Rezultaty wyszukiwania dla: Dziewczyna z g��r
Część III - Magdalena Kałużyńska - Pomyłka
Miała na imię Ewa. Codziennie ją podglądał przez lornetkę. Mieszkała naprzeciwko. Krzyknął, kiedy zobaczył, że dziewczyna potyka się upada i... Wybiegł z mieszkania, po drodze zawiadamiając straż pożarną.
Wrócił zapłakany, brudny, wściekły. Na siebie, że nie uratował ukochanej. Jeszcze kilka dni i odważyłby się do niej nawet odezwać. Umarła. Telewizor roztrzaskał jej głowę. Głupi wypadek!
Rwał włosy, krzyczał, mie spał, nie jadł, nie mył się, nie wychodził. Tęsknił, widział ją, rozmawiali, dotykała go, kochali się. Roztrzaskał dzwoniący telefon o ścianę. Hurtowo palił papierosy, pił za dużo kawy. Bezsenność, zmęczenie, frustracja, samotność, ból i rozgoryczenie sprawiły, że wymyślił rozwiązanie! Będzie dobrze, kochanie. Wrócisz. On nam pomoże! Trzeba go tylko poprosić!
Wertował książki, internet, zrobił odpowiednie zakupy. Wyniósł wszystko z pokoju. Na podłodze, białą kredą, narysował ogromny pentagram, w jego rogach ustawił czarne świece, zapalił. Rozebrał się do naga, usiadł po turecku w środku symbolu, otworzył księgę, głośno przeczytał zaklęcie.
Naga kobieta zmaterializowała się, kiedy już ochrypł. Podeszła do niego, chwyciła za gardło i bez wysiłku podniosła. Zamachał nogami w powietrzu. Miała ogromne oczy bez białek. Czarne. Zacisnęła palce na grdyce chłopaka, szponami przebiła skórę szyi, pociekło kilka czerwonych strużek. Łapał powietrze jak wyciągnięta z wody ryba, krzyczał bulgocząco, wierzgał. Drugą dłonią uderzyła w klatkę piersiową, łamiąc żebra, przebiła skórę, potężnym szarpnięciem wyrwała serce. Ogarnięte spazmem drgawek, tryskające krwią ciało chłopaka z hukiem upadło na podłogę. Bogini Hekate cisnęła sercem w kąt pokoju. Znikając, kręciła z politowaniem głową.
- Głupi ludzie, przecież pentagram Lucyfera jest bez zawijasów.
Zapowiedź: Danielle L Jensen "Ukryta łowczyni"
CZASAMI TRZEBA ZROBIĆ COŚ NIEMOŻLIWEGO
W mieście pod górą tyran sprawuje władzę absolutną. Jedyny troll, który byłby zdolny mu się przeciwstawić, został oskarżony o zdradę i uwięziony. Cécile uciekła z mrocznego Trollus, ale już wkrótce zdała sobie sprawę, że wcale nie znajduje się poza zasięgiem władzy króla i jego manipulacji Cécile mieszka z matką w Trianon i każdego wieczora występuje na deskach sceny operowej. Za dnia zaś niestrudzenie szuka Anushki, czarownicy, która przez pięć stuleci umykała trollom. A niezależnie od tego, czy zwycięży, czy poniesie porażkę, jej bliscy zapłacą wysoką cenę.
"Epidemia" Suzanne Young już w sierpniu!
W świecie przed Programem…
Część 01 bestsellerowej serii New York Timesa, spinająca całość niczym klamra. A gdyby ktoś wymazał z Twojej pamięci wszystkie wspomnienia i potraktował Cię jak pionka w prowadzonej przez siebie grze? Od kiedy sięga pamięcią, Quinlan pomagała obcym rodzinom pogodzić się ze śmiercią ich dzieci.
Czasodzieje. Klucz czasu
Czasem powieść dla młodzieży potrafi wciągnąć na równi z powieścią dla dorosłych, wystarczy wciągająca fabuła, zaskakujący pomysł i po prostu dobre pióro.
Generalnie staram się trzymać z daleka od powieści dla młodzieży. Nie przepadam za nastoletnimi romansami, bohaterami i ich problemami, które szczęśliwie zostawiłam za sobą dobrych naście lat temu. Dla „Czasodziejów” jednak zrobiłam wyjątek. Dlaczego? W pierwszej kolejności dlatego, że mam spore zaufanie do pisarstwa autorek zza wschodniej granicy; często ich powieści odznaczają się nietuzinkowym humorem, lekkim piórem i brakiem truizmów. Po drugie autorka była wielokrotnie nagradzana, w tym również za tę powieść; wystarczy wspomnieć o nagrodzie „EuroCon 2010” (ESFS Awards) w kategorii „Najlepszy debiut”, czy o I miejscu w konkursie „Nowa książka dla dzieci”, przeprowadzonym przez wydawnictwo „Rosman”. A to nie wszystkie powody. „Czasodzieje” zostali naprawdę pięknie wydani; twarda okładka z intrygującą ilustracją, tematycznie spójne akcenty graficzne wewnątrz książki, a także trochę większy format i czcionka, ułatwiające czytanie młodemu czytelnikowi. Właśnie z tych powodów zainteresowałam się tą powieścią, a czy treść ujęła mnie równie mocno, o tym poniżej.
„Czasodzieje” to historia Wasylisy, niespełna trzynastoletniej dziewczynki o rudych włosach, pasjonującej się gimnastyką artystyczną. Wychowywana jest ona przez rzekomą kuzynkę babci, Martę Michajłownę, w zastępstwie rodziców, którzy porzucili swoją córkę. Dość trudna sytuacja społeczna i ekonomiczna Wasylisy wydaje się, że ulegnie diametralnej poprawie, gdy pojawia się bogaty ojciec. I rzeczywiście jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki z biednej sierotki, Wasylisa staje się bogatą dziedziczką, przyjeżdżającą do szkoły limuzyną i mieszkającą w okazałej rezydencji. Historia jakby wyjęta z klasycznej literatury dla dzieci, wystarczy wspomnieć „Tajemniczego opiekuna” Jean Webster, czy „Małą księżniczkę” Frances Hodgson Burnett. Nic jednak bardziej mylnego. Wasylisa pomimo nagłego odzyskania rodziny, ojca, a także nie znanego dotąd rodzeństwa, trafia do domu, w którym nie jest ani mile widziana, ani właściwie traktowana, co więcej cała familia okazuje się okropna, tajemnicza i okrutna. Odkrywane powoli sekrety, rodzą kolejne, coraz trudniejsze pytania? Co kryje się za zegarem w bibliotece? Kim była mama Wasylisy? Kto to są czasodzieje i czasomajstrowie? I dlaczego nikt jej nie ufa?
Powieść białoruskiej pisarki, Natalii Sherby, rozpoczyna się tam, gdzie zazwyczaj kończą się powieści dla młodszego czytelnika, a mianowicie biedna sierotka nagle odzyskuje rodzinę i należny jej status społeczny. W „Czasodziejach” jest to punkt wyjścia. Zaskakującym, przewrotnym wręcz pomysłem, jest to, że odzyskana rodzina jest wrogo nastawiona do nowo poznanej członkini rodu Ogniewów. Gdy główna bohaterka trafia do świata równoległego, na Eflarę, co również jest klasycznym elementem powieści fantasy („Przygody Alicji w Krainie Czarów” Lewisa Carolla, cykl Opowieści z Narnii C. S. Lewisa, czy cykl Świata Czarownic Andre Norton), ponownie wszystko nie jest tak jak powinno; nowo poznani przyjaciele jej nie ufają, czasodzieje pragną ją zabić, wróżki uwięzić lub wykorzystać do swoich gier politycznych, a Norton Ogniew (ojciec) wraz ze swoim potomstwem pragnie ją dożywotnio więzić. Nie zdradzając więcej z fabuły chciałam podkreślić, że jest to powieść dość przewrotna, która zaskakuje permanentną wrogością wszystkich postaci wobec głównej bohaterki. Jest to na tyle mocno zaakcentowane, że czytelnik zdaje sobie nagle sprawę, że oto ta młoda dziewczyna musi nauczyć się podejmować decyzje, ufać własnym sądom, uczyć się na własnych błędach, a pozostawiona bez wsparcia, zmuszona zostaje do samodzielności. Najtrudniejsze dla młodej Wasylisy jest umiejętne rozpoznanie, kto tak naprawdę jest przyjacielem, a kto wrogiem.
Powieść napisana jest sprawnie, lekkim piórem, a fabuła ze swoimi niedomówieniami i zagadkami, wciąga od samego początku i trzyma w napięciu do ostatnich stron. Jednak w tej beczce miodu, musi być łyżka dziegciu, a mianowicie irytowały mnie nieustające uprowadzenia Wasylisy, a ich sposób przeprowadzania, często był mocno naciągany. Rozczarowana jestem również całkowitym brakiem typowego dla wschodniego pisarstwa fantasy, poczucia humoru, choć w tym przypadku, można to tłumaczyć treścią książki, która skłania się bardziej ku grozie niż humoresce.
Powieść Natalii Sherby „Czasodzieje”, to bardzo dobra powieść dla młodego czytelnika. Główna bohaterka dostaje się do świata, w którym musi poruszać się po omacku, samodzielnie zdobywać wiedzę, doświadczenie, odkrywać prawdę i szacować, kto jest jej prawdziwym przyjacielem, a kto wrogiem. A czy nie właśnie na tym polega dorastanie? Autorka wprost chce przekazać młodemu czytelnikowi, że sami jesteśmy odpowiedzialni za własne życie, decyzje i ponosimy konsekwencje swoich działań, zarówno te dobre, jak i te złe.
Zdecydowanie jest to warta uwagi powieść, która rozpoczyna wielotomowy cykl „Czasodziejów”.
Alive/Żywi
Jeśli uciekniesz, twój wróg będzie cię ścigać. Zabij swojego wroga, a wtedy już zawsze będziesz wolna.*
Co czujecie po przebudzeniu? Spokój, odprężenie, miękkie otulające przykrycie, ciepło i bezpieczeństwo? Wyobraźcie sobie, że w momencie pobudki otacza was ciemność, jesteście w czymś ciasnym, związani i coś bezlitośnie kąsa was w szyję a o ucieczce nie ma mowy... Przerażająca perspektywa, prawda?
Dziewczyna nigdy nie sądziła, że w swoje dwunaste urodziny przeżyje koszmar. Koszmar, który nie będzie miał końca, a coraz to nowsze odkrycia będą tak przerażające, że aż trudno o nich mówić. Budzi się za sprawą dotkliwego bólu z tyłu głowy, odkrywa, że przytrzymują ją metalowe pręty, a na dodatek jest zamknięta w ciasnym i ciemnym... czymś. Co gorsza odkrywa, że nic nie pamięta, jak ma na imię, żadnych wspomnień. Jedyne co wie to, że ma dziś urodziny. Pomimo bólu i strachu udaje jej się wydostać, ale to co odkrywa przeraża ją jeszcze bardziej.
Szczerze? Opis książki nawet w minimalny sposób nie przygotowuje na to, co się w niej zastanie. I mam nadzieję, że i ja tego nie zdradzę, bo książka jest więcej niż dobra, a fabuła sprawia, że jedyne, co można robić to czytać do ostatniej kropki, a po zakończeniu próbować otrząsnąć się z szoku i strachu, jaki nieustannie towarzyszył czytaniu.
Mając na uwadze prośbę autora, by nie spojlerować postaram się jak najmniej zdradzać z fabuły i skupić się tylko na wrażeniach z lektury. Niech każdy sam odkryje, co ukrywa się na kartkach tej powieści. A musicie wiedzieć,że Alive/Żywi są niesamowite, przerażające, zaskakujące i nieprzewidywalne. Scott Sigler miał pomysł na historię i go świetnie wykorzystał, zadbał o to by opisy miejsc, ludzi oraz tego co się działo i co czuli bohaterowie były szczegółowe i intrygujące, by przykuwały uwagę i ją utrzymały. Fabuła została przemyślana w najmniejszym stopniu, dosłownie nie mam do czego się przyczepić. Akcja pędzi, zmienia się jak w kalejdoskopie, sprawia, że nie idzie się oderwać od książki dopóki nie przeczyta się ostatniego zdania i bardzo często zbiera szczękę z podłogi. Dosłownie.
Równie mocno jestem zachwycona wykreowanymi przez autora postaciami, ich zachowaniem w danej historii, myśleniem, tym co czują, jak sobie radzą z tym, co ich spotkało. Dość często piszę, że jestem zdumiona tym jak wszyscy bohaterowie różnią się od siebie i zaskakują podejmowanymi przed siebie decyzjami, tym jak działa ich psychika, ale dopiero teraz jestem w prawdziwym szoku, bo chyba nigdy jeszcze nie spotkałam zarazem tak złożonych i niewinnych osobowości. Cały czas nie wiadomo jak postąpią bohaterowie i co wybiorą. Ponadto nie jest łatwo wczuć się w położenie osoby, która nic nie pamięta i walczy z umysłem, z mgłą go otaczającą, a Sigler uczynił to genialnie.
Nie spodziewałam się, że mam w swoich rękach coś tak dobrego, coś co sprawi, że od pierwszych stron będę cała w nerwach, z napięciem przewracać kolejne strony. Już od początku wczułam się w wydarzenia i próbowałam zobrazować sobie to, co widzą bohaterowie, ale chyba nie potrafię ujrzeć tego tak jak autor... to zbyt straszne, okropne i odrażające, ale zarazem fascynujące. Zżyłam się z bohaterami i wraz z nimi próbowałam domyśleć się o co w tym wszystkim chodzi i gdzie się znajdują, ale do samego końca tego nie wiadomo. Jestem pełna podziwu, Sigler zadbał dosłownie o wszystko i zapewnił mi niezłą dawkę strachu, niecierpliwości oraz ciekawości. Chcę więcej!
Alive/Żywi polecam fanom science-fition oraz osobom o mocnych nerwach, bo niektóre opisy mrożą krew w żyłach, wzbudzają strach i mogą mocno przerazić. Scott Sigler napisał powieść, którą po prostu trzeba przeczytać.
Heaven. Miasto elfów
Chociaż nie jestem zwolennikiem gwarnych metropolii, to miasto ma w sobie coś tajemniczego, co zniewala. Urban fantasy od dawna budzi we mnie nie małe zainteresowanie, szczerze lubię ten gatunek literatury chyba właśnie poprzez fakt, iż opisy akcji są niezwykle dokładne, a budowane uniwersum skrupulatnie tworzone jest na miarę tego rzeczywistego, jednak ze sporą domieszka magii. Heaven. Miasto elfów to urban fantasy pełną parą, i chociaż przeznaczone raczej dla młodszego czytelnika, potrafi przynieść mnóstwo frajdy także dorosłemu!
Christoph Marzi (1970), pisarz niemiecki, studiował ekonomię na Uniwersytecie w Mainz. Zaczął pisać jako nastolatek. Debiutował w 2004 roku wspaniałą powieścią Lycidias, która odniosła zaskakujący sukces i od razu zapewniła mu miejsce w gronie autorów fantasy. W roku 2005 został laureatem Deutsche Phantastik-Preis. Mieszka z żoną Tamarą i trzema córkami w Saarsbrucken.
Osiemnastoletni David, chociaż zamieszkujący olbrzymi i hałaśliwy Londyn, w głębi serca pragnie ciszy i wolności. Właśnie to przynoszą mu nocne wędrówki po dachach śpiących kamienic i budynków. Stanowią one zarówno jego hobby jak i drugi dom, w którym spędza naprawdę mnóstwo czasu. Nocne śledzenie nieba pomaga mu zapomnieć o swojej niechlubnej przeszłości. Pewnego razu na jednym z dachów znajduję leżącą dziewczyna. Ta zniewala go praktycznie od pierwszego wejrzenia swoją tajemniczością i specyficzną urodą. Okazuje się jednak, że nieznajoma dziewczyna o pięknym imieniu Heaven ma olbrzymi problem. Twierdzi, że w nocy ktoś wyciął jej serce... Z początku sceptycznie nastawiony do tego faktu David, z czasem zaczyna wierzyć Heaven, a wizyta u lekarza nieoczekiwanie rozwiewa wszelkie wątpliwości chłopaka. Postanawia pomóc obcej znajomej, mimo, że na ich drodze wyskakują nagle niebezpieczne przeszkody.
Muszę przyznać, że powieść Christopha Marzi nieco mnie zaskoczyła. Z jednej strony książka widnieje jako dzieło przeznaczone dla młodszego czytelnika. Mamy tutaj raczej prostą fabułę; tajemnicza nieznajoma, wielki sekret skrywający się za niespotykaną urodą bohaterki, rodzące się powoli uczucie między nastolatkami... W dodatku postacie występujące na kartach lektury są wykreowani troszeczkę na wyrost. Niby zagubione małolaty, a jednak z dziwną, dorosłą mentalnością. Z drugiej strony jednak, powieść skonstruowana jest w sposób bardzo baśniowy, smutny (żeby nie powiedzieć nawet depresyjny) ale zarazem wyrazisty. Styl pisarski autora zasługuje na olbrzymie słowa uznania, Miasto Elfów napisane jest prosto i przejrzyście, jednak dobór słów i budowanie baśniowego klimatu wychodzi Marzi znakomicie i w tym wypadku sprawdza się na szóstkę! To bardzo umiejętne połączenie prostej historii przedstawionej w sposób istnie fantastyczny.
Podsumowując powiem, że dzieło na pewno jest warte przeczytania. Tak jak już wspomniałem wyżej, zdecydowanie mogę polecić je nie tylko tej młodej części czytelników. Autor włożył w książkę naprawdę dużo pracy, co zresztą udowadnia nie tylko wszechobecnym klimatem tajemniczości, lecz także licznymi opisami Londynu, które bardzo oddanie pokazują istotę miasta. Poza tym lektura to rozrywka na maksymalnie dwa wieczory... tak, właśnie wieczory, bo moim zdaniem ta pora najbardziej sprzyja fabule i właśnie wtedy czerpie się z czytania prawdziwą frajdę!
Remedium
Gdy tracimy najbliższą naszemu sercu osobę, każde miejsce, przedmiot czy znajoma melodia kojarzy nam się tylko z nią. Nic ani nikt nie jest w stanie nam zastąpić zmarłego. A może... może jednak?
Mimo tego, iż Quinn jest nastolatką, w swoim życiu widziała więcej cierpienia niż niejedna staruszka. Dziewczyna pracuje jako tzw. Żałobnik- osoba, która w każdym calu upodabnia się do zmarłej osoby po to, aby rodzina mogła się z nią pożegnać, przeprosić, podzielić się swą miłością. I choć praca sobowtóra nie należy do najprzyjemniejszych, to dotychczas Quinn świetnie dawała sobie z nią radę. Do czasu, aż w niezdrowo krótkim czasie musiała podjąć się nowego zlecenia- wejść w życie Cataliny, której śmierć to dość tajemnicza sprawa...
Sądzę, że wielu czytelników spotkało się już z serią Program. Autorka postanowiła jednak odejść minimalnie od historii epidemii samobójstw, cofając się do początku i chwili, w której wszystko się zaczęło. Tom 0.5 po tym, jak już pojawił się pierwszy i drugi? Dziwne, niespotykane, kiepskie zagranie? Skądże. Bardzo mądre!
Historia życia Quinn diametralnie różni się od tego, o czym czytamy m.in. w Kuracji samobójców. Świat jest jeszcze w miarę spokojny, rodzice nie obawiają się o to, że ich dzieci popełnią samobójstwo. Spokój, brak kontroli. Dla Quinn są to nieco obce określenia, bowiem przez większą część czasu (gdy wykonuje swoją "misję"), ktoś ją obserwuje, pilnując, aby rozpacz rodziny zrzucona na jej barki nie wywołała trwałych szkód w psychice. Wesołe życie sobowtóra, cóż. Ponadto te specyficzne osoby nie mogą angażować się uczuciowo, jednakże z każdą kolejną sprawą dla nastolatki staje się to coraz trudniejsze. Coraz bardziej zatraca siebie, nie wiedząc, czy wspomnienia tkwiące w jej umyśle należą do niej, czy zmarłych, w których wcielała się przez lata. Do tego nie ułatwiają sprawy rówieśnicy, uważający sobowtóry za sępy żerujące na cierpieniu innych.
Remedium wzbudziła we mnie dużo emocji. Długo zastanawiałam się, czy gdybym straciła kogoś bliskiego, to zdecydowałabym się na odwiedziny sobowtóra, żeby załagodzić ból straty? A przecież cierpiałabym ponownie patrząc, jak ów podstawiony człowiek odchodzi... szczerze, wydaje mi się, że nie byłabym do tego zdolna. Nie potrafię uwierzyć, że "zwrot" zmarłego na te kilka dni może pomóc.
Ten tom rozpoczynający serię emanuje cierpieniem, jest go o wiele więcej, niż w późniejszych częściach. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co czuł chłopak zmarłej Cataliny, Isaac. Wiedział, że Quinn to tylko sobowtór i walczył z całą tą terapią, a jednak w pewnym momencie... zaczyna wierzyć w iluzję dziewczyny- sobowtóra. Zastanawiałam się, czy zaczyna czuć do bohaterki coś więcej tylko ze względu na to, iż przez moment może zapomnieć o stracie, czy to Quinn dała mu się poznać jako ona, nie Catalina. Główna bohaterka ma z kolei coraz większy orzech go zgryzienia, bowiem sama zaczyna się gubić we własnych uczuciach. Kochająca rodzina, brak zmartwień, zakochany chłopak- ot, normalne życie, o jakim marzy setki ludzi. Setki. A między nimi także Quinn, znużona "niezwyczajnością" własnej egzystencji. Co jest prawdą, a co ułudą?
Tragedią jest to, co przeżywają rodziny po śmierci bliskiego, ale także uczucia Quinn. Ta siedemnastolatka przyjmuje na swoje barki więcej cierpienia, niż jest w stanie znieść normalny, dorosły już człowiek. Dobrze, to jej praca i została do niej odpowiednio przeszkolona. Ale czy trening jest w stanie zabić ostatnią iskierkę człowieczeństwa? Wątpię. Patrzeć na łzy rodzin to jedno, ale w pewien sposób przywiązywać się do nich i później ich zostawiać, to druga sprawa. A życie sobowtóra jest niestety złożone z czyichś łez.
Stworzenie tego tomu to był świetny pomysł, ponieważ to nie tylko opis życia sobowtórów, lecz także wprowadzenie do historii Programu. Pamiętacie Arthura Pritcharda i jego "zbawienny" sposób na samobójców? A może kojarzycie, jakie znaczenie miała w tym całym szaleństwie jego córka? Teraz intryguje mnie tylko jedna kwestia- czy Quinn spotka się z bohaterami Kuracji...
Czytajcie, czytajcie!
Kolejna książka spod pióra Jennifer L. Armentrout jeszcze w tym roku w Polsce!
"Oblivion" to tytuł, który prezentuje początek historii z punktu widzenia Deamona. Jego premiera wstępnie została zapowiedziana na listopad 2016.
Wyczułem kłopoty z chwilą, gdy Katy Swartz wprowadziła się do domu obok. Dużo kłopotów.
Konkurs - "Arktyczny dotyk"
Zapraszamy do udziału w konkursie, w którym do wygrania są 2 egzemplarze książki "Arktyczny dotyk".
Layla Shaw próbuje pozbierać kawałki swojego roztrzaskanego życia. Nie jest to łatwe w przypadku siedemnastolatki święcie przekonanej, że gorzej już być nie może. Co gorsza, z uwagi na tajemniczą moc, jaką włada dziewczyna, jej niewiarygodnie przystojny przyjaciel, Zayne, na zawsze pozostanie dla niej nieosiągalny.
"Arktyczny dotyk" już niebawem w księgarniach!
Każdy dotyk ma swoją cenę.
Layla Shaw próbuje pozbierać kawałki swojego roztrzaskanego życia. Nie jest to łatwe w przypadku siedemnastolatki święcie przekonanej, że gorzej już być nie może. Co gorsza, z uwagi na tajemniczą moc, jaką włada dziewczyna, jej niewiarygodnie przystojny przyjaciel, Zayne, na zawsze pozostanie dla niej nieosiągalny.
