Rezultaty wyszukiwania dla: Nowa Ewa

sobota, 31 lipiec 2021 12:17

Klatka

W Puławach dotychczas było bezpiecznie; ludzie żyli spokojnie, skupiając się na najprostszych sprawach dnia codziennego, a jedynymi problemami było przetrwanie kolejnego dnia w pracy. Do czasu, aż tą społecznością wstrząsnęła wieść o brutalnym morderstwie. Każdy czuje się zagrożony. Nikt nie wie, jak sprawca wybiera swoje ofiary, policja również nie ma najmniejszego śladu. A zabójca dopiero się rozkręca... i pragnie zadać jak największy ból tym, na których poluje.
 
Jaki związek z tym wszystkim ma impreza sprzed dwudziestu lat?
 
„Klatkę” zapowiadano jako jeden z lepszych thrillerów, jakie zdążyły się ukazać w tym roku. Byłam zaintrygowana, szczególnie że nastawiłam się na coś oryginalnego, a nawet jeżeli nie - coś, co przyciągnie i zatrzyma moją uwagę na tyle, że będę tę pozycję wspominać długo i wyłącznie pozytywnie. Niestety, już po pierwszych stronach zauważyłam, że z ową lekturą chyba nie będzie mi po drodze.
 
Przy pierwszym morderstwie ani my, ani policja jeszcze nie wiemy, z czym mamy do czynienia. Bestialskie zabójstwo to jedno, lecz nic nie wskazywało początkowo na seryjnego. Jednak po pierwszym ciele zostaje odnalezione kolejne, a niektórym osobom przytrafiają się rzeczy jak z najgorszego koszmaru - spalony dom, porwanie bliskich. Jedna, krótka myśl sprawia, że ktoś wpada na pomysł, jakoby sprawca nawiązywał do imprezy urodzinowej sprzed dwudziestu lat. Strzelające wesoło iskry z ogniska, otaczający ich mrok i tłum ludzi sprawiły, że ówcześni nastolatkowie wymyślili zadanie - opowiedzieć o najgorszym ich zdaniem koszmarze. Choć niewielu uczestników tej imprezy pamiętało o tej zabawie, to niektórzy z nich skrzętnie notowali zasłyszane historie. To mały zeszycik z czasów nastoletnich sprawił, że odkryli, dlaczego to przydarza się właśnie im. Nikt z małej grupy przyjaciół nie chciał jednak podzielić się z policją wiedzą, co też wydarzyło się na tej hucznej imprezie. I kto po tylu latach pragnąłby się zemścić.
 
Z założenia, jeżeli coś w książce nie do końca czytelnikowi pasuje, zawsze istnieje opcja odnalezienia innego, mocnego punktu danej pozycji. Coś, co sprawi, że czyta się ją z uwagą i przyjemnością. Thrillery rządzą rynkiem literackim już od wielu lat i uważam, że naprawdę trudno przebić się przez hordę lektur o seryjnych mordercach i wybić na tyle, by dana pozycja otrzymała pozytywne recenzje oraz zapadła w pamięć odbiorcom na dłużej. Dlatego mam dość spory problem z „Klatką”, nie odnalazłam w niej nic, co sprawiłoby, że polecam ją innym czytelnikom. Choć od przeczytania tej pozycji minęły zaledwie dwa tygodnie, praktycznie nic z tej historii nie zostało mi w głowie. Mamy brutalnego mordercę, historię sprzed lat i początkowo zero tropów. Szkopuł w tym, że to wszystko już było. I może szanse tej książki wzrosłyby, gdyby mimo braku oryginalności w fabule autor porwał nas swoim stylem pisania, bohaterami, czymkolwiek. Ale nie. Tutaj dostajemy po prostu ponad pięćset stron historii, która nie wciągnęła mnie ani trochę. Liczyłam, że może skoro fabuły nie oceniłam za wysoko, to chociaż zakończenie -czyli finisz całego śledztwa zwali mnie z nóg. Że sprawcą będzie ktoś, kogo w ogóle bym się nie spodziewała, a motyw sprawi, że dwa razy zastanowię się nad każdym pisanym słowem. Nadal nie. Jestem rozczarowana, ponieważ jedyne, co spodobało mi się w „Klatce”, to fantazja w opisywanych torturach. I niestety to wszystko.
 
Nowa książka Jóźwika co prawda mnie nie porwała, lecz sądzę, że jeżeli ktoś dopiero rozpoczyna swoją przygodę z thrillerami, to może zdecydować się na „Klatkę". Osoby, które czytają książki z owego gatunku raczej nie znajdą w niej nic dla siebie.
Dział: Książki
sobota, 31 lipiec 2021 12:11

Jestem mordercą

Nie jestem tym, za kogo się podaję.
Świat widzi tylko błyskotliwego, inteligentnego mężczyznę. Człowieka, który swoim charakterem i obietnicami wabi do siebie kobiety. Pisarza, który opublikował swoją spowiedź. Ludzie mi ufają - nikt nie wierzy, że ktoś taki jak ja -fan kobiet - mógłby kogokolwiek zamordować. Jestem elegancki, wręcz wytworny, a moja twarz nie przypomina oblicza mordercy. Społeczeństwo łaknie moich słów, mojej obecności; pragną mnie. Kobiety chcą ze mną być, a mężczyźni chcą być mną.
 
Nikt się nie spodziewa, jaka Bestia kryje się pod moją skórą. Wszyscy dają się nabrać na czarujący uśmiech. Zerkają na moje dłonie, sądząc, że te nienawykłe do pracy fizycznej części ciała mordowały z zimną krwią. Uwielbiam ten moment, w którym z kolejnej ofiary ulatuje życie. Uwielbiam być w świetle reflektorów, na scenie, pośród fanów. I na pewno nie dam się schwytać, nie pozwolę, żeby znowu mnie zamknęli.
 
Jestem Jack Unterweger i ludzie mnie kochają. Kochają Bestię, którą karmię ich ciałami.
 
To już kolejna książka autorstwa pana Maxa Czornyja, zawierająca w sobie opowieść o seryjnym mordercy z perspektywy autora. Kolejna, którą pochłania się dosłownie w kilka godzin. Wiadomo nie od dziś, że życie pisze najlepsze scenariusze; nic nie przeraża tak bardzo, jak wiedza, że ktoś naprawdę mordował w taki sposób. Dlatego też lektury na faktach zyskują sobie coraz większą popularność. Szczególnie jeżeli sylwetka sprawcy oraz jego zbrodnie zostaną ukazane nie jako reportaż, lecz np. thriller. Coś, co teoretycznie czyta się jak zwykłą książkę, w której działa wyłącznie wyobraźnia autora.
 
Jack Unterweger to mężczyzna, który został osadzony w więzieniu za zamordowanie swojej dziewczyny. Przebywając w zamknięciu, stworzył wiele opowiadań, czy sztuk teatralnych, które po wyjściu na wolność zapewniły mu sporą sławę. Jego twórczość miała być dowodem na to, że resocjalizacja Unterwegera zakończyła się pomyślnie i społeczeństwo nie musi się bać jego powrotu między ludzi. Łatka mordercy tylko podsycała ciekawość tłumu, tak więc były skazaniec brylował wśród sław, ciesząc się uwielbieniem kobiet.
To fascynujące, jak łatwo dajemy się omamić. Jesteśmy ufni, że ktoś nas nie skrzywdzi, wierzymy „na słowo” i nie dopuszczamy do siebie perspektywy, że drugiej osobie wcale nie zależy na naszym dobru. Widać to wyraźnie na przykładzie Unterwegera - kobiety wiedziały, że zabił swoją dziewczynę, co w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało im adorować tego czarującego mężczyzny. Wystarczyło kilka gładkich słów i dobry plan. Można by rzec, że ofiary same pchały się w ramiona ich kata. To smutne, a zarazem ciekawe, jak magnetyzującą osobowość miał Dusiciel z Wiednia.
 
Pan Max Czornyj po raz kolejny dał dowód na to, jak perfekcyjnie potrafi wejść w skórę seryjnego mordercy (chyba czas się zacząć bać...). Podczas lektury miałam wrażenie, że czytam relację na żywo, że znajduję się w samym środku wydarzeń. Co prawda sama sylwetka Jacka Unterwegera nigdy specjalnie mnie nie interesowała (może tylko pod względem wspomnianego już magnetyzmu mężczyzny), zawsze swoją uwagę kierowałam na bardziej krwawych zbrodniarzy, lecz po „Jestem mordercą” nabrałam do niego swego rodzaju...szacunku? Jednak tylko pod tym względem, jak niewiele musiał się natrudzić, by zwabić kolejną ofiarę czy sprzymierzeńca. W końcu bardzo wiele osób wierzyło w jego niewinność.
 
Nowa książka pana Czornyja jest kolejną, która zapada w pamięć. Dzięki jego „serii” fani true crime mają poniekąd możliwość głębszego poznania morderców, choć wiadomo, że jest to tylko autorska wizja i nie możemy w pełni utożsamiać jej z rzeczywistością. Niemniej jednak mamy jakiś punkt odniesienia wiedząc, iż autor rzetelnie przygotował się do tworzenia nowej książki. Dzięki lekturom pisanym z perspektywy zabójcy mamy możliwość choć przez moment znaleźć się w jego skórze... bez przymusu mordowania. Obserwujemy z wygodnego fotela cały proces szaleństwa, jaki zachodzi w danym sprawcy, jego metody i przede wszystkim powody, dla których zdecydował się kogoś zabić. To swoiste poszerzenie wiedzy o ludzkich zachowaniach, które być może sprawi, iż będziemy uważniej przyglądać się naszemu otoczeniu. Takie książki to oczywiście także świetna zabawa, choć ma się tę świadomość, że do morderstw doszło naprawdę.
 
Nie mogę się doczekać kolejnej książki tego typu spod pióra pana Czornyja. Wiem, że już niebawem czeka mnie kolejna literacka uczta, na którą zapraszam i Was. Nie możecie przejść obojętnie obok jego książek.
Dział: Książki
wtorek, 27 lipiec 2021 18:57

Nick Primeon

 

Co może napisać o książce z gatunku science fiction ktoś, kto nie przepada za tym gatunkiem? Pewnie, że książka była do bani i mu się nie podobała. Ha! Może i tak bym napisała, zważywszy, że miłośniczką Star Wars również nie jestem, a z tym mocno kojarzyła mi się ta książka. Paradoksalnie jednak bawiłam się przednio i z chęcią poznałabym ciąg dalszy tej historii.

Nick Primeon to całkiem niepozorna książeczka, maleńka, cienka i z niejednoznaczną okładką. Właściwie nie rzuca się w oczy, ale gdy wychwyci się ją w tłumie, przykuwa wzrok i siłą rzeczy sięga się po nią. Chociażby po to, by zapoznać się z opisem. A wówczas tylko krok dzieli czytelnika od tego, by dać sobie szansę na miły wieczór z książką, którą czyta się ekspresowo, bo fabuła w niej pędzi niczym francuskie TGV i jest doprawdy ciekawa!

Nie spodziewałam się niczego spektakularnego po Nicku Primeonie i może to dobrze, bo dzięki temu miałam nieopisaną frajdę z czytania. Przeczytałam ją bowiem jednym tchem i choć była dość przewidywalna, to ma ona w sobie coś takiego, jakiś taki urok, który roztacza się nad czytelnikiem i niczym przytulna pelerynka otula i to tak przyjemne uczucie, że nie chce się z niego rezygnować choćby na chwilę. Do tego ta ilość wydarzeń, które „dzieją się” co chwile, przepędzają głównego i tytułowego zarazem, bohatera z jednego krańca kosmosu w drugi... i kolejny. Nie można się nudzić.
Nie bez znaczenia jest również pióro autora. Pomimo iż brakowało mi w tej historii głębi i wiele rzeczy jest „wyjaśnionych” dość pobieżnie, co, mając na uwadze ilość stron, nie jest dziwne, to Marek Szymański potrafi wzbudzić w czytelniku sympatię do tego, jak kreśli kolejne sceny i jaki kształt im nadaje, pomimo iż opisów jako takich za wiele nie ma, to całość działa intensywnie na wyobraźnię.

Bohaterowie wykreowani przez Marka Szymańskiego są ciekawi. Szczególnie tytułowy bohater, którego najlepiej daje się poznać. No i to jego historię opowiada autor, nie szczędząc zawiłości w jego biografii, która momentami może przyprawić o zawrót głowy, ale dzięki temu właśnie i on i cała książka ma to coś, co przykuwa uwagę i każe poznać Nicka i jego historię do samego końca.

Jedynym mankamentem tej powieści jest to, że jest taka krótka. Gdyby zyskała trzykrotnie na swojej objętości, a Marek Szymański dodał więcej szczegółów, rozbudowując dane sceny i wątki, to byłby to prawdziwy majstersztyk. Jednak Nick Primeon ma niespełna trzysta stron i jest dobrą lekturą.

Jeśli jesteście fanami międzygalaktycznych podróży, spisków, knowań i sekretów, a także niestraszne Wam lekko romantyczne nuty, to Nick Primeon będzie się Wam podobał. Wszak to idealna lektura na relaks! 

Dział: Książki
środa, 21 lipiec 2021 11:49

Żywa i martwa

Maja nie jest taka jak inne nastolatki. Przede wszystkim nie żyje - a przynajmniej tak sądzi. Nikt nie słucha, kiedy próbuje wytłumaczyć ten niezaprzeczalny fakt. Każdy widzi poruszające się ciało i myśli, że wszystko jest w porządku. Że to tylko jakiś nastoletni bunt, nowo nabyta niechęć do rówieśników, cokolwiek. Majka z kolei musi bardzo się starać, by otoczenie nie czuło od niej smrodu zgnilizny. Z dnia na dzień rozpada się coraz bardziej, licząc, że już niebawem będzie mogła dołączyć do swej zmarłej matki w zimnym grobie. Już oficjalnie nieżywa.
Co takiego wydarzyło się w życiu tej dziewczyny, że woli być martwa niż żywa...?
 
Pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna trafiłam na książkę, która zawiera w sobie tak pokręconą, obrzydliwą i przerażającą historię jednocześnie. O ile w ogóle kiedykolwiek wcześniej czytałam coś takiego, a w tej sekundzie nie mogę sobie przypomnieć. I to nie tak, że „Żywa i martwa” jest lekturą okropną, wręcz przeciwnie - to uderzająca do głowy opowieść o życiu Majki, która była przez wiele lat więziona w psychicznej klatce, z czego nawet nie zdawała sobie sprawy.
 
Pani Zimniak początkowo bardzo powolutku, krok po kroku wprowadza nas w codzienność swej głównej bohaterki. Z tego, co możemy „zasłyszeć” podczas rozmów kolegów z klasy ze szkolną psycholog Iwoną, Maja dotychczas była duszą towarzystwa. Od pewnego czasu jednak zamknęła się w sobie, zupełnie nie zwracając uwagi na otoczenie. Nikt nie wie, co dzieje się w głowie dziewczyny. Ona sama nie chce pomocy, choć zyskuje nieoczekiwaną sojuszniczkę w osobie pani psycholog właśnie. Jednak Maja odtrąca pomocną dłoń, jedyną pociechę odnajdując w odwiedzinach matki na cmentarzu. Z jej śmiercią również wiąże się pewna tajemnica, ojciec Mai konsekwentnie ucina wszelkie próby podjęcia tematu, kontaktu z rodziną matki dziewczyna nie ma od lat. Czysty przypadek sprawia, że podczas odwiedzin na cmentarzu spotyka ciotkę, Izę. Nam, czytelnikom, jest o wiele łatwiej; autorka dzieli bowiem historię na teraźniejszość i przeszłość. Dzięki temu poznajemy kulisy związku Kamili, matki Mai i Johna, ojca. Do tej pory zastanawia mnie jedno - czy zrobienie z mężczyzny seksoholika miało coś na celu? Patrząc na ten wątek z perspektywy czasu, myślę, że nie. Chyba tylko to, żebyśmy uwierzyli, jak dobrym jest manipulantem.
 
Wspomniałam na początku, że ta książka jest obrzydliwa; cóż, w tym przypadku sądzę, że wielu z Was mnie poprze. Jednak w tym przypadku nie określiłam jej tak ze względu na to, że autorkę poniosła fantazja i zaserwowała nam historię nie z tej ziemi, pełną makabrycznych opisów, lecz... rzecz ma się zupełnie odwrotnie. To, czego przez lata doświadczała Maja, mogłoby się prawdopodobnie przydarzyć każdemu. Nie mogę zdradzić Wam za wiele szczegółów, ale uwierzcie - żaden horror nie przeraził mnie aż tak.
 
Moim zdaniem motyw przewodni tej książki jest na tyle sensacyjny, że nic więcej już nie potrzeba. Pani Zimniak jednak nie chciała nam odpuścić i praktycznie od połowy lektury akcja pędzi z zawrotną szybkością, aż do przesytu. Już nie ma jednej zaplątanej w to osoby, lecz dwie. Do tego dochodzi również wspomniany przedtem związek Kamili i Johna, z podkreśleniem tego, jak zachowywał się mężczyzna wobec małżonki. Mimo mocnego tematu, który sam w sobie powinien poruszyć nasze serca, „Żywa i martwa” jest trochę... mało emocjonalna. Miałam problem z wczuciem się w sytuację głównej bohaterki, mimo że z każdą kolejną stroną powinnam być zalewana przez współczucie, żal, cokolwiek. Jednak w tym przypadku wszystkie emocje zdominowało obrzydzenie (nie do książki, lecz zachowań pewnych bohaterów), nic poza tym. Trochę przykre, bo pomysł był naprawdę dobry.
 
Podsumowując, „Żywa i martwa” zabierze Was w takie rejony, gdzie nie będziecie chcieli korzystać z wyobraźni. Jest to pozycja dobra, acz trochę jeszcze jej brakuje do tego, by porywać rzesze czytelników. Niemniej jednak autorka ma dobre pióro i sądzę, że z każdą kolejną książką będzie coraz lepsze.
Dział: Książki
wtorek, 20 lipiec 2021 14:07

Batman ląduje w świecie Fortnite!

Mroczny Rycerz rusza do walki z mistrzami Fortnite w desperackiej próbie uratowania nie tylko siebie, ale także innych znajomych postaci ze świata DC... a być może i całego multiwersum! Na 7 września br. wydawnictwo Egmont zaplanowało premierę prawdziwej gratki dla fanów gry Fortnite i Batmana. Album „Batman/Fortnite: Punkt Zerowy”, poza komiksową opowieścią, będzie zawierał specjalny bonusowy kod odblokowujący w grze Fortnite siedem cyfrowych przedmiotów związanych ze światem DC.

Dział: Komiksy
czwartek, 15 lipiec 2021 00:46

Złudzenie

„Warto żyć dalej, bo nigdy nie wiadomo, co się jeszcze wydarzy.”

Drugi raz podchodzę do twórczości Nicoli Rayner, wcześniej miałam okazję zapoznać się z „Dziewczyną, którą znałaś”, nie trafiłam z książką. Nie chodzi o to, że nie przekonała, bo umiejętnie oscylowała wokół psychologicznych niuansów, jednak nie przyciągnęła tematyką. Była powieścią dla starszych nastolatków, osadzonych w barwach trudnego dojrzewania, kiedy sprawy alkoholu, narkotyków, imprez i seksu wydają się na pierwszym planie zainteresowań.

Podobne odczucia towarzyszyły przy poznawaniu „Złudzenia". Szybko zorientowałam się, że historia jest skierowana do młodych czytelników, chociaż bohaterowie byli już dorosłymi ludźmi, to zachowania wskazywały na sporą niedojrzałość emocjonalną. Dziwiłam się nieuleczeniu bolesnych ran pierwszych miłosnych zawodów, nieprzepracowaniu syndromu odrzucenia przez szkolnych rówieśników, osobliwej bierności w walce o własne szczęście. Nieprzekonujące postaci, bez głębi i iskry życiowej. Najmocniejszym atutem było to, że długo nie wiedziałam, w jakim kierunku potoczy się fabuła. Podskórnie czułam, że za wszystkim skrywa się ponura historia, lecz nie miałam pojęcia, że aż tak mroczna. Zaskoczył mnie wzór kryminalnej intrygi. Niestety, przez większość książki miałam wrażenie, jakby nic szczególnego się nie działo, tylko czasami pojawiały się niepokojące sygnały, trudne do wyjaśnienia zbiegi okoliczności. Wkradło się znużenie, dopiero w ostatnich rozdziałach nastąpiło wyczekiwane przyspieszenie. Finalne rozwiązanie mało realne, ale komponowało się z ogólnym klimatem powieści.

Francesca Knight, pracownica księgarni, uwielbia snuć różne opowieści, jej wyobraźnia wchodzi na maksymalne obroty, kiedy myśli o pierwszym chłopcu, którego obdarzyła gorącym uczuciem w czasach szkolnych. Po wielu latach Charles Fry wciąż podoba się ten mężczyzna, jednak jej miłość wkroczyła w obsesję, kobieta posuwa się do nieustannego śledzenia obiektu westchnień. Fran, typowa samotnica, trudno nawiązująca kontakty z innymi, niesamowicie zakompleksiona, nie radzi sobie sama z sobą. Dodatkowo wydaje się, że opuściła ją ukochana siostra Ellie, która tylko sporadycznie kontaktuje się z nią za pośrednictwem poczty elektronicznej. Nicola Rayner ciekawie przedstawia mechanizm ucieczki od życia realnego w niespełnione marzenia, potęgę złudzeń prowadzących na manowce, rodzenia się rozczarowań, które sami na siebie ściągamy.

Dział: Książki
środa, 14 lipiec 2021 10:38

Przeklęte dzieci Inayari

Książka Agnieszki Kulbat ukazała mi się rok temu, gdy autorka rozpoczęła promocję swojej twórczości na portalu społecznościowym, skutecznie podsycając moją ciekawość i zwiększając oczekiwania. „Przeklęte dzieci Inayari” rozpoczyna cykl „Mojry” - pełen krwi, brutalności, silnych kobiecych postaci, a także magii i tajemnic. Czy może być lepsze połączenie? Czy przemarznięte mury zakonu, ukrytego wśród gór, uwięziły i mnie?
 
Rayn jest uzdrowicielką i zarazem kapłanką w zakonie Inayari. Dziewczyna nigdy nie opuściła murów zakonu – tam się urodziła i tam ma doczekań końca swoich dni, szkoląc kolejne adeptki. Gdy pod drzwiami zamku zostaje odnaleziony tajemniczy mężczyzna, to Ryan ma się nim zająć. Uzdrowicielka robi coś, czego się nie spodziewa. Ratuje życie mężczyzny, ale nie wie, jakie będą tego konsekwencje. Ich losy będą złączone już na zawsze. Nic już nie będzie takie same, zwłaszcza gdy tożsamość Aidena wyjdzie na jaw. Jakie zło kryje się w pilnie strzeżonych komnatach?
 
„Przeklęte dzieci Inayari” to książka, która ma w sobie wszystko to, co kocham w fantastyce. Misternie zaplecioną niczym doskonały warkocz, fabułę i intrygę. Tajemnice, które zmieniają losy bohaterów. Ciekawe, charyzmatyczne i silne kobiece postacie, które potrafią o siebie zadbać (niezmiernie cieszy mnie to, że era przestraszonych dziewczynek, czekających na swoich wybawicieli odeszła w niebyt), a także przystojnego, męskiego bohatera, którego można pokochać za cięty język i błysk w oczach. Co więcej, w rozpoczęciu cyklu Mojry, autorka pokazuje okrucieństwo świata, który wykreowała i jego bezwzględność. Mam wrażenie, że ta część ledwie delikatnie odsłoniła wszystkie sekrety, które w jakimś stopniu związane są z Ryan. Mam w głowie wiele pytań – niektóre z nich towarzyszyły mi od początku powieści, inne pojawiły się w trakcie, a Agnieszka Kulbat na nie (jeszcze!) nie odpowiedziała. Fabuła jest zaskakująca i momentami szokująca. Ogromu wydarzeń i niespodziewanych zwrotów wydarzeń się nie spodziewałam, a wszystko to sprawiło, że podczas lektury moje serce chciało wyskoczyć z klatki. Sceny walki są dynamiczne, a jednocześnie tak napisane, że jako widz, czytelnik może zaobserwować każdy szczegół i ruch.
 
Powieść Agnieszki Kulbat czyta się jednym tchem. Jestem zafascynowana światem, który wykreowała autorka, ale wciąż mi mało i z niecierpliwością czekam na kolejną część. Nie mogę nie wspomnieć o Ryan, bo to bohaterka, którą da się lubić. Nie irytuje, nie wprawia w zdumienie, a jej zachowanie jest niesamowicie racjonalne. Chociaż swoje prawdziwe emocje skrywa za grubą maską, jest postacią, która pragnie ciepła i miłości. Sarkazm i ironia to jej broń, a chłód, z jakim traktuje Aidena to tarcza. Czy mężczyźnie uda się dotrzeć do prawdziwej Ryan?
 
Czy mogę się do czegoś przyczepić? Owszem. Niestety, wydawnictwo zdecydowało się na miękką okładkę, która jest bardzo podatna na wszelakie zagniecenia czy zniszczenia. Książka o wiele lepiej prezentowałaby się w twardej oprawie.
 
„Przeklęte dzieci Inayari” to świetne rozpoczęcie serii. Książka Agnieszki Kulbat trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Warto poświecić tej książce czas.

 

Dział: Książki
wtorek, 06 lipiec 2021 22:10

Dziewczyna, która klaszcze

„Miał wrażenie, że systematyczne, jednostajne klaskanie dobiega z pokoju, z którego przed chwilą wyszedł. Obrócił się na pięcie i zrobił krok przed siebie. Przystanął. Nadal słyszał klaskanie, teraz ciut intensywniejsze. Zrobił kolejny krok i znów zamarł. Odgłos narastał.”

Mam mieszane odczucia po spotkaniu z książką, z jednej strony wiele elementów zrobiło pozytywne wrażenie, z drugiej znalazłam kilka niedostatków. Przekonywał zgrabnie oddany klimat ciężkości mroku, początkowo zupełnie niedefiniowalny, wymykający się rozsądkowi, wielokrotnie przekraczający granicę jawy i snu. Z czasem coraz więcej ciemności osadzało się w wyobraźni, zaciskały się węzły iluzji wokół bohaterów, sugestywnie odbierałam ich wpadnięcie w pajęczynę niemocy, przyklejanie się niebezpiecznych sekretów. Odpowiadało mi końcowe zafiksowanie myśli postaci, bez możliwości ucieczki od wyimaginowanych obrazów. Tomasz Kozioł udanie pokazał, jak rzeczywistość może zmienić się w koszmar, a wyobrażenie przyjąć realną postać. Coś, co najpierw szokowało, stopniowo zbliżało się do percepcyjnej normalności. Zwątpienia i obawy były przenoszone do sfery przeświadczenia, podszytej niejednoznacznością i paranormalnością.

Sam pomysł na fabułę - nieoczekiwany spadek, nawiedzony dom, niezamieszkany przez ćwierć wieku - nie należy do nowych. Wielokrotnie był już wykorzystywany, a jednak udało się autorowi wyjść nieco poza schemat, sprawdziło się dołączenie tajemnic skrywanych przez mieszkańców małej podlaskiej wsi, co ciekawe, trudnej do znalezienia na mapach, czy przytoczenia nazwy. Wymykająca się uchwyceniu ludzka osada, niejako zapomniana przez świat, chroniąca się szczelnie przed obcymi. Jednak i w tym kryje się przerażający sekret, ciekawie się go poznawało. Rozrywkę psuło szybkie odkrywanie kart, przesadą było wystawienie staruszki na intensywne zeznania, gdyby podzielić je na fragmenty i wpleść między inne ze scenariusza zdarzeń, byłoby bardziej frapująco niż w ramach jednego ciągu. Za wcześnie też pojawiła się kobieta ostrzegająca przed niebezpieczeństwem. Miała wzmocnić aurę niepokoju, dziwnej atmosfery, podskórnego napięcia, oddać przygnębiającą moc okolicy, a jednak nie wniosła nic szczególnego.

Fantastycznie rozprzestrzeniały się niezrozumiałe dla bohaterów szepty i klaskania, szczelnie przylegały do incydentów, wywoływały nieprzyjemne myśli i wrażenie bycia obserwowanym, nakładały się na osobliwe zjawiska. Bohaterom przytrafiały się rzeczy dziwne i wymykające się interpretacji. Atmosfera gęstniała, dramatycznie ograniczały się pola manewru, wydawało się, że wszystko sprzysięgło się przeciwko Adamowi i Mirkowi. Popsuty nagle samochód, brak zasięgu sieci komórkowej, nieuzasadniona agresja mieszkańców, to łagodne niedogodności w porównaniu z kolejnymi. Szkoda, że autor nie wprowadził do pierwszego planu jeszcze kogoś, kto znacząco pojawiałby się równolegle do rozmów między mężczyznami. Ograniczenie się do dialogu między Adamem i Mirkiem nie do końca wybrzmiewało naturalnie. Natomiast zakończenie wyśmienite, zaskoczy niejednego czytelnika, przypasowało mi. Jak bardzo nieprzepracowane traumy z przeszłości, niewyjaśnione tajemnice, nieodkryte prawdy, potrafią zatruć życie człowieka?

Dział: Książki

Pora wrócić do szkoły! Z tym dodatkiem do kooperacyjnej gry przygodowej Harry Potter: Hogwarts Battle wcielacie się w Harry’ego, Rona, Hermionę, Neville’a i zupełnie nową postać, Ginny Weasley, by rozwijać swoje magiczne umiejętności. Podczas rozgrywki weźmiecie udział w 4 coraz trudniejszych lekcjach. I pamiętajcie: skuteczna współpraca to klucz do zwycięstwa!

Dział: Bez prądu
Wow! Anna Benning w swoim debiucie przewróciła mój świat do góry nogami. Historia Elaine trzymała mnie w napięciu do ostatniej strony, zachwycając złożonością postaci i różnorodnością stworzonego świata, który rozkochał mnie w sobie od pierwszego opisu. „Vortex. Dzień, w którym rozpadł się świat” to jedna z najlepszych książek z wątkiem fantastycznym, jakie miałam okazję przeczytać w całym swoim życiu. Prawdziwa perełka wśród masy książek, przelewającej się przez dłonie. Ludzkość na wymarciu, postapokaliptyczny świat pełen zmutowanych istot, zapierająca dech w piersiach historia – bardzo trudno będzie przebić tę pozycję. Zachwycająca.
 
Wiele lat temu świat rozpadł się na kawałki. Wszystko, co znane, stało się niebezpieczne. Tajemnicza siła zwana Pravortexem zmieniła bieg historii. Przez świat przeszły potężne eksplozje. Natura doszła do głosu. Miasta obróciły się w pył. Ludzkość znalazła się prawie na wymarciu, a tajemnicza mutacja opanowała świat. Wszelkie żyjące istoty zaczęły się przemieniać. Ich ciała zespoliły się z ogniem, wodą, powietrzem i ziemią. Powstał nowy gatunek o niezwykłych mocach. Ludzie, którym udało się uniknąć mutacji, zaczęli budować miasta i specjalne strefy przeznaczone dla splitów – mutantów, aby odgrodzić ich od zdrowego społeczeństwa.
 
Po wielu latach obdarzeni mocy zaczęli się buntować. Wybuchały zamieszki, tworzyły się rebelie, a świat zaczął się palić. Jedynymi, którzy mogą zapanować nad splitami, są łowcy umiejący podróżować vortexami i wyszukujący mutantów. Stoją na granicy rozdzielającej zdrowych od chorych. Nie ma większego zaszczytu niż stać się jednym z nich i oddać swoje życie Kuratorium.
 
Elaine przygotowywała się do tej chwili latami – ciągłe ćwiczenia, najlepsze oceny, godziny spędzone na studiowaniu vortexów. Nadszedł czas, aby mogła się wykazać. Przyjęta do grona wybrańców, którzy mają szansę zostać łowcami, czyli zająć jedno z najbardziej prestiżowych zawodów w świecie, dziewczyna wie, że jest gotowa, aby udźwignąć odpowiedzialność płynącą za zwycięstwem. Nic jej nie powstrzyma.
 
Podróż vortexami jest niezwykle trudna. Tylko niektórzy mają odpowiednie predyspozycje, aby utrzymać się w środku tunelu energii przenoszącego w ciągu kilku chwil w najodleglejsze miejsca. W trakcie wyścigu Elaine dokonuje niemożliwego. Samodzielnie tworzy vortex, który zabiera ją prosto na metę wyścigu. Nikt nigdy nie słyszał, o takiej mocy. Świat ogarnia popłoch. Czy czyn dziewczyny oznacza, że ludzkość znowu może zostać zdziesiątkowana? Nikt tego nie wie.
 
Jedyną osobą mogącą pomóc Elaine zapanować nad nowo pozyskaną mocą jest tajemniczy chłopak – łowca przyjaźniący się ze splitami, dezerter, zdrajca. Ktoś, kto złamał wszelkie zasady. Elaine nie chce mieć z nim nic wspólnego, ale szybko okazuje się, że nie ma wyboru. Aby uratować tych, których kocha, musi zaufać Bale’owi i zapanować nad swoją mocą. Czy uda jej się ocalić bliskich i stać się prawdziwą łowczynią, która pomoże ocalić świat? A może pobyt w obecności byłego łowcy sprawi, że inaczej spojrzy na to, czego była uczona od dzieciństwa? Czasu jest coraz mniej. Czerwona Burza rośnie w siłę. Nic nie może jej powstrzymać.
 
Autorka stworzyła świetną powieść, od której nie można się oderwać. Postać Eliane – lojalnej, pewnej nieomylność Kuratorium, której największym marzeniem jest oczyszczenia świata ze splitów i przywrócenie porządku, doskonale pokazuje przemianę światopoglądową zachodzącą pod wpływem różnych wydarzeń. Dziewczyna od samego początku wzbudza ciekawość, zaczynając od tragedii rodzinnej, poprzez przyjaźń z mieszańcem posiadającym moce, które odebrały jej dzieciństwo, a kończąc na rozwijającej się relacji z Balem i odkrywaniu prawdy. Bale również jest postacią godną uwagi. Tajemniczy, sarkastyczny i pragnący odkupić swoje winy młody mężczyzna, często ryzykujący swoim życiem w obronie tych, którzy nie potrafią walczyć, skradł moje serce. Anna Benning łącząc ich losy, stworzyła niesamowitą relację pełną energii, w którą można się zagłębiać, zagłębiać i zagłębiać. Mistrzostwo. Drugoplanowe postaci nie ustępują na krok wcześniej wspomnianym. Wieczna optymista Susie, temperamentny Luka, poszukujący akceptacji ze strony ojca Holden, intrygujący Nathaniel, dobroduszny Allister i wiele innych – mam nadzieję, że w kolejnym tomie będą pojawiali się jeszcze częściej.
 
„Vortex. Dzień, w którym rozpadł się świat” to wyjątkowa, dopracowana w najmniejszym szczególe powieść dla fanów fantastyki i postapokaliptycznych historii, pokazujących funkcjonowanie świata po wielkiej katastrofie i poruszającej ważne tematy, takie jak: strach zmieniający się w nienawiść, wykluczenie społeczne, kłamstwa płynące z publicznych przekazów i znaczenie każdego życia. Poza tym autorka doprawiła całość romansem, od którego nie można się oderwać. Anna Benning stworzyła jedną z najlepszych historii, jaką czytałam. Debiut zasługujący na dziesięć gwiazdek. Nie mogę doczekać się, aż poznam kontynuację przygód Ellie, Bale’a oraz reszty bohaterów. Pozostało tak wiele do opowiedzenia. Ten nowy świat powstały wskutek Pravortexu rzucił na mnie urok, którego w żadnym wypadku nie chcę się pozbywać. Dajcie się zaczarować. Uwierzcie, nie będziecie tego żałowali.
Dział: Książki