Rezultaty wyszukiwania dla: Ram V
Tajemnice Fleat House
Tam, gdzie przeszłość splata się z teraźniejszością, a ściany skrywają mroczne tajemnice, nie ma miejsca na całkowity spokój. Możemy chodzić korytarzami, śmiać się i robić wszystko, by zapomnieć, a jednak nadejdzie czas, gdy prawda ujrzy światło dzienne. Tylko, co zrobić, gdy będą przez to cierpieć niewinni?
Zarys fabuły
W jednej z prestiżowych prywatnych londyńskich szkół dochodzi do morderstwa. Ginie uczeń, pochodził z bogatej rodziny, szczycącej się tradycjami, ale nie był on zbytnio lubiany. Lubił znęcać się nad słabszymi i za nic miał jakiekolwiek granice. Tylko czy to powód, by go zabić? Sprawę prowadzi detektyw Jazz Hunter, która sama zmaga się z osobistymi problemami. Stara się jednak myśleć tylko o śledztwie, co nie jest takie trudne, bo szybko dochodzi do kolejnego morderstwa, a co gorsza, ze szkoły znika inny uczeń. Jakie tajemnice skrywają mury Fleat House?
O twórczości Lucindy Riley słyszał chyba każdy. Osobiście co chwilę natykam się na jej cykl Siedem sióstr, ale dopiero Tajemnice Fleat House sprawiły, że sięgnęłam po książkę jej autorstwa. Czy było warto dać szansę temu kryminałowi?
Moje wrażenia
Nie da się ukryć, że Lucinda Riley potrafiła zbudować w Tajemnice Fleat House niesamowity klimat. Trochę jakby gotycki, duszny, tajemniczy i niepokojący. Czytelnik nieświadomie zostaje nim otoczony i daje się pochłonąć kolejnym stronom. Powieść jest pełna tajemnic, co sprawia, że trudno rozgryźć, kim jest morderca. Z żalem przyznaję, że brakowało mi trochę opisów dochodzenia do konkretnych wniosków i odkrytych poszlak. Wyglądało to trochę tak, że na jednej stronie nic nie było, a na drugiej nagle detektywi mieli podejrzanego lub czegoś się dowiedzieli. Jednak pomimo tego powieść jest naprawdę dobrze napisana. Autorka tworzy kilka wątków, które początkowo niczym do siebie nie pasują, ale z czasem widać, jak mocno są ze sobą połączone. Skupia się tutaj na emocjach i relacjach międzyludzkich. Pokazuje, że prawda zawsze wychodzi na jaw, a konsekwencje naszych czynów mogą być straszne.
Słów kilka o bohaterach
Trudno mi tutaj wyróżnić którąś z postaci. Chociaż każda inna, bo dzieli ich niemalże wszystko, od wyglądu zaczynając, przez charakter, aż po maski skrywające ich prawdziwe oblicza. Wszyscy mają swoją przeszłość, są pełni wad oraz zalet. Za każdym razem potrafią zaskoczyć i mocno namieszać. Tak wiele historii, ludzkich błędów, nadziei oraz tragedii. I chociaż jest tego sporo, to łatwo było mi odnaleźć się w tym, kto jest kim.
Na zakończenie
Tajemnice Fleat House nie są idealną powieścią kryminalną, nawet byłabym skłonna stwierdzić, że to nieco mroczniejsza powieść z wątkiem kryminalnym. Bo dochodzenie toczyło się jakby obok, a ja co jakiś czas byłam informowana o jego efektach. A w głównym wątku toczyła się cała reszta, czyli odkrywanie przeszłości, skupianie się na relacjach między bohaterami i emocjach im towarzyszących. Nie twierdzę, że to zła książka, bo mimo wszystko miło spędziłam z nią czas, wciągnęłam się w wir wydarzeń, pochłaniał mnie ten klimat gotyckiego Londynu i byłam ciekawa tego, kto zabijał i jaki miał powód. Uważny czytelnik wyłapie to szybciej, niż zdradzi sama autorka.
Czy polecam Tajemnice Fleat House? Myślę, że każdy fan pióra Lucindy Riley sam prędzej czy później sięgnie po ten tytuł. Fani kryminałów mogą być jednak zawiedzeni brakiem dokładniejszego toku śledztwa. Jednak ci, co skupiają się bardziej na charakterystyce postaci, tym jak napisano powieść oraz zawartych w nich emocjach, nie powinni być rozczarowani. Pod tym względem ta książka jest rewelacyjna.
Zapowiedź: Supersi. Mała gwiazda tuż pod Tsih. Tom 1
Lili, Mat i Benji nie są zwykłymi ludźmi. W dramatycznych okolicznościach tracą rodziców i uciekają na Ziemię ze swojej kosmicznej stacji umieszczonej na orbicie małej planety w gwiazdozbiorze Kasjopei. Ziemianie nie przyjmują uciekinierów z otwartymi ramionami. Rodzeństwo na każdym kroku zderza się z murem obojętności, a nawet wrogości.
Obłęd na krańcu świata. Wyprawa statku Belgica w mrok antarktycznej nocy
„Podróżnicy z Belgiki, uwięzieni na nieuruchomionym statku i zdani na łaskę nacisku lodowych tafli, pośrodku niemal monolitycznej potężnej kry, jednej z milionów dookoła, które razem tworzyły bezkresną białą pustynię otaczającą bezludny kontynent na samym spodzie globu, z każdym dniem tracili resztki nadziei”.
Fantastycznie wbiłam się w książkę, niczym statek penetrujący polarne środowisko, uwięziona zostałam przez kry lodowe w postaci fascynujących zdarzeń i opisów skrajne zimowej pogody. Reportaż zachwycił merytoryczną odsłoną, widać było, jak wiele pracy włożył Julian Sancton w zgromadzenie informacji na temat Belgijskiej Ekspedycji Antarktycznej, żmudną obróbkę materiału i atrakcyjne zaprezentowanie. Ciekawie przedstawił trzyletnie przygotowania do wyjątkowej wyprawy, pomysły, które natchnęły jej inicjatora, trudy pozyskiwania aprobaty, zdobywania środków finansowych, kupna odpowiedniego statku, skompletowania doświadczonej załogi i naukowców zdolnych do prawdziwych poświęceń. Podobało mi się wyczerpujące przybliżenie sylwetek uczestników niezwykłej przygody na mroźnym kontynencie, bogate zaplecze motywów, zachowań i osobowości. To znakomicie wpłynęło na postrzeganie postaci i przekonująco zobrazowało podłoże relacji między nimi.
Wyprawa odbywała się od tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego siódmego do dziewiątego roku, na trójmasztowym żaglowcu Belgika. Zamierzała dotrzeć do niezbadanych dotąd brzegów kontynentu wysuniętego najbardziej na południe globu, jak najdalej zagłębić się w niego, zebrać informacje o florze, faunie i geologii. Chciała zlokalizować biegun magnetyczny. Komendantem wyprawy był trzydziestojednoletni Adrien de Gerlache de Gomer, w wielu aspektach skonfliktowany z załogą i samym sobą. Kapitanem został dwudziestoośmioletni Georges Lecointe, persona wzbudzająca skrajne emocje. Jako chemik i geolog wystąpił Henryk Arctowski, wcześniej niewiele wiedziałam o polskim geografie. Innym polskim akcentem był udział Antoniego Dobrowolskiego w charakterze asystenta meteorologa. Funkcję zoologa objął Emile Racovitz, z sympatią czytałam o pasji zbierania różnorodnych okazów, a przy tym wystawiania innych na cierpliwość wyczekiwania, kiedy skończy przystanek, by móc podążyć za duchem przygody pchającym dalej na południe. Wiele miejsca w książce poświęcono Roaldowi Amundsenowi, człowiekowi o niezwykłym pędzie ku nieznanemu, nieodkrytemu, nienazwanemu, z ambitnym przesłaniem „po raz pierwszy” silnie rozbrzmiewającym w tle. Jednak nikt nie budził takich kontrowersji jak Frederick Cook, pokładowy lekarz, wykazujący się niezwykłą pomysłowością rozwiązywania wszelakich problemów.
A wyzwań na Belgice nie brakowało. Nieustanna walka z surowym przejmującym zimnem, bezwzględnymi szponami zamarzniętego mrozu, wielomiesięczną ciemnością. Oswajanie myśli z ciągnącą się w nieskończoność pokrywą lodową, bezkresnymi polami jałowej bieli. Kolosalna rozpaczliwa próba przetrwania podczas pierwszego zimowania pośród arktycznych lodów, a zatem przesuwanie granic ludzkich możliwości i tworzenie wyjątkowej historii o zdobywaniu jednego z najbardziej niedostępnych miejsc na Ziemi. Jednak to nie tylko walka z zatrważająco wykończającym środowiskiem i pogodą, ale również z nieuniknionymi konfliktami w ramach ludzkich relacji, wyczerpującym społecznym aspektem wyprawy. Na to nakładały się fizyczne i psychiczne stany i procesy, bagaże ciężkich chorób, skrajnego wyczerpania, dojmującego uczucia niepewności, strachu, zagrożenia, izolacji, zamknięcia, samotności, bezsilności, zbliżającej się katastrofy roztrzaskania statku, dokuczliwego głodu i śmierci zaglądającej przez ramię.
Książka bazowała na sugestywnej i barwnej narracji. Płynnie przechodziłam przez styl pisania Juliana Sanctona, wciągnął nie tylko samą przygodą, lecz także umiejętnością snucia opowieści. Kolejny raz okazało się, że to prawdziwe życie napisało najlepszy scenariusz, niemniej jednak sztuką było zajmujące jego przedstawienie na łamach stron. Pomagały liczne cytaty, fragmenty wypowiedzi uczestników ekspedycji, notatek, wspomnień, dzienników, prasowych artykułów. Powstawało wrażenie, że przeniosłam się na statek, kiedyś służył do połowów wielorybów, a później wystawiono go na jeszcze bardziej ekstremalne warunki. Przyświecała mi wyjątkowa misja badawcza i odkryć naukowych, lecz wystawiałam się na obłęd polarnych warunków i krańcowe cierpienie. Autor podsunął czytelnikowi listę tematycznych książek. Uwzględnił indeks ułatwiający wyszukiwanie haseł. Szkoda tylko, że zaprezentowano mało zdjęć. „Obłęd na krańcu świata” to wartościowa publikacja, można się z niej wiele dowiedzieć, a przy tym zatracić w przygodzie pod znakiem dojmującego zimna i oślepiającej bieli, dotrzeć do szaleństwa ludzkiej ciekawości, odkrywania i przetrwania, poczuć długie cienie antarktycznego koszmaru i trwogi.
Konkurs: Dary bogiń. Omens bite
Mercy i Hunter to siostry bliźniaczki, wywodzące się z rodu Goode. Założycielką rodu i miasta w Illinois, była jedna z czarownic z Salem, która zdołała uciec przed egzekucją. Osiadła w miejscu, które Indianie obchodzili szerokim łukiem; wedle ich wierzeń było ono bowiem siedliskiem zła. Zapieczętowała magicznym zaklęciem cztery bramy do czterech mitycznych światów podziemnych i na każdej z bram zasadziła drzewo, które jej strzegło. Przez ponad trzysta lat wiedźmy Goode dbały o dobrostan drzew.
Zapowiedź: Agatha Christie. Herkules Poirot – Morderstwo na polu golfowym
Kolejna niezwykła komiksowa adaptacja powieści Królowej Kryminału – Agaty Christie. Herkules Poirot otrzymuje telegram od milionera Paula Renaulda, który prosi detektywa o przybycie do jego posiadłości we Francji.
Jeszcze w czerwcu World of Warcraft: Dzień smoka
Wyjątkowa opowieść o magii, wojnie i bohaterstwie, oparta na bestsellerowej, wielokrotnie nagradzanej serii gier firmy Blizzard Entertainment.
Dawno temu, w spowitych mgłą niepamięci czasach, Azeroth zamieszkiwały najprzeróżniejsze niezwykłe stworzenia. Tajemnicze elfy i śmiałe krasnoludy współistniały z plemionami ludzi w harmonii, ciesząc się pokojem.
Wizje
Zapowiedź: Dary bogiń. Omens bite. Siostry z Salem. Tom 2
Mercy i Hunter to siostry bliźniaczki, wywodzące się z rodu Goode. Założycielką rodu i miasta w Illinois, była jedna z czarownic z Salem, która zdołała uciec przed egzekucją. Osiadła w miejscu, które Indianie obchodzili szerokim łukiem; wedle ich wierzeń było ono bowiem siedliskiem zła. Zapieczętowała magicznym zaklęciem cztery bramy do czterech mitycznych światów podziemnych i na każdej z bram zasadziła drzewo, które jej strzegło. Przez ponad trzysta lat wiedźmy Goode dbały o dobrostan drzew.
Żeby CIę lepiej widzieć
Konkurs: Extasia
Oto historia dziewczyny, która dołącza do zgromadzenia wiedźm, aby wykorzenić okrutne zło zagrażające jej rodzinnej wiosce.
Nieważne, jak ma na imię.
Gdy starsi naznaczą ją i założą jej na głowę czerwony kaptur, stanie się jedną z czterech świętych Przystani. Razem ze swoimi siostrami przeciwstawi się złu, która żyje pod czarną górą – złu, które zabiło już dziewięciu mieszkańców jej wioski.
