Rezultaty wyszukiwania dla: X Men

wtorek, 26 kwiecień 2016 18:30

Sinister II

Przyznam szczerze, że boję się horrorów. Przeraża mnie nie tyle lejąca się na ekranie krew, ile stopień deprawacji złem bohaterów i usilne starania twórców, by to zdeprawowanie pokazać. A jaki jest najlepszy na to przepis? Odpowiedź jest prosta. Zestawienie tego co początkowo niewinne z tym co zepsute i złe do szpiku kości.  Chyba to boli mnie w takich historiach najbardziej i dlatego finał seansu zawsze pozostawia mnie z uczuciem smutku i dziwnego niedosytu.
Nie znaczy to jednak, że nie lubię się czasem pobać, potrzebuję tej adrenaliny, jak każdy widz. Tym razem uznałam, że Sinister II dobrze się do tego nadaje.

Trochę gamoniowaty, ale sympatyczny zastępca szeryfa na własną rękę kontynuuje śledztwo związane ze śmiercią przyjaciela i podróżuje śladem niewytłumaczonych, krwawych zbrodni, do których dochodzi w różnych częściach kraju. Nie do końca świadomy, z czym tak naprawdę ma do czynienia, natrafia na kolejny zarażony złem dom. Ku swemu przerażeniu orientuje się, że już ktoś w nim mieszka.
Courtney z synami Dylanem i Zacharym ukrywa się w domu przyjaciółki przed agresywnym mężem. Budynek sprawia dość ponure wrażenie, ale kobieta pociesza się, że to tylko przejściowa sytuacja. Skupiona na adaptacji w nowym miejscu, nie dostrzega, że z jej synami dzieje się coś bardzo niedobrego. Demon Bhugul znowu poszukuje młodych rekrutów do swojej szatańskiej trzódki.

Sequele dobrych filmów zawsze mają trudno, głównie dlatego, że ciężko sprostać wymaganiom obdarzonych uwielbieniem części pierwszych. Zawsze ktoś doszuka się niedociągnięć lub braków. Według mnie, dobrym pomysłem było uczynienie z zastępcy szeryfa głównego bohatera. Fakt, jest gamoniowaty i niewiele może zrobić, ale wydaje się to całkiem logiczne, zważywszy na fakt, że w starciu z nadnaturalnym żywiołem nie pomoże tak naprawdę nic. Człowiek jest zwyczajnie bezradny i jedyne co może zrobić, to podskakiwać na dźwięk nagle włączających się urządzeń, a w biały dzień sięgnąć po kanister z benzyną. I taki właśnie jest nasz bohater.

Tym, co przeraża w tym filmie najmocniej, są tak naprawdę dwaj bracia (będący braćmi także w realnym życiu). Spokojny, targany sennymi koszmarami Dylan oraz nieco nadpobudliwy i wyraźnie zazdrosny o brata Zach. Jeden z nich stanie się wybrańcem demonicznej grupy dzieci i zostanie przez nich zwerbowany w dość nieoczekiwany sposób. W pewnym momencie idzie się już co prawda tego domyślić, ale i tak jest to dość przyjemny moment, kiedy można sobie powiedzieć: "Tak, tego się spodziewałam".

Przedstawiony w ciemnych i burych barwach klimat tej historii stopniowo prowadzi widza do krwawego finału, a mąż -  tyran domowy dopełnia całości.
Sinister II nie straszy i nie przeraża tak mocno, jak jego wielki poprzednik. Jednak, gdy popatrzeć na niego jako na oddzielną historię, można śmiało powiedzieć, że spełnia on się całkiem dobrze jako niedzielny straszak, gdy chce się zapomnieć o codziennych problemach i kłopotach.
Jeśli zatem ktoś szuka dla siebie takiej właśnie historii,  krwawej z żądnym dusz dzieci demonem w roli głównej to Sinister II dobrze się w tej roli spełni.

Dział: Filmy
wtorek, 26 kwiecień 2016 18:25

Planeta bazgrołów

W dziedzinie kolorowanek daje się ostatnio zauważyć pewna tendencja. Im większy jest na nie popyt, tym bardziej specjalizują się one tematycznie, ale w sumie nic w tym dziwnego. Gdyby kolorowanki były zwykłe, ich przeciętny amator szybko by się nimi znudził. Jak w każdym biznesie, trzeba szukać takich tematów, które podtrzymywałyby zaciekawienie odbiorcy, aby wciąż chciał po kolorowanki sięgać. Dlatego pójście w kierunku pozornie nieuporządkowanych bazgrołów uważam za bardzo dobry pomysł.

Planeta bazgrołów jest swoistą kontynuacją Inwazji bazgrołów. Jak sama nazwa mówi, świat został opanowany przez rozmaite stworki, które licznie i szturmem obsiadły strony tej książki. Na pierwszy rzut oka trudno się w tym dopatrzeć jakiegokolwiek ładu. Rysunki, wyglądające jak szalone zlepki przeróżnych elementów, bardziej przypominają chaotyczną gmatwaninę niż jeden uporządkowany obraz. Kiedy się jednak przyjrzeć temu dokładniej, da się wyróżnić wiele małych stworków, stworzeń i cosiów, które złożyły się na jeden kolaż.

Bardzo często wielki chaos jest tylko pozorny i potrzebny jest tylko ktoś, kto poszuka w nim zasady, porządku, klucza, według którego został on stworzony. Planeta bazgrołów skierowana jest właśnie do takich odbiorców. Przy odrobinie cierpliwości i skupienia z tej plątaniny może wyłonić się coś naprawdę fajnego, co zachwyci kolorem i drobiazgowością. Tak naprawdę bowiem efekt widać dopiero po dobraniu kolorów.

Dlatego, jeśli ktoś nastawia się na szybki koniec tej zabawy, to lepiej się w ogóle za nią nie zabierać. To trochę tak, jak z licznymi puzzlami. Jeszcze dobrze człowiek wszystkich nie odwróci na właściwą stronę, a już mu się odechciewa układania. Plansze z Planety bazgrołów są dla tych, co lubią komplikacje, mają dużo czasu i potrafią, co dziś wbrew pozorom nie jest łatwe, przez dłuższy czas skupić się na jednej czynności. Ponieważ elementy są ciasno ułożone i niekiedy bardzo małe, do kolorowania polecam cienkopisy lub cienko zaostrzone kredki. Pozwoli to uniknąć zlewania się ze sobą poszczególnych elementów.

Kogo zachęcam do przygody z bazgrołami? Jak już wcześniej wspomniałam cierpliwych, ale nie tylko. Książka może być świetnym treningiem uwagi i koncentracji dla tych, którzy mają z tym kłopot. Dziś w dobie szybkich kopii i xero nie ma z tym problemu. Można dany rysunek podzielić na mniejsze elementy i dać dziecku do pokolorowania, a w miarę możliwości dokładać kolejne kawałki. Sama ciekawość, co wyjdzie po ich złożeniu, będzie najlepszym motywatorem do pracy.
Plansze są grube, więc nadają się na przykład do oprawienia czy naklejenia na twardszy karton. Przyjemnie sobie coś takiego powiesić i popatrzeć od czasu do czasu.

Planeta bazgrołów to naprawdę pomysłowa i wartościowa pozycja wśród kolorowanek. Starsi się przy niej odstresują, młodsi mogą zacząć przygodę z dobieraniem barw. Nic tak nie rozwija wyobraźni jak kolorowanie. Całym sercem jestem za. Żadna gra na komputerze czy smartfonie, nie da takich efektów jak ręczne pokolorowanie dowolnego rysunku.
Polecam! Coś wspaniałego!

Dział: Książki
wtorek, 26 kwiecień 2016 14:40

Tajemnicze Podziemia

"Tajemnicze podziemia” to kolejna gra wydawnictwa Trefl z serii „Dr Knizia poleca”. Tym razem odwiedzamy fantastyczne, pełne potworów i skarbów, podziemia. 

Wiek: 6 +

Czas gry: ok. 20 minut

Liczba graczy: 1-5 osób

Cel i fabuła gry

Dzielni bohaterowie zawędrowali do groźnych podziemi by odnaleźć skarby. Na ich drodze czycha jednak również wiele niebezpieczeństw. Celem gry jest zbudowanie swojego własnego labiryntu w taki sposób by zdobyć jak największą ilość skarbów jednocześnie omijając stojące na drodze potwory.

Strona wizualna

Pod względem graficznym gra wygląda dobrze, ale nie wyróżnia się niczym szczególnym. Instrukcja została napisana w prosty i przystępny sposób, większość rzeczy została w niej zwizualizowana. Nie spodobało mi się natomiast łączenie wyciskanych żetonów. Naprawdę trudno wyjąć je z ramek jednocześnie w żaden sposób ich nie uszkadzając. Nie ma szans, żeby przynajmniej odrobinę nie zerwała się z nich wierzchnia warstwa papieru.

taj1

Przygotowanie gry

Gracze otrzymują plansze podziemi, które kładą wejściem w swoim kierunku. Znaczniki punktów kładziemy na środku stołu. Każdy uczestnik otrzymuje 20 płytek podziemi w wybranym wcześniej kolorze i rozkłada je przed sobą tak, żeby w łatwy sposób można było wybierać konkretne obrazki. Najmłodszy z graczy kładzie je jednak w stosiku zakrytym, by później móc je po kolei losować.

taj2

Przebieg rozgrywki

Najmłodszy gracz podnosi płytkę z wierzchu swojego stosu i pokazuje ją innym graczom. Wszyscy wybierają takie same płytki i umieszczają je w dowolnym miejscu na swojej planszy. Czynność ta powtarzana jest do momentu zapełnienia wszystkich kwadratów (w sumie 16 razy). Drugi wariant gry jest nieco trudniejszy gdyż płytki zamiast na dowolnym miejscu układa się tak by do siebie przylegały (zaczynając od wejścia do podziemi).

taj5

Wrażenia

Gra jest bardzo fajna i łatwa, w sam raz dla dziecka w wieku 6-7 lat. Tak naprawdę jednak to nic oryginalnego czy wyszukanego. Szatą graficzną również niespecjalnie zachwyca. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę jej niezbyt wygórowaną cenę i zamiłowanie dzieci do pokonywania labiryntów, to muszę przyznać, że warto w nią zainwestować.

taj3

Podsumowanie

„Tajemnicze podziemia” to prosta, przyjemna i szybka gra, która nie wymaga zbyt dużej ilości miejsca (ani do rozłożenia, ani do przechowywania). Myślę jednak, że starszych graczy szybko znudzi, nawet jeżeli będą korzystali z różnych wariantów rozgrywki. Dla dzieci chodzących do szkoły podstawowej gra będzie jednak idealna i takim maluchom mogę ją z czystym sumieniem polecić.

taj4

 

 

Dział: Gry bez prądu
sobota, 23 kwiecień 2016 14:24

Korytarzem w mrok

Nastoletniej Kit nie bardzo podoba się perspektywa pobytu w szkole z internatem. Gdyby jeszcze przyjęto tam jej koleżankę Tracy, to może, może, ale tak? Najchętniej Kit zawróciłaby w połowie drogi i wróciła do domu. No bo co ona będzie robić w szkole na odludziu, z dala od mamy i przyjaciółki?

Lois Duncan wydawała mi się autorką mało znaną, dopóki nie przeczytałam, że należący już dziś do klasyki film I know what you did last summer powstał właśnie na podstawie jej książki. Wydało mi się to wystarczająco dobrą rekomendacją, by zapoznać się z powieścią Korytarzem w mrok.

Zupełnie niespodziewanie, ku radości mamy i ojczyma, Kit dostaje się do nowej szkoły. Jest to o tyle dobra wiadomość, że mama dziewczyny niedawno wyszła za mąż i trochę kłopotliwe byłoby zabieranie nastoletniej córki w podróż poślubną. Kit nie tryska entuzjazmem, ale co ma robić. Pociesza się, że jakoś to będzie, w końcu żyje w erze Internetu i telefonów.

Pierwsze wrażenie jest jednak niepokojące, choć  nikt w wyjątkiem Kit  nie widzi niczego złego. Szkoła Blackwood  znajduje się w starym, wiktoriańskim domu na odludziu. Budynek jest pełen antyków, ciemnych korytarzy i dziwnych, niepokojących odgłosów. Ledwo działa tu elektryczność, ale telefony i Internet już nie. Ku ogromnemu zdziwieniu Kit na pierwszy semestr zostają przyjęte tylko cztery uczennice, a nauczycieli jest tylko troje.
Choć Kit bardzo stara się przystosować, nie może oprzeć się wrażeniu, że z tym miejscem jest coś nie tak. Kiedy Kit i jej nowe koleżanki zaczynają się zmieniać w niepokojący sposób, a tajemnice mnożą się z dnia na dzień, sprawy przybierają naprawdę poważny bieg. Czyżby jakieś groźne siły zapanowały nad Blackwood? Uparta Kit postanawia odkryć przeszłość tego miejsca. Jakie tajemnice kryje stary dom i co wydarzyło się tu przed wieloma laty? Dlaczego zdolna przyjaciółka Kit nie została tu przyjęta, a przeciętna w sumie Kit, tak?

Zaskoczeniem był dla mnie fakt, że oryginalnie powieść ma już ponad 40 lat! Oczywiście w latach 70. nikomu jeszcze nie śniło się o Internecie i telefonach komórkowych, ale w 2011 roku ukazało się wznowienie, w którym, tak podejrzewam, autorka dokonała pewnych uaktualnień, jeśli chodzi o świat przedstawiony tej opowieści.
Myślę, że powieść, w sumie dość niewielka objętościowo, bardzo przypadnie do gustu nastoletnim miłośniczkom ghost story. Bliska będzie im bohaterka w ich wieku oraz targające nią rozterki. Budzący dreszcze klimat Blackwood zachęci do odkrywania tajemnic domu, a tajemnice madame Duret tylko podgrzeją atmosferę.
Starszy czytelnik zapewne szybciej domyśli się, co tu jest grane, ale i tak nie psuje to przyjemności czytania. Autorka bardzo dokładnie zbudowała atmosferę Blackwood, nawiązując do klasycznych powieści gotyckich, a postać Kit idealnie oddaje poczucie uwięzienia i bezradności wobec sił, z którymi trudno jest walczyć z racji ich nienamacalności.

Korytarzem w mrok to dobra powieść na jeden wieczór. Młodszych czytelników z pewnością zachęci do sięgnięcia po inne tego typu historie, a u starszych wzbudzi uśmiech na twarzy, bo dobrze czasem przeczytać coś prostego, krótkiego i z klimatem.

Dział: Książki
piątek, 22 kwiecień 2016 00:32

Wystartował preorder "Fobos"!

Odmów... – szepcze mi do ucha cichy głos. – Wiesz, że nie nadajesz się do tej misji z tym, co masz do ukrycia. Wiesz, że jeśli polecisz, będziesz cierpiała tak, jak jeszcze nikt dotąd nie cierpiał. Odmów w tej chwili... Premiera powieści już 1 czerwca!

Dział: Książki
czwartek, 21 kwiecień 2016 01:17

Fragment: "Inwazja na Tearling"

Rozdział 1

Hall

Było niemal pewne, że druga inwazja Mort będzie wyglądała jak rzeźnia. Po jednej stronie stała pierwszorzędna armia mortmesneńska uzbrojona w najlepszą broń, jaką widział Nowy Świat, dowodzona przez człowieka, który nie zawaha się przed niczym. Po drugiej stro- nie stała armia tearlińska: czterokrotnie mniejsza, uzbrojona w tanie żelazo, które nie wytrzymałoby uderzenia solidnej stali. Szanse Tear- lingu nie były niewielkie. Były katastrofalnie małe. Nikt nie widział możliwości ucieczki przed tragedią.

Dział: Książki
środa, 20 kwiecień 2016 18:23

Pani Noc

Wydawało mi się, że szósty tom Darów Anioła to wszystko, co na temat świata Nocnych Łowców miała do powiedzenia Cassandra Clare. Historia zakończyła się dobrze, jako czytelnik byłam usatysfakcjonowana i w sumie nie poświęciłam poznanym w finale ostatniej części młodym Blackthorne'om zbyt wiele uwagi. Uznałam ich za dzieci, które - jak wiele ofiar tamtej wojny - znalazły się w ciężkiej sytuacji, tracąc rodziców. Tymczasem wydaną ostatnio powieścią Pani Noc autorka pokazuje, że ostatnie słowo jeszcze nie padło. I to dobrze, naprawdę bardzo dobrze.

Od czasu, gdy zakończyła się Wielka Wojna, minęło pięć lat. Pamięć o poległych jest nadal żywa, wielcy bohaterowie czyli Clary, Jace i spółka na stałe już weszli do panteonu zasłużonych, surowe warunki Zimnego Pokoju utrzymują wszystkie rasy w ryzach, a tymczasem w dorosłość wchodzi nowe pokolenie Nocnych Łowców. To młodzi Blackthorne'owie, którzy w minionej wojnie stracili rodziców.

Los Angeles. Głową tutejszego Instytutu oficjalnie jest Arthur Blackthorne, książkowy mól, którego dawna styczność z faerie, pozbawiła zdrowego spojrzenia na rzeczywistość. Nieoficjalnie opiekę nad młodszym rodzeństwem i wszystkim, co związane z prowadzeniem Instytutu, sprawuje niespełna 18-letni Julian Blackthorne. To na niego spadły te wszystkie obowiązki i trzeba mu oddać sprawiedliwość, wypełnia je z godną podziwu cierpliwością i spokojem.
Tymczasem parabatai Juliana, Emma Carstairs, nie chce przyjąć do wiadomości faktu, że za śmiercią jej rodziców miałby stać Sebastian Morgenstern. Okoliczności ich śmierci nie dają jej spokoju, dlatego myślenie o tym i szukanie jakichkolwiek poszlak stało się dla dziewczyny swoistą obsesją, z której nie chce zrezygnować. Niespodziewanie z młodymi bohaterami kontaktują się faerie, które przed pięciu laty uprowadziły Marka Blackthorne'a. W zamian za odszukanie grasującego po L.A. zabójcy Podziemnych, proponują, że zwrócą Marka rodzinie, o ile rzecz jasna, sam będzie chciał z nimi zostać.

Tak rozpoczyna się śledztwo, które nie tylko może doprowadzić Emmę do prawdy na temat zabójstwa jej rodziców, na nowo połączyć rozbitą rodzinę, ale też odsłonić nowe fakty z zamierzchłej przeszłości Blackthorne'ów. Jak to będzie? Uwierzcie na słowo, bardzo fajnie.

Po pierwsze, mamy bardzo sympatycznie przedstawionych młodych bohaterów, którzy w niedalekiej przyszłości mają szansę stać się cennymi dla Clave wojownikami. Rodzeństwo Blackthorne jest jak każda duża rodzina, różnorodne, ale i bardzo ze sobą zżyte. Przyjemnie obserwuje się ich poczynania i wzajemne relacje. Marnotrawny brat Mark, który, przez bytność wśród faerie, zapomniał, jak wygląda ludzkie życie, czyni ten obraz ciekawszym, czasem bardziej zabawnym, czasem nieco smutnym.
Po drugie, para głównych bohaterów, których często porównuje się do Cary i Jace'a, czyli Emma i Julian. Czy bardzo ich przypominają, nie będę się tutaj nad tym rozwodzić, bo uważam, że każdy powinien wyrobić sobie własne zdanie. Wiadomo jednak, że powieści C. Clare nie mogłyby się obyć bez dramatycznego wątku miłosnego, a duet Emma/Julian z pewnością go nam tutaj zapewni. Oczywiście, żeby nie było za łatwo, jest to miłość, która, nim będzie miała szansę zaistnieć, będzie musiała pokonać wiele przeszkód, ale czymże byłaby miłość, gdyby była lekka i przyjemna?
Po trzecie, wątek związany z intrygą napędzającą całą fabułę. Jasne, że o taką, jak ta związana z Sebastianem Morgensternem, byłoby trudno po raz drugi. Dlatego, na początek autorka tworzy coś, może na trochę mniejszą skalę, ale z szansą na rozwój w coś poważniejszego. Wiadomo, że praktyki związane z czarną magią mogą wstrząsnąć w posadach światem Nocnych Łowców, że od jednej rzeczy może się zacząć, a potem nagle powstanie lawina. Dlatego, choć prawdopodobnie, druga Wielka Wojna nas nie czeka, to może być całkiem ciekawie.

Czy tytułowa Pani Noc to tylko postać z książeczek dla dzieci? Czym właściwie jest więź łącząca parabatai? Jak kochają faerie? I dlaczego wampiry nie powinny prowadzić pizzerii? Na te i masę innych pytań, w tonie poważnym, zabawnym, czasem łzawym, daje odpowiedzi najnowsza powieść Cassandry Clare, zatytułowana Pani Noc.

Dodatkowo na deser dostajemy całą garść szczegółów na temat obecnego życia Clary, Jace'a, Simona, Isabelle, Tessy, Jema i całej reszty. Finał książki wieńczy zaś nowe opowiadanie ze świata Nocnych Łowców. Myślę, że fani książek z serii Dary Anioła czy Diabelskie Machiny powinni być zadowoleni, bo ja jestem. Książkę przeczytałam w dwa popołudnia, była dla mnie odskocznią na nudnym, długim dyżurze i ani się obejrzałam, a dyżur dobiegł końca, a powieść otworzyła się na ostatnim rozdziale.

Zapowiada się, że ma to być trylogia i muszę przyznać, że zaczyna się obiecująco, być może dlatego, że bohaterów tych książek nie da się nie polubić, a przecież nic przyjemniejszego czytać, o kimś, kogo się lubi. Prawda? Nawet, jeśli momentami jest trochę cukierkowo, to mnie to wcale nie przeszkadzało. To był bardzo miły powrót do świata Nefilim i z przyjemnością do niego zajrzę, gdy pojawi się kontynuacja.

 

Dział: Książki
wtorek, 19 kwiecień 2016 07:35

"Domek" - nowa gra wydawnictwa Rebel

20 maja swoją premierę będzie miała nowa gra wydawnictwa Rebel - "Domek", w której gracze mają okazję zaprojektować i wykończyć własny dom. Informacje poniżej.

Dział: Bez prądu

Stacja Starz właśnie przygotowuje adaptację jednej z powieści Neila Gaimana. Chodzi oczywiście o "American Gods" Bryana Fullera, która wprowadza nas w świat starych i nowych bogów, poszukiwanych przez grających główne role Ricky'ego Whittle i Iana McShane'a.

Dział: Seriale
niedziela, 17 kwiecień 2016 19:06

Objawienie

Nowojorski policjant Scott Galban bada sprawę związaną z zabójstwem jego wieloletniego partnera. Szybko okazuje się, że nieżyjący policjant miał niemało za uszami i dalsze grzebanie w jego życiorysie może przynieść więcej szkody niż pożytku.  Galban nie potrafi jednak odpuścić i szuka, choć pole manewru ma ograniczone, głównie ze względu na to, że ewentualni świadkowie to Meksykanie, a ci, kierowani szeroko pojętą lojalnością, nie chcą z nim rozmawiać. To jeden wątek.

Równolegle śledzimy losy młodej kobiety, Isabel, która na pozór niczym się nie wyróżnia. To skromna przedszkolanka, żona żołnierza stacjonującego w Iraku, prywatnie kobieta bardzo pobożna. Jedyne co mogłoby ją wyróżniać to właśnie ta pobożność, która być może bierze się z faktu, że Isabel widuje postaci nie z tej ziemi. Kim są? Tego nie wie dokładnie nawet ona sama. Co wspólnego mają ze sobą te dwa wątki? Niestety, przez bardzo długi czas nie dowiemy się tego.

Film zaczyna się dość niewinnie. Isabel razem ze szwagrem i przyszłą bratową bawi się w dyskotece. Zmęczona, postanawia wrócić do domu metrem. Szwagier odprowadza ją do przystanku, a Isabel, po dłuższej chwili i spotkaniu z mężczyzną widocznym tylko dla jej oczu, wraca do domu. Co prawda wcześniej łamie obcas w bucie, ale przecież to się czasem zdarza, prawda?

Fabuła rozwija się bardzo powoli, a poszczególne elementy stopniowo składają się na większą całość. Wbrew temu, co sugeruje opis na okładce filmu, do spotkania dwójki głównych bohaterów dochodzi bardzo późno, co nawet jest ciekawsze, bo pozostawia miejsce na spekulacje.  Historia się kończy, ale życie toczy się dalej i tego, co może się jeszcze wydarzyć, widz sam musi się domyślić.
Szary i smutny wygląd dzielnicy, w której mieszka i pracuje Isabel, dopełnia całości, a wątek małej, prawdopodobnie maltretowanej w domu dziewczynki, uczennicy głównej bohaterki, pozwala zbudować klimat beznadziei i przygnębienia.

Bardzo szybko okazuje się, że ciężar całej historii spoczął tutaj na Isabel, bo detektywa Galbana niestety mamy jak na lekarstwo. To Isabel i jej przeżycia, a jak się potem okaże traumatyczne wspomnienia z wczesnej młodości, są kanwą całej historii. Zaś działania policjanta to tylko tło dla przeżyć bohaterki. Dlatego, jeśli ktoś nastawi się na thriller z Keanu Reevesem w roli głównej trochę się zawiedzie, bo jest to raczej drugo- niż pierwszoplanowa rola. Łudzący jest także opis sugerujący sferę pozazmysłową, która się co prawda pojawia, ale nie jest to wątek główny. Dowiedziałam się, że po zakupie praw do produkcji, firma Lionsgate Premiere, nie biorąc pod uwagę protestów scenarzysty, przemianowała film na thriller policyjny, choć pierwotnie miał się on skupiać na przemocy wobec kobiet i dzieci. I chyba to najmocniej zaszkodziło tej historii. Jeśli bowiem będziemy oglądać film z nastawieniem na kino policyjne i Keanu Reevesa, to faktycznie będziemy zawiedzeni. Jeśli jednak skupimy się na wątku związanym z przemocą domową wobec dzieci oraz kobiet, to cała historia nabiera zupełnie innego wydźwięku i nie jest taka zła. Smutna i przygnębiająca tak, ale nie zła.
Skupiając się na przeżyciach Isabel, próbującej pomóc małej Elisie, stopniowo towarzyszymy jej w odkrywaniu strasznej prawdy, w świetle której początkowe wydarzenia nabierają zupełnie nowego sensu. To dlatego jestem zadowolona z seansu i mogę polecić film widzom, szukającym dla siebie życiowej historii, która daje do myślenia i nie daje o sobie tak szybko zapomnieć.

Dział: Filmy