Rezultaty wyszukiwania dla: Dziewczyna z g��r
Proroctwo cieni
Michelle Madow na nowo opowiada historię greckiej mitologii, przenosząc stare wierzenia do współczesnych czasów.
Bardzo lubię młodzieżową fantastykę. Najczęściej jest lekka, przyjemna i pozwala odpocząć od codzienności. Nie sposób się przy niej nudzić. Czy jednak książka „Proroctwo cieni” spod pióra Michelle Madow spełniła moje oczekiwania?
Nicole rozpoczyna naukę w nowej szkole i nie jest to łatwe doświadczenie. Zwłaszcza że dziewczyna zostaje zapisana na dodatkowe zajęcia, na których dowiaduje się, że jest czarownicą, która potrafi wykorzystywać otaczającą ją energię. Tam poznaje nowych przyjaciół i razem z nimi pakuje się w bardzo poważne tarapaty. Czy wspólnymi siłami uda się im wyjść z nich cało?
Powieść zgodnie z moimi oczekiwaniami należy do tych lżejszych. Szybko i przyjemnie się ją czyta, ale wyraźnie widać, że pisarka tworząc ją, nie miała zbyt wielkich ambicji. Ot kolejna młodzieżówka, którą z grona pozostałych wyróżniają jedynie nawiązania do greckiej mitologii. Nie żałuję jednak lektury, gdyż miło spędziłam przy niej czas. Twierdzę jednak, że to pozycja dla zdecydowanie młodszych czytelników, starszym nastolatkom może się już nie spodobać.
Fabuła historii jest nieskomplikowana i biegnie jednotorowo. Bohaterowie po drodze nie natykają się na zbyt wiele przeszkód, a ich problemy właściwie same się rozwiązują. Mimo to jednak Michelle Madow przez cały czas udało się utrzymać moje zainteresowanie. Kto wie, może sama jest czarownicą i wykorzystała do tego jakąś magiczną sztuczkę, a może to po prostu kwestia jej lekkiego pióra? W każdym razie co by to nie było, nie nudziłam się ani przez chwilę.
Bohaterowie powieści są niezwykle sympatyczni. Nieco tajemniczy, może odrobinę zbyt zwyczajni, ale nie sposób ich nie polubić. Wzbudzają w czytelniku ciekawość i chęć towarzyszenia im w nadchodzących tomach. W serii „Elementals” pojawiają się też oczywiście stworzenia z greckiej mitologii. Są świetnie opisane i naprawdę dobrze przedstawione. Są też tajemnice, ale niestety zdecydowanie zbyt prosto je rozwiązać.
Książka jest lekka i zabawna. W jej towarzystwie bez trudu można zapomnieć o otaczającym nas świecie. Polecam wszystkim wielbicielom motywów mitologicznych i osobom, które mają ochotę na czysto rozrywkową pozycję. W „Proroctwie cieni” nie ma żadnego wymuszonego elementu. Ono po prostu czyta się samo, równie wartko, jak toczy się jego akcja.
Blask nocy letniej
Po tragicznym wypadku, który odmienił jej całe życie, Kati postanawia wyjechać z rodzinnych Niemiec do Los Angeles. Zrywa kontakt z najlepszym przyjacielem Luke'm i podejmuje pracę jako au pair u bogatej rodziny. Oswajając się z istnieniem szpecącej jej twarz blizny, dziewczyna postanawia skupić się na pracy czyli opiece nad trójką dzieci. Jednak przypadek sprawia, że Kati trafia do ekskluzywnego baru o nazwie Lived.
Każdy serwowany tam drink jest specjalnie przygotowywany dla danego klienta. Nie ma dwóch takich samych przepisów, a wszystkie składniki opierają się na owocach, warzywach i ziołach. Są idealne pod względem koloru i konsystencji. Ich działanie wydaje się wręcz magiczne. To, co miało być dla Kati misją, szybko staje się sposobem na nowe życie. Właścicielami baru są Jeff i Lucy, rodzeństwo o filmowej przeszłości. Obecnie prowadzą lokal dla celebrytów i gwiazd. Zdeterminowana, by zapomnieć o starym życiu i nieszczęśliwej miłości Kati, szybko podaje się urokowi Jeffa, który umiejętnie o nią zabiega. Czy naprawdę jest tak zakochany, jak się zachowuje?
Przyznam, że o lekturze Blasku nocy letniej zadecydował przypadek, choć na książkę z racji bajecznej okładki zwróciłam uwagę dużo wcześniej. Bardzo podobało mi się nawiązanie tytułem do sztuki Szekspira oraz upodobanie głównej bohaterki do recytowania pasujących do sytuacji fragmentów z ulubionych tragedii i komedii tego autora.
Autorka umiejętnie buduje klimat, opisując życie sławnych i bogatych; liczą się tu wpływy oraz znajomości, a im większy przepych, tym lepiej. Tak samo jak Kati, dałam się wciągnąć w ten świat. Bo któż nie chciałby, aby pomimo jego oczywistych defektów i wielu kompleksów na naszej drodze nie stanął ktoś, kto jest nami zachwycony, obsypuje nas prezentami i nie widzi poza nami świata. Kati chętnie zapomniała o paskudnej bliźnie i dała się wciągnąć w świat, z którego wcześniej nieco drwiła, raz po raz powtarzała sobie jednak, że przecież musi rozpocząć nowe życie.
Z drugiej strony oczami Luke'a śledzimy zażyłość pomiędzy nim a Kati. Dla niego to przyjaźń, dla niej od dawna coś więcej. Paradoksem jest fakt, że bohaterowie tak świetnie się dogadują, a nie potrafią wyznać, co do siebie czują. Koniec końców Luke zaniepokojony nocnym telefonem od Kati, przyjeżdża na ratunek. Tylko czy Kati jeszcze chce być ratowana?
Idealny Jeff od razu budzi niepokój, a zaufaniem nie obdarzyłabym go nigdy. Przystojny, z koneksjami, pomysłowy, szarmancki. No właśnie, zbyt doskonały. Im głębiej Kati wchodzi w ten świat, tym staranniej szukamy dziury w całym. No bo przecież gdzieś musi tkwić haczyk, prawda? Jeff musi czegoś chcieć, nikt nie jest tak anielsko bezinteresowny. Pewne zdarzenia i kwestie bohaterów, a zwłaszcza imiona kotów podadzą nam właściwy trop. Do samego końca jednak nie poznajemy motywów działania bohatera i wyjaśnia go nam dopiero sam epilog powieści.
Blask nocy letniej to urocza i miła w odbiorze historia na wakacyjne popołudnie. Przyciągnie uwagę i każe westchnąć tęsknie za wspaniałością świata możnych i wpływowych. Zawiera ona w sobie jednak także pewną przestrogę. Nie wszystko co piękne, jest dobre dla nas. Być może od cudnej i złotej, ale jednak klatki, lepsza jest nieco uboższa, ale też bezpieczna i wolna przestrzeń?
Nowa Ewa. Początek - zapowiedź
Elektryzująca historia miłosna, która rozgrywa się w przyszłości. Pierwszy tom trylogii autorstwa bestsellerowego pisarza Toma Fletchera i Giovanny Fletcher
Ewa jest taka, jak każda inna nastolatka... Tyle że na jej barkach spoczywa los całego świata.
Jest pierwszą dziewczyną, jaka się urodziła od pięćdziesięciu lat.
Cedyno
Strach, ból i smutek. Często wypierane przez nas uczucia, które kumulują się za dnia, by nocą dopaść swe ofiary. Czasem jednak nasza blokada jest tak silna, że powoli wypieramy prawdę o sobie. Może utrata części siebie nie jest czymś strasznym, jednak czy można odnaleźć szczęście i spełnienie, gdy nie jesteśmy ze sobą szczerzy?
Odnaleźli swoją miłość, spokój i sens życia, godząc się na posługę w imię dobra, ku czci ludzkiego życia. Wysłannicy, którzy teraz pragną poznać los poległych w walce o duszę. Od ostatniego spotkania i mrocznych chwil z kart Guerry sporo się zmieniło. Wśród Guardian pojawiła się Lea, która swą posługę rozpoczęła w młodym wieku. W odpowiednim czasie poznała Larysę i Gabriela, co pomogło jej choć trochę oswoić się z powierzonym jej zadaniem. Jest ciepłą i spokojną osobą, którą lubi każdy. No może poza Zuzką. Przyjaciółka Lary, dziewczyna Patryka i Guardianka w jednej osobie na każdym kroku posyła w kierunku młodszej koleżanki drobne złośliwości. Nie to jednak spędza sen z jej powiek. Dziewczyna wciąż przeżywa wydarzenia ze swej podróży do Guerry i zastane tam warunki. Gdy postanawia zrealizować plan i uwolnić osadzonych, sama nie wie, czy robi to dla nich samych, czy dla siebie i Bjora. Wraz z przyjaciółmi decyduje się na współprace z Ludźmi Cedyno. Kim oni są? Czy można im zaufać?
Pokochałam tę historię dawno temu, jeszcze w pierwszym wydaniu. Gdy usłyszałam o jej wznowieniu i kontynuacji, wiedziałam, że przepadnę na nowo. Dwa poprzednie tomy skradły me serce. Czy z Cedyno było podobnie?
Wysłannicy to opowieść pełna tajemnic, namiętności, walki dobra ze złem, przyjaźni i miłości. Każdy tom skrywa osobną historię, któregoś z przyjaciół równocześnie tworząc spójną całość. Pełna romantyzmu Larista, budująca napięcie Guerra i Cedyno, które od pierwszych stron jest niezwykle tajemnicze i kuszące. Niby inne, a jednak wspólnie tworzą historię, która porywa, fascynuje, ale i zmusza do myślenia. O tym, jednak później.
Powrót do znajomych postaci okazał się wspaniałym przeżyciem. Dowiadujemy się, jak do grupy dołączyła Lea, a tym samym Gabriel i Larysa stali się właścicielami schroniska. Widzimy jak z codziennością po powrocie z Guerry radzi sobie Zuza. To właśnie ona rozpocznie nowy etap tej historii. Wiedziona wspomnieniami postanawia zorganizować wyprawę, której celem ma być odbicie ludzi uwięzionych w Guerrze, ale czy tylko o to chodzi? Dziewczyna jest tak zdeterminowana, że postanawia zatrudnić pomoc do wykonania zadania. Tu pojawiają się Ludzie Cedyno i ich przywódca Jordan. Każdy z jego ludzi ma nietypowe umiejętności, które mogą okazać się pomocne w wyprawie organizowanej przez Guardian.
Melissa Darwood stworzyła zapierającą dech w piersi kontynuacje serii, która nie tylko nie odstaje od poprzedniczek, ale i wprowadza powiew świeżości. Nie tylko mamy szanse spotkać starych znajomych i sprawdzić jak się mają, lecz i poznać nowych i na jednym urywanym oddechu śledzić ich losy. Z jednej strony możemy nasycić się stabilizacją i niesłabnącym uczuciem, z innej możemy poczuć smak niepewności i strachu przed zranieniem. Kreacja bohaterów to kwintesencja tego, co w piórze Melissy Darwood uwielbiam. Wszyscy razem i każdy z osobna wywołują emocje, są naturalni i charakterni.
Niepewność towarzysząca poznawaniu tajemnic i odkrywaniu nowych postaci nie przeszkodziła, a wręcz dała masę przyjemności, potęgując emocje, od których Cedyno wręcz kipi. Tu przychodzi pora, by wyjaśnić skąd wzmianka o zmuszaniu do myślenia. Jeśli ktoś już raz spotkał się z twórczością Melissy ten wie, że w jej powieściach nie liczy się główna historia i wypływające z niej miłość i namiętność. Gdzieś w tle zawsze czai się szereg pytań, na które powinniśmy poszukać odpowiedzi. Każda z części serii Wysłannicy ma skryte drugie dno, w którym autorka przybliża problemy współczesnych ludzi. To jak galopują za przyszłością, oglądając się z tęsknotą za przeszłością, równocześnie tracąc coś ważnego, teraźniejszość. Warto, więc chwile odpocząć, zwolnić, przestać gnać za dobrem materialnym i spojrzeć na bliskich, przyrodę czy zwierzęta.
Myślę, że nowe postaci świetnie nakreślają to, jak postrzegamy świat i z jakich powodów nic nie robimy, by się zatrzymać. Być może nie gonisz za tym, co będzie, nie płaczesz za tym, co było, ale czy tak naprawdę żyjesz tym, co tu i teraz? Choć Zuzka znowu mnie irytowała, Gabriela było wciąż za mało, Bjor był niczym senne marzenie, a Jordan jakby za szybko wkradł się w moje myśli, to lekturę Cedyno zaliczam na plus. Wciąż jednak czuje niedosyt tej historii, genezy Ludzi Cedyno, ich możliwości, a nawet samej Zuzanny. Wiem, że Gaurdianie na długo pozostaną w mej głowie.
Lekka, kipiąca namiętnością i naznaczona walką z własnymi słabościami. Niesamowita mieszanka osobowości spisana w najlepszym stylu.Wysłannicy. Cedyno jest niczym pożegnanie, którego się nie chce. Pełne nostalgii, trudnych wyborów i finału wielu rozpoczętych wątków. Czy to rzeczywiście koniec? Czy wszystko już wiemy? Tego nie wiem, ale nadzieja nie powinna umierać, prawda?
Everless
W królestwie Sempery czas jest walutą. Zaklęty jest w krwawym żelazie i tworzony z krwi poddanych. Siedemnastoletnia Jules musi zbliżyć się do śmiertelnie niebezpiecznej królowej i wrócić do Everless, by uratować życie ojca.
Everless to pałac jednego z pięciu największych rodów Sempery, królestwa rządzonego przez Królową, która przed wiekami stanęła na czele armii i wypędziła z kraju najeźdźców pragnących zdobyć tajemnicę krwawego żelaza. Tę tajemnicę odkryła legendarna para – Czarodziejka i Alchemik. To oni, wedle podań, nauczyli królową, jak z krwi poddanych tworzyć krwawe żelazo, czyli metal, w którym zaklęty jest czas. Biedacy muszą sprzedawać swoją krew, żeby zapłacić za ochronę, a arystokracja może dowolnie przedłużać sobie życie – kilkaset lat to norma.
Nazywają mnie śmierć
Czy to możliwe, by płatny zabójca miał na swoim sumieniu blisko 500 ofiar i nadal cieszył się wolnością? Tym bardziej, że jego imię i nazwisko zostało ujawnione w fabularyzowanym reportażu, wydanym w kilku językach? Okazuje się, że tak.
Klester Cavalcanti, brazylijski dziennikarz śledczy, wielokrotnie nagradzany zarówno w swojej ojczyźnie, jak i na świecie, postanowił opowiedzieć historię Julia Santany, obecnie liczącego ponad sześćdziesiąt lat byłego rewolwerowca. Zbieranie materiałów zajęło mu siedem długich lat. W tym czasie prowadził niezliczone rozmowy z Santaną i osobami, z którymi na przestrzeni las skrzyżował on swoje drogi.
Ta opowieść miała olbrzymi potencjał. Już sam opis elektryzuje, zwłaszcza gdy staje się oczywiste, że to nie fikcja literacka, a rzeczywistość. Gdy dotrze do nas, że w XXI wieku, w dobie powszechnej infiltracji i teoretycznie nieograniczonych możliwości, można bezkarnie zamordować setki osób i nie ponieść za to żadnych konsekwencji. Przynajmniej prawnych, bo te moralne to już zupełnie inna bajka. Widząc książkę w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę ją przeczytać i prawdopodobnie właśnie przez wysokie oczekiwania, lektura okazała się rozczarowaniem.
Historia Julia rozpoczyna się, gdy jest on zaledwie siedemnastoletnim chłopakiem, który mieszka wraz z rodziną w jednej z niemalże odciętych od świata amazońskich wiosek. Nie dochodzi tu prąd, a ludzie żyją praktycznie z dnia na dzień z tego, co uda im się upolować bądź wyrwać ziemi. W tym czasie głowę Julia zaprząta śliczna dziewczyna z sąsiedniej wioski i myśli o założeniu rodziny. Ma jednak pecha, ponieważ jego wujek, któremu bezgranicznie ufa, ma wobec niego inne plany. To właśnie on wciąga chłopaka w świat, w którym jednym strzałem można zapewnić rodzinie byt na cały kolejny miesiąc.
Lektura książki uświadamia kilka rzeczy, o których ludzie na co dzień nie myślą, bądź też wolą się nad nimi nie zastanawiać. Po pierwsze, nadal są na świecie regiony, gdzie ludzie dosłownie egzystują, a nie żyją. Gdzie dostęp do bieżącej wody, gazu i prądu to luksus, a niepewność jutra to chleb powszedni. Po drugie, ludzkie życie bywa wyceniane za marne grosze, a niektórzy są gotowi zamordować na błahostkę, która innych nie sprowokowałaby nawet do wszczęcia kłótni. Po trzecie, bliskie związki policji z przestępcami zdają się niewiarygodne, a jednak to właśnie przedstawiciel prawa skontaktował autora reportażu z jego bohaterem. Czyli znał go, był świadomy popełnionych przez niego zbrodni, a jednak w jego sprawie nie toczyło się, a nie toczy żadne postępowanie. Przypomnę, mężczyzna ma na sumieniu blisko 500 ofiar.
Co więc nie zagrało, skoro historia życia takiego człowieka to praktycznie materiał na gwarantowany bestseller? Trzy rzeczy. Cavalcanti postanowił nie tyle przedstawić poznane akty, a stworzyć z nich fabularyzowaną historię – z dialogami, wewnętrznymi przemyśleniami bohatera, itd. Zrobił to jednak w suchym, pozbawionym emocji stylu, który nie pozwala wczuć się w czytaną opowieść. Przede wszystkim jednak rzuca się w oczy raczej pobieżne potraktowanie tematu, co przy siedmioletnim okresie zbierania materiałów zakrawa na absurd. Czytelnik ma szansę poznać młodość i okoliczności pierwszych popełnionych przez Santanę zbrodni, jego krótką, lecz traumatyczną współpracę z wojskiem i… przeskakuje do zakończenia „kariery” płatnego zabójcy. Przedstawione zlecenia są potraktowane raczej ogólnikowo i jest ich zaledwie kilka. Książkę można przeczytać w dosłownie dwie godziny i to nie ze względu na to, że tak wciąga, ale z powodu jej objętości.
Czy warto więc sięgnąć po Nazywają mnie śmierć? Mimo rozczarowania formą, myślę, że tak. Wbrew pozorom nie jest to bowiem historia wyrafinowanego zabójcy, który niczym filmowy geniusz zbrodni wodzi wszystkich za nos. To przygnębiająca opowieść o prostym człowieku, który padł ofiarą naiwności i okoliczności, które postawiły na jego drodze człowieka, który miał go wprowadzić w lepszy świat, a skazał na moralne bagno. Paradoksalnie, mimo popełnionych zbrodni, Julio Santana wzbudza współczucie i litość. A może jego geniusz tkwi w tym, że właśnie w ten sposób potrafił przedstawić swoje dzieje?
Konkurs: Gdzie diabeł mówi dobranoc. Tom 1
Fascynująca mieszanina słowiańskich wierzeń, prastarych demonów, niesamowitych eliksirów i współczesności.
Według legendy wiele stuleci temu czwórka przyjaciół została wygnana z rodzinnej wioski, gdyż ludzie lękali się ich czarów. Rozeszli się w cztery strony świata, ale zadziwiającym zbiegiem okoliczności i tak wszyscy dotarli w to samo miejsce – do czarciego kamienia. Tam wywołali diabła i dobili z nim targu... Ich potomkowie przez wieki odczuwali skutki tego paktu i bezskutecznie próbowali się z niego wywikłać. Czy przedstawicielom kolejnego pokolenia uda się wreszcie wrócić do normalności? Jakie przeszkody będą musieli wcześniej pokonać? Z jakimi przeciwnikami się zmierzyć? Jakich sojuszników pozyskać? Małe miasteczko na odludziu stanie się sceną niezwykłych wydarzeń.
Po niespodziewanej śmierci rodziców siedemnastoletnia Alicja trafia pod opiekę ciotki, która mieszka w posępnym miasteczku na Podkarpaciu o mrocznej nazwie Czarcisław. Niezbyt zachwycona wyjazdem z Warszawy dziewczyna nie czuje się dobrze w nowym miejscu, najwyraźniej pełnym dziwaków i kryjącym jakieś ponure sekrety. Zagubiona nastolatka krok po kroku odkrywa, że nikt tu nie jest tym, za kogo się podaje. Sama też musi zmierzyć się z brzemieniem swojej prawdziwej natury i wykonać niebezpieczne zadanie.
Oszukana
Jakbyś się czuła, gdyby każdy kolejny dzień był walką o życie? Jak długo dałabyś radę żyć w sieci uknutych przez siebie kłamstw? Jak dawałabyś radę codziennie patrzeć w oczy mężczyzny, który Cię kocha mając świadomość, że dla Ciebie jest tylko bezpieczną opcją na jakiś czas. Pomyśl. Przemyśl to dokładnie. Zaplanuj każdy ewentualny krok. Bo to, co spotkało Lenę, może dotknąć także Ciebie.
Lena obecnie mieszka u Nikodema (swojego partnera) w domku ukrytym pośród lasów. Mimo to nie czuje się bezpiecznie. Jej przerażenie wzmaga przeczucie, że ktoś czai się w leśnej gęstwinie, niewidoczny dla ludzkich oczu, czyhając na jej życie. Wie, że to, co zrobiła, nigdy nie da jej spokojnie zasnąć; ale gdy stawką jest życie, jaki pozostaje wybór... ?
Miałam przyjemność czytać poprzednie książki autorstwa pani Stachuli. Wciągnęły mnie na tyle, iż autorka zapisała się w mojej prywatnej kategorii ulubionych pisarzy/ pisarek. I oczywiście miałam nadzieję, że Oszukana utrzyma wysoki poziom poprzedniczek, porywając mnie do reszty. Nie zawiodłam się- pani Magda Stachula po raz kolejny pokazała, że umie pisać. I to nie byle jak!
Lektura od pierwszych stron trzyma w napięciu; to, co wydawało się jasne, okazało się być skrzętnie stworzoną ułudą, mającą na celu zmylenie czytelnika. Bardziej spodziewałam się jakiejś zemsty byłego chłopaka albo obranie sobie głównej bohaterki za obiekt pożądania przez jakiegoś psychopatę (spotykaliśmy to w literaturze nie raz) niż tego, co zaserwowała nam polska pisarka. Nie zdajemy sobie sprawy, przed kim lub przed czym ucieka Lena. Chwilami wręcz można uznać ją za paranoiczkę, bojącą się własnego cienia. Ale nie. Dziewczyna wspomina wyłącznie o strasznej rzeczy, którą uczyniła, a z powodu której musi trzymać się z daleka od bliskich. Nie możemy także zapomnieć o Nikodemie, drugiej osobie tego dziwnego dramatu- dopóki pani Stachula nie wprowadziła nas w jego świat, wydawał się prostolinijnym, bogatym, przystojnym i do szaleństwa zakochanym w Lenie mężczyzną (z dość nachalną matką). A tu niespodzianka, sytuacja diametralnie się zmienia, ukazując prawdę odnośnie relacji tej dwójki, co tylko potwierdza fakt, iż każdy z nas ma dwie twarze. Nikodem w swoim życiu szukał... odkupienia? Drogi ucieczki od samego siebie? Trudno powiedzieć, w jakim stopniu wpływ na widzenie przez niego świata miała jego rodzina, a ile on sam. Pod maską opanowanego biznesmena kryje się dziecko, łaknące bezpieczeństwa. Od początku wie, kim jest Lena, ale gra w jej grę- sam ma równie wiele do stracenia.
Nie wyobrażam sobie ogromu odwagi, jaką musiała mieć w sobie główna bohaterka, starając się żyć w ten zupełnie nowy dla niej sposób. Wcześniej była jak każda typowa dwudziestotrzylatka- studiowała, pracowała, miała marzenia. Kochała i sądziła, że to uczucie odwzajemnione. Czyjaś jedna decyzja sprawiła, iż Lena musiała wydobyć z siebie pokłady instynktu samozachowawczego. To nie była zabawa; stawką było jej życie. Może tę nieustraszoność potrafi w nas obudzić właśnie bezpośrednie zagrożenie, gdy musimy zawalczyć o nasze bezpieczeństwo, będąc zdanymi sami na siebie? Na pewno było mi również żal bohaterki- nieustający strach, próby ukrycia się przed tymi, którzy mają o wiele większe możliwości to jedna z najgorszych rzeczy, jakie mogą przytrafić się człowiekowi.
Kreacja bohaterów pozytywnie mnie zaskoczyła, ale i temat przewodni. Literatura jest po to, aby oderwać nas od codzienności, dlatego też autorów nierzadko ponosi wyobraźnia (czasami aż za bardzo, przez co książki trącą fantastyką, nie thrillerem). W Oszukanej nie spotykamy się z tego rodzaju problemem. Fabuła nie jest odrealniona, gdyż to, co spotkało Lenę, równie dobrze mogłoby dotknąć każdą z nas. Dobre pióro, tajemnicze postacie, rzeczywisty temat- przepis na książkę idealną. I pani Magda Stachula wykorzystała go w pełni, racząc odbiorców bardzo dobrym "daniem". Uważam, że kolejne jej literackie dzieci znajdą się na równie wysokim poziomie, a każdy z nas znajdzie w jej książkach to, czego szuka. Polecam!
Fragment: Gdzie diabeł mów dobranoc
Fascynująca mieszanina słowiańskich wierzeń, prastarych demonów, niesamowitych eliksirów i współczesności.
Cień - zapowiedź
Qole Uvgamut jest najlepszą poławiaczką cienia, substancji, która stanowi tajemnicze źródło energii.
Do załogi statku poławiaczy dołącza Nev. Nikt nie wie, że to dziedzic arystokratycznego rodu. Występuje w przebraniu, aby zdobyć zaufanie Qole i wykorzystać jej niezwykłe zdolności.
Wkrótce okazuje się jednak, że nie tylko Nev i jego krewni mają plany wobec dziewczyny. Rywalizujący ród również chce dopaść dziewczynę, ale w przeciwieństwie do Neva nie zamierza przebierać w środkach.
Po wymknięciu się z rąk wroga Quole zgadza się polecieć z Nevem do siedziby jego rodu i poddać się badaniom nad cieniem. Okazuje się jednak, że ród Dracorte’ów nie ma czystych intencji.
