sierpień 24, 2026

Rezultaty wyszukiwania dla: Zyska i S ka

sobota, 15 sierpień 2026 18:27

Martwe kwiaty

„Była strasznym wampirem energetycznym, wysysającym energię z innych ludzi.”

Prawda jest taka, że cokolwiek człowiek by nie wymyślił, życie i tak otrzymuje palmę pierwszeństwa w tworzeniu scenariuszy ludzkich losów. Mam wrażenie, że twórcy kryminałów, nawet jeśli uważają swój pomysł na fabułę za oryginalny, często okazuje się on wyjątkowo zbieżny z okolicznościami zbrodni, która gdzieś na świecie została popełniona. Natura człowieka cechuje się wieloma mrocznymi zakamarkami, w których długie cienie rzucają negatywne emocje, w pewnym momencie dochodzą do głosu i odrzucają podpowiedzi rozsądku. No i jeszcze zwykły sadyzm, narastająca toksyczność rozprzestrzeniająca się w aurze codzienności, łamiąca życie, a nawet je odbierające. Bardzo ciekawią mnie, ze względów psychologicznych, nie tylko biografie morderców i opisy przestępczych czynów, ale również powieści bazujące na prawdziwych zbrodniach.

Dlatego z entuzjazmem przywitałam książkę Marty Reich, fabularyzującą zbrodnię dokonaną nie gdzieś tam w świecie, ale na polskim podwórku. Zimą tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego roku nie tylko warszawska opinia publiczna wstrzymała oddech dowiadując się, kto stał za morderstwem, rozczłonkowaniem i porzuceniem zwłok ofiary, czterdziestoletniej pracownicy telewizji, cała Polska interesowała się tym. Im głębiej sięgało śledztwo, im więcej napływało dowodów, tym sprawa ukazywała się w coraz bardziej osobliwym i trudniejszym do uwierzenia obrazie. Jeszcze dziś, kiedy przegląda się informacje na jej temat, wzbudza mieszane odczucia i wyzwala sprzeczne emocje, podobnie jak wysokość kary zasądzonej przez sąd za okrutną zbrodnię. Ale właśnie, okrucieństwo i nienawiść także mogą ukazać dwa oblicza. Podobał mi się sposób prowadzenia kryminalnego wątku przez autorkę. Pierwsze dwie z czterech części powieści mocno przykuły uwagę, zaangażowałam się w ich treść. Czułam znakomite przygotowanie pisarki od strony merytorycznej i umiejętność podtrzymywania klimatu niecierpliwego poznawania. Lata osiemdziesiąte nieco prosto odmalowane, ale prawdziwie.

Natomiast trzecia część, obejmująca rodzinne relacje, przybliżająca obyczajową otoczkę tła i pierwszego planu makabrycznej zbrodni, niestety zawiodła. Miałam wrażenie, że autorka za mocno weszła w sprawy spoza faktów, za dużo dała wolności wyobraźni i w przejaskrawionym stylu ukazała interakcje domowników. Siła uderzenia w czytelnika dwulicowością i hipokryzją postaci nic by nie straciła, a wręcz zyskała, na mniejszym natężeniu jadu słów i milczenia. Za to szalenie podobało mi się, że Marta Reich podjęła aspekt ukazania, że nie tylko mężczyźni, jak przyjęło się powszechnie uważać, stoją za skrajną toksycznością w relacji, że również kobiety potrafią głęboko, trwale i latami skrzywdzić wydawałoby się najbliższą im osobę, że można kogoś bardziej zranić słowem niż czynem. „Martwe kwiaty”, swoją drogą, sam tytuł bardzo dobry i symboliczny, ukazały, że funkcje społeczne narzucone kobietom nie powinny być sztywnym wzorcem. Dzisiaj wiele się mówi o tym, że małżeństwa mają prawo nie mieć dzieci, nie pragnąć potomstwa, co więcej, to kobiety mają prawo wyboru, czy zostaną matkami. Kolejna refleksyjna myśl, która narodziła się po spotkaniu z książką, że nawet socjalistyczna rzeczywistość, mówiąca teoretycznie o równości, w praktyce pozwalająca jednostkom przekroczyć granicę dostępu do elitarnego zawodu, zachodnich pieniędzy i dóbr, potrafiła rodzić patologiczne zachowania.

Dział: Książki
czwartek, 09 lipiec 2026 22:36

Zapowiedź: Assassin’s Creed: Black Flag

„Urzekł mnie swym dziełem ów zakapturzony mężczyzna, zahipnotyzował mnie ten posłaniec śmierci, który zdawał się nie zauważać otaczającej go jatki, w skupieniu czekając na właściwy moment, by jak najskuteczniej uderzyć”.

Dział: Książki

Miłość wbrew przeznaczeniu, ryzykowna misja i królestwo na krawędzi wojny…

Odrzucona księżniczka…

Dział: Książki
czwartek, 15 styczeń 2026 02:42

Mity i legendy starożytnego Egiptu

 

„Egipt był najbardziej samowystarczalny spośród wszystkich krajów starożytnego świata; żył własnym życiem, praktykował własną religię i produkował własne opowieści, niemal całkowicie pozbawione zewnętrznych wpływów, które mogłyby się wywodzić z innych cywilizacji”.

Zadziwiające, jak bardzo ludzkie wierzenia i legendy prezentują się w podobnej odsłonie bez względu na cywilizacje. Opowieści o bogach, władcach i zwyczajnych ludziach napędzane są ludzką wyobraźnią i historycznymi wydarzeniami. Mieszkańcy Egiptu stworzyli opowieści, pozwalające wyjaśnić ówczesną im rzeczywistość, przekazujące przygody, przepowiednie i zaklęcia. Tam, gdzie brakowało wiedzy i pewności, wkradała się magia, jako czynnik zespalający fakty i mity. Legendy przechowywane ustnie, za pomocą hieroglifów, zwojów spisywanych przez skrybów, kapłańskich opowieści, barwnie wypełniały zbiorową pamięć. Egipska cywilizacja sprzed czterech tysięcy lat fascynuje i zachęca do badań, za sprawą odkryć dawnych budowli i artefaktów, które w mniejszym lub większym stopniu zdołały przetrwać do naszych czasów. Szukamy nici powiązań w mentalności ludzkiej, wspólnych przeżyciach i myślach, bo to sprawia, że lepiej poznajemy samych siebie.

Wyrwane od zagubienia i zniszczenia świadectwa opowieści, często złożone z fragmentów pozyskanych z różnych źródeł, ekscytują i wciągają. Nie tylko przebiegiem i przesłaniami, ale również otoczką tajemniczości, w której obracał się starożytny Egipt. Trzy tysiące lat cywilizacji. A my wciąż mało o niej wiemy, pasjonujemy się nowymi odkryciami i interpretacjami. „Mity i legendy starożytnego Egiptu” przeprowadzają czytelnika przez pustynne warunki kraju, wytyczają naturalną nilową ścieżkę, obrazują ścisłą zależność ludzi od rzeki, wyjaśniają obsesję umierania i życia po śmierci. To zaledwie kontekst, wprowadzenie w klimat i cywilizacyjne osiągnięcia. Głównym nurtem książki są opowieści reprezentujące literaturę powstałą na przestrzeni ponad dwóch tysięcy lat, sięgającą nawet pięciu tysięcy lat wstecz, na bazie ustnych przekazów.

Z zainteresowaniem odświeżam wiedzę z mitologii egipskiej, znaczących bogach i faraonach z boskim naznaczeniem, zwyczajnych ludzi, oraz wzajemnych relacjach. Druga część zawiera opowieści magiczne, w ramach których najbardziej imponuje pragnienie człowieka odkrycia kluczy pozwalających zaczarować niebo i ziemię, poznać język wszelakich stworzeń, a także wizyta w Duat, Krainie Umarłych. Trzecia część to opowieści o przygodach, jak o rozbitku, o tym, jak chciwy robotnik przegrał wszystko z wieśniakiem, buncie palestyńskiej Joppy, greckiej księżniczce Helenie Trojańskiej. I inne. Świat starożytnego Egiptu dawno przeminął, utraciliśmy jego obrazy, czujemy zaledwie echo dawnej potęgi, a jednak coś pozostało w zaprezentowanych opowieściach. Czyta się je z misją zrozumienia świadectw boskich intencji, mocy i duszy, w które mocno wierzyli mieszkańcy Egiptu.

Nie jest to obszerna publikacja, chociaż zawiera także kartę czasu, słowniczek, wyjaśnienia, kto jest kim, mapkę i ilustracje. Propozycja na jeden wieczór czytelniczy, przeniesienie się na chwilę w mistyczny egipski świat zawarty w mitach i legendach.

Dział: Książki
niedziela, 02 listopad 2025 14:01

Demon

 

Nikt nie zdaje sobie sprawy, ile tak naprawdę wyrzeczeń oraz starań kosztowało Polę dotarcie do tego miejsca, w którym jest teraz, prócz niej samej. Świetlana przyszłość, jaką ma przed sobą kobieta, jest uwieńczeniem miesięcy znoszenia krzywych spojrzeń współpracowników, a także zjadliwych komentarzy szefa, okraszonych słodkimi uśmiechami. Wszystko, na co zapracowała, skryte jest za tymi drzwiami. Tylko jedna prezentacja dzieli ją od pełni sukcesu. Pola jest do niej doskonale przygotowana - nie po to brała dodatkowe lekcje angielskiego, by teraz zawieść. Zaczynamy więc show time!

Wszystko pewnie poszłoby po myśli bohaterki, gdyby w trakcie rzeczonej prezentacji w drzwiach sali konferencyjnej nie stanął jej syn. Cały we krwi. Wrzeszczący o pomoc. To, co działo się później, wyglądało jak koszmar, z którego Pola nie mogła się obudzić. W rezultacie straciła wszystko, od pracy po ukochanego syna. Jednak istnieją na tym świecie siły, o których ludzie nie mają żadnego pojęcia. Siły, które są w stanie strącić cię w piekielne otchłanie bądź spełnić Twoje życzenie.

Czy odważysz się wybrać z Polą w podróż do bram szaleństwa, by mogła odzyskać tego, którego utraciła?

Do sięgnięcia po horror nigdy nie trzeba mnie namawiać, w szczególności w sezonie jesiennym, który najbardziej sprzyja lekturze owego gatunku. Z twórczością Miłoszewskiego nie miałam jeszcze do czynienia, więc wybór „Demona” jako kolejnej pozycji do przeczytania nasuwał się sam.

Na początku warto zaznaczyć, że nie jest to horror w dosłownym tego słowa znaczeniu; owszem, spotykamy się tu z demonicznym bytem, aczkolwiek nie jest on centralną postacią. Nie wzbudza też w Czytelniku głębszego strachu, powstał bardziej jako element niezbędny dla utrzymania sensu fabuły. Prawdziwą grozą przejmują nas wydarzenia. I to nie tylko ze względu na swoją nadnaturalność.

Wyobraź sobie, że jesteś rodzicem. Przez całe życie swojego potomka dbasz o jego dobrobyt, nawet później, długo po osiągnięciu przez niego pełnoletności. Kilka złych decyzji i jego „normalne” życie się skończyło. A później... umiera. Chociaż nie mam dzieci, to nie potrafię sobie wyobrazić ogromu bólu, jaki wiąże się z ich utratą. Zresztą, gdybyśmy krok po kroku przeanalizowali relację wiążącą Polę z synem, to moglibyśmy wyznaczyć co najmniej kilka punktów, w których mężczyzna zwyczajnie krzywdził ją swoim zachowaniem. Tylko czy wielu z nas może pochwalić się tym, że relacje w jego rodzinie są idealne?

„Gdybym tylko mógł/mogła cofnąć czas...” - pomyślał każdy z nas. I owszem, być może żylibyśmy teraz naszym wymarzonym życiem. A może i nie - może cofalibyśmy się już tyle razy, że w żadnej rzeczywistości nie znaleźlibyśmy upragnionego szczęścia? Pola dostała tę możliwość, otrzymując jednocześnie zegarek odmierzający czas, zapięty na jej nadgarstku niczym kajdany. Bohaterka miała szansę jeszcze raz przeanalizować swoją przeszłość i dawne wybory, a co więcej - zmienić ją, byle tylko ocalić syna. Nie robiła tego dla siebie, a przecież mogła. To kolejny przykład na to, że nie ma nic silniejszego niż matczyna miłość. A przecież mogła przeżyć żałobę i żyć dalej, czekając na moment, gdy po śmierci znów spotka się z synem. Oczywiście, diabelska oferta nie trafia się często (żeby nie powiedzieć: nigdy). No ale jakąż byłaby matką we własnych oczach, gdyby nie podjęła próby? Patrząc na to, co Pola przeszła, jestem naprawdę pełna podziwu. Szczególnie że jak już wspomniałam, ich relacja nie była łatwa. Synek bynajmniej nie traktował jej z szacunkiem i zupełnie nie doceniał jej starań.

„Demon” to książka, którą pochłania się w zaledwie kilka godzin. I nie, nie przeraża tak, że po jej zakończeniu nie można zasnąć. Rzekłabym, że raczej dość mocno skłania czytelnika do przeanalizowania relacji z bliskimi. A może i do zastanowienia się ogólnie nad swoim życiem?

Nowość od Miłoszewskiego to dobra, mocna lektura, aczkolwiek raczej nie przypisałabym jej do kategorii horroru. Niemniej jednak uważam, że warto po nią sięgnąć.

Dział: Książki
piątek, 08 sierpień 2025 04:54

Duch jeziora

 

„Nieważne, czy minie rok, czy ćwierć wieku, grzech zawsze cię odnajdzie. I zażąda zapłaty”.

Powieść czytało mi się dobrze. Odpowiadał mi się styl narracji, płynny i przyjazny. Doceniłam miejsce akcji przesycone legendą i tajemnicami, chociaż liczyłam na mroczniejsze ich rozwinięcie, to jednak i delikatna odsłona zagadkowości incydentów roztaczała urok. Warmińska wieś, malownicza sceneria środowiska, spokojne życie wyznaczone codziennymi rytuałami. Tylko jezioro okryte złą sławą burzyło sielankowy obraz. Przed trzydziestoma laty we Wrzosnej utonęły cztery osoby, a teraz doszło do kolejnej tragedii z udziałem młodej kobiety. Wydawałoby się, że każdemu mieszkańcowi powinno zależeć na wyjaśnieniu jeziornych incydentów, ale prawda nie wypłynęła na wierzch, przez lata obrosła bagnistymi plotkami i grząskimi domysłami. Czy faktycznie były to samobójstwa, jak zadecydowała policja, nieszczęśliwe okoliczności, jak wielu pogodziło się z tym, a może niejasność zdarzeń przybrała mroczny wydźwięk, jak sugerowała dociekliwa dziennikarka blogowa?

Eliza Korcz niedawno przeprowadziła się z partnerem do domku nad jeziorem Wrzosna. Próbowała pozyskać wenę twórczą na napisanie kolejnego bestsellera, lecz kiepsko jej to wychodziło. Wyobraźnię pochłonęła aktywność jeziornego ducha, za wszelką cenę starała się wyjaśnić, co faktycznie miało miejsce, kiedyś i teraz. Śledztwo nie należało do łatwych, trudno było pozyskać informacje, prawda skrywała się za zasłoną ślepych tropów. Dało się odczuć niecodzienne zachowanie mieszkańców wsi, zazwyczaj nie stronili od głośnych szeptanek, a teraz spuścili szczelną zasłonę milczenia. Kryminalna intryga ciekawie się rozwijała, falami zmieniała kierunek biegu, droga na skróty wiodła na manowce, wskazówki fałszowały rzeczywistość. Doceniłam pomysłowy fortel z włączeniem poetyckich nut w fabułę.

Mateusz Kwiatkowski zręcznie żonglował postaciami, osobowościami i zachowaniami. Nie polubiłam głównej bohaterki, wielokrotnie irytowała postawą, ale tak właśnie zachowują się śledczy, tak pozyskują materiał do tekstów, tak podsycają zainteresowanie tematyką. Sympatyzowałam z energiczną staruszką, dawną bibliotekarką, znacząco ubarwiła opowieść. Autor przemycił do akcji elementy thrillera, a w finałową odsłonę powieści wstawił sensacyjne tło. Oczekiwałam mocniejszego prądu w scenariuszu zdarzeń, bardziej emocjonujących chwytów w przyciąganiu czytelnika, lecz zaskakujące rozwiązania kryminalne w pewnym stopniu rekompensowały te odczucia.

„Duch jeziora” uprzyjemnił wieczór czytelniczy, włączył w oprawę polskiej rzeczywistości małej społeczności, wciągnął w detektywistyczną łamigłówkę, zaserwował frapujący obrót spraw w końcówce przygody czytelniczej. Sprawił, że zwrócę uwagę na kolejną książkę autora, liczę, że w miarę szybko powstanie.

Dział: Książki
poniedziałek, 14 lipiec 2025 11:56

Doktor Jekyll i pan Hyde

 

Doktor Henry Jekyll przez wiele lat pracował na to, co posiadał – zarówno jeżeli chodzi o dobra materialne, jak i nieskalaną reputację. Dzięki temu „dorobił się” również wielu prawdziwych przyjaciół, gotowych wspomóc go w ewentualnych problemach. To właśnie owi przyjaciele, do których grupy zalicza się m.in. prawnik doktora, zwrócili uwagę na dziwne zachowanie mężczyzny. A dokładniej na jego tajemnicze powiązania z niejakim Panem Hyde'em, mieszkającym w sąsiedztwie. Postać ta od początku budziła w towarzyszach Jekylla specyficzne uczucia – odrazę pomieszaną z poczuciem niebezpieczeństwa.

Wspomniany już wcześniej najbliższy kompan doktora Jekylla, prawnik nazwiskiem Utterson, postanowił zgłębić tajemnic ę tej relacji. Nie spodziewał się tego, co odkryje.

„Doktor Jekyll i Pan Hyde” to historia z pogranicza grozy i fantastyki, którą zna (bądź chociaż słyszała o niej) znaczna część czytelników na całym świecie. Pierwszy raz miałam możliwość sięgnąć po nią kilka lat temu, więc wznowienie tej historii przez wydawnictwo Uroboros okazało się świetną okazją do odświeżenia lektury. Nie mogę również nie wspomnieć o tym, jak piękna jest nowe wydanie – nie tylko okładka, lecz również wnętrze. Gratka dla fanów mrocznych opowieści w równie mrocznej szacie graficznej!

Książka ta ma zaledwie sto siedemdziesiąt sześć stron – można by pomyśleć, że wręcz za mało, by opowieść miała możliwość rozwinąć się tak, by wciągnąć czytelnika. Nic bardziej mylnego. Ciężko mi ocenić, czy to styl pisania Stevensona, czy może oryginalność pomysłu miała wpływ na to, że książka przez lata zyskała tak wielu fanów. Myślę, że oba te aspekty miały spore znaczenie.

Historia jest krótka, treściwa, a przy tym niezwykle wciągająca. Osobą, która wprowadza nas w środek sprawy, jest wspomniany już prawnik, Utterson. Zaniepokojony zmianami, jakie wprowadził do swej ostatniej woli jego kompan, doktor Jekyll, postanowił przyjrzeć się bliżej tajemniczemu osobnikowi, panu Hyde'owi. Ciekawym jest tu fakt, że Utterson od pierwszego spotkania poczuł niechęć do Hyde'a, mimo że ten nie zrobił ani nie powiedział nic niestosownego. To trochę tak, jakby zadziałał wewnętrzny alarm, który nakazywał trzymać się od tego mężczyzny z daleka. Zresztą nie tylko nasz prawnik, lecz również pozostali przyjaciele Jekylla wypowiadali się negatywnie o nowym towarzyszu doktora. Patrząc na rozwój historii - nic dziwnego.

„Doktor Jekyll i Pan Hyde” to powieść pełna tajemnic. Pierwszym, co mnie przyciągnęło, była ta odstręczająca postać pana Hyde'a. Chciałam poznać prawdę o tym osobniku, intrygowało mnie to, z jakiego powodu tak negatywnie odbierały go osoby z otoczenia. Mimo tego, że to było moje drugie spotkanie z książką, to odbierałam tę historię zupełnie inaczej. Tym razem skupiłam się nie tylko na samej fabule, lecz na psychologicznym aspekcie tej powieści. Oczywiście, w centrum zainteresowania znalazł się nasz tytułowy duet – doktor Jekyll i pan Hyde. To wokół ich relacji kręci się cała fabuła, a z drugiej strony to właśnie ona najbardziej skłania do rozmyślań. Ta dwójka to idealny obraz tego, co tkwi w każdym z nas. Doktor Jekyll jest pomocny, dobry i poważany. Pan Hyde wręcz przeciwnie, odstrasza od siebie ludzi, zaś jego czyny są dowodem na żyjące w nim zło. Nikogo nie zdziwi raczej to, co teraz napiszę – są jedną i tą samą osobą (to jedyny spoiler, jaki otrzymacie w tej recenzji). My, ludzie, składamy się z pierwiastków dobra i zła. I tylko od nas zależy, która część naszego jestestwa będzie tą zwycięską. Na przykładzie doktora Jekylla widać zresztą, że zabawa w Boga nie kończy się dobrze i lepiej pozostawić pewne granice nieprzekraczalnymi.

Co by się stało, gdyby każdy z nas mógł „wydzielić” z siebie tę złą stronę swej natury? Czy na świecie zapanowałby pokój, a może doszłoby do jeszcze większego podziału ludzi na kategorie? Czy w takim wypadku pozwolić tej złej części siebie żyć? Tylko czy bez niej jesteśmy... kompletni? Nikt z nas nie może powiedzieć o sobie: „Tak, jestem stuprocentowo dobry/ zły". Życie nie jest czarne ani białe, tak samo jest w przypadku ludzi. Jesteśmy niejednoznaczni. Dlatego książka autorstwa pana Stevensona przez lata przyciągała tylu odbiorców – bo zmusza do zadawania pytań, do rozmyślania nad naturą ludzką.

Cóż, pewnie nigdy nie uzyskam odpowiedzi na powyższe pytania. Może to i lepiej. Przecież nikt nie chciałby skończyć jak doktor Jekyll.

Polecam!

Dział: Książki
piątek, 11 lipiec 2025 13:06

Zapowiedź: Level Up 1. Re-start

W wieku trzydziestu lat Phil jest bezrobotnym graczem, który ledwo wiąże koniec z końcem. Jego jedynym źródłem dochodu jest pisanie tekstów na zlecenie – wtedy, gdy akurat najdzie go wena, żeby dorzucić coś nowego na swojego mało popularnego bloga. Właśnie odeszła od niego żona, zostawiając go bez pieniędzy, celu i... jedzenia w lodówce.

Dział: Książki
niedziela, 06 lipiec 2025 23:22

Jej promienna klątwa

 

Elizabeth Lim - Swoje własne opowieści zaczęła pisać w wieku 10 lat, kiedy to zafascynowała się światem Czarodziejki z księżyca oraz Gwiezdnych wojen. Z biegiem lat Elizabeth została twórcą filmów i gier wideo oraz uzyskała doktorat z kompozycji muzycznej, ale zawsze tęskniła za pisaniem. Kiedy potrzebowała wytchnienia od zajęć szkolnych, uciekała w pisarstwo. Pewnego dnia zdecydowała się napisać powieść - na początku dla zabawy, ale szybko przerodziło się to w poważne zajęcie. Od tamtej pory nie oglądała się za siebie. Elizabeth uwielbia klasyczne filmy, romanse książkowe, jedzenie, zachmurzone niebo, angielskie babeczki, jazdę na rowerze i pieczenie.

Trzymam w ręku najnowszą książkę Elizabeth Lim pod tytułem „Jej promienna klątwa”. Szczerze mówiąc, zamawiając powieść, nie zrobiłem do końca rozeznania na temat, gdyż okazuje się, że książką jest prequelem cyklu „Sześć szkarłatnych żurawi”, ale została wydana w Polsce już po premierze 1 i 2 tomu. Nie miałem okazji czytać wcześniejszych książek autorki, zatem można stwierdzić, że mam czystą kartę przed lekturą. To, co pierwsze przyciąga w książce to jej wizualna oprawa, która jest całkiem ładna i przyciąga wzrok potencjalnego czytelnika. Mam wrażenie również, że tematyka kultury dalekiego wschodu i sięganie w fantastyce po klimaty orientalne jest ostatnio bardzo na topie, stąd więc oczekiwałem czegoś fajnego i oryginalnego. Jak prezentuje się fabuła?

Channi od dziecka była odtrącana. Przeklęta przez Demoniczną Wiedźmę i ukarana twarzą węża, budzi strach i odrazę. Jedyną osobą, która widzi w niej coś więcej niż potwora, jest jej siostra Vanna – piękna, podziwiana i przeznaczona do tego, by wyjść bogato za mąż.

Gdy zostaje zorganizowany konkurs na rękę Vanny, Channi nie zamierza stać bezczynnie. Przez lata nauczyła się przetrwania, walki i oszustwa – i jest gotowa użyć tych umiejętności, by ochronić siostrę przed smutnym losem. Ale jeden z zalotników nie zamierza jej na to pozwolić. Wkrótce Channi zostaje wciągnięta w pełną niebezpieczeństw podróż, gdzie czeka na nią starcie z mrocznymi mocami, powierzenie zaufania pewnemu smokowi, zakazana miłość i wybór, który może złamać jej serce... lub na zawsze rozdzielić siostry.
Elizabeth Lim łączy elementy azjatyckiej mitologii, klasycznych baśni i epickiej fantasy, tworząc opowieść o sile więzi rodzinnych i cenie, jaką trzeba zapłacić za ochronę tych, których kochamy. To historia, która urzeka, rozdziera serce i nie pozwala o sobie zapomnieć.

(opis wydawcy)

Muszę Wam się do czegoś przyznać, otóż sięgając po książkę, nie do końca wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Okazuje się bowiem, że powieść Elizabeth Lim jest gatunkiem Young Adult Fantasy. Co kryję się pod tą sygnaturą? „Jej promienna klątwa” to dzieło skierowane przede wszystkim dla młodych czytelników, to książką w której głowni bohaterowie to zazwyczaj nastolatkowie, którzy muszą uporać się z problemami nie tylko fabularnymi, ale także przezywają swoje rozterki wynikające ze wstępowania w świat dorosłych. Często taka fabuła jest miękka, przyziemna, pozbawiona brutalności. Tam właśnie też jest w tym przypadku. Powieść Lim to książka poprawna, napisana lekko, przyjemnie i z zamysłem. Nie znajdziemy w niej jednak nic spektakularnego, co mogłoby w nas wywołać efekt WOW. Jest to dzieło, które – wydaje mi się, także dla dorosłych – będzie lekką rozrywką na jeden, czy dwa wieczory, ale nic ponadto. Pisze te słowa z perspektywy osoby dorosłej, która jednak na co dzień ma do czynienia z niego innym rodzajem fantastyki.

Trzeba też na koniec zaznaczyć, że cieszę się, że takie książki powstają, głównie chyba w opozycji do powszechnego przeświadczenia, że czytanie u najmłodszych zanika. Część tegorocznych maturzystów otwarcie napomina, że w swoim życiu nie przeczytali żadnej książki, nie tyle lektury, ile ogólnie – powieści. Jest to w moim odczuciu czymś nie do pomyślenia, aczkolwiek nadmiar bodźców, którymi są bombardowani aktualni nastolatkowie, w jakiś sposób daje mi wytłumaczenie tego problemu. Jeśli sposobem na przyciągnięcie młodych do czytania będzie książka „Jej promienna klątwa”, to jestem skłonny dać jej pozytywną ocenę. Jest to jakiś start w poważną literaturę, jest to zachęta do traktowania czytania jako przyjemności i przygody, a nie tylko nieciekawego obowiązku.

Dział: Książki
sobota, 24 maj 2025 17:29

Hellblazer. Paul Jenkins. Tom 2

 

John Constantine powraca. W trenczu, z papierosem, z wiecznie zmęczonym spojrzeniem i jeszcze bardziej zmęczoną duszą. W drugim tomie swojej opowieści spod pióra Paula Jenkinsa znów będzie musiał zmierzyć się z demonami – zarówno tymi z innych wymiarów, jak i tymi wewnętrznymi. To Hellblazer w pełnej krasie: brudny, mroczny, melancholijny. I całkiem piekielnie dobry.

„Hellblazer. Tom 2” w wykonaniu Paula Jenkinsa to kontynuacja zbiorczej edycji przygód kultowego brytyjskiego maga. Tym razem dostajemy jedenaście historii – od jednozeszytowych nowelek po rozbudowane pięcioczęściowe opowieści. Constantine zostaje wezwany na farmę w Yorkshire, gdzie dzieją się rzeczy co najmniej niepokojące, a w tle przewijają się legendy arturiańskie, celtyckie duchy, wilkołaki, opętania i stare, magiczne długi, które domagają się spłaty. Obok wątków fantasy i horroru pojawiają się także opowieści bardziej przyziemne – o relacjach rodzinnych, miłości, samotności i odpowiedzialności.

To Constantine w pełnym spektrum: raz zadziorny cwaniak z pubu, innym razem zmęczony życiem człowiek, który mimo wszystko próbuje zrobić coś dobrego. Choć zwykle za późno.

Paul Jenkins nie próbuje być drugim Ennisem. I dobrze. Zamiast iść w szok, wybiera ton bardziej refleksyjny – choć nie rezygnuje przy tym z typowego dla serii brudu i piekielnego ciężaru. Najmocniejszą stroną tego tomu jest właśnie różnorodność: od klasycznych ghost stories, przez arturiańskie reinterpretacje, po kameralne dramaty. I to działa – w większości.

Nie wszystkie historie są równie dobre. „Rozpaczliwie szukając czegoś” czy ckliwe „Powiedz mi” to przykłady, gdzie scenariusz i warstwa graficzna nie do końca się zgrywają, a pastelowa kreska Pope’a w Hellblazerze to jednak... spory dysonans. Ale są to potknięcia na tle naprawdę solidnej całości.

Wizualnie album trzyma się stylistyki znanej fanom serii – nie jest pięknie, ale ma być klimatycznie. Phillips, Adlard, Pleece – wszyscy dobrze czują ten świat. Ten Londyn, w którym magia nie błyszczy, tylko cuchnie. Gdzie klątwy są tak samo naturalne jak brudna herbata i przemoczony płaszcz. Czuć też więź Jenkinsa z tą postacią – Constantine jest tu bardziej człowiekiem niż bohaterem. Znowu coś spieprzy, znowu ktoś przez to zginie. Ale pójdzie dalej.

„Hellblazer. Paul Jenkins. Tom 2” to kawał porządnego komiksu. Może nie genialnego, może nie przełomowego – ale bardzo równego i satysfakcjonującego. Dla miłośników Johna to kolejna obowiązkowa cegiełka do kolekcji. Dla nowych czytelników – może nie najlepszy punkt wejścia, ale na pewno solidny dowód na to, że seria po latach nadal ma sens i serce.

Jenkins nie zmienia reguł gry, ale wie, jak w nią grać. I gra bardzo dobrze. Constantine znów przegrał kilka bitew, zyskał kolejne blizny i stracił parę złudzeń. Ale nadal walczy. I za to go uwielbiamy.

Dział: Komiksy