czerwiec 29, 2022

Rezultaty wyszukiwania dla: Replika

poniedziałek, 17 wrzesień 2018 12:09

Spektrum

Kontynuacja trzymających w napięciu Łez Mai.

Technologia rozdarła to miasto na pół. Wydawało się, że ostatnie granice ludzkich możliwości zostały zniesione. W powszechnym użyciu są androidy – prawie doskonałe kopie człowieka. Wyposażone w sztuczną inteligencję, niesamowicie szybkie, zdolne do błyskawicznej regeneracji, są o wiele bardziej wytrzymałe niż ich pierwowzór. I o wiele bardziej niebezpieczne. Ludzie dzięki wszczepom i implantom mogą upgrade’ować swoje ciało i umysł niczym postaci z gier komputerowych. Ci, których na nie stać, bogacą się jeszcze bardziej. Biedni spadają na samo dno drabiny społecznej. Szansą dla wykluczonych jest reinforsyna. Geniusz w pigułce, dostępny na każdą kieszeń. Gdy zapada decyzja o wycofaniu jej ze sprzedaży, atak na siedzibę jej producenta jest nieunikniony. Magazyny pustoszeją w jednej chwili. Reinforsyna zalewa ulice falą neurochemicznego szaleństwa.

Dział: Książki
poniedziałek, 09 kwiecień 2018 07:11

Nawiedzony dom na wzgórzu

Motyw nawiedzonego domu to coś strasznie oklepanego, dlatego mogłoby się wydawać, że powieść Shirley Jackson jest nijaka. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę lata, w których żyła i tworzyła ta autorka, to zmieni to postać rzeczy. Lata świetności tej amerykańskiej pisarki przypadają na lata 40. ubiegłego wieku, kiedy to motyw okultyzmu, spirytyzmu i psychopatów nie był jeszcze tak szeroko rozpropagowany przez popkulturę. Były to tematy tabu, z jednej strony intrygujące, a z drugiej przerażające. Wtedy, takie rzeczy miały klimat. Atmosferę, której możemy lekko posmakować właśnie dzięki książce Shirley Jackson.

Doktor Montague, badacz zjawisk paranormalnych i znawca okultyzmu, pragnie utrzeć nosa swoim kolegom naukowcom i napisać książkę, która przyniesie mu należytą sławę. Jego celem jest opisanie tajemniczych zjawisk, jakie mają miejsce w tytułowym, nawiedzonym domu leżącym z dala od jakiejkolwiek wioski. Jego jedynymi mieszkańcami są pan i pani Dudley, choć nigdy nie zostają w tym miejscu na noc. Dbają o nie na tyle, na ile pozwala im zdrowie, jednakże doktor Montague i jego asystenci postanawiają spędzić w owym domu kilka dobrych dni. W domu, w którym nikt nie usłyszy ich wołania o pomoc...

Wydaje mi się, że książki tej nie można rozpatrywać zgodnie z naszymi realiami. Nie możemy jej porównywać do powieści grozy, które powstały w dzisiejszych czasach. Warto wiedzieć, kiedy tak naprawdę ta powieść została powołana do życia, co zainspirowało autorkę oraz pamiętać, że były to zupełnie inne czasy, diametralnie różne. Jeżeli spojrzymy na to w kategoriach teraźniejszości, to otrzymamy banalną i schematyczną historię, która nie wniesie do naszego życia nic nowego. Ot zwykłą opowiastkę, która nie chwyci nas za serce. A gdy zmienimy nasze postrzeganie i będziemy mieć na uwadze, że jest to już klasyka, to być może uda nam się dostrzec w tej książce coś więcej.

Przyznaję, że wizja Shirley Jackson nie przeraziła mnie w żadnym stopniu, jednakże ja ogółem jestem osobą, którą mało co przeraża. Uwielbiam horrory i grozę, fascynują mnie nawet nie te rzeczy, które powinny, a okultyzm i psychopaci to mój konik. Uwielbiam te motywy, jednak prawdopodobnie nigdy jeszcze nie natrafiłam na powieść tego typu, która by mnie rozłożyła na łopatki. Potrafię jednak docenić pewien kunszt tej autorki. W książce tej akcja rozwija się bardzo powoli, Jackson dawkuje nam ten nastrój przebywania w obcym, tajemniczym i lekko przerażającym miejscu. Choć nawiedzone domy wydają się być oklepane, to chyba nikt nie zaprzeczy temu, że zawsze wzbudzają w człowieku uczucie niepewności, lekkiej grozy i mają jedyny w swoim rodzaju klimat. Nie inaczej jest w tym przypadku.

Przepadam za motywem badania zjawisk paranormalnych, choć wydaje mi się, że nie dogadałabym się z doktorem Montague. Niby nie brakuje mu pasji i jest szczerze oddany swojej pracy, ale chyba mielibyśmy pewien konflikt na poziomie tego, co nas motywuje do działania. Autorka daje nam możliwość oswojenia się z bohaterami, których jest zaledwie garstka, ale z łatwością możemy zauważyć, co ich wyróżnia - każdy z nich ma w sobie jakąś cechę charakterystyczną, która dominuje nad całością. Theodora mimo swojego wieku sprawia wrażenie małej dziewczynki. Eleanor to główna narratorka powieści, która w moim odczuciu była niesamowicie zagubiona - stąd też czytelnik nie ma pewności, czy jej wizje są prawdą czy tylko urojeniami. Luke, spadkobierca tytułowego domu, sprawia wrażenie najbardziej rozsądnego bohatera, który twardo stąpa po ziemi.

Nawiedzony dom na wzgórzu to książka, na którą należy spojrzeć inaczej, niż na nowoczesne powieści grozy, bowiem tylko wtedy będziemy w stanie odpowiednio wczuć się w jej klimat. Uruchomienie innej perspektywy sprawi, że powieść Shirley Jackson nie wyda się Wam szablonowa. Być może faktycznie nie ma w niej nic przerażającego, choć to już indywidualna kwestia czytelnika. Mimo wszystko historia ma dobrą konstrukcję, nie najgorzej wykreowanych bohaterów, a zakończenie jest na swój sposób zaskakujące. Nie było to coś, co by mnie wbiło w fotel, ale nie mogę też napisać, że to beznadziejna powieść, na którą nie warto tracić czas. W moim odczuciu jest po prostu poprawnie.

Dział: Książki
czwartek, 07 czerwiec 2018 14:24

Zawsze mieszkałyśmy w zamku

Powieści Shirley Jackson można zaliczyć do klasyki horrorów, dlatego nie mogłam przejść obok nich obojętnie. W głowie jednak cały czas świeciła mi się lampka, że są to bardzo krótkie opowieści, a mnie zawsze lekko przerażały książki liczące sobie mniej niż 300 stron. Nie pamiętam żadnej, która byłaby porządna – w moim odczuciu na tak małej ilości kartek nie da się stworzyć czegoś porywającego i wbijającego w fotel. Ale postanowiłam spróbować. „Nawiedzony dom na wzgórzu” był poprawny, ale mnie nie urzekł. Z kolei druga powieść autorki, „Zawsze mieszkałyśmy w zamku”, totalnie mnie rozczarowała.

Początek zwiastował coś naprawdę dobrego, co mogłoby mi się spodobać i niezwykle mnie wciągnąć. Poznajemy rodzinę, w której jedna z osób została posądzona o morderstwo. Wcześniej w ich posiadłości mieszkało siedem osób, ale którejś nocy w cukiernicy pojawił się arszenik. I tak z siedmiu osób zostało sześć, a Constance Blackwood została oskarżona o popełnienie zbrodni. Oczyszczono ją jednak z zarzutów, ale mimo wszystko mieszkańcy miasteczka zdążyli już sobie wyrobić o Blackwoodach własne zdanie. Wytykają ich palcami, traktują jak niebezpiecznych wyrzutków, wolą się trzymać z dala. Jednak Blackwoodowie mają siebie i ich życie toczy się dalej, w dość spokojnym rytmie, dopóki w rodzinnej posiadłości nie zjawia się kuzyn Charles.

Właśnie ten początek – zaprezentowanie rodziny Blackwoodów, nieakceptowanej przez resztę społeczności wydał mi się naprawdę dobry. Stopniowe przedstawienie jej członków, ich historii i problemów zachęciło mnie do dalszej lektury, ale mój zapał szybko ostygł, gdy okazało się, że książka zaczęła mnie nużyć. Podobnie miałam w przypadku poprzedniej książki tej autorki, ale chyba nie aż w takim stopniu. Okazuje się, że nieco ponad 200 stron może człowieka bardzo zmęczyć, ciągnąć się, wręcz niemiłosiernie się wlec, aż ma się ochotę co chwilę rezygnować z lektury. I tak właśnie było. Niby nie brakuje tutaj takiej specyficznej i ciężkiej atmosfery, ale to jednak trochę za mało, żeby uzyskać dobry horror.

Kreacja bohaterów nie jest najgorsza, ale też żaden z nich nie wkradł się do mojego serca. Byli mi zupełnie obojętni, podobnie jak i to, co się z nimi stanie. Książka nie wzbudziła we mnie żadnych emocji, a naprawdę mocno mnie znużyła. Przyznaję, że nie doczytałam jej dokładnie do końca, tylko przekartkowałam, a to naprawdę nie zdarza mi się zbyt często. Cała ciekawość względem Blackwoodów dość szybko zniknęła – uleciała, nie mam pojęcia dokąd. Ciężko mi nawet napisać o tej pozycji coś więcej, bo po prostu nie odebrałam jej zbyt dobrze. Zupełnie do mnie nie trafiła.

Zdecydowanie nie znalazłam w tej powieści niczego przerażającego, bardziej usypiającego. Wydaje mi się, że więcej nie sięgnę po twórczość Shirley Jackson. Mam chyba zupełnie inne oczekiwania względem horrorów i okazuje się, że to czerwone światło ostrzegawcze w mojej głowie znowu miało rację!

Dział: Książki
sobota, 14 kwiecień 2018 07:48

Ostry dyżur

Bez bicia przyznaję, że jestem prawie totalnym laikiem, jeśli chodzi o kryminały, a tym bardziej te medyczne. Ale właśnie straciłam dla Was przysłowiowe dziewictwo w tej materii z, a właściwie na “Ostrym Dyżurze”- jak szaleć to na całego. Nie mam niestety porównań do innych książek tego typu, więc trudno jest mi tę książkę w ogóle oceniać w konwencji „medyczności,” ale co tam - będę dzielnie próbować. Bo jak się ostatnio dowiedziałam bycie progeniturą pielęgniarki pracującej od zarania dziejów w zawodzie powoduje, że w życiu codziennym dla innych stałam się jakoś ekspertem w dziedzinie medycy i jej przyległych. Więc co, ja nie podołam? W końcu znam trzy metody resuscytacji, chociaż nie mam pewności czy potrafiłabym którąkolwiek z nich właściwie wykonać...

Abby Dolan przeniosła się do małego sennego górskiego miasteczka Patience z San Francisco, gdzie pracowała jako zastępca szefa izby przyjęć. Jej “taki tam prawie” narzeczony Josh po zbyt długim bezrobociu otrzymuje pracę w Colstarze, firmie produkującej baterie oraz zajmującej się tajnymi zleceniami dla rządu. Abby po przeprowadzce zauważa, że jej partner się dziwnie zachowuje, a na izbie przyjęć miejscowego szpitala, gdzie szybko znajduje zatrudnienie, nie brakuje przypadków - NMPCPJ - “Nie mam pojęcia, co pacjentowi jest”. Zaczyna także u swojego Josha zauważać niepokojące objawy, jakie występują u części pacjentów z jakimi miała już styczność. Nasza dzielna lekarka wraz z kolegą z ostrego dyżuru Alvarezem, stara się dotrzeć do prawdy. Ale prawda jest taka, że nic nie wydaje się takie jakie jest, a w sprawę zamieszany jest senator. Bardzo szybko Abby dowiaduje się, że trudno jest cokolwiek osiągnąć w mieście, gdzie każdy jego mieszkaniec jest w jakiś sposób powiązany z Colstarem, a jej przełożeni jasno stawiają sprawę, że pewne informacje nie powinny ją w ogóle interesować.

Rozwiązanie zagadki nie było, aż takie oczywiste, jak zakładałam na początku. Pewne fakty mnie zaskoczyły inne tylko utwierdziły w początkowym przekonaniu. Robią też wrażenie zwroty akcji stosowane przez autora - tu chylę czoła, naprawdę potrafił mnie miejscami ogłupić i ostatecznie zaskoczyć. Nie wiem niestety na ile tendencją tego typu literatury jest tworzenie aż takich “epickich” wariantów, a na ile jest to przypadłość samego pisarza. Chociaż kto wie... wszystko jest możliwe. Przyznaję, książka mnie wciągnęła, czytało się ją przyjemnie i naprawdę chciałam dowiedzieć się, co tak rzeczywiście dzieje się w Patience. A sam autor na pewno wie o czym pisze, pracował bowiem przez wiele jako internista, co czuje się w trakcie czytania. Nie używa on natomiast, na szczęście czytelników, przesadnie skomplikowanej terminologii medycznej, dlatego statystyczny oglądacz „Dr. House'a” bez problemu zrozumie, co autor miał na myśli. Jednak, moim zdaniem, szkoda, że autor nie zdecydował się na “pogłębienie” postaci, oczywiście za wyjątkiem Abby, która jako główna bohaterka jest opisana bardzo szczegółowo. Mam wrażenie, że nie poznałam tam nikogo poza nią, a reszta bohaterów jest trochę nie metaforycznie papierowa. Postać Ivesa, Josh, czy nawet sam Lew pojawiają się... ale nie wzbudzili we mnie żadnych emocji i nawet samą Abby trudno jest po prostu polubić, czy chociaż się do niej przywiązać - chociaż jest dość ludzka i nie kreowana na super’med’woman. Na pewno za to bez zastrzeżeń mogłabym być przez nią leczona, bo naprawdę bardzo fajnie poczytać o lekarzu, który dobro pacjentów stawia wyżej niż swoją karierę.

Jeśli macie ochotę spędzić naprawdę dość przyjemny wieczór i pogłowić się trochę razem z Abby nad tym co dzieje się w sennym Patience, to mogę Wam bez wahania polecić “Ostry dyżur”. Nudzić się na pewno nie będzie, a przy okazji możecie się dowiedzieć jak wygląda praca na ostrym dyżurze w Stanach.

Dział: Książki
wtorek, 20 marzec 2018 09:44

Ojciec Brown

Kolejne opowiadania o sympatycznym, bystrym i skromnym ojcu Brownie!
Ten niepozorny duchowny, w rzeczywistości nadprzeciętnie inteligentny, obdarzony jest niezwykłą spostrzegawczością i dociekliwością, dzięki którym potrafi rozwiązać najbardziej skomplikowane zagadki kryminalne. Tajemnice, z którymi przychodzi mu się zmierzyć, często wydają się wręcz niemożliwe do wyjaśnienia, jednak upartemu duchownemu zawsze udaje się znaleźć prawidłowe rozwiązanie, choćby i było najbardziej nieprawdopodobne.
Niezwykle intrygujące opowiadania, pełne charakterystycznego dla Chestertona angielskiego humoru.

Dział: Zakończone
czwartek, 22 luty 2018 12:05

Wilcze kobiety

Komisarze: Daniel Laszczak i Roman Then prowadzą sprawę przeciwko Adrianowi Sieradzkiemu, trzęsącemu lokalnym półświatkiem. Jak bywa w przypadkach ustawionych osób, brakuje im solidnych dowodów i pewności, że ci, którzy obiecali zeznawać, rzeczywiście to zrobią. Niespodziewanie na progu komisariatu staje Unisława Sarat, była kochanka Pastora, zdecydowana dorzucić brakujące zeznania. Jednak... ktoś nieustannie podąża tropem kobiety, a ona sama po kilku dniach znika. Policja z kolei odnajduje zmasakrowane zwłoki młodszego z Sieradzkich- Artura, na czas pobytu brata w więzieniu trzymającego pieczę nad jego interesem. Wszystkie tropy prowadzą do Uny, jako tej, która miała wiele powodów, aby zemścić się na owej rodzinie...

Gdzie zaczyna się prawda, a kończy kłamstwo? I czy Unisława naprawdę jest ofiarą? A może tylko chce odciągnąć od siebie uwagę śledczych... ?

Należało od razu przywołać maskę, za którą Una przez tyle lat się chroniła. Tępa, bezmyślna, pusta. Una wiedziała, że ludzie tak o niej myślą, i cieszyła się z tego. Oznaczało, że dobrze grała swoją rolę. Nie okazuj, że cię zraniono, że czujesz się upokorzona. Nie zdradź się z bólem, rozpaczą, a nawet rozbawieniem. Wtedy cię nie dosięgną.

Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest magnetyczna okładka. Chyba nic bardziej nie przyciąga wzroku niż połączenie zimowego krajobrazu, pięknej kobiety oraz równie majestatycznego stworzenia- wilka. Do tego dodajmy tylko intrygujący tytuł i już mamy połowę sukcesu. A czy pod tym pięknym frontem kryła się równie dobra treść? Owszem.

Kiedy rozpoczęłam swoją przygodę z lekturą, lekko obawiałam się, że zdecydowałam się na coś, co nie należy do kręgu moich zainteresowań. Po opisie można wywnioskować, iż to historia krążąca wokół gangsterów, narkotyków, prostytucji, etc. I owszem, po części tak jest, jednak owa tematyka nie zdominowała fabuły. Ważniejszym stało się rozwiązanie sprawy morderstwa młodszego Sieradzkiego, i -oczywiście- odnalezienia Uny. Całej i zdrowej. 

Ogromny plus dla pani Greń za stworzone postacie. Bohaterowie jawią nam się niczym ludzie z krwi i kości, a rozmowy prowadzone między sobą jedynie tego dowodzą. W odpowiednich sytuacjach pozwalają sobie na luźną wymianę zdań, często wywołując tym samym uśmiech na twarzy czytelnika (szczególnie, gdy riposta jest celna), w innych zaś zachowują odpowiednią powagę. Pełen profesjonalizm. Emocje są rzeczywiste, nie papierowe, dzięki czemu dużo łatwiej wczuć się zarówno w śledztwo, jak i inne, toczące się na kartach książki wydarzenia. 

Na nudę nie można tu narzekać; akcja toczy się wartko, a w każdym kolejnym rozdziale czeka na czytelnika nowe zaskoczenie. Tajemnice rozwiązywane są powoli, lecz systematycznie. Autorka nie nuży odbiorcy zbyt długimi opisami otoczenia czy kolejnych, wchodzących na scenę postaci. Wszystko dzieje się we własnym rytmie. Zakończenie było dla mnie ogromnym szokiem; może nie tyle sam finał, co raczej... rodzaj relacji, jaka połączyła ostatecznie braci. Jako że Wilcze kobiety to już czwarty tom cyklu, można by się obawiać, że ciężko będzie wbić się w całą, toczoną już wcześniej opowieść. Nic bardziej mylnego- odnoszę wrażenie, że książki można czytać bez połączenia "tom po tomie", a mimo to żadna równowaga nie zostanie zachwiana. I ostatecznie uzyskujemy odpowiedź, dlaczego pani Greń wybrała akurat taki tytuł dla kolejnej części- wilcze kobiety. Kobiety, które walczą o swoje dobro. Które chronią "młode" przed brutalnym światem. Kobiety, które poświęcają się w całości.

Teraz już wiem, że warto sięgnąć po poprzednie części Wiślańskiego cyklu, i z pewnością to zrobię. Hanna Greń udowodniła, że o "męskich sprawach" kobieta może pisać równie dobrze, o ile nie lepiej. A lepszej zachęty nie trzeba, prawda?

Dział: Książki
poniedziałek, 05 luty 2018 17:28

Księga Wsyp Ostatnich

Na Emila trafiłem przypadkowo i od początku próbował mnie zainteresować swoimi sprawami. Tak mogę określić sposób, w jaki trafiła w moje ręce książka „Księga wysp ostatnich” autorstwa Anny Klejzerowicz. Pozycja została wydana nakładem Wydawnictwa Replika.

Jest to już piąta część cyklu o przygodach Emila Żądło. Sama okładka nie wyróżnia się na regale książkowym, ale za to krótki opis przyciąga jak magnes. Ciekawa historia z przeszłości mająca swoje korzenie w starożytności, do tego wątek kryminalny i całość osadzona w Gdańsku, to połączenie wprost idealne.

Wszystko zaczyna się od podwójnego zabójstwa w posiadłości znanego lokalnego bibliofila. Jednak policja nie może zidentyfikować drugiej ofiary co sprawia, że całe śledztwo staje w martwym punkcie. Sam Emil na sprawę trafia przez przypadek, w trakcie swojego dochodzenia dziennikarskiego i odkrywa, że dotyczy ona bardzo cennego starodruku. Wraz z Martą postanawiają rozwiązać zagadkę i współpracując z policją, rozwiązać sprawę. Wszystko komplikuje się gdy organy ścigania trafiają na trzecią ofiarę, a z biegiem postępowania wychodzi fakt, że Emil może być z nią związany. Czy Marta pomoże Emilowi w rozwiązaniu zagadki kryminalno-historycznej? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Podsumowując pomysł był jak najbardziej trafny, pierwszy raz czytałem książkę, w której to książka odgrywała główną rolę. Jednak spłycenie samego wątku kryminalnego, który mógł dodać pikanterii całości sprawił, że treść jest niewyraźna. Oczywiście sam wątek starodruku, który ma swoje źródła w starożytności sprawia, że czytelnik dowiaduje się czegoś nowego. Poszerza to jego horyzonty. Mimo wszystko, jeśli potraktujemy książkę jako kryminał, to prezentuje się blado na tle innych powieści tego gatunku.

Dział: Książki
wtorek, 05 grudzień 2017 15:49

Zwierciadło piekieł

Jeden z najpopularniejszych horrorów Grahama Mastertona w nowym wydaniu!

Autor stworzył niesamowicie klimatyczną powieść, której fabuła skupia się wokół tajemniczego lustra należącego do zmarłego w tragicznych okolicznościach chłopca, gwiazdy wielkiego ekranu lat 30-tych XX wieku. Masterton wykorzystuje tu liczne przesądy i gusła, uwiarygodniając w ten sposób swoją opowieść. Czytelnik ma do czynienia z różnymi zabobonami dotyczącymi zwierciadeł, a także szatana i zła absolutnego. Wszystkie idealnie się ze sobą komponują, tworząc w ten sposób nadzwyczaj wciągającą historię, od której nie można się oderwać choćby na chwilę.

Graham Masterton odnosi się także do wielu istniejących dzieł np. “Alicji po drugiej stronie lustra” autorstwa Lewisa Carolla czy filmu “Omen”, który swego czasu robił piorunujące wrażenie na widzach.

Należy pamiętać, iż jest to książka dość makabryczna. Autor nie boi się krwawych opisów i wymyślnych zbrodni. Ma niewiarygodną wyobraźnię i wciąż gra na emocjach czytelnika. Szczególnie dotknięci mogą się poczuć miłośnicy zwierząt - autor nie oszczędza nawet ich. To jeden z tych horrorów, których nie należy czytać w nocy. Taki, który wywołuje koszmary senne i odciąga uwagę od prozaicznych czynności.

Na uwagę zasługuje też ukazanie Hollywood takim, jakim jest naprawdę. Aktorzy, piosenkarze i reżyserzy dążący jedynie do sławy, władzy i bogactwa. Zepsute osobistości, które za nic mają innych, skupiając się jedynie na własnych potrzebach. Gwiazdy, które do sukcesu idą po trupach i są gotowe zaprzedać duszę diabłu, by zawsze być cenionym i pięknym. Tutaj jedyną walutą jest mamona, wartości takie jak życzliwość i empatia spychane są na dalszy plan.

Znaleźć tu można także świetny humor w idealnej ilości, który nie rozprasza, lecz nadaje bohaterom cech, dzięki którym można się z nimi utożsamić i tak po ludzku polubić. Dialogi są niezwykle naturalne. Masterton unika przydługich wynurzeń i monologów, które nie mają miejsca w zwykłym życiu.

Jedynym rozczarowującym elementem jest zakończenie. Niezwykle przewidywalne, banalne i całkowicie bez polotu. Jakby autor zbyt szybko chciał doprowadzić sprawę do końca i uwolnić czytelników od napięcia, które tak fenomenalnie wykreował. Wszystko po prostu dzieje się zbyt szybko. Mimo to książka robi ogromne wrażenie i zostaje w pamięci przez naprawdę długi czas. “Zwierciadło piekieł” to horror, któremu warto dać szansę, nawet jeżeli nie jest się miłośnikiem gatunku.

Dział: Książki
piątek, 17 listopad 2017 15:08

Księga Wysp Ostatnich

To już piąty tom o Emilu Żądło autorstwa Anny Klejzerowicz, która ukaże się nakłądem Wydawnictwa Replika już za kilka dni.

Charyzmatyczny, obdarzony nieprzeciętną intuicją dziennikarz śledczy Emil Żądło znów trafia na trop sensacji!
We współczesnym Gdańsku giną ludzie, a zabójstwa mają ścisły związek ze środowiskiem handlarzy oraz kolekcjonerów starych książek. Jaką rolę w tym krwawym teatrze odgrywa tajemniczy starodruk, zawierający dawno zaginioną treść jeszcze starszej księgi? Z jakiego powodu staje się zarzewiem pasma okrutnych zbrodni? Gdzie dotarła i co odkryła załoga pewnej legendarnej antycznej wyprawy morskiej na daleką Północ?

Dział: Książki
piątek, 17 listopad 2017 14:54

Ojciec Brown. Trzy narzędzia śmierci

Klasyczny kryminał autorstwa Gilbert Keith Chesterton ukaże się już za kilka dni nakładem Wydawnictwa Replika.

Kolejne opowiadania o sympatycznym, bystrym i skromnym ojcu Brownie!
Ten niepozorny duchowny, w rzeczywistości nadprzeciętnie inteligentny, obdarzony jest niezwykłą spostrzegawczością i dociekliwością, dzięki którym potrafi rozwiązać najbardziej skomplikowane zagadki kryminalne. Tajemnice, z którymi przychodzi mu się zmierzyć, często wydają się wręcz niemożliwe do wyjaśnienia, jednak upartemu duchownemu zawsze udaje się znaleźć prawidłowe rozwiązanie, choćby i było najbardziej nieprawdopodobne.
Niezwykle intrygujące opowiadania, pełne charakterystycznego dla Chestertona angielskiego humoru.

Dział: Książki