Rezultaty wyszukiwania dla: Dziewczyna z g��r
Krew Manitou
Kiedy doktor Frank Winter po raz pierwszy ujrzał Susan Fireman, był pod wrażeniem jej "mimowego" pokazu. Chwilę później dziewczyna zaczęła wymiotować krwią, a tajemniczy mężczyzna przyglądający się całemu pokazowi z uśmiechem oznajmił, iż już jest jedną z "bladych". Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że na miasto spadło przekleństwo o wiele gorsze niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić...
Liczba chorych w zastraszającym tempie rośnie; jeszcze gorszym jest fakt, iż zakażeni nie wymiotują własną krwią, lecz swoich ofiar. Epidemia wampiryzmu zbiera coraz większe plony, szpitale są przepełnione, a ulice zasłane trupami. Nikt nie wie, co ją wywołało, ani jak ją powstrzymać. Harry Erskine, przy pomocy swojego duchowego przewodnika Śpiewającej Skały, musi rozprawić się z tym, co trapi jego miasto. Razem z nim do walki staje były żołnierz Gill, na wpół przemieniony w wampira doktor Winter oraz Jenica Dragomir, córka najsławniejszego naukowca, badającego temat wampiryzmu. Czy czwórka ludzi może pokonać to, co narodziło się w Piekle... ?
Kolejne spotkanie z Grahamem Mastertonem i jego serią Manitou za mną (choć chyba gdzieś umknął mi tom trzeci) i muszę Wam powiedzieć, że tym razem ów poczytny autor grozy dał z siebie znacznie więcej, niż w poprzednich tomach.
W całą historię wprowadza nas niejako postać doktora Wintera, który to jako pierwszy zetknął się z krwistą epidemią. Jako lekarz ma wpojone zasady- za wszelką cenę ratować ludzkie życie, nie oceniać. Ma traktować na równi tak mordercę, jak i niewinnego człowieka. Susan jawi mu się właśnie jako zupełnie niewinna osoba, do czasu, aż poznaje prawdę. Wówczas jednak nie ma już czasu na zastanawianie się nad moralnością- trzeba ratować, kogo się da. Harry Erskine nie wiedział o wydarzeniach toczących się pod szpitalami; zajęty był wciskaniem bajeczek zamożnym, starszym paniom. Złe wieści przynosi mu młody mężczyzna, skarżący się na okropne sny i nieustanne uczucie niepokoju. Do Erskine'a skierowała go Amelia, bardzo silne medium, a prywatnie znajoma Harry'ego z dawnych lat. Okazuje się, że najsilniejszy szaman jaki chodził po tej ziemi, zwany Misquamacusem, znów odnalazł sposób, aby zemścić się na białym człowieku...
Kilka lat temu byliśmy zalewani literaturą wampiryczną, acz kierowaną głównie do młodzieży. Wampiry w takowych książkach były potulnymi barankami, w imię miłości gotowi pić zwierzęcą krew, etc. etc. U Mastertona są to z kolei oszalałe z żądzy krwi bestie, płonące bez życiodajnego płynu. I choć literackie wampiry nijak mnie nie przerażają (wiem, w życiu byłoby zupełnie inaczej) to z rozkoszą czytałam książkę, w której krwiopijcy żadnych wyższych uczuć nie mają. I tu tkwi największy plus tej części- Harry nie walczy już bezpośrednio z indiańskim szamanem (którego jakoś nie może się pozbyć), lecz z jego demonicznym poplecznikiem. Misquamacusa tak naprawdę jest niewiele w tym tomie, i bardzo dobrze. Czas na jakąś odskocznię.
Akcja wartko pędzi przed siebie, a zarażeni coraz liczniej pokrywają ulice miasta. Ci, którzy zdążyli się narodzić na nowo, szukają pożywienia. Bohaterowie mają początkowo problemy z rozwiązaniem zagadki- jak dochodzi do zarażenia? Ostatecznie jednak łączą siły, a to, kto za tym całym armagedonem stoi, okazuje się niezłym zaskoczeniem...
Czytacie Mastertona? Na Waszej półce nie może zabraknąć czwartego tomu serii Manitou!
Magia zabija
Atlanta, nękana przez wojny między magią i technologią, nigdy nie była tak zabójczo niebezpieczna.
Kate Daniels opuszcza Zakon Rycerzy Miłosiernej Pomocy, ale wciąż siedzi po uszy w paranormalnych problemach. A raczej będzie, jeśli przekona kogoś, aby ją zatrudnił. Rozkręcenie własnej działalności jest trudniejsze, niż myślała. Dodatkowo Zakon szarga jej dobre imię, a wielu potencjalnych zleceniodawców boi się narazić Władcy Bestii, który jest towarzyszem Kate. Kiedy więc najpotężniejszy w Atlancie Pan Umarłych prosi o pomoc, dziewczyna natychmiast chwyta okazję, aby zarobić. Okazuje się jednak, że nie będzie to łatwe zadanie. Kate musi poradzić sobie z nim szybko,
inaczej miasto i jej najbliżsi zapłacą najwyższą cenę ...
Przeklęci święci
Beatriz, Daniel oraz Joaquin są niezwykle zżytym kuzynostwem, zamieszkującym małą pustynną miejscowość o nazwie Bicho Raro. Niech Was jednak nie zwiedzie ta niepozorna nazwa; to do niej bowiem wyrusza każdy, kto pragnie dokonania w swoim życiu cudu. I rodzina Soriów może im to dać, o ile przybysze są w stanie wziąć na siebie cały swój mrok i zrozumieć go. Drugi cud -do którego, niestety, niewielu z pątników dotarło- ma całkowicie oczyścić ich duszę, pozwolić im odejść. Daniel zwany jest Świętym z Bicho Raro, on bowiem przejął po wuju Michaelu pieczę nad Kaplicą, jak również dokonywaniem cudów. Uznawany jest za jednego z najbardziej świętych członków rodziny Soria. Beatriz i jej analityczny umysł nie pozwalają na dopuszczenie do siebie emocji, z kolei Joaquin marzy o wielkim świecie, w którym to będzie mógł pracować w radiu pod mrocznym pseudonimem Diablo Diablo.
Ta trójka bohaterów chce coś zmienić w swoim życiu, mieć wpływ na codzienność. Nie wiedzą jednak, jak pokonać widmo nadciągającego mroku...
Niemal zawsze potrafimy wskazać ten setny cios, ale nie zawsze dostrzegamy dziewięćdziesiąt dziewięć innych rzeczy, które zdarzają się, zanim się zmienimy.
Maggie Stiefvater znana jest większości z nas dzięki serii Drżenie, opowiadającej o miłości między dziewczyną a chłopakiem, który zmienia się w wilka. Od zakończenia tamtego cyklu nie miałam w dłoniach żadnej książki autorstwa tej pisarki, jakoś zawsze było nam nie po drodze. Przeklęci święci stali się więc dla mnie okazją zarówno na powrót do jej twórczości, jak i przekonanie się, czy pani Stiefvater ponownie z łatwością wciągnie mnie w stworzony przez siebie świat.
Tym razem trafiamy do rozgrzanego pustynnym słońcem Bicho Raro, gdzieś pośród Kolorado. Codzienność sennego miasteczka naznaczona jest przez rodzinę Soria, czyniącą cuda. I choć wydawałoby się, że cały proces jest bardzo łatwy, to rzeczywistość jest zupełnie inna. Zmiany przebiegają dwuetapowo- najpierw, po kontakcie ze Świętym Danielem na daną osobę spływa mrok przybierający postać tego, w czym dana osoba zawiniła, następnie zaś ów pątnik ma za zadanie samemu dojść do wniosków, co w swoim życiu naprawić. Wtedy dochodzi do drugiego cudu, a interesant zostaje oczyszczony. I wolny. Ale... spośród pątników nawiedzających dom Soriów niewielu dotarło do drugiego cudu. Większość po prostu zatrzymała się w swej nowej, zmienionej formie, pomieszkując kątem u gospodarzy.
Po rozpoczęciu przygody z Beatriz, Joaquinem oraz Danielem nie od razu dotarł do mnie sens całej tej opowieści. Owszem, czytało się ją przyjemnie i szybko, ale szukałam drugiego, umoralniającego dna. I właściwie dopiero na końcu, gdy w całej -dotychczas bojącej się mroku- rodzinie Soriów rozpoczęły się cuda, dotarła do mnie ta prosta prawda- tylko my mamy wpływ na własne sumienie, na wprowadzanie dobrych zmian w swoim życiu. Nikt nie przyjmie na siebie naszego mroku, musimy sami z nim wygrać. Otworzyć się na to, co dobre. Usiąść, na spokojnie przeanalizować, co było złe, a co jest jeszcze do odratowania i działać. Oczywiście, łatwiej jest przekazać swoje życie w czyjeś ręce, zająć wolne krzesło i czekać na cud. Ale bez naszej woli nic się nie wydarzy. Zostaniemy "zamrożeni" w punkcie wyjścia, niezdolni poradzić sobie ze świadomością własnych czynów.
Maggie Stiefvater przy pomocy Przeklętych świętych dowiodła, że jej literacka sława nie opiera się wyłącznie na serii Drżenie; ta autorka potrafi pisać i udowodniła to swoją najnowszą powieścią. A przecież nie ma nic lepszego niż książka, która ma na nas jakikolwiek wpływ, prawda? Dlatego serdecznie Wam ją polecam; nawet, jeżeli pewne wtrącenia autorskie będą Wam przeszkadzać, nie porzucajcie jej. Warto!
Powiedz, że jesteś moja
Co robiłaś? Gdzie się podziewałaś?
Dlaczego Cię tam nie było? Dlaczego nic nie słyszałaś?
Dlaczego nie zauważyłaś, że zniknęła?
Te same pytania, w kółko, bez końca.
Przecież nie odeszłam na długo. Prawda? Byłam tuż obok.
„Powiedz, że jesteś moja” to książka idealna dla ludzi, którzy lubią dobre thrillery psychologiczne. To idealne studium przypadku osób dotkniętym stratą najbliższej osoby, ale jednocześnie nie wiedzących, co z tymi najbliższymi się stało. Pokazuje do czego może doprowadzić nagła utrata kogoś ukochanego i jakie później konsekwencje mogą nastąpić w jej wyniku.
Lato 1994, młodziutka Stella, wtedy jeszcze Johannson, traci w niewyjaśnionych okolicznościach córkę, która po dwóch latach zostaje uznana za zmarłą. Nigdy jednak do końca w to nie wierzy. Nigdy nie traci nadziei. Więc kiedy w jej gabinecie pojawia się dziewczyna, która wygląda tak jakby wyglądała Alice w jej wieku, Stella rozpoczyna walkę z przeszłością. Śledztwo, które prowadzi na własną rękę, może doprowadzić ją do utraty zmysłów albo do prawdy. Gdzie zaprowadzi czytelników Elisabeth Noreback? Tego nie zdradzę, aczkolwiek dodam, że książka trzyma w napięciu przez cały czas i tak naprawdę przez długi okres nie wiadomo, kto tutaj ma rację.
Isabelle Karlsson to młoda studentka, która nie dawno straciła ukochanego ojca, a na dodatek w dość mało subtelny sposób dowiedziała się, że on tak naprawdę nie był jej ojcem. Jest zagubiona i dość aspołeczna, a nadopiekuńcza matka (czy prawdziwa?) w niczym jej nie pomaga. Do tego dochodzi niezdrowe zainteresowanie ze strony terapeutki Stelli, która czasem przekracza granicę, jaka powinna być między lekarzem i pacjentem. To wszystko doprowadza, że Belle zaczyna gubić swoje prawdzie „ja”.
I ostatnia postać damska, zamieszana w całą tę historię Kerstin Karlsson, która wydaje się miłą kobietą, która trochę za bardzo troszczy się o swoją córkę. Nie dociera do niej, że Isabelle jest dorosła i powinna żyć własnym życiem. Chęć „opieki”, a raczej kontroli wzrasta po śmierci męża. Jednak czy Kerstin rzeczywiście tylko to ma na sumieniu? A może przed laty popełniła dużo gorszy czyn?
Trzy kobiety, trzy historie, jedna tajemnica i prawda, która może doprowadzić do tragedii. Z czystym sumieniem mogę polecić „Powiedz, że jesteś moja” fanom skandynawskiej twórczości. Książkę czyta się z zapartym tchem, czekając, co jeszcze się wydarzy i jaka jest prawda.
Scarlet
Rieux, Francja. Scarlet Benoit jest przejęta zniknięciem swojej babci. Nie ma jej już prawie trzy tygodnie. Dziewczyna wie, że to do starszej pani zupełnie niepodobne. Tak samo jak ucieczka, co zasugerowała policja, ponieważ w domu znaleziono czip pani Benoit. Podczas dostawy towaru do jednej z knajp Scarlett poznaje Wilka. Mężczyzna na jednej z opuszczonych farm uczestniczy w nielegalnych walkach. Na skutek wspomnień ojca Scarlet wraz z nowo poznanym mężczyzną wyrusza do Paryża. Chcę na własną rękę odnaleźć swoją babcię.
Tymczasem we Wschodniej Wspólnocie Cinder ucieka z więzienia wraz z kapitanem Thornem. Królowa Levana jest wściekła, a Kai wie, że musi za wszelką cenę znaleźć dziewczynę, zanim lunarska królowa zaatakuje Ziemię.
Wydawnictwo Papierowy Księżyc spełniło moje marzenie. W końcu mogłam przeczytać drugi tom sagi księżycowej. I o ile Cinder mi się podobała, to Scarlet kupiła moje serce. W końcu historia nabrała tempa, zrobiło się bardziej mrocznie, strasznie i niebezpiecznie. Coraz więcej zagadek i mniej odpowiedzi. O ile w pierwszej części Sagi Księżycowej dość łatwo domyśliłam się o co tak naprawdę chodzi, to w przypadku Scarlet był zupełnie inaczej. Ta część jest zupełnie mniej przewidywalna i bardziej wciągająca. Chociaż na początku nie wiadomo co łączy Scarlett i Cinder to wraz z upływem akcji autorka zdradza sekrety.
W tej części autorka zainspirowała się baśnią o Czerwonym Kapturku. Tak samo jak w Cinder sporo pozmieniała, ulepszyła, coś wycięła i dodała. Jak można się domyślić tym Czerwonym Kapturkiem jest Scarlet. Jednak czy jest tą słabą, małą, naiwną dziewczynką znaną nam z opowieści z dzieciństwa. A czy Cinder jest dziewczyną, która pragnie wyjść za księcia i zatańczyć z nim na Baalu? Właśnie. Scarlet i Cinder chociaż tak do siebie podobne jednocześnie bardzo się od siebie różnią. Jestem bardzo ciekawa co takiego autorka zafundowała swoim czytelnikom w kolejnym tomie.
Saga księżycowa to jednocześnie opowieść futurystyczna i magiczna. Akcja dzieje się w świecie które dopiero co podniosło się z kolan po wojnie światowej, ale wciąż jest zagrożony. Lunarska królowa Levana pragnie przejąć władzę na Ziemi. Dodatkowo, mieszkańcy księżyca mogą sterować bioelektrycznością Ziemian, co wywołuje u nich jeszcze większy lęk. Nie spodziewałam się, że drugi tom może być lepszy od poprzednika, ale jednak. Marrisa Meyer miała bardzo dobry pomysł i widać, że ma plan jak wszystko zakończyć i jak dalej poprowadzić akcję. Wiele tajemnic zostało wyjaśnionych, jednak na ich miejsce pojawiły się kolejne, która jeszcze bardziej intrygują i rozbudzają ciekawość.
Scalet to bardzo dobra kontynuacja Cinder. Jeżeli taka tendencja wzrostowa utrzyma się w kolejnych tomach to aż się boje co takiego zafundowała autorka w ostatnim, czwartym tomie.
Wirus
Niektórzy twierdzą, że po śmierci właściciela jego duch nadal tkwi w należących do niego przedmiotach; czują jego oddech na plecach w pomieszczeniu, do którego wchodzą. Ich palce przeszywa dziwny prąd, gdy dotykają ulubionego zdjęcia zmarłego, a wiszący w korytarzu płaszcz, oprócz zapachu perfum, wciąż emanuje delikatnym ciepłem. Jakby zmarły dopiero co go zdjął i odwiesił na miejsce... W pewien sposób daje to ukojenie bliskim osoby, która odeszła; znacznie gorzej, gdy duch przesiąknie materiał, nie chcąc go za nic opuścić. I gdy chce krzywdzić.
Detektyw Jeromy Pardoe, z bliżej nieokreślonego powodu nielubiany w swojej jednostce, po raz kolejny w przeciągu miesiąca zostaje oddelegowany do kontenera na odzież używaną, przeznaczoną dla osób ubogich. Ma za zadanie wyciągnąć z niego mężczyznę, który utkwił w blaszanym pojemniku z wiadomego powodu. Dość irytującą w swej powtarzalności interwencję przerywa sierżant Dżamila Patel- Pardoe ma jej towarzyszyć do domu pakistańskiej rodziny, w którym to piękna Samira popełnia samobójstwo. Najbardziej prawdopodobną przyczyną owego kroku jest jej rychłe zamążpójście za mężczyznę, którego wybrali dla niej rodzice. Oni jednak zaprzeczają, jakoby dziewczyna była nieszczęśliwa z ich decyzji. Wkrótce plaga tajemniczych morderstw rozszerza swoje granice, a szaleństwo ogarnia coraz większą liczbę osób... Powód tkwi w pewnym londyńskim second- handzie.
Czasami, czytając kolejne książki pana Mastertona (a trochę ich już w swoim życiu przeczytałam) mam wrażenie, że autor potrafi stworzyć coś z niczego. Na co nie rzuci okiem, od razu wpada mu do głowy pomysł na kolejny horror. Przyznam szczerze, że wpasowania sklepu z tanią odzieżą w ową tematykę chyba nigdy bym się nie spodziewała. Ale -jak to zazwyczaj w przypadku Mastertona- wyszło mu to całkiem zgrabnie.
Świat jest przyzwyczajony do morderstw; codziennie zalewają nas informacjami o kolejnym zaginionym, o odnalezionym ciele, o kobiecie, która po latach bicia postanowiła kontratakować. Jednak londyńska dzielnica Tooting wydawała się w miarę spokojna, aż tu nagle doszło do kilku zabójstw. I to przez osoby, po których nigdy nie można by się tego spodziewać. Sierżant Dżamila Patel znała dawne legendy o duszach, które tkwią w odzieży- opowiadała jej o nich jeszcze jej babka. Włożyła to jednak między bajki. Jak się okazało, w każdej tego rodzaju przypowieści tkwi ziarenko prawdy.
Powiem tak: pomysł na umieszczenie akcji (oraz przyczyny mordów) w second- handzie był niezły; z drugiej strony może się wydawać trochę naciągany, jakby autor na siłę szukał pomysłu na fabułę. Jak dla mnie całkiem nieźle, choć sam bieg wydarzeń pozostawia trochę do życzenia. Nie obyło się bez charakterystycznych dla Grahama Mastertona krwawych masakr; w tym temacie pisarz bardzo dba, aby każdy szczegół z należytą pieczołowitością został przekazany czytelnikowi. Podczas lektury towarzyszyła mi więc pewna doza obrzydzenia, ale grozy nie odczułam ani razu. Horror, ale bardziej zbliżony do "Piły" niż do czegoś, co miało by wstrząsnąć i przerazić nas na tyle, żeby bać się wyjść spod kołdry.
Na tle innych horrorów tego autora -jak np. "Anioł Jessiki" czy "Dziecko ciemności"- "Wirus" wypada nieco blado, acz trzeba Mastertonowi oddać sprawiedliwość- znalazł temat tam, gdzie nikt by nie sięgnął. Fanów jego twórczości oczywiście zachęcam do lektury, gdyż mimo wszystko spędziłam z nią przyjemnych parę godzin.
Cinder i Ella
Uwielbiam współczesne interpretacje baśni. Zwłaszcza te o Kopciuszku oraz Pięknej i Bestii. Powstaje ich jednak tak wiele, że nie każda może być dobra. „Cinder i Ella” jednak to tytuł, który podołał zadaniu, a nawet więcej. To jedna z lepszych historii, jakie kiedykolwiek czytałam.
Ella i Cinder są przyjaciółmi, ale znają się tylko z Internetu. Połączyła ich miłość do pewnej serii fantasy, która niebawem ma zostać zekranizowana. Rozmawiają codziennie. Pewnego dnia jednak dziewczyna znika, a chłopak nie ma pojęcia, co się dzieje, zwłaszcza że przerwała nie tylko kontakt z nim, ale również prowadzenie ukochanego bloga. Musiało stać się coś strasznego. Gdy więc Ella, po roku, znów pojawia się w wirtualnym świecie, tym razem nie zamierza zmarnować swojej szansy i koniecznie chce się z nią spotkać.
Powieść spod pióra Kelly Oram, opowiada historię dwójki młodych ludzi, którzy żyją w zupełnie odmiennych światach. Ella straciła w wypadku matkę, ma okropne poparzenia, zmuszona została zamieszkać z ojcem, który wcześniej jakby zapomniał o jej istnieniu i, co gorsza, z jego nową rodziną. Cinder jest gwiazdą filmową. Nie jest mu jednak lekko, bo całym jego życiem zarządza tak zwana „ekipa”, czyli cały sztab prawników, wizażystów, trenerów, dietetyków i doradców. Chłopak wie, że ani trochę nie spodoba im się pomysł spotkania się z dziewczyną z Internetu, zwłaszcza, że pod publikę znaleźli mu nową, udawaną narzeczoną.
„Cinder i Ella” to nie tylko piękna baśń, ze standardowym szczęśliwym zakończeniem, ale książka, w której poruszono wiele trudnych i niezwykle ważnych problemów. Na przykład jak wielkie znaczenie może mieć wygląd i to, jak postrzegają cię inni. Kiedy przez poparzenia Ella zaczęła się wyróżniać, zupełnie straciła pewność siebie, zwłaszcza że najbliżsi ani trochę jej nie wspierali (a może raczej nie potrafili wesprzeć, gdyż chęci mieli dobre). „Zła macocha” jest tutaj bardzo nietypowa, bo naprawdę wcale nie jest taka zła, a tylko ona i jej córki należą do tego gatunku ludzi, dla których wygląd i opinia publiczna są niezwykle ważne. Chciałaby zrobić wszystko, by Ella tak bardzo się nie wyróżniała (od okładów, maści i maseczek, po operacje plastyczne).
Bohaterowie stworzeni przez Kelly Oram są wyraziści i realistyczni. Ella bywa nieracjonalna, po wypadku ma wiele problemów psychicznych, ale nie da się jej nie polubić. Cinder to spełnienie banalnych marzeń wielu dziewczyn - playboy, który szuka tej jedynej, dla której porzuci wszystkie inne. Jego postać stworzona została jednak z głębią i humorem. Jego również polubiłam.
„Cinder i Ella” to śliczna baśń, na miarę Disneya (tych starszych produkcji, które jeszcze nie były takie sztampowe). Książka, która podniesie na duchu i dowartościuje. Bez trudu stanie się najlepszym przyjacielem, który pocieszy cudną opowieścią. Jestem ciekawa co takiego znajdzie się w już zapowiedzianym, następnym tomie.
Triskel - fragment
Krystyna Chodorowska „Triskel”
Najdłuższe słowo prawdopodobnie znaczyło „grozi śmiercią”.
Od kilku godzin co jakiś czas wracał myślami do napisu na tabliczce umieszczonej od strony ulicy. Przyglądał się jej elementom, obracał je niczym puzzle. Nie znał tego języka, ale miał już niemal pewność, że rozpracował komunikat właściwie, tylko ten jeden fragment – „grozi śmiercią” – trochę go zmylił. Mieli na to jedno słowo.
W opuszczonym budynku dach zwykle zawalał się pierwszy i w tym przypadku też tak było. Na podłodze zalegały resztki pękniętych krokwi, strzępy izolacji i odłamki dachówek, ale ściany wciąż trzymały się mocno, z wyjątkiem jednej, tuż przy narożniku, pękniętej podczas pożaru, teraz odsłaniającej szeregi gołych, nadpalonych cegieł, jakby to były zęby. Okiennice zawodziły ze skrzypieniem, a w ramie okiennej nie został już ani kawałek szyby, która chroniłaby wnętrze od deszczu. Wszystko wokół pachniało stęchlizną, pleśnią, wilgotną ziemią i kocimi sikami. Gdyby zadarł głowę, pomiędzy krokwiami zobaczyłby skrawki zachmurzonego nieba.
Kirke
EPICKA OPOWIEŚĆ OPARTA NA MOTYWACH MITOLOGICZNYCH, AUTORSTWA ZDOBYWCZYNI NAGRODY ORANGE
W domu Heliosa, boga słońca i najpotężniejszego z tytanów, rodzi się córka. Kirke jest dziwnym dzieckiem – nie tak potężnym jak ojciec ani tak bezwzględnym jak matka... Dziewczyna próbuje odnaleźć się w świecie śmiertelników, lecz odkrywa w sobie czarnoksięską moc, dzięki której może zagrozić samym bogom... Z tego powodu zostaje wygnana. Nie zamierza jednak przestać kształcić się w czarach. Jej ścieżki skrzyżują się z Minotaurem, Dedalem, jego synem Ikarem, morderczą Medeą i, oczywiście, z przebiegłym Odyseuszem.
Elementals. Proroctwo cieni
Pierwszy tom serii Elementals, żywiołowej odpowiedzi na Harry’ego Pottera i Percy’ego Jacksona!
Nicole Cassidy zmuszona do zmiany miasta i szkoły nieoczekiwanie dowiaduje się, że jest wiedźmą. Jej nowi koledzy są mocno zdziwieni tym, że nie wiedziała o swoim pokrewieństwie z greckimi bogami, którym zawdzięcza niezwykłe umiejętności. Dziewczyna ma dużo do nadrobienia, bo lekcje w klasie ukrytej za biblioteką, nie zapowiadają się na łatwe. Reszta uczniów doskonale zna swoją historię i od dawna uczy się panowania nad swoimi mocami.
