Rezultaty wyszukiwania dla: Bis

 

Drugi tom runu Simona Spurriera to moment, w którym przestaje się zastanawiać, „o co tu właściwie chodzi?”, a zaczyna dostrzegać większy plan. Po pierwszym albumie miałam wrażenie chaosu. Dużo pomysłów, metafizyka na pełnym gazie, postacie wytrącone z równowagi. Tutaj wszystko zaczyna układać się w bardziej czytelny wzór. Nadal jest dziwnie. Nadal jest ambitnie. Jednak tym razem ta dziwność ma sens.

Wally West wciąż zmaga się z rozchwianą Mocą Prędkości i konsekwencjami własnych międzywymiarowych podróży. Central City nie ma lekko – speedsterzy wpadają w tarapaty, Amanda Waller pociąga za sznurki, a rzeczywistość zaczyna się niepokojąco marszczyć. Do tego dochodzą Arkanioły, zgromadzenie Thawne’ów i poczucie, że coś fundamentalnego w strukturze czasu pęka.

Tytułowe „Póki czas się nie zatrzyma” staje się fabułą, a nie tylko hasłem. To motto Wally’ego. Obietnica dana Lindzie. Deklaracja miłości, która ma trwać mimo rozpadu wszechświata. Czas i uczucie – dwa główne filary tej historii.

Spurrier idzie w stronę metafizyki, ale nie zapomina o emocjach. Relacja Wally’ego z Lindą wybrzmiewa naprawdę ładnie, momentami wręcz poetycko. Ciekawie poprowadzono też wątek Barry’ego Allena – jego rola mentora i punktu odniesienia dla Wally’ego zyskuje tu nową głębię.

Największa zmiana? Drugi tom lepiej waży proporcje. W pierwszym miałam poczucie przesytu – zbyt wiele wątków, zbyt wiele dziwnych zachowań bohaterów, które trudno było od razu zaakceptować. Tutaj część z tych decyzji zostaje sensownie wyjaśniona. I nagle wcześniejszy chaos zaczyna wyglądać jak zaplanowana konstrukcja.

Podoba mi się, że Spurrier nie idzie w prostą historię o biciu złoczyńców i ratowaniu dnia. Wprowadza wątek walki wewnętrznej, podważa stabilność Mocy Prędkości, bawi się mitologią Flasha. Reverse-Flash? Obecny, ale wykorzystany inaczej, niż można by się spodziewać. Nie jako oczywisty „wielki zły”, tylko element większej, bardziej złożonej układanki.

Nie wszystko działa idealnie. Niektóre wątki z pierwszego tomu – choćby praca Wally’ego w Terrifictechu – zostają potraktowane po macoszemu. Finałowa konfrontacja z kosmicznymi przeciwnikami zostawia lekki niedosyt. Czasem wciąż bywa zbyt gęsto, zbyt konceptualnie.

Za to warstwa graficzna – bardzo mocna. Ramón Pérez i gościnni rysownicy świetnie oddają dynamikę biegu, ale też tę półpłynną, niestabilną rzeczywistość. Kadry momentami przypominają bardziej oniryczne wizje niż klasyczny komiks superbohaterski. I to pasuje. Ten świat nie ma być stabilny.

„Flash. Póki czas się nie zatrzyma. Tom 2” to ambitna, momentami wymagająca historia. Niekoniecznie najlepszy punkt startowy dla nowych czytelników, ale bardzo ciekawa propozycja dla tych, którzy czują przesyt standardowym superbohaterskim schematem.

Spurrier rozwija postać Wally’ego Westa, ryzykuje, eksperymentuje. Nie wszystko wychodzi idealnie, ale widać wyraźną wizję i konsekwencję. A to w długich runach bywa cenniejsze niż bezpieczne odtwarzanie sprawdzonych motywów. Jeśli lubisz, gdy komiks o Flashu jest bardziej o czasie, tożsamości i relacjach niż o samym biegu – ten tom może cię naprawdę wciągnąć.

Dział: Komiksy
poniedziałek, 02 luty 2026 17:53

Zapowiedź: Opowiadania najlepsze

Najsłynniejsze opowiadania mistrza fantastyki, w tym 6 nagrodzonych nagrodą Hugo, 5 - nagrodą Locusa i 3 - nagrodą Nebula.

Dział: Książki
poniedziałek, 17 listopad 2025 14:35

Konkurs: Śmiały

"Śmiały" to pierwsza część dwutomowej opowieści o jednym z najwybitniejszych polskich władców. O świecie, w którym żył i o królestwie, które podźwignął z ruin. Pełna sekretnych żywiołów, głębokiej miłości, ale także przemocy i zdrady.

Dział: Zakończone
poniedziałek, 17 listopad 2025 14:23

Garfield tłusty koci trójpak tom 16

 

I jak tu nie kochać Garfielda? Pozostaję jego wierną fanką od lat. Od jakiegoś czasu nakładem wydawnictwa Egmont ukazuje się seria zbiorcza „Tłustych kocich trójpaków”. W każdy, z nich znalazły się po trzy zeszyty komiksowe z anglojęzycznych wydań. Obecnie w moje ręce trafił już szesnasty tom, w którym znalazły się tytuły: „Garfield zaczyna sypać”, „Garfield dostaje co mu się” należy, „Garfield będzie jadł za jedzenie”.

O czym jest komiks

Czy istnieje ktoś, kto nie zna Garfielda? Rudy kot, który uwielbia lasagne i dręczenie psów, nienawidzi pająków i kocha święta jest jedną z tych postaci, które łączą całe pokolenia. Historyjki obrazkowe z jego udziałem potrafią rozbawić do łez, ale też od czasu do czasu zmuszają do refleksji. Garfield jest ponadczasowy i zawsze warto do niego wracać. 

Moja opinia i przemyślenia

Komiks został pięknie wydany. Ma twardą, lakierowaną oprawę, a wydrukowany został na świetnej jakości, doskonałej gramatury papierze. Przyznam, że z tym, że mam na półce całą kolekcję, czuję się naprawdę wspaniale. Kiedy mam gorszy humor lubię sobie wracać do dobrze znanych pasków z Garfieldem, zawsze mi go poprawiają. 

Szesnasty „Tłusty koci trójpak” to kolejna porcja klasycznego, niepodrabialnego Garfieldowego humoru. Lekki, przerysowany, momentami zaskakująco czuły – dokładnie taki, jakiego się oczekuje. Ten tom trzyma poziom poprzednich i świetnie wpisuje się w całą serię, pokazując, że urok wiecznie głodnego kota nigdy się nie starzeje. Bardzo mnie cieszy, że komiksy o Garfieldzie mogę czytać z córką, która kocha go tak samo mocno jak ja.  

Choć Garfield od lat pozostaje tym samym, lekko złośliwym, zawsze głodnym i pełnym niewymuszonego uroku kotem, mam wrażenie, że im jestem starsza, tym bardziej doceniam jego humor. Kiedyś śmieszyły mnie głównie miny i lenistwo, dziś widzę w tych paskach znacznie więcej. To ciepło relacji z Jonem, drobne życiowe obserwacje, lekki komentarz do codziennych absurdów. Ten tom świetnie to pokazuje, bo obok gagów znajdziemy tu scenki, które po prostu przyjemnie się czyta. W moim przypadku działa to trochę jak spotkanie ze starym znajomym. Zawsze wiem, czego się spodziewać, a i tak bawi mnie to za każdym razem.

Podsumowanie

Jeśli jesteś fanem Garfielda (albo po prostu lubisz komiksy, które potrafią odciążyć głowę po ciężkim dniu), ten tom powinien się znaleźć na Twojej półce. Gdy już tam stanie, prędzej czy później i tak po niego sięgniesz – z sympatii, z sentymentu albo po prostu dla poprawy nastroju. Garfield to klasyk, który zostaje w pamięci na długo, a ten tom tylko to potwierdza. Bardzo podoba mi się bycie właścicielka tak fantastycznej, przepięknie wydanej kolekcji. 

Dział: Komiksy
wtorek, 21 październik 2025 12:21

Tytani. Świat Bestii. Tom 1

 

O "Tytanach. Świat bestii" było głośno od momentu zapowiedzi. Tom Taylor, po sukcesach "Nightwinga" i "Injustice", otrzymał w swoje ręce drużynę, która zawsze pozostawała nieco w cieniu Ligi Sprawiedliwości. Teraz jednak to Tytani przejmują pałeczkę i mają udowodnić, że są gotowi bronić świata na własnych zasadach. Brzmi ambitnie? I właśnie takie jest to otwarcie.

Po wydarzeniach z "Mrocznego Kryzysu" świat potrzebuje nowych bohaterów. Liga Sprawiedliwości przestaje istnieć, a ciężar jej obowiązków spada na barki Tytanów. Nightwing zostaje liderem, a u jego boku stają: Raven, Beast Boy, Starfire, Cyborg i Donna Troy. Ich cel: działać otwarcie, uczciwie, bez tajemnic.

Niestety, to tylko teoria. Amanda Waller znów knuje, Kościół Krwi powraca, a w Wieży Tytanów zostaje znaleziony martwy Flash. A to dopiero początek katastrofy.

Tom Taylor jak zawsze stawia na relacje – to jego znak rozpoznawczy i tutaj również sprawdza się doskonale. Beast Boy i Raven to serce tego tomu. Ich relacja jest autentyczna, ciepła, momentami zabawna, a chwilami bolesna. Autor ukazuje ich nie jako superbohaterów, lecz ludzi zmagających się z poczuciem winy, strachem i miłością. To właśnie te sceny budują emocjonalny fundament całej opowieści.

Świetnie wypada także Nightwing – pewny siebie, ale świadomy odpowiedzialności, jaka na nim spoczywa. To lider, który nie tylko walczy, ale też scala drużynę. Niestety, nie wszyscy bohaterowie dostali tyle samo uwagi. Starfire i Donna Troy pozostają w tle, co przy takiej obsadzie wydaje się niewykorzystanym potencjałem.

Fabuła... momentami pędzi jak Flash. Dużo się dzieje: od kosmicznych zagrożeń, przez polityczne intrygi, po mistyczne rytuały. Niektóre wątki mogłyby złapać oddech, inne – zasługują na więcej miejsca. Miejscami historia wydaje się przeładowana, przez co traci spójność. Mimo to trudno się oderwać – tempo, błyskotliwe dialogi i humor Taylora robią swoje.

Ilustracje to czysta przyjemność. Nicola Scott i Ivan Reis tworzą efektowny, dynamiczny świat, idealnie oddający ducha Tytanów – młodszych, buntowniczych, ale też dojrzalszych niż wcześniej. Kadry są żywe, kolory intensywne, a sceny akcji – naprawdę imponujące.

"Tytani. Świat bestii" to bardzo solidny początek nowej serii. Taylor udowadnia, że potrafi pisać historie drużynowe z sercem i charakterem, choć chwilami fabuła wymyka się spod kontroli. Świetna chemia między bohaterami. Piękne rysunki i wiele emocji sprawiają jednak, że to komiks, po który warto sięgnąć. Nawet jeśli wcześniej nie śledziło się losów Tytanów.

Jeśli lubisz opowieści o grupie bohaterów, którzy muszą dorosnąć do swoich ról, mierząc się z potworami i własnymi słabościami – ten tom jest dla ciebie. A wszystko wskazuje na to, że kolejne części będą jeszcze lepsze.

Dział: Komiksy
czwartek, 16 październik 2025 10:54

Zapowiedź: Wieczny pokój

Powieść zdobyła nagrodę Hugo, Nebula i Johna W. Campbella.

  

Siły Sojuszu toczą niekończącą się wojnę z rebeliantami z krajów Trzeciego Świata. Jej przyczyny są odwieczne: nierówny dostęp do zasobów i bogactw.

Dział: Książki
czwartek, 02 październik 2025 14:50

Venom

 

Venom powraca – i to w zupełnie nowej odsłonie. Pierwszy tom cyklu w ramach serii Marvel Fresh to świeże spojrzenie na postać Eddiego Brocka i jego symbionta, w którym scenarzyści Al Ewing i Ram V postanowili pójść o krok dalej niż ich poprzednicy. Zamiast kolejnej opowieści o brutalnym antybohaterze, dostajemy historię, która balansuje między kosmiczną sagą science fiction a zagmatwanym dramatem rodzinnym.

Po wydarzeniach z „Króla w Czerni” Eddie Brock staje się władcą roju symbiontów. Ta nowa rola otwiera przed nim drzwi do niemal boskiej władzy, ale też do ogromnej odpowiedzialności – Eddie musi poruszać się po osi czasu i konfrontować z tajemniczym Meridiusem, figurą o niepokojąco wielkich ambicjach. Tymczasem na Ziemi Dylan, jego syn, uczy się żyć z symbiontem i mierzy z własnym gniewem, stratą oraz manipulacjami Fundacji Życia. Te dwa światy – kosmiczny i ziemski – splatają się, tworząc historię monumentalną, ale przy okazji też zaskakująco osobistą.

„Venom” w tym wydaniu jest wyjątkowo ciekawy. Ma w sobie swoistą głębię, która przyjemnie kontrastuje z lekką akcją. Walki i efektowne starcia są obecne, ale służą raczej za tło dla pogłębionej refleksji nad dziedzictwem, tożsamością i konsekwencjami dokonywanych wyborów. Eddie Brock, dawniej postać impulsywna, tu staje się niemal tragiczną figurą, której siła odcina go od człowieczeństwa. Dylan natomiast to bohater dopiero poszukujący siebie, wciągnięty w świat, którego nie rozumie, ale w którym musi nauczyć się działać. To zestawienie ojca obarczonego boską rolą i syna szukającego własnej drogi daje komiksowi drugie dno.

Warto zwrócić uwagę na rysunki Bryana Hitcha. Mroczne, pełne detali i monumentalne kadry idealnie oddają klimat opowieści. Od brudnych zaułków, po psychodeliczne podróże przez czasoprzestrzeń. Symbionty wyglądają tu naprawdę groźnie, a nowe postacie, takie jak Bedlam czy Meridius, budzą respekt od pierwszego spojrzenia. Bardzo też lubię akurat te konkretne wydania od Egmontu, bo mimo że pozbawione twardych opraw, to nie są też zeszytowe jak amerykańskie komiksy. 

„Venom. Tom 1” to mocne otwarcie, które redefiniuje jedną z najpopularniejszych postaci Marvela. Komiks łączy widowiskową akcję z ambitniejszą, wielowarstwową narracją, otwierając nowy rozdział w historii symbionta. To lektura obowiązkowa dla fanów Venoma i świetny wybór dla wszystkich, którzy lubią, gdy superbohaterskie opowieści wychodzą poza schemat.

Dział: Komiksy
niedziela, 14 wrzesień 2025 05:06

Ogar

„Nie wierzyła w nic oprócz bestialstwa ludzi”.

Trudno było wpasować się w kryminał, może po części spowodowane to było nieznajomością pierwszego tomu „Zbawca”. Weszłam w świat tak dużego mroku od strony psychiki kluczowych bohaterów, że nie do końca rozumiałam ich wewnętrzne rozterki, przeżycia i impulsy. Julia Marzewska nie podeszła mi w obsesyjnej i samoniszczącej odsłonie. Przerażała myśl, że śledczy po ogromnych zawodowych, a w dużej części, również osobistej traumie, mogliby pozostawać bez odpowiedniego wsparcia psychologicznego. W jakim wymiarze pokrywało się to z faktyczną sytuacją w policji?

Normalny człowiek, prowadzący zwykłe życie, wzdryga się na informacje o zbrodniach, unika jak ognia znalezienia się nawet w najdalszym ich otoczeniu, a pracownik wydziału zabójstw, będący aktywną częścią starcia z mrokiem, musi praktycznie radzić sobie sam. A przecież niebezpieczna i niewdzięczna praca silnie odciska się na mentalności policjanta. Być może właśnie z tego powodu świat Julii stał się jednym wielkim chaosem, w którym nie było już miejsca na zdroworozsądkową logikę, pełen profesjonalizm, trzeźwy osąd i elastyczną zdolność do współpracy z innymi. Przekroczone zostały granice reagowania na traumę i wydawało się, że nie ma powrotu do normalności. Kluczowa postać męczyła się sama z sobą, a ja podchwytywałam negatywne wibracje. Wcześniejsze starcie z Ogarem i Zbawcą zniszczyło Julię, a w tak słabej kondycji psychicznej trudno było nie wejść w omamy osobliwej obsesji i zwodniczego egoizmu w pogoni za czarnym charakterem. W moim odczuciu autor za daleko zaprowadził Julię w gęstą koszmarną ciemność, abym uwierzyła w nią.

Pomysł na fabułę zaliczyłam do ciekawych. Niekoniecznie podszedł mi styl pisania, ale to już osobiste preferencje, wyczekiwanie na rozbudowane opisy i zwinność w narracji. Bardziej przeszkadzały liczne nielogiczności w zachowaniu policjantki, osobliwe przystawanie na pewne okoliczności, nonszalancja w podejściu do procedur policyjnych. Nie mogłam uwierzyć w opowieść, nawet uwzględniając literacką fikcyjność. Na plus prolog, znakomicie wzbudził zainteresowanie i wprowadził sporo napięcia w interpretacji tego, co doprowadziło do kulminacji dramatycznego momentu w scenariuszu zdarzeń i czy udałoby się w jakiś sposób wymknąć ostateczności. Zawiodłam się na uzasadnieniu motywów kierujących czarnym charakterem, za mało było solidnych podstaw do takiego, a nie innego zachowania. Tylko czyż niektórym spaczonym zwyrodnialcom nie potrzeba drobnej iskry z przeszłości lub emocjonalnego impulsu, aby przystąpić do dzieła zabijania i uczynienia z tego demonicznej sztuki?

Zastanawiające, czy każdy z nas rodzi się z ziarnem nieokiełzanej żądzy, psychopatycznej bezwzględności, spaczonego bestialstwa, które w odpowiednich warunkach wypływają na powierzchnię realności i w najgorszych czynach potwierdzają eskalację? Miałam wrażenie, że „Ogar” nie został w pełni dopracowany, ale to krok w serii, która może jeszcze prowadzić w bardziej intrygujące obszary. Kilka ciekawych aspektów stworzyło potencjał na zajmujący ciąg dalszy. Wytrawny smakosz kryminałów mógł czuć niedosyt prowadzenia akcji i wzmacniania napięcia, jednak czytelnik mniej wymagający wobec sylwetek bohaterów i stopnia realności mógł z zaciekawieniem wejść w scenariusz zdarzeń i poczuć dynamiczność incydentów. Po trzech miesiącach przerwy morderca uderzył, już raz udało mu się uciec przed obławą, czy i tym razem zdołał tego dokonać?

Dział: Książki
niedziela, 14 wrzesień 2025 04:58

Punkty przecięcia

„Przeszłość potrafi zmieniać przyszłość. Ale to zawsze my mamy ostatnie słowo”.

Mega satysfakcjonująca przygoda czytelnicza, podkręcała wyobraźnię w interpretowaniu zdarzeń i zachowań, zgrabnie wciągała w zabawę wysuwania domysłów i przypuszczeń. Od pierwszej do ostatniej strony trwałam w oczekiwaniu na postępujący bieg scenariusza zdarzeń. Pozytywnie szalona wzorzysta fabuła. Intryga wyjątkowo mocno zaplątana. Wątki pozszywane frapującymi nićmi akcji. Wiele się działo, sporo na pierwszym i drugim planie. Paulina Cedlerska co chwilę zaskakiwała obrotem spraw, jednocześnie konsekwentnie trzymała się wytyczonego szlaku prowokowania czytelnika do mylenia tropów i gubienia wskazówek. Długo nie potrafiłam domyślić się, dokąd wszystko zmierza, jakie barwy przyjmie, jaki obraz pokaże w finałowej odsłonie. A w finałowej odsłonie, podobnie jak w całej powieści, poczułam sporo czytelniczej przyjemności i satysfakcji.

Porwała mnie psychologiczna odsłona kluczowej kobiecej postaci. Wspaniale się ją rozgryzało. Niczym detektyw uczepiałam się każdej myśli, słowa i wspomnienia Luizy. Wnikałam w osobiste odczucia. Wydawało mi się, że chwyciłam klucz do jej duszy, lecz po chwili przekonywałam się, że jeszcze czaiło się kilka niespodzianek. Autorka zgrabnie łączyła przeszłość z teraźniejszością, trochę za szybko, jak dla mnie, następowały zmiany czasowe, ale żywiołowość przyciągała. Stworzyła solidny thriller psychologiczny, znakomicie podszyty kryminalnymi mocnymi akcentami, z ciekawą paletą bohaterów. Zastrzeżenia, ale naprawdę drobne, miałam wobec kilku wtrąceń opisów, zbyt naprowadzających na właściwy trop, przykładowo opis schowania pieniędzy użyty w dialogu. Nie do końca wykazywałam się zrozumieniem wobec osobliwej relacji Luizy z mężem, lecz ludzie mają prawo żyć według własnych postanowień, reguł i umów.

Wszystko zaczęło się od odnalezienia na morskiej plaży zgwałconej, okaleczonej i zabitej dziewczyny, o ironio, tropiącej w realu mroczne sekrety historii i zamieszczającej je w social mediach. Później mroczne incydenty zagęszczały się, Luiza zaś musiała skonfrontować się z własną dramatyczną przeszłością. Jak duży wpływ na bieżące interpretowanie rzeczywistości, miejsc i osób mają podlegające metamorfozie wspomnienia? Czy możemy oprzeć się na nich w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące nas pytania o przeżycia, zwłaszcza traumatyczne? Dokąd prowadzi zmienna i poszatkowana pamięć w meandrach lęku i zaprzeczenia? W jakim stopniu pozwala kreować to, kim jesteśmy? Jestem zdecydowanie na tak, abyście podchwycili „Punkty przecięcia” i świetnie się bawiąc, rozszyfrowali, o co tak naprawdę w przybliżanej historii chodziło.

Dział: Książki
niedziela, 31 sierpień 2025 17:13

Przestań, proszę

 

Gdy nie wróciła wieczorem do domu, nikt nie zwrócił na to uwagi, choć powinni - w końcu miała dopiero osiem lat, a dziecko w tym wieku nie powinno przebywać samo na zewnątrz w tak późnych godzinach. Cóż, nie ma się czemu dziwić, skoro jej rodzicom wódka przesłoniła cały świat. To, że ich córeczka nie przebywa w domu, dotarło do nich dużo później. O wiele, wiele za późno.

Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że dziecko śpi; nie widać śladów walki czy niepokoju na buzi dziewczynki. Tak, jakby po raz pierwszy od bardzo dawna nie musiała bać się tego, co przyniesie jej kolejny dzień. Co więcej, ktoś ubrał ją w nowe ubrania, na twarz zaś nałożył delikatny makijaż. Sęk w tym, że - prawdopodobnie - ta sama osoba, która zadbała o dziecko, odebrała jej życie i pozostawiła jej ciało w pustostanie.

Sprawa trafia w ręce podkomisarza Floriana Gaderli, nieprzystępnego mężczyzny, acz uznanego śledczego. W śledztwie pomaga mu Zuzanna Macieszko, która stawia pierwsze kroki na nowej ścieżce. Ta sprawa porusza we Florianie pewną osobistą nutę, zmuszając do powrotu tam, gdzie nigdy nie chciałby się znaleźć ponownie. Tym bardziej jednak będzie dążył do schwytania sprawcy, by już żadne dziecko nie zostało zamordowane.

Na jakąkolwiek stronę czy konto na Bookstagramie bym nie zajrzała, tam wszędzie ścigała mnie książka „Przestań, proszę". Byłam zaskoczona ilością pozytywnych opinii i wysokich ocen, dlatego też podeszłam do niej równie z ogromną ciekawością, lecz również z dozą... niepokoju? Jaka bowiem musi kryć się w niej historia, skoro tak wiele osób ocenia ją jako majstersztyk, a przynajmniej jako bardzo dobrą? Przekonajmy się.

Podkomisarz Florian Gaderla (swoją drogą mam ogromny problem z zapamiętaniem tego nazwiska) to postać, na którą natykamy się w wielu kryminałach - samotnik, często działający wbrew wytycznym przełożonego, zamknięty w sobie, najczęściej z trudną przeszłością. Nieufny. Jednak również niezmordowany. Taki bohater, którego nie da się nie lubić. Z kolei jego partnerka, Zuzanna Macioszko - cóż. W pewnym momencie zastanawiałam się, czy w szeregach policji naprawdę mogą znaleźć się osoby, które zupełnie nie myślą o tym, o czym mówią, czym mogą oczywiście narazić dobro śledztwa. Myślę, że w przypadku początkujących jest to w jakimś stopniu powszechne zjawisko. Co nie zmienia faktu, że kobieta niespecjalnie przypadła mi do gustu - może to przez bezsensowne komentowanie niektórych kwestii, może za „wpychanie się” w pewne relacje. W każdym razie raczej nie będzie to moja ulubiona postać.

Jednak to nie wykreowane przez autora postacie przyciągnęły takie rzesze czytelników, a może raczej - nie tylko one. Oczywiście mowa tu o pomyśle na fabułę, czyli o przemocy (w każdym tego słowa znaczeniu) wobec dzieci. Nie oszukujmy się, zawsze najbardziej porusza nas, gdy cierpią najmłodsi, jeszcze niewinni. W tym przypadku pan Stolarz zaserwował nam niezłą jazdę prosto w mrok codzienności nieletnich. Nękanych przez tych, którzy powinni być ich opoką. Podziwiam osoby, które potrafią się podnieść po czymś takim i funkcjonować w miarę możliwości. Dobrze, że powstają książki o takiej tematyce - bo choć zawierają w sobie bolesne historie, to dzięki temu coraz więcej osób zaczyna reagować, gdy widzi krzywdę dziecka. I oby tak dalej.

Wątek śledztwa, innymi słowy: zawodowy, jak najbardziej na plus. Wątek obyczajowy jednak moim zdaniem trochę leży. Jak już wspomniałam, Gaderla to ten zamknięty w sobie i niepotrzebujący ludzi, z kolei Zuzanna. Cóż, autor stworzył ją trochę na zasadzie: „Florian jest taki męski, wpadł mi w oko, chcę wiedzieć o nim wszystko już w tej sekundzie i zrobię wszystko, by mnie pokochał". Bohaterka zachowuje się momentami jak podlotek, który nigdy nie był w żadnej relacji. Kłóci mi się to z wizją młodej kobiety, która pracuje jako policjantka i do tego przy poważnym śledztwie. I owszem, jest to jej pierwsza sprawa, aczkolwiek chwilami nie wyczuwam w niej powagi sytuacji.

„Przestań, proszę” to mocna historia, która głośno krzyczy o tak istotnej sprawie, jaką jest przemoc wobec dzieci. I dobrze, że to pozycja tak ostatnio rozchwytywana - niech ludzie wreszcie otworzą oczy. Polecam.

Dział: Książki