Rezultaty wyszukiwania dla: Błogosławieństwo Niebios
Błogosławieństwo niebios 3
Trzeci tom „Błogosławieństwa niebios” ma w sobie coś podstępnego. Z wierzchu nadal kusi piękną opowieścią, humorem i tym charakterystycznym urokiem Xie Liana, ale pod spodem zaczyna się robić naprawdę gęsto. I nagle okazuje się, że to już nie jest lektura „na poprawę nastroju”, tylko historia, która potrafi zmusić do zatrzymania się w połowie rozdziału i zwyczajnie… pomyślenia.
O czym jest książka
W retrospekcjach wracamy do Xianle i do momentu, który wygląda niewinnie — parada, krzyk, chłopiec spadający z muru. Xie Lian ratuje go odruchowo — bo tak działa, bo ma serce większe niż jego zdrowy rozsądek. Tyle że ten jeden gest uruchamia lawinę nieszczęść — susza, głód, bunty, wojna, a potem zaraza. „Choroba szkaradnych obliczy” jest brutalna i nieubłagana.
Równolegle coraz mocniej wybrzmiewa konflikt z Niebianami i samą ideą „boskiego porządku”. Xie Lian próbuje pomagać tak, jak rozumie pomoc, bez selekcji na lepszych i gorszych i za każdym razem obrywa nie tylko on, ale i cały kraj, jakby wszechświat faktycznie trzymał się żelaznej zasady równości, o tym, że nie da się komuś czegoś dać, nie zabierając czegoś komuś innemu.
Do tego dochodzą nowe postacie i tajemnicza figura w bieli z propozycją zemsty. Kuszącą, prostą, emocjonalnie zrozumiałą. Oko za oko. Krew za krew. I nagle pytanie nie brzmi już „czy Xie Lian jest dobry”, tylko „czy dobro zawsze działa tak, jak sobie wyobrażamy”.
Moja opinia i przemyślenia
Ten tom zaskakuje tonem. Najmocniej uderzyła mnie bezkompromisowość, w której autorka nie oszczędza ani bohaterów, ani czytelnika. Sceny potrafią być brutalne, groteskowe, czasem zwyczajnie trudne. Właśnie przez to dramat Xie Liana jest tak wiarygodny — jego idealizm nie jest już ładną cechą charakteru, tylko paliwem, które potrafi spalić człowieka od środka.
Bardzo lubię to, jak mocno wybrzmiewa temat konsekwencji. Xie Lian trafia do Nieba „za dobroć”, ale w Niebie ta dobroć przestaje być mile widziana, bo robi się niewygodna dla systemu. Pomaga każdemu, więc jego świątynia przyciąga ludzi z bardzo różnymi prośbami, a przy okazji zabiera zasługi innym Niebianom. Brzmi jak polityka, tylko w niebiańskim wydaniu. Zagrywka jest świetna, bo pod warstwą fantasy dostajemy pytania zupełnie przyziemne, choćby o to jaka ma być władza, jaki ma być autorytet, czy „porządek” zawsze znaczy „sprawiedliwie”.
W drugiej części, gdy wracamy do współczesności, klimat łagodnieje. Humor i codzienne drobiazgi działają jak oddech po ciężkich fragmentach retrospekcji. Pojawiają się znajome twarze, wątki zaczynają się splatać, a relacje przynoszą ciepło, które nie jest cukierkowe — raczej takie potrzebne, żeby w ogóle dało się unieść ciężar tego, co było wcześniej.
Nie mogę też pominąć Hua Chenga. Jego obecność jest konsekwentna i wyrazista, a oddanie wypada bardzo naturalnie. Widać je w drobnych gestach i staraniach. Relacja między bohaterami dostaje tu nowe odcienie i robi się jeszcze bardziej magnetyczna.
Podsumowanie
Tom trzeci jest najmroczniejszy z dotychczasowych, ale też najbardziej emocjonalny. Wciąga w tragedię, potem daje chwilę ulgi, a na koniec zostawia z pytaniami, od których trudno uciec. Najważniejsze z nich brzmi: czy dobro zawsze jest dobrem, jeśli jego skutki rozlewają się dalej, niż sięga intencja. Ten tom zostaje w pamięci na długo — właśnie dlatego, że nie daje prostych odpowiedzi, a Xie Lian, mimo całego bólu, nadal pozostaje kimś, komu chce się kibicować.
Błogosławieństwo Niebios 2
Na szczęście wydawnictwo Czarna Owca nie kazało czekać czytelnikom zbyt długo. Drugi tom „Błogosławieństwa niebios” to powrót do świata duchów, demonów i bogów, który fascynuje, wciąga i potrafi wywołać gęsią skórkę. Mo Xiang Tong Xiu nie zwalnia tempa – fabuła staje się jeszcze bardziej dynamiczna, a bohaterowie dostają przestrzeń, by pokazać się z nowych, nieoczywistych stron.
O czym jest książka
Historia zaczyna się od odkrycia, że czarujący San Lang to tak naprawdę Hua Cheng – jeden z Czterech Wielkich Gróz i legendarny demon, budzący lęk wśród bogów i ludzi. Wraz z Xie Lianem trafiamy do Miasta Duchów, miejsca mrocznego, ale i pełnego barw, w którym rozrywka przeplata się z grozą, a na każdym kroku czai się intryga. To właśnie tutaj Xie Lian staje twarzą w twarz z własną przeszłością i starymi winami, których cień ciągnie się za nim od wieków. Pomiędzy opowieściami o upadłym królestwie, duchach szukających ukojenia i bezwzględnych rozgrywkach w Domu Gry rodzi się coś jeszcze – delikatne, ale coraz wyraźniejsze zaufanie pomiędzy bohaterami.
Moja opinia i przemyślenia
Drugi tom podobał mi się jeszcze bardziej niż pierwszy. Styl jest tutaj jakby pewniejszy, dialogi mają więcej lekkości, a retrospekcje nie spowalniają akcji, tylko dodają jej głębi. Sceny w Mieście Duchów były w moim odczuciu najmocniejszym punktem – pełne napięcia, ironii, ale i symboliki. Xie Lian został ukazany jako bohater tragiczny, noszący na barkach ogromny ciężar, a jednocześnie nadal zdolny do empatii i troski o innych. Hua Cheng natomiast fascynuje swoją lojalnością i oddaniem. Jego uczucia do Xie Liana są czyste i szczere, a jednocześnie podszyte tajemnicą. Relacja tej dwójki wypada niezwykle naturalnie: subtelne gesty, niedopowiedzenia, napięcie w rozmowach. To zdecydowanie element, dla którego chce się czytać dalej.
Podsumowanie
„Błogosławieństwo niebios 2” to tom, który rozwija świat i bohaterów, a jednocześnie sprawia, że trudno oderwać się od lektury. Pełen emocji, humoru, akcji i refleksji nad odpowiedzialnością, wolnością i poświęceniem. Dla mnie to przykład, jak kontynuacja potrafi przewyższyć pierwszy tom i zostawić czytelnika z ogromną potrzebą sięgnięcia po kolejną część. Jeśli lubicie historie, które łączą epicką opowieść z intymnym portretem bohaterów, ta seria jest strzałem w dziesiątkę.
Błogosławieństwo Niebios
Czasem trafia się książka, na którą się czeka latami. Dla wielu fanów chińskiego fantasy, „Błogosławieństwo niebios” było właśnie takim tytułem. Kiedy wreszcie pojawiło się polskie wydanie – i to tłumaczone bezpośrednio z języka oryginału! – emocje sięgnęły zenitu. Czy było warto czekać? Oj, było. Jednak zanim wzniesiemy się z bohaterami ku niebiosom (a potem z impetem z nich spadniemy), zapraszam Cię do świata pełnego magii, tajemnic i... rewelacyjnej chemii między postaciami.
O czym jest książka?
Głównym bohaterem jest Xie Lian, książę królestwa Xianle, który wniebowstępuje nie raz, nie dwa, ale... trzy razy. I tak samo często z niebios spada. To już samo w sobie zapowiada niezły chaos. Gdy po ośmiuset latach tułaczki pojawia się ponownie wśród bogów, jego obecność – delikatnie mówiąc – nie spotyka się z entuzjazmem.
Wkrótce trafia na ziemię, gdzie podczas Święta Duchów poznaje tajemniczego Sanlanga – pewnego siebie, nieco zuchwałego chłopaka, którego tożsamość owiana jest mgłą sekretów. Ich wspólna podróż obfituje w zagadki, paranormalne zjawiska i dziwne zbiegów okoliczności, które sugerują, że nic – i nikt – nie jest tym, czym się wydaje. To opowieść pełna duchów, demonów, bogów i... ciepła.
Moja opinia i przemyślenia
To książka, która wciąga jak wir. Jest lekka w formie, ale bogata w treści, które odkrywa się powoli – jak warstwy cebuli (albo masek, które noszą bohaterowie). Na pierwszy rzut oka fabuła może wydawać się prosta, a styl – zbyt potoczny. Jednak kiedy wiesz, że historia ma swoje korzenie na chińskim odpowiedniku Wattpada, wszystko zaczyna mieć sens. To nie ma być wysoka literatura – to ma być dobra zabawa. I tak właśnie jest.
Ogromnym plusem jest tłumaczenie bezpośrednio z języka chińskiego. Tak, bywa czasem surowe, nieco zbyt proste w brzmieniu – ale jest bliższe oryginałowi. A ja to bardzo doceniam. Czuć, że tekst nie został wygładzony pod gust zachodniego czytelnika. To uczciwe, momentami dziwaczne – ale przez to autentyczne.
Jeśli chodzi o wydanie – ilustracje wewnątrz książki to perełki. Motyle, rysunki postaci, ładne wklejki – aż chce się przystanąć i po prostu popatrzeć. Oczywiście nie mogło zabraknąć również barwionych brzegów.
Postacie? Cudowne. Xie Lian, skrywający swoje traumy za uśmiechem i niegroźnym szaleństwem. Sanlang – tajemniczy, przebiegły, a przy tym pełen nieoczywistej troski. Chemia między nimi? Czuć ją już teraz, choć romantyczny wątek dopiero majaczy gdzieś na horyzoncie.
Podsumowanie
„Błogosławieństwo niebios” to książka specyficzna – nie każdemu przypadnie do gustu. Jednak jeśli masz ochotę na coś innego, świeżego, z nutą absurdu, magii i emocji – daj jej szansę. To idealna lektura na wieczory, kiedy nie chcesz niczego zbyt ciężkiego, ale też nie masz ochoty czytać byle czego. Dla fanów xianxia – obowiązkowo. Dla wszystkich innych – być może zaskoczenie sezonu.
A ja? Czekam na kontynuację. Bo drugi tom tej historii zapowiada się jeszcze lepiej.
Błogosławieństwo Niebios
Książę Xianle, Xie Lian, wniebowstąpił dwa razy. Dwukrotnie też został z Niebios wyrzucony. Kiedy więc po ośmiuset latach włóczęgi po świecie śmiertelnych pojawia się wśród bogów po raz trzeci, nie obywa się bez chaosu, hałasu i zniszczeń.
"Fałszywy pocałunek" Mary E. Pearson
Wydawnictwo Initium zapowiada kolejną serię fantasy − Kroniki Ocalałych autorstwa Mary E. Pearson. Pierwsza powieść z cyklu − Fałszywy pocałunek − ukaże się w Polsce już 2 sierpnia.
Niewątpliwie warto było czekać. Tutaj nie ma miejsca na nudę, a historia od początku kryje szereg niedopowiedzeń. Ciekawość czytelnika wzrasta, wyobraźnia pracuje, gdy wkracza w świat zupełnie inny niż te, które znamy już z powieści tego gatunku. Autorka odbiega od schematów, w jej przestrzeni poruszamy się wśród Cyganów, indiańskich zwyczajów – i nie tylko.
