd z życia Brianda nie rozumie, skąd bierze się w niej ten niepokój, te obezwładniające lęki, słyszane dźwięki, strzępki obrazów i uczuć. Zupełnie jakby do bram jej zdroworozsądkowości zaczęło się dobijać coś, co przez długi czas trwało uśpione, by teraz nagle zaatakować ze zdwojoną siłą. Uporczywie trzymając się wersji, że to zwykła nerwica i przemęczenie, Brianda postanawia wyjechać na wieś do ciotki, licząc, że spokój prowincji przywróci jej równowagę ducha.  Tymczasem na wsi okazuje się, że tajemnice dotyczące i tego miejsca i samej głównej bohaterki mnożą się, jak pączkujące drożdże i zamiast oczekiwanego ukojenia, Brianda natyka się na coraz to nowe rewelacje.

Fabuła powieści jest dość przewidywalna, głównie dlatego że sam opis z tyłu okładki zdradza zbyt wiele. Niemniej jednak nie psuje to przyjemności obcowania z tą historią.
Po pierwsze akcja dzieje się w Hiszpanii, zarówno tej współczesnej, jak i tej z końca XVI wieku za rządów króla Filipa III. Niesamowitym urokiem może się pochwalić opisywana przez Luz Gabas hiszpańska prowincja, gdzie wszyscy wszystkich znają, a ludzkie charaktery są równie gwałtowne, jak pogoda.
Po drugie w ciekawy, przystępny sposób pokazuje autorka wir przemian, w który wpada rodzinny region bohaterki. Ku jej rozpaczy okazuje się, że honor i prawda nie mają szans w starciu z siłą zabobonu i ludzkim lękiem przed cierpieniem i śmiercią.
Trzecią, najciekawszą i chyba najbardziej wstrząsającą kwestią, jest przedstawienie wątku polowania na czarownice. Wystarczyła odrobina władzy, kilka urzędowych pism i ponad 20 niewinnych kobiet umierało w strasznych męczarniach. Na co dzień pobożne żony, czułe matki, zwyczajne i obyczajne kobiety, nagle stanęły przed oskarżeniami, które dziś mogą się wydawać śmieszne i bzdurne, a wtedy były nie do odparcia. To właśnie ten wątek jest najmocniejszą stroną powieści.

Cała historia toczy się nieśpiesznie, kolejne fakty poznajemy stopniowo. Przeszłość miesza się tutaj z teraźniejszością, życiowy realizm z magią, lęki i pragnienia z dumą i ambicją. Wątek miłosny zaś przypomina te z najlepszych znanych nam z ekranu czy kart książek historie. Ona jest odważna i harda, on - szatańsko przystojny i uparty. Razem są niepokonani. Czy miłość, która ich połączyła wygra z tyloma przeciwnościami? Warto przekonać się samemu.

Czarownice z Pirenejów to nie tylko epicki romans na przestrzeni wieków, to także niezwykła historia z klimatem, którą czyta się z zapartym tchem, żałując, że stron ubywa.
Polecam nie tylko miłośniczkom powieści romantyczno-przygodowych.

Dział: Książki
środa, 09 marzec 2016 08:22

Wywiad z Arturem Laisenem

Twoja debiutancka powieść „CK Monogatari" była książką raczej nietypową, jeśli chodzi o przynależność gatunkową – określasz ją „thrillerem metafizycznym" czy też „współczesną powieścią obyczajową z elementami fantastyki". Pierwsza część „Teraii" czyli „Studnia Zagubionych Aniołów" to fantasy nawiązująca bardziej do klasyki gatunku niż do najnowszych powieści Martina czy Eriksona. Skąd ten zwrot?

Dział: Wywiady
sobota, 13 luty 2016 00:04

"Kraina Martwej Ziemi" Tom 1

Debiutancka powieść Jacka Łukawskiego - Krew i stal, czyli pierwszy tom cyklu Kraina Martwej Ziemi - trafi do księgarń już 17 lutego. Informujemy, że właśnie ruszyła przedsprzedaż powieści.

Dział: Książki
środa, 27 styczeń 2016 10:22

"Anna's Quest" od IQ Publishing

Plan wydawniczy IQ Publishing wzbogacił się o nową, niezwykle atrakcyjną grę p.t. "Anna's Quest". Jest to przepiękna i wciągająca gra przygodowa z klasycznym interfejsem point'n'click. Gra przenosi nas w świat, w którym inspiracje baśniami Hansa Christiana Andersena i braci Grimm przenikają się z elementami science fiction.

Dział: Z prądem
środa, 13 styczeń 2016 11:36

Wywiad z Jakubem Ćwiekiem

Na spotkanie autorskie z Jakubem Ćwiekiem w Empiku w łódzkiej Manufakturze przychodzę niemal spóźniona. Poza brakiem wolnych krzeseł nie mam się jednak czym martwić, bo – jak pocieszają mnie zebrani, kiedy w panice próbuję wydostać się z szalika – „Kuba zawsze się spóźnia". Chwilę później żartuje już z tego także prowadzący. Przytulam się do skrawka miejsca między filarem a regałem i czekam. Ludzi wciąż przybywa.

Dział: Wywiady
czwartek, 07 styczeń 2016 08:35

Łowcy skarbów

W odległej krainie poszukiwacze skarbów wyruszają w pełna przygód podróż. Przemierzają mroczną otchłań Jaskini Lwa, Splątaną Dżunglę oraz lodowe Góry Mroźne. Ich celem jest zdobycie jak najcenniejszych artefaktów. Czy dołączysz do nich i weźmiesz udział w tej wyprawie?

Na polskim rynku, dzięki wydawnictwu Rebel, ukazała się gra planszowa „Łowcy skarbów". Jej autorem jest Richard Garfield. Zaprojektował on takie tytuły jak „Potwory w Tokio" czy cyberpunkową grę karcianą „Android: Netrunner". Jego największym sukcesem jest znana na całym świecie i mająca rzeszę fanów, kolekcjonerska gra karciana „Magic: The Gathernig".

W „Łowcach skarbów" gracze wcielają się w poszukiwaczy starożytnych artefaktów, magicznych zwojów i innych drogocennych rzeczy. W tym celu muszą przemierzyć trzy miejsca oraz zmierzyć się z goblinami, które czyhają, aby ukraść nam nasze fanty. Osoba, która po pięciu rundach uzbiera na swoim koncie najwięcej punktów (monet, skarbów) wraca z podróży jako zwycięzca.

Strona wizualna

Gra zapakowana jest w porządne, tekturowe pudełko. Znajdziemy w nim dwustronną i dwuczęściową planszę. Jej rewers służy jako ścieżka podliczania punktów na koniec gry. Kolejnymi elementami gry są: tekturowe płytki skarbów (54 sztuki), karty podróżników i dodatkowych akcji (75 sztuk), płytki goblinów (22 sztuki), płytki klejnotów o różnym nominale (39 sztuk), płytki monet o różnym nominalne (82 sztuki). Dodatkowo żetony podliczania punktacji, znacznik rund i oczywiście instrukcja. Wszystkie elementy są staranie wykonane i powinny przetrwać wiele rozgrywek. Dodatkowo zdobione są świetnymi ilustracjami w klimacie fantasy Markusa Erdta.  Trochę bajkowy styl pasuje do familijnego charakteru rozgrywki. Obszerna instrukcja wzbogacona przykładami, krok po kroku wyjaśnia wszystkie fazy rozgrywki. Zawiera ona również opis wszystkich specjalnych kart i magicznych artefaktów. Minusem jest brak woreczków strunowych do przechowywania i posortowania dużej ilości elementów. Wypraska w pudełku składa się tylko z dwóch komór, przez co panuje w niej lekki bałagan oraz wydłuża się czas przygotowania do gry.

00 lowcyskarbow.519766.600x0

Przygotowanie do gry

Każdy z graczy otrzymuje monety o łącznej wartości 15. Plansza składa się z trzech krain oraz obozu goblinów. W każdej krainie są miejsca na skarby trudne i łatwe do zdobycia. Wszystkie płytki skarbów dzielimy na dwa równe stosy. Będą to skarby łatwe i trudne do zdobycia. W odpowiednich miejscach w każdej krainie układamy i ujawniamy jakie skarby będą do zdobycia. Dodatkowo w obozie goblinów umieszczamy trzy ich płytki.

Przebieg rozgrywki

Początek każdej rundy zaczyna się od przygotowania do wyprawy. Gracze otrzymują po 9 kart podróżników. Wybierają z nich po jednej a resztę przekazują sąsiednich graczom. Czynność ta powtarzana jest, aż do momentu, w którym każdy z graczy będzie miał komplet wybranych w ten sposób kart.

Następnym etapem jest poszukiwanie skarbów. Gracze walczą o to, komu przypadną trudne, a komu łatwe skarby do zdobycia. Podróż poprzez krainy zaczynamy od Gór Mroźnych, następnie przechodzimy do Splątanej Dżungli, kończąc w Jaskini Lwa. Będąc w każdej z nich, gracze wykładają obowiązkowo z ręki wszystkie karty awanturników, które kolorystycznie pasują do krainy. Przykładowo zaczynając w Górach, gracze wykładają wszystkich niebieskich awanturników. Następnie sumują siłę wszystkich swoich zagranych podróżników oraz porównują wynik pomiędzy sobą. Osoba która zdobyła najwyższy wynik otrzymuje skarb z pola MAX (trudny do zdobycia), zaś osoba z najniższym wynikiem otrzymuje skarb z pola MIN (łatwy do zdobycia). Gracz, który miał wynik pośredni lub nie miał żadnego pasującego podróżnika do lokalizacji przechodzi dalej z pustymi rękoma. Zanim nastąpi rozdanie wygranych skarbów, można wpłynąć na sumaryczny wynik bohaterów poprzez zagranie specjalnych kart akcji. Umożliwiają one m.in. zwiększenie lub zmniejszenie siły konkretnego podróżnika.

Po opuszczeniu ostatniej krainy i zdobyciu wszystkich skarbów, czeka nas pojedynek z goblinami. Wszyscy gracze wykładają z ręki karty z wizerunkiem psa obronnego oraz podliczają łączną siłę łap. Następnie każdy z graczy porównuje swoją siłę łapy z siłą goblina. Jeśli jest ona wyższa lub równa, pies przepędza goblina. W innym przypadku, należy oddać goblinowi tyle złota, ile widnieje przy jego wizerunku. Na koniec gracze porównują między sobą siłę łap psów obronnych. Gracz z najwyższym wynikiem zdobywa wszystkie płytki goblinów, które zostały przegonione wraz z monetami.

Kolejnym etapem podróży jest zebranie monet. W tym celu, gracze wykładają z ręki wszystkie karty z wizerunkiem monety i otrzymują z banku odpowiednią ilość pieniędzy zgodną z wartością kart.

W ostatniej, trzeciej fazie gry, gracze mają możliwość użycia zdobytych w trzech krainach magicznych zwojów. Zwoje te umożliwiają zdobycie dodatkowych monet, np. za zagranie odpowiednich podróżników w danym kolorze w trakcie podróży.

Po wyżej opisanej fazie niewykorzystane przez graczy karty wracają do puli i przechodzimy do nowej tury, kolejnego rozmieszczenia skarbów w lokacjach na planszy oraz rozdania 9 nowych kart.

Na koniec piątej tury gracze sumują wszystkie zdobyte monety, klejnoty, artefakty, płytki golbinów. Swoje punkty określają na torze punktacji, na rewersie planszy. Oczywiście osoba, która zdobyła największą ilość punktów, wygrywa grę i zostaje najlepszym łowcą skarbów.

Wrażenia

Zasady „Łowców skarbów" nie są skomplikowane. Można je wyjaśnić w kilka minut, a pierwsza rozgrywka z instrukcją w ręce i nieustannych spoglądaniem do niej, nie jest męcząca. Następne zmagania z tą samą ekipą idą jak burza. Przekłada to się również na familijny charakter gry. Bez problemu zasiądziemy do niej z młodszymi graczami lub początkującymi amatorami gier planszowych.

Ciekawym pomysłem jest mechanizm wybierania kart w pierwszej fazie gry. Minimalizuje on w pewnym stopniu losowość związaną z tradycyjnym rozdawaniem kart. Wprawdzie każdy z nas na początku wyszukuje i wybiera sobie podróżnika z jak największą siłą, ale jak sami zauważyliście czytając przebieg rozgrywki, nie zawsze to się opłaca. Często zdarza się, że bardzo fajny skarb widnieje na polu MIN i przypadnie on temu, kto ma najmniej punktów. Dlatego według mnie bardzo fajnym rozwiązaniem jest wprowadzenie kart akcji, które mogą zmienić przebieg rozdania skarbów, wprowadzić pewne taktyczne zagrania i zwiększyć interakcję pomiędzy graczami. Moim zdaniem, kart akcji powinno być nieznacznie więcej, powinny być bardziej zróżnicowane oraz powinny oddziaływać również bezpośrednio na przeciwnika.

Szczerze przyznam, że po pierwszej czy drugiej rozgrywce, nie byłem w 100% przekonany co do tego tytułu. Wydawał mi się on trochę banalny oraz przynudnawy (szczególnie w ostatnich turach). Z czasem i z kolejnymi powrotami do „Łowców skarbów", gra zaczęła wzbudzać u mnie sympatię. Doceniłem mechanikę i system draftu. Może to po części zasługa mojej żony, której od początku gra przypadła do gustu i często chciała do niej wracać.

Podsumowanie

Podsumowując, „Łowcy skarbów" to gra z bardzo przyjemną oprawą graficzną. Jej zasady są na tyle proste, że spokojnie możemy zasiąść do rozgrywki z młodszymi lub mniej doświadczonymi graczami, w rodzinnym gronie. Ciekawa mechanika, interakcja oraz tematyka, sprawiają, że nie będziecie się przy tym tytule nudzić. A nawet jeśli, proponuję tak jak ja, dać tej grze szansę i nie rezygnować po dwóch pierwszych rozgrywkach. Mam nadzieję, że podobnie z czasem przekonacie się do tego tytułu.


Dziękujemy wydawnictwu Rebel za przekazanie gry do recenzji.

Zdjęcia w tekście pochodzą ze sklepu Rebel.pl.

Dział: Gry bez prądu
wtorek, 01 wrzesień 2015 12:56

Premiera: "Pokój światów" Pawła Majki

Do księgarń, nakładem wydawnictwa Genius Creations, trafiło drugie wydanie "Pokoju światów" Pawła Majki. Brawurowa powieść Pawła Majki to fantastyka przygodowa na najwyższym poziomie, która zachwyca dynamiką wydarzeń, spójnością opisywanego świata i rozmiarem kreacji. Od czasów H.G. Wellsa wojna światów nie została nakreślona z takim rozmachem! "Pokój światów" ukazał się również w formie e-booka oraz audiobooka.

Dział: Książki
czwartek, 27 sierpień 2015 11:48

Premiera: "Wybrana" Naomi Novik

Do księgarń trafiła właśnie najnowsza powieść Naomi Novik zatytułowana "Wybrana". To pierwsza jej książka spoza cyklu "Temeraire". Pisarka, wychowywana na polskich bajkach i baśniach, wplata poznanych w nich bohaterów do swojej najnowszej powieści. Pozycja ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rebis.

Dział: Książki
sobota, 22 sierpień 2015 21:37

Moebius: Empire Rising

Kampanie kickstartowe mają to do siebie, że osoby wpłacające pieniądze mają swoje oczekiwania wobec opłaconego produktu. Nie można się więc dziwić wymaganiom, jakie powinna była spełnić produkcja Jane Jensen, autorki takich hitów jak m.in. Gabriel Knight. „Moebius: Empire Rising" stanowi przykład gry, której nie udało zrealizować się zgodnie z założeniami przedstawionymi graczom finansującym produkcję i wydanie. Nie twierdzę jednak, że jest zła. Za to z pewnością nie spełnia oczekiwań.

„Moebius: Empire Rising" to gra przygodowa. Kierujemy w niej Malachim Rectorem – cynicznym handlarzem antyków. Wyróżnia się on fenomenalną pamięcią fotograficzną, której mógłby pozazdrościć mu niejeden kolekcjoner czy detektyw. Dlatego przyjmuje zlecenia z całego świata...i z całkiem niezłym wynagrodzeniem. Pewnego razu Malachi otrzymuje specyficzną ofertę od tajnej organizacji rządowej F.I.T.A. – ma wyruszyć do Wenecji i zebrać informacje o charakterze młodej Włoszki oraz jej przeszłości, a tym samym przyczynić się do rozwiązania sprawy tajemniczego zamordowania dziewczyny. Oryginalność tego śledztwa polega jednak nie tylko na tym, ale też na wymogu dopasowania życia zamordowanej do jednej ze znanych historycznych postaci. Z czasem okazuje się, że możemy odkryć znacznie więcej niż historię zamordowanej dziewczyny, a dodatkowo – nie musimy robić tego w pojedynkę.

W pierwszym kroku muszę pochwalić fabułę. Może nie wszystko jest na tip-top, lecz niezwykle spodobał mi się pomysł na porównywanie ludzi do postaci historycznych. Nie znam gdy, która opierałaby się na takich łamigłówkach, a że kilka okresów historii mnie interesuje – jak poruszony w grze starożytny Egipt – to czułam się pod tym względem usatysfakcjonowana. Spodobał mi się również swego rodzaju wątek paranormalny, sugerujący, że współcześnie żyjący ludzie w ogóle mają swoich odpowiedników w postaciach historycznych. Zagadki same w sobie opierały się głównie na systemie point'n'click oraz kilku mini-grach, które nie powinny jednak stanowić żadnego wyzwania dla zaawansowanych graczy.

Również niezmiernie spodobała mi się możliwość wykonania portretu psychologicznego postaci na podstawie jej mimiki, gestów i zachowania. Mamy taką możliwość przed każdą rozmową z nową postacią. Jeśli wybierzemy prawidłowe odpowiedzi, podczas dialogu otrzymamy dodatkowe opcje. Podobnie sytuacja wygląda przy ocenie przedmiotów i osądzaniu, czy są marnymi podróbkami, czy też autentykami.

Muszę tutaj jednak zwrócić uwagę na koszmarną sekwencję w finale, gdy przychodzi nam błądzić w podziemnym labiryncie. W tym momencie czekałam już tylko na zakończenie i byłam naprawdę mocno zirytowana faktem, że na sam koniec rozgrywki twórcy dołożyli tak bezcelowy element.

To jednak dopiero pierwszy minus na ich niezbyt krótkiej liście. Jak wspominałam we wstępie, po grze opłaconej przez fanów oczekiwałoby się czegoś, co rzeczywiście powala na ziemię. „Moebius: Empire Rising" niestety na tym polu dość mocno zawodzi. Produkcja wydaje się niedopracowana i nie do końca przemyślana, a brak napięcia, którego oczekiwałoby się od takiej przygody, wydaje się niemal namacalny. Razi również liniowość gry. Wszelkie akcje, które wprowadzają cokolwiek do fabuły, wymagają zachowanej zgodności z zaplanowanym przebiegiem rozgrywki. To niestety potrafi nieźle irytować, gdy okazuje się, że musimy krążyć w tę i z powrotem, bo bohater dopiero po pewnym czasie dochodzi do wniosku, że może jednak warto było wziąć przedmiot z poprzedniej lokacji.

Grafika również nie rzuca na kolana. Animacja jest niesamowicie sztuczna. Postaci są wyidealizowane i wylizane jak manekiny. Nie cechują się zbyt naturalnymi ruchami czy mimiką, czego Malachi jest idealnym przykładem. Ich wygląd kojarzy się trochę z The Sims 3. Na szczęście jest chociaż technologia 3D i całkiem przyzwoite wnętrza. Krajobrazów jednak nie pochwalę. Widać było jednak, że dałoby radę wprowadzić lepszą grafikę po bardzo dobrze wykonanych komiksach, przedstawiających m.in. dość ważną scenę z dzieciństwa głównego bohatera.

Przejście gry zajęło mi łącznie kilkanaście godzin, więc nie spędziłam nad nią zbyt dużo czasu, co w przypadku tej przygodówki stanowi zaletę. Soundtrack niewątpliwie umilił rozgrywkę, która z czasem stała się niestety dość schematyczna. Z jednej strony nie żałuję, że zagrałam w „Moebius: Empire Rising" ze względu na ciekawy pomysł zagadek związanych z postaciami historycznymi i tworzeniu portretów psychologicznych niczym cumberbatchowski Sherlock Holmes. Z drugiej strony wiem jednak, że mogłabym znaleźć produkcję z ciekawszymi zagadkami, lepszą grafiką i wszystkim tym podanym w korzystniejszej cenie.

Dział: Gry z prądem