Rezultaty wyszukiwania dla: Mag
Zapowiedź: Król Szmaciarzy. Sword Catcher. Tom 2
Jego życie jest iluzją. Jej kłamstwo ryzykownym posunięciem. Czy dwoje outsiderów może ocalić królestwo?
Premiera: The Sky of Sacrifice. Księga mądrości. Tomorrowland. Tom 2
OFICJALNA SERIA POWIEŚCI FESTIWALU TOMORROWLAND
Gdy sekrety wyjdą na jaw, przyjaźnie zostaną poddane próbie…
Wielka Biblioteka Jutra przygotowuje się do doniosłej uroczystości, a Nu cieszy się nowo odkrytą miłością oraz swoją misją Mędrczyni Prawdy. Jednak jeśli nowe koszmary okażą się zwiastunem złowrogich sił Suttaru, romans Nu będzie musiał ustąpić miejsca jej obowiązkom.
Zdrada Isengardu
„Zdrada Isengardu” to książka bardzo szczególna. Nie jest powieścią, nie jest też klasycznym dodatkiem do „Władcy Pierścieni”. To raczej wejście na zaplecze wielkiej opowieści, do miejsca, w którym wszystko dopiero powstaje. Trochę jak zajrzenie do pracowni artysty – zamiast gotowego obrazu widzimy szkice, poprawki, notatki i momenty zwątpienia. To właśnie w tym tkwi wartość tej książki.
O czym jest książka
Tom (w sumie już siódmy) pokazuje moment, w którym „Władca Pierścieni” dopiero się kształtuje. J.R.R. Tolkien zmienia jeszcze koncepcje wydarzeń, rozwija postacie, zastanawia się, jak powinny wyglądać poszczególne miejsca i jakie znaczenie będą miały dla całej historii. Możemy obserwować, jak powstaje Isengard i Orthank. Jak rozwija się wątek Sarumana i jego zdrady. Całe Śródziemie powoli rozszerza się o nowe krainy i ludy. W książce znajdują się różne wersje tych samych scen. Są w niej fragmenty map, notatki i szkice. Pojawiają się także komentarze Christophera Tolkiena, który pokazuje, jak bardzo ta opowieść zmieniała się w trakcie pisania i jak wyglądała praca jego ojca nad kultową historią.
Moja opinia i przemyślenia
Największe wrażenie robi tutaj sam proces twórczy. Można zobaczyć Tolkiena nie jako pomnikowego autora, ale jako człowieka, który skreślał, poprawiał, zmieniał zdanie, szukał lepszych rozwiązań. Nagle okazuje się, że Śródziemie nie powstało jako gotowy świat, tylko rosło powoli, czasem chaotycznie, czasem bardzo metodycznie.
Bardzo ciekawe jest też spojrzenie na Sarumana. Jego zdrada nie pojawia się nagle – widać, jak Tolkien stopniowo budował tę postać, jak zmieniał jej motywacje i charakter. Dzięki temu zdrada Sarumana staje się bardziej zrozumiała i bardziej ludzka.
To jednak nie jest książka do czytania jak powieść. To książka do podczytywania, do zatrzymywania się na fragmentach, do analizowania. Momentami jest bardzo techniczna, pełna komentarzy i porównań wersji tekstu. Jednak jeśli ktoś kocha Tolkiena i jego świat, to jest to po prostu fascynujące.
Podsumowanie
„Zdrada Isengardu” to książka dla osób, które chcą zobaczyć, jak powstawał „Władca Pierścieni” i jak wyglądała praca Tolkiena od kuchni. To zapis procesu twórczego, a nie klasyczna historia, dlatego wymaga cierpliwości i uważnego czytania. W zamian daje jednak coś wyjątkowego – możliwość zajrzenia do samego serca Śródziemia, jeszcze zanim stało się legendą.
Nowe wydanie Nocy Smoka w ramach serii Blizzard Legends już 11 marca w księgarniach!
Rok 2026 będzie wyjątkowo bogaty pod względem nowości literackich ze świata Warcraft, które ukażą się w Polsce. Wydawnictwo Insignis przygotowało wiele premier oraz nowych wydań. Jako pierwsza w tym roku ukaże się Noc Smoka autorstwa Richarda A. Knaaka.
Błogosławieństwo niebios 3
Trzeci tom „Błogosławieństwa niebios” ma w sobie coś podstępnego. Z wierzchu nadal kusi piękną opowieścią, humorem i tym charakterystycznym urokiem Xie Liana, ale pod spodem zaczyna się robić naprawdę gęsto. I nagle okazuje się, że to już nie jest lektura „na poprawę nastroju”, tylko historia, która potrafi zmusić do zatrzymania się w połowie rozdziału i zwyczajnie… pomyślenia.
O czym jest książka
W retrospekcjach wracamy do Xianle i do momentu, który wygląda niewinnie — parada, krzyk, chłopiec spadający z muru. Xie Lian ratuje go odruchowo — bo tak działa, bo ma serce większe niż jego zdrowy rozsądek. Tyle że ten jeden gest uruchamia lawinę nieszczęść — susza, głód, bunty, wojna, a potem zaraza. „Choroba szkaradnych obliczy” jest brutalna i nieubłagana.
Równolegle coraz mocniej wybrzmiewa konflikt z Niebianami i samą ideą „boskiego porządku”. Xie Lian próbuje pomagać tak, jak rozumie pomoc, bez selekcji na lepszych i gorszych i za każdym razem obrywa nie tylko on, ale i cały kraj, jakby wszechświat faktycznie trzymał się żelaznej zasady równości, o tym, że nie da się komuś czegoś dać, nie zabierając czegoś komuś innemu.
Do tego dochodzą nowe postacie i tajemnicza figura w bieli z propozycją zemsty. Kuszącą, prostą, emocjonalnie zrozumiałą. Oko za oko. Krew za krew. I nagle pytanie nie brzmi już „czy Xie Lian jest dobry”, tylko „czy dobro zawsze działa tak, jak sobie wyobrażamy”.
Moja opinia i przemyślenia
Ten tom zaskakuje tonem. Najmocniej uderzyła mnie bezkompromisowość, w której autorka nie oszczędza ani bohaterów, ani czytelnika. Sceny potrafią być brutalne, groteskowe, czasem zwyczajnie trudne. Właśnie przez to dramat Xie Liana jest tak wiarygodny — jego idealizm nie jest już ładną cechą charakteru, tylko paliwem, które potrafi spalić człowieka od środka.
Bardzo lubię to, jak mocno wybrzmiewa temat konsekwencji. Xie Lian trafia do Nieba „za dobroć”, ale w Niebie ta dobroć przestaje być mile widziana, bo robi się niewygodna dla systemu. Pomaga każdemu, więc jego świątynia przyciąga ludzi z bardzo różnymi prośbami, a przy okazji zabiera zasługi innym Niebianom. Brzmi jak polityka, tylko w niebiańskim wydaniu. Zagrywka jest świetna, bo pod warstwą fantasy dostajemy pytania zupełnie przyziemne, choćby o to jaka ma być władza, jaki ma być autorytet, czy „porządek” zawsze znaczy „sprawiedliwie”.
W drugiej części, gdy wracamy do współczesności, klimat łagodnieje. Humor i codzienne drobiazgi działają jak oddech po ciężkich fragmentach retrospekcji. Pojawiają się znajome twarze, wątki zaczynają się splatać, a relacje przynoszą ciepło, które nie jest cukierkowe — raczej takie potrzebne, żeby w ogóle dało się unieść ciężar tego, co było wcześniej.
Nie mogę też pominąć Hua Chenga. Jego obecność jest konsekwentna i wyrazista, a oddanie wypada bardzo naturalnie. Widać je w drobnych gestach i staraniach. Relacja między bohaterami dostaje tu nowe odcienie i robi się jeszcze bardziej magnetyczna.
Podsumowanie
Tom trzeci jest najmroczniejszy z dotychczasowych, ale też najbardziej emocjonalny. Wciąga w tragedię, potem daje chwilę ulgi, a na koniec zostawia z pytaniami, od których trudno uciec. Najważniejsze z nich brzmi: czy dobro zawsze jest dobrem, jeśli jego skutki rozlewają się dalej, niż sięga intencja. Ten tom zostaje w pamięci na długo — właśnie dlatego, że nie daje prostych odpowiedzi, a Xie Lian, mimo całego bólu, nadal pozostaje kimś, komu chce się kibicować.
Niszczycielka. Dziedzictwo obrońców. Tom 1
Reagan Tallerico pochodzi z potężnego rodu Obrońców – wojowników, którzy każdego dnia walczą o bezpieczeństwo Ziemi oraz innych wymiarów. Dziewczyna od dziecka marzy, by wstąpić w ich szeregi, tyle że jako osoba nieposiadająca magii nie ma na to szans. Rea zostaje więc Strażniczką w Fortecy, gdzie zajmuje się katalogowaniem artefaktów, przepisywaniem starych ksiąg i strzeżeniem portalu.
Flash. Póki czas się nie zatrzyma. Tom 2
Drugi tom runu Simona Spurriera to moment, w którym przestaje się zastanawiać, „o co tu właściwie chodzi?”, a zaczyna dostrzegać większy plan. Po pierwszym albumie miałam wrażenie chaosu. Dużo pomysłów, metafizyka na pełnym gazie, postacie wytrącone z równowagi. Tutaj wszystko zaczyna układać się w bardziej czytelny wzór. Nadal jest dziwnie. Nadal jest ambitnie. Jednak tym razem ta dziwność ma sens.
Wally West wciąż zmaga się z rozchwianą Mocą Prędkości i konsekwencjami własnych międzywymiarowych podróży. Central City nie ma lekko – speedsterzy wpadają w tarapaty, Amanda Waller pociąga za sznurki, a rzeczywistość zaczyna się niepokojąco marszczyć. Do tego dochodzą Arkanioły, zgromadzenie Thawne’ów i poczucie, że coś fundamentalnego w strukturze czasu pęka.
Tytułowe „Póki czas się nie zatrzyma” staje się fabułą, a nie tylko hasłem. To motto Wally’ego. Obietnica dana Lindzie. Deklaracja miłości, która ma trwać mimo rozpadu wszechświata. Czas i uczucie – dwa główne filary tej historii.
Spurrier idzie w stronę metafizyki, ale nie zapomina o emocjach. Relacja Wally’ego z Lindą wybrzmiewa naprawdę ładnie, momentami wręcz poetycko. Ciekawie poprowadzono też wątek Barry’ego Allena – jego rola mentora i punktu odniesienia dla Wally’ego zyskuje tu nową głębię.
Największa zmiana? Drugi tom lepiej waży proporcje. W pierwszym miałam poczucie przesytu – zbyt wiele wątków, zbyt wiele dziwnych zachowań bohaterów, które trudno było od razu zaakceptować. Tutaj część z tych decyzji zostaje sensownie wyjaśniona. I nagle wcześniejszy chaos zaczyna wyglądać jak zaplanowana konstrukcja.
Podoba mi się, że Spurrier nie idzie w prostą historię o biciu złoczyńców i ratowaniu dnia. Wprowadza wątek walki wewnętrznej, podważa stabilność Mocy Prędkości, bawi się mitologią Flasha. Reverse-Flash? Obecny, ale wykorzystany inaczej, niż można by się spodziewać. Nie jako oczywisty „wielki zły”, tylko element większej, bardziej złożonej układanki.
Nie wszystko działa idealnie. Niektóre wątki z pierwszego tomu – choćby praca Wally’ego w Terrifictechu – zostają potraktowane po macoszemu. Finałowa konfrontacja z kosmicznymi przeciwnikami zostawia lekki niedosyt. Czasem wciąż bywa zbyt gęsto, zbyt konceptualnie.
Za to warstwa graficzna – bardzo mocna. Ramón Pérez i gościnni rysownicy świetnie oddają dynamikę biegu, ale też tę półpłynną, niestabilną rzeczywistość. Kadry momentami przypominają bardziej oniryczne wizje niż klasyczny komiks superbohaterski. I to pasuje. Ten świat nie ma być stabilny.
„Flash. Póki czas się nie zatrzyma. Tom 2” to ambitna, momentami wymagająca historia. Niekoniecznie najlepszy punkt startowy dla nowych czytelników, ale bardzo ciekawa propozycja dla tych, którzy czują przesyt standardowym superbohaterskim schematem.
Spurrier rozwija postać Wally’ego Westa, ryzykuje, eksperymentuje. Nie wszystko wychodzi idealnie, ale widać wyraźną wizję i konsekwencję. A to w długich runach bywa cenniejsze niż bezpieczne odtwarzanie sprawdzonych motywów. Jeśli lubisz, gdy komiks o Flashu jest bardziej o czasie, tożsamości i relacjach niż o samym biegu – ten tom może cię naprawdę wciągnąć.
Apollo. Świat mitów
Mitologia grecka od zawsze działa jak magnes. Bogowie, którzy są jednocześnie potężni i bardzo ludzcy. Emocje, ambicje, gniew. Seria „Świat Mitów” od początku miała ambitny plan. Jaki? Opowiadać antyczne historie w przystępnej, komiksowej formie, a jednocześnie nie rezygnować z refleksji i kontekstu. Tom poświęcony Apollonowi zapowiadał się szczególnie obiecująco. W końcu mówimy o jednym z najbardziej złożonych bogów Olimpu.
O czym jest książka
Album prowadzi czytelnika przez wybrane epizody z życia Apolla. Od narodzin, przez zabicie Pytona i ustanowienie wyroczni delfickiej, po pojedynek z Marsjaszem. Pojawiają się też wątki związane z Asklepiosem i boską rolą Apolla jako patrona sztuki, harmonii i medycyny. To jednak raczej zbiór punktów na osi czasu niż spójna opowieść. Komiks skupia się na faktach, skrótach, symbolicznych scenach, momentami przypominając mitologiczny konspekt.
Moja opinia i przemyślenia
Tom sprawia wrażenie przygotowanego w pośpiechu. Historie są podane wybiórczo, bez wyraźnego rytmu i bez pogłębienia. Apollo zostaje pokazany jako piękny, wszechmocny, arogancki i mściwy, ale brakuje przestrzeni, by zrozumieć jego motywacje. Relacje z innymi bogami – zwłaszcza z Artemidą – są ledwie zaznaczone albo pominięte. Wątki poboczne, jak historia Asklepiosa, sprawiają momentami wrażenie sztucznego wypełnienia albumu.
Rysunki są czytelne i poprawne, dobrze prowadzą narrację wizualną, ale nie zawsze przekonują. Mimika bywa nienaturalna, a twarze potrafią wyglądać dziwnie, wręcz karykaturalnie. Największym problemem jest rozpoznawalność postaci. Niektórzy bogowie tracą swoją ikonograficzną wyrazistość, co w serii o mitologii jest dość dotkliwe.
Najciekawszym elementem albumu okazuje się… dodatek tekstowy na końcu. Opracowanie naukowe porządkuje przedstawione mity, nadaje im sens filozoficzny i kulturowy, a przy tym jest napisane przystępnie i klarownie. To właśnie ta część realnie podnosi wartość całego tomu.
Podsumowanie
„Świat Mitów. Apollo” to najsłabszy album z dotychczas wydanych w serii. Może sprawdzić się jako szybkie odświeżenie podstaw mitologii greckiej, szczególnie dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z tym tematem. U czytelników znających poprzednie tomy pozostanie wyraźny niedosyt. Komiks zostaje w pamięci tylko dzięki części eseistycznej, nie samej historii obrazkowej. Niestety, tak jak całą serię bardzo polubiłam, tak tym razem ciężko mi polecić ten tom.
Pobłysk
„Bałeś się tego, czego nie znałeś…
Często boimy się rzeczy, których nie znamy”.
Sądziłam, że zapoznam się z powieścią, jak to mam w zwyczaju, w jeden dzień. Jednak zorientowałam się, że to typ książki, który zyskuje przy kilku spotkaniach. Przy większej dawce czułam lekkie znużenie, a jedno czy dwudniowa przerwa działała na korzyść opowieści. Podobało mi się bezpardonowe rozprawianie się z postaciami bez względu na odcień bieli, szarości i czerni. Czułam niedosyt podkręcania zagrożenia i trwogi w opisach scen. Fantasy wypełniała krwista czerwień i smród spalonych ciał czarownic. Autor zdecydował się na wariant ostrych i szybkich cięć, miało to zaskakujący powab, ale skutkowało szybkim zakończeniem czegoś, z czego można było więcej wycisnąć z korzyścią dla klimatu powieści. Brutalność wykreowanego świata, bezwzględność osób nim rządzących, wszechogarniająca obsesja, to elementy działające na korzyść „Pobłysku”. Atrakcyjnie wzniecały silne emocje wobec wrogości i niesprawiedliwości. Grzegorz Bobin wręcz delektował się mrocznością ludzkiej natury, a mnie to pasowało.
Książka udanie przeplatała elementy horroru i fantasy. Oba gatunki zostały wymieszane ze swobodą i naturalnością. Tak jak perspektywa dreszczowca przypadła mi do gustu, miała w sobie coś, co sprawiało, że czekałam na kolejny mocny incydent, tak wykreowany nadprzyrodzony świat, oparty na filarze magii i baśni, nie w pełni przekonywał. Przeszkadzała naiwność i łatwowierność głównych bohaterów, nawet uwzględniając młody wiek i to, że siłą rzeczy, wiele musieli się nauczyć. Miałam wrażenie, że w tym aspekcie czytałam książkę dla młodego czytelnika, nieprzywiązującego wagi do uszczegółowionego otoczenia, pogłębienia portretów postaci, stopniowalności przemian w widzeniu świata i siebie samego. Zgrzytały mocne uderzenia intrygi z prowadzeniem relacji pary Płomyk i Kozik.
Jednak z uznaniem odebrałam finałową odsłonę powieści, fantastycznie, że autor wybrał wariant pod prąd oczekiwań i poza przyjętymi schematami. „Pobłysk” poprowadził ścieżkami przygody po różnych krainach, lekcjami zdobywania magicznej wiedzy, silnych zaklęć, unikalnymi kocimi temperamentami zderzającymi się z długimi cieniami ludzkiej natury. Baśniowo, z lekkim odwołaniem do natury średniowiecza, mrożącą krew w żyłach legendą wszechogarniającej wilgoci i grząskich bagien, miast ogarniętych nienawiścią i obsesją.
Mity i legendy starożytnego Egiptu
„Egipt był najbardziej samowystarczalny spośród wszystkich krajów starożytnego świata; żył własnym życiem, praktykował własną religię i produkował własne opowieści, niemal całkowicie pozbawione zewnętrznych wpływów, które mogłyby się wywodzić z innych cywilizacji”.
Zadziwiające, jak bardzo ludzkie wierzenia i legendy prezentują się w podobnej odsłonie bez względu na cywilizacje. Opowieści o bogach, władcach i zwyczajnych ludziach napędzane są ludzką wyobraźnią i historycznymi wydarzeniami. Mieszkańcy Egiptu stworzyli opowieści, pozwalające wyjaśnić ówczesną im rzeczywistość, przekazujące przygody, przepowiednie i zaklęcia. Tam, gdzie brakowało wiedzy i pewności, wkradała się magia, jako czynnik zespalający fakty i mity. Legendy przechowywane ustnie, za pomocą hieroglifów, zwojów spisywanych przez skrybów, kapłańskich opowieści, barwnie wypełniały zbiorową pamięć. Egipska cywilizacja sprzed czterech tysięcy lat fascynuje i zachęca do badań, za sprawą odkryć dawnych budowli i artefaktów, które w mniejszym lub większym stopniu zdołały przetrwać do naszych czasów. Szukamy nici powiązań w mentalności ludzkiej, wspólnych przeżyciach i myślach, bo to sprawia, że lepiej poznajemy samych siebie.
Wyrwane od zagubienia i zniszczenia świadectwa opowieści, często złożone z fragmentów pozyskanych z różnych źródeł, ekscytują i wciągają. Nie tylko przebiegiem i przesłaniami, ale również otoczką tajemniczości, w której obracał się starożytny Egipt. Trzy tysiące lat cywilizacji. A my wciąż mało o niej wiemy, pasjonujemy się nowymi odkryciami i interpretacjami. „Mity i legendy starożytnego Egiptu” przeprowadzają czytelnika przez pustynne warunki kraju, wytyczają naturalną nilową ścieżkę, obrazują ścisłą zależność ludzi od rzeki, wyjaśniają obsesję umierania i życia po śmierci. To zaledwie kontekst, wprowadzenie w klimat i cywilizacyjne osiągnięcia. Głównym nurtem książki są opowieści reprezentujące literaturę powstałą na przestrzeni ponad dwóch tysięcy lat, sięgającą nawet pięciu tysięcy lat wstecz, na bazie ustnych przekazów.
Z zainteresowaniem odświeżam wiedzę z mitologii egipskiej, znaczących bogach i faraonach z boskim naznaczeniem, zwyczajnych ludzi, oraz wzajemnych relacjach. Druga część zawiera opowieści magiczne, w ramach których najbardziej imponuje pragnienie człowieka odkrycia kluczy pozwalających zaczarować niebo i ziemię, poznać język wszelakich stworzeń, a także wizyta w Duat, Krainie Umarłych. Trzecia część to opowieści o przygodach, jak o rozbitku, o tym, jak chciwy robotnik przegrał wszystko z wieśniakiem, buncie palestyńskiej Joppy, greckiej księżniczce Helenie Trojańskiej. I inne. Świat starożytnego Egiptu dawno przeminął, utraciliśmy jego obrazy, czujemy zaledwie echo dawnej potęgi, a jednak coś pozostało w zaprezentowanych opowieściach. Czyta się je z misją zrozumienia świadectw boskich intencji, mocy i duszy, w które mocno wierzyli mieszkańcy Egiptu.
Nie jest to obszerna publikacja, chociaż zawiera także kartę czasu, słowniczek, wyjaśnienia, kto jest kim, mapkę i ilustracje. Propozycja na jeden wieczór czytelniczy, przeniesienie się na chwilę w mistyczny egipski świat zawarty w mitach i legendach.
