wrzesień 27, 2026

Rezultaty wyszukiwania dla: Nowa Ba����

niedziela, 13 wrzesień 2026 18:42

Komnata sekretów

 

„Są takie sekrety, które dopiero po czyjejś śmierci zaczynają być najbardziej niebezpieczne.”

Dawno nie sięgałam po komedię kryminalną, a poczułam chęć wejścia w te klimaty czytelnicze, zatem wybór padł na opowieść „Komnata sekretów”, w końcu wszelkie spiski, teorie, tajemnice i sekrety idealnie nadają się, aby wymieszać je w intrygującym a jednocześnie humorystycznym scenariuszu zdarzeń. Czytałam „Śmierć w blasku fleszy” tego autora i wyniosłam sympatyczne wrażenia po spotkaniu z książką. Wiem, że to mało z jakże bogatego dorobku pisarza, tym bardziej, że bardzo lubianego przez odbiorców, ale za to często zaglądam na facebookowy profil Alka Rogozińskiego, aby złapać uśmiech na początek dnia. Nie zawsze zgadzam się z przemycanymi przez autora opiniami o rzeczywistości i postaciach w niej uczestniczących, ale jestem pod wrażeniem niekończących się pomysłów na przedstawiane realiów codzienności, w przyjemnym krzywym zwierciadle i ciepłej autoironii.

I właśnie, lekkie nabijanie się z osób obecnych w nagłówkach mediów, bezpośrednie ich przywoływanie, lub za pośrednictwem wykreowanych bohaterów, okazało się głównym nurtem humoru, oczywiście, wspartym kontekstem sytuacyjnym. Liczne i barwne postaci. Halina, urocza starsza pani, najbardziej rozbawiała wypowiedziami i podejściem do świata, w tym męża i zasadności funkcjonowania szajki hejterskiej. Imponowała niespożytą energią i entuzjazmem. Pozostałe umiarkowanie przekonywały. Jeśli chodzi o intrygę, w skrócie opisując, pogoń za bursztynowym skarbem, przez kilku wtajemniczonych i zainteresowanych, nie wciągnęła tak, jak na to liczyłam. Scenariusz wypakowany naprzemiennie zmieniającymi się scenami, różnorodnymi osobowościami, pragnieniami i ambicjami bohaterów, co dobrze rokowało na pozytywny odbiór powieści, jednak w pewnym momencie, zamiast zaangażowania w akcję, poczułam lekkie znużenie, tym bardziej, że zakończenie przewidywalne. Tym niemniej, „Komnatę sekretów” szybko poznawałam, nie sposób nie podkreślić przyjaznego i lekkiego stylu narracji, dowcipnych zabaw językowych i skojarzeniowych, chciałoby się ich więcej. Wszystko zaczęło się od pojawienia się na uroczystości pogrzebowej babci Pauliny, nieznanego rodzinie zmarłej, historyka sztuki i archeologa. Mężczyzna zdawał się coś sygnalizować, może o dziele, które krzyczało historią, a może o historii rodzinnej, która nigdy nie powinna była wyjść na jaw. Jak to się stało, że śledztwo dziennikarskie weszło w etap gry, które mogło kosztować znacznie więcej niż planowała pracownica portalu? Czy pytania mogły być groźniejsze od odpowiedzi?

Dział: Książki
poniedziałek, 08 czerwiec 2026 15:53

Kłamstwa płaczą. Nielitościwy deszcz. Tom 1

 

Pierwszy tom nowego cyklu o przygodach Czarnej Kompanii, którego nakłady przekroczyły miliony egzemplarzy. Najnowsze dzieło Glena Cooka, ojca chrzestnego literatury fantasy spod szyldu grimdark.

Czarna Kompania wycofała się przez Bramy Cienia, szukając schronienia w dawnym azylu w Krainie Nierozpoznanych Cieni.

W Siedlisku Kruków Pani młodnieje wraz z odradzającą się mocą i stopniowo zrzuca krępujące ją pęta. Tymczasem Konował, wyniesiony do boskiej godności jako Niezłomny Strażnik, pozostał w bezimiennej fortecy. Funkcję kronikarek Czarnej Kompanii przejmują po nim jego przybrane córki Arkana i Szukrat Voroszk.

Początkowo życie w Hsien jest spokojne, wręcz nudne. Szybko jednak okazuje się, że pewne dziwne zdarzenia mają drugie dno. Od bohaterek zaś zależeć będzie odkrycie prawdy skrywanej w cieniach tej niezwykłej krainy.


Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data premiery: 2026-06-30
Seria: Czarna kompania
Liczba stron: 448
Autor: Cook Glen

Dział: Książki

Miłość wbrew przeznaczeniu, ryzykowna misja i królestwo na krawędzi wojny…

Odrzucona księżniczka…

Dział: Książki
środa, 25 marzec 2026 10:50

Nick Primeon. Anegrtush

„Czy wojna nie nauczyła cię jeszcze, że w walce o wyższe dobro są rzeczy ważniejsze niż prawda?”

Miłośnicy różnorodnych przygód, będą zachwyceni. Powieść intensywnie nasycona incydentami, w zasadzie od jednego natychmiast przechodzi się do drugiego. Dynamiczna akcja sprzyja wciągającemu zaczytaniu. Drugi atrakcyjny wabik to klimat książki, szeroko rozumiana fantastyka, w której nie brakuje barwnych elementów z wielu jej podkategorii. Co więcej, scenariusz zdarzeń okazuje się zgrabnie osadzony nie tylko w perspektywie wszechświata i kosmicznych podróży, ale również pojedynczych planet i walki o przetrwanie na nich wobec wrogich zamiarów przeciwników.

Marek Szymąński reprezentuje lekki i przyjemny styl pisania, odbiorca treści chętnie się mu poddaje. Ciekawe opisy świata, nie są innowatorskie, ale sympatycznie czerpią inspiracje z klasycznych dzieł science fiction i fantasy. Bardziej wprawiony w poznawaniu gatunków szybko dostrzeże nawiązania i podobne wzorce. Dialogi dopełniają fabułę od strony wyjaśnień i emocji, okazują się zrównoważoną dawką z pozostałymi elementami treści.

Duży plus za konsekwentne trzymanie się portretu kluczowej postaci, chociaż przyznaję, że w drugiej odsłonie serii Nick Primeon stracił nieco na kalejdoskopie motywów, umiejętności i genetycznych cech. Niemniej jednak chętnie śledzi się walkę dobra ze złem, pragnienia z przeznaczeniem, obecności z wykluczeniem. Powstają refleksje związane z zagadnieniami moralnych oszustw, ryzyka podwójnej gry, ceny likwidacji jednostek dla dobra ogółu.

Polityka nie zna litości, to twardy dyktator na arenie wszechświata, czy jest jakakolwiek szansa, aby ukierunkować ją w pożądaną stronę, wykluczyć zdradę i uniknąć sprzeniewierzenia się? Jak odnaleźć się w misternie utkanej sieci kłamstw i pozorów? Jak dostrzec, kto jest prawdziwym przyjacielem i wsparciem, a kto mami poparciem, a tak naprawdę dba jedynie o własne wpływy i zaspokojenie żądzy władzy? Czy współpracując z czarną i mroczną siłą, nie narażamy się na przeniknięcie jej w nasz światopogląd i ambicje?

„Nick Primeon. Anegrtush” to propozycja czytelnicza, która kipi przygodą, czaruje kosmosem, wabi mrocznymi intrygami. Zaprasza do poważnej gry o wszechświat, ale ze szczyptą humoru. Zanim się za nią weźmiesz, poznaj pierwszy tom „Nick Primeon”.

Dział: Książki

Rok 2026 będzie wyjątkowo bogaty pod względem nowości literackich ze świata Warcraft, które ukażą się w Polsce. Wydawnictwo Insignis przygotowało wiele premier oraz nowych wydań. Jako pierwsza w tym roku ukaże się Noc Smoka autorstwa Richarda A. Knaaka. 

Dział: Patronaty

Epickie romantasy i fenomen wydawniczy, który pokochały miliony osób na całym świecie!

Dział: Książki

 

Drugi tom runu Simona Spurriera to moment, w którym przestaje się zastanawiać, „o co tu właściwie chodzi?”, a zaczyna dostrzegać większy plan. Po pierwszym albumie miałam wrażenie chaosu. Dużo pomysłów, metafizyka na pełnym gazie, postacie wytrącone z równowagi. Tutaj wszystko zaczyna układać się w bardziej czytelny wzór. Nadal jest dziwnie. Nadal jest ambitnie. Jednak tym razem ta dziwność ma sens.

Wally West wciąż zmaga się z rozchwianą Mocą Prędkości i konsekwencjami własnych międzywymiarowych podróży. Central City nie ma lekko – speedsterzy wpadają w tarapaty, Amanda Waller pociąga za sznurki, a rzeczywistość zaczyna się niepokojąco marszczyć. Do tego dochodzą Arkanioły, zgromadzenie Thawne’ów i poczucie, że coś fundamentalnego w strukturze czasu pęka.

Tytułowe „Póki czas się nie zatrzyma” staje się fabułą, a nie tylko hasłem. To motto Wally’ego. Obietnica dana Lindzie. Deklaracja miłości, która ma trwać mimo rozpadu wszechświata. Czas i uczucie – dwa główne filary tej historii.

Spurrier idzie w stronę metafizyki, ale nie zapomina o emocjach. Relacja Wally’ego z Lindą wybrzmiewa naprawdę ładnie, momentami wręcz poetycko. Ciekawie poprowadzono też wątek Barry’ego Allena – jego rola mentora i punktu odniesienia dla Wally’ego zyskuje tu nową głębię.

Największa zmiana? Drugi tom lepiej waży proporcje. W pierwszym miałam poczucie przesytu – zbyt wiele wątków, zbyt wiele dziwnych zachowań bohaterów, które trudno było od razu zaakceptować. Tutaj część z tych decyzji zostaje sensownie wyjaśniona. I nagle wcześniejszy chaos zaczyna wyglądać jak zaplanowana konstrukcja.

Podoba mi się, że Spurrier nie idzie w prostą historię o biciu złoczyńców i ratowaniu dnia. Wprowadza wątek walki wewnętrznej, podważa stabilność Mocy Prędkości, bawi się mitologią Flasha. Reverse-Flash? Obecny, ale wykorzystany inaczej, niż można by się spodziewać. Nie jako oczywisty „wielki zły”, tylko element większej, bardziej złożonej układanki.

Nie wszystko działa idealnie. Niektóre wątki z pierwszego tomu – choćby praca Wally’ego w Terrifictechu – zostają potraktowane po macoszemu. Finałowa konfrontacja z kosmicznymi przeciwnikami zostawia lekki niedosyt. Czasem wciąż bywa zbyt gęsto, zbyt konceptualnie.

Za to warstwa graficzna – bardzo mocna. Ramón Pérez i gościnni rysownicy świetnie oddają dynamikę biegu, ale też tę półpłynną, niestabilną rzeczywistość. Kadry momentami przypominają bardziej oniryczne wizje niż klasyczny komiks superbohaterski. I to pasuje. Ten świat nie ma być stabilny.

„Flash. Póki czas się nie zatrzyma. Tom 2” to ambitna, momentami wymagająca historia. Niekoniecznie najlepszy punkt startowy dla nowych czytelników, ale bardzo ciekawa propozycja dla tych, którzy czują przesyt standardowym superbohaterskim schematem.

Spurrier rozwija postać Wally’ego Westa, ryzykuje, eksperymentuje. Nie wszystko wychodzi idealnie, ale widać wyraźną wizję i konsekwencję. A to w długich runach bywa cenniejsze niż bezpieczne odtwarzanie sprawdzonych motywów. Jeśli lubisz, gdy komiks o Flashu jest bardziej o czasie, tożsamości i relacjach niż o samym biegu – ten tom może cię naprawdę wciągnąć.

Dział: Komiksy
poniedziałek, 02 luty 2026 17:46

Apollo. Świat mitów

 

Mitologia grecka od zawsze działa jak magnes. Bogowie, którzy są jednocześnie potężni i bardzo ludzcy. Emocje, ambicje, gniew. Seria „Świat Mitów” od początku miała ambitny plan. Jaki? Opowiadać antyczne historie w przystępnej, komiksowej formie, a jednocześnie nie rezygnować z refleksji i kontekstu. Tom poświęcony Apollonowi zapowiadał się szczególnie obiecująco. W końcu mówimy o jednym z najbardziej złożonych bogów Olimpu.

O czym jest książka

Album prowadzi czytelnika przez wybrane epizody z życia Apolla. Od narodzin, przez zabicie Pytona i ustanowienie wyroczni delfickiej, po pojedynek z Marsjaszem. Pojawiają się też wątki związane z Asklepiosem i boską rolą Apolla jako patrona sztuki, harmonii i medycyny. To jednak raczej zbiór punktów na osi czasu niż spójna opowieść. Komiks skupia się na faktach, skrótach, symbolicznych scenach, momentami przypominając mitologiczny konspekt.

Moja opinia i przemyślenia

Tom sprawia wrażenie przygotowanego w pośpiechu. Historie są podane wybiórczo, bez wyraźnego rytmu i bez pogłębienia. Apollo zostaje pokazany jako piękny, wszechmocny, arogancki i mściwy, ale brakuje przestrzeni, by zrozumieć jego motywacje. Relacje z innymi bogami – zwłaszcza z Artemidą – są ledwie zaznaczone albo pominięte. Wątki poboczne, jak historia Asklepiosa, sprawiają momentami wrażenie sztucznego wypełnienia albumu.

Rysunki są czytelne i poprawne, dobrze prowadzą narrację wizualną, ale nie zawsze przekonują. Mimika bywa nienaturalna, a twarze potrafią wyglądać dziwnie, wręcz karykaturalnie. Największym problemem jest rozpoznawalność postaci. Niektórzy bogowie tracą swoją ikonograficzną wyrazistość, co w serii o mitologii jest dość dotkliwe.

Najciekawszym elementem albumu okazuje się… dodatek tekstowy na końcu. Opracowanie naukowe porządkuje przedstawione mity, nadaje im sens filozoficzny i kulturowy, a przy tym jest napisane przystępnie i klarownie. To właśnie ta część realnie podnosi wartość całego tomu.

Podsumowanie

„Świat Mitów. Apollo” to najsłabszy album z dotychczas wydanych w serii. Może sprawdzić się jako szybkie odświeżenie podstaw mitologii greckiej, szczególnie dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z tym tematem. U czytelników znających poprzednie tomy pozostanie wyraźny niedosyt. Komiks zostaje w pamięci tylko dzięki części eseistycznej, nie samej historii obrazkowej. Niestety, tak jak całą serię bardzo polubiłam, tak tym razem ciężko mi polecić ten tom. 

Dział: Komiksy
poniedziałek, 05 maj 2025 17:22

Four Ruined Realms. Cztery stracone królestwa

 

Czy znasz takie książki, które od pierwszych stron przypominają, że zaufanie bywa najdroższą walutą, a zemsta potrafi połączyć silniej niż wspólny cel? Cztery stracone królestwa to drugi tom serii Pięć pękniętych ostrzy autorstwa Mai Corland i powrót do świata, w którym nikt nie jest krystaliczny, a każda decyzja ma swoją cenę. Wracamy do drużyny, która już raz się rozpadła. Teraz musi działać razem. Bo nie ma wyjścia.

O czym jest książka

Król Joon rozegrał wszystkich po mistrzowsku. Zamiast śmierci – nowa misja. Trzydzieści dni, jeden boski artefakt i królestwo Khitan, do którego nikt nie ma wstępu. Pierścień należy do królowej Quilimar, siostry Joona. Dotarcie do niej graniczy z cudem, a próby kończą się śmiercią.

Bohaterowie – Mikail, Aeri, Royo, Euyn, Sora i Tiyung – niosą ze sobą bagaż zdrad z pierwszego tomu. Wciąż mają sekrety, ciche dni i niewypowiedziane pretensje. Jednak wspólny cel powoli ich zbliża. Khitan okazuje się królestwem rządzonym według feministycznych zasad, co jest ciekawym i dobrze wplecionym akcentem światotwórczym. Nic nie jest tu jednoznaczne. Nawet władza.

Moja opinia i przemyślenia

Największą zaletą książki pozostają bohaterowie. Moralnie szarzy. Poranieni. Uparci. Każdy z nich ma coś do stracenia, dlatego współpraca staje się koniecznością, nie wyborem. Relacje są napięte – wybaczenie to jedno, zrozumienie drugie. Euyn i Mikail oddaleni. Aeri wikła się we własne kłamstwa. Sora tęskni, boli, zostaje w pamięci na długo.

Szczególnie intrygujący jest Mikail – arcyszpieg o wielu twarzach, który wszystko wie, wszystko planuje, ale coraz trudniej odgadnąć, kim naprawdę jest. Royo nadal kryje potencjał, który aż prosi się o rozwinięcie w kolejnym tomie. Narracja wieloosobowa działa tu zaskakująco dobrze – krótkie, dynamiczne rozdziały utrzymują tempo i napięcie, bez chaosu.

To fantastyka drogi, pełna trudnych wyborów, poświęceń i narastającej chęci zemsty. Brutalna momentami, z wyraźnymi trigger warnings – zdecydowanie nie dla każdego, mimo oznaczenia 14+.

Warto też wspomnieć o wydaniu – książka ukazała się nakładem Wydawnictwo Jaguar i naprawdę cieszy oko: twarda oprawa, barwione brzegi, format, który wyróżnia się na półce.

Podsumowanie

Cztery stracone królestwa to mocna kontynuacja, która nie zwalnia tempa i pogłębia emocjonalne rysy bohaterów. Świetnie poprowadzona intryga, dobrze zarysowany świat i zakończenie, które zostawia z niedosytem. 

Jeśli pierwszy tom jest już za Tobą, nie ma odwrotu. A jeśli nie – lepiej nadrobić. Bo ta historia jeszcze się nie skończyła.

Dział: Książki
niedziela, 18 styczeń 2026 19:09

Śpiew stali

 

Właściwie debiutancką powieść Łukasza Konopczaka można by było podzielić na dwie odrębne części: tę fantastyczną, dotyczącą japońskiego panteonu bogów, oraz tę historyczną, przesiąkniętą klimatem średniowiecznej Japonii oraz fikcyjnego rodu Yamamoto.

Warto przed czytaniem zapoznać się z mitologią japońską, bo choć bogowie są bardzo dobrze opisani, to jednak o wiele przyjemniej czyta się o kimś, kogo „życiorys” nieco już znamy. Niemniej chylę czoła przed autorem, który świetnie poradził sobie z wyjaśnieniem czytelnikowi kto, z kim, gdzie, kiedy i jak. Sam autor zwraca w posłowiu uwagę, że nawet musiał nieco uprościć i zeuropeizować niektóre elementy fabuły. Dla mnie nieco znającej z innych lektur japońskie klimaty bywało to nawet za bardzo uproszczone, ale rozumiem zamysł. Dzięki temu książka jest bardziej przystępna i plus za to dla autora. Ba, możemy polubić kłócące się rodzeństwo bóstw i ich nieco nieudolnych wychowawczo rodziców. Z drugiej strony osoby lubiące dobrze osadzoną w kulturze innego kraju książkę odbiją się tu od ściany.

W przypadku przyziemnych części fabuły mocno widać wpływ japońskich klasyków kina jak np. Akira Kurosawa czy nawet anime „Naruto”, które także garściami czerpie z folkloru japońskiego. Obrazy są bardzo plastyczne, walki widowiskowe i z powodzeniem fabuła mogłaby być kanwą całkiem ciekawego filmu. Może nie na miarę „Ostatniego Samuraja” czy „Shoguna”, ale jednak czegoś w tym guście. Na niedomiar knowań książka bowiem nie cierpi i możemy obserwować, jak eliminowani są wrogowie cesarstwa, jak zgniły jest pałac, jak budo może być motywem przewodnim każdego przewrotu zbrojnego, a zemsta motorem działań.

Nieco problemów może czytelnikowi sama struktura tekstu. Bardzo często musiałam kilkakrotnie czytać zdania, by je poprawnie zrozumieć. Aż sprawdzałam, czy książka przeszła korektę. Bo o ile nie doświadczyłam jakichś błędów kłujących w oczy, to już szyk w zdaniach bywał mylący.

Historia jest w sumie prosta. Oto matka pragnie zemsty na młodziutkim cesarzu za morderstwo swej rodziny, które to jest podyktowane tylko urażoną duma władcy. Gotowa jest pójść do piekła i dobić targu z diabłem (tu: Izanami), by mieć siły na taki gest. W tle majaczy jeszcze najazd Mongołów na Japonię oraz nastanie shogunatu/bakufu. I tyle właściwie wystarczy, by wciągnąć na długie godziny czytelnika. Zachwycić? Nie, ale na pewno nie odrzucić.

Dział: Książki