sierpień 28, 2026

×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 1942.

Rezultaty wyszukiwania dla: Ram V

wtorek, 11 styczeń 2011 14:12

Czarny Wygon. Starzyzna

Stefan Darda porwał rzeszę miłośników grozy debiutancką powieścią "Dom na Wyrębach". Kolejnym etapem pracy autora był Czarny Wygon "Słoneczna Dolina". Podobno druga książka jest najtrudniejsza do napisania, jednak autor pokazał ponownie klasę i zyskał nowych czytelników. Jak będzie z kontynuacją Czarnego Wygonu w drugiej części pt. "Starzyzna"?

Jedno jest pewne, czytelnika, który spotkał się z twórczością Stefana Dardy nie będzie trzeba przekonywać i zachęcać do lektury nowej książki. Czy i tym razem grono miłośników się powiększy? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w dalszej części recenzji.

W "Słonecznej Dolinie" poznaliśmy Witolda Uchmanna, redaktora jednej z warszawskich gazet. Nasz bohater po otrzymaniu tajemniczego maila postanowił wyruszyć na Roztocze, by rozwikłać zagadkę. Druga książka to kontynuacja zmagań bohatera, który dąży do poznania prawdy tajemniczej historii opowiedzianej w brulionie, zmagając się z własnymi słabościami i wszechobecnym lękiem. Finał przygód Uchmanna w pierwszej części, a w zasadzie jego brak, pozostawił uczucie niedosytu. Po lekturze Starzyzny te braki pozostaną dopełnione. W jaki sposób? Tego nie mogę Wam zdradzić.

Starzyzna odkryje pewne rozwiązania, w których nasz bohater będzie musiał się odnaleźć. Akcja od pierwszych stron jest dynamiczna, niekiedy przyhamowuje, by z podwójną siłą "uderzyć" i sprawić, że nasze tętno będzie słyszalne. W dalszym ciągu porównywanie Dardy z Kingiem jest uzasadnione. Autor stworzył nam klimat, w którym wszystko może się zdarzyć. Czytanie Starzyzny w świetle dziennym może przysporzyć lekkich dreszczy. Dla bardziej wytrzymałych polecam lekturę przy świetle świeczek.

Starzyzna to ciekawa, godna polecenia kontynuacja Słonecznej Doliny. Autor udowadnia po raz kolejny swoją wartość, zaangażowanie oraz pasję. Książkę czyta się błyskawicznie. Videograf ponownie nie zawiódł wydaniem. Okładka książki podobnie jak w poprzednich, jest bardzo ciekawa, działająca na wyobraźnie i pokazująca dokładnie to czego możemy się spodziewać. Niech ten mroczny klimat zagości w Waszych domach! Gorąco polecam. Mrocznej lektury!

Dział: Książki
czwartek, 11 sierpień 2016 14:01

Część V - Jerzy A. Kozłowski - Polowanie

– … i zamknęli ją w wariatkowie. Mówię ci, to mieszkanie jest nawiedzone.

– Bujasz.

– No jak nie, jak tak. Tych pentagramów do tej pory nie udało się im zmyć.

– Byłeś tam? W środku?

Dwunastoletni chłopiec o czarnych włosach i nieprzeniknionym, zagadkowym spojrzeniu uśmiechnął się wymownie.

– A co z innymi? – Dopytywał Adaś – tymi którzy mieszkają obok? Nie boją się?

– Zniknęli. Wyparowali, tak jakby nigdy ich nie było.

– Nie wierzę ci.

– No przecież żartuję. Ci na dolnych piętrach nadal tam mieszkają, a ci na ostatnim to się wyprowadzili. Ponoć w nocy słychać tam jakieś głosy, a duch tego księdza nadal odprawia tam egzorcyzmy.

– Przestań. Jeśli chciałeś mnie nastraszyć to ci się udało.

– No co ty, cykasz?

– Ja nie cykam, ja po prostu…

– No co?

– Nic. – Zawstydził się Adaś. – Wejdźmy tam.

Blok wyglądał jak wszystkie inne w okolicy. Nie wyróżniało go nic szczególnego, oprócz tego, że całe czwarte piętro było niezamieszkałe. Chłopcy wyszli na samą górę i na szczęście, na klatce schodowej nie spotkali nikogo, kto mógłby zastanowić się dlaczego dzieciaki nie siedzą w szkole.

Stanęli przed drzwiami, oklejonymi jeszcze resztkami taśmy policyjnej. Chłopiec, który przyprowadził tutaj Adasia wyciągnął z kieszeni klucze i otworzył zamek.

W środku było ponuro. Pozasuwane, grube zasłony ledwie przepuszczały resztki światła. Mimo to pentagramy na ścianach, suficie i podłodze były doskonale widoczne. Jakby świeciły tajemniczym blaskiem.

– Nie chcę, chodźmy stąd – zawahał się Adaś.

Ale było już za późno. Dwunastolatek pchnął Adama do środka i zatrzasnął drzwi.

Potem podszedł do jednego z pentagramów i dotknął wewnętrznego pięciokąta. Symbol natychmiast zapłonął żywym ogniem, a gdzieś z głębi zmaterializowała się kobieca twarz.

– Cześć mamo, przyniosłem ci coś do jedzenia.

Dział: Secretum Grozy
czwartek, 11 sierpień 2016 09:20

Pieniądze to nie wszystko

Prawdziwy detektyw nigdy nie schodzi z posterunku. Gdy bezczelny kieszonkowiec próbuje obrabować niczego nieświadomą kobietę, Molly Murphy śmiało wkracza do akcji, narażając się tym samym nowojorskim gangom.
Zaniepokojony losem Molly, Daniel Sullivan postanawia wysłać przyjaciółkę na wieś, aby jakiś czas spokojnie przeczekała w zaciszu.
W czwartej części serii o rudowłosej detektyw w spódnicy akcja przenosi się na obrzeża Nowego Jorku do wiejskiej posiadłości senatora Flynna. Ta zmiana lokalizacji jest nie tylko miłym urozmaiceniem, ale gwarantuje też zupełnie inny klimat prowadzonego śledztwa, nawiązując tym samym do klasycznych kryminałów, których akcja często toczyła się w rezydencjach bogaczy.
Misja, z którą Molly udaje się nad rzekę Hudson, jest pozornie łatwa. W rezydencji Flynnów Adare goszczą dwie siostry Sorensen, sławne w całej Ameryce spirytualistki. Policja dobrze wie, że to tak naprawdę cyniczne oszustki, ale nie ma na to dowodów. Molly, wcielając się w rolę kuzynki rodziny, ma za zadanie zdemaskować kobiety. Czy się jej to uda?
Druga sprawa, która nawinie się pod rękę Molly zupełnie przypadkiem, to śmierć kobiety, z którą bohaterka niedługo wcześniej się zetknęła. Choć wygląda to na nieszczęśliwy wypadek, uzyskane przez Molly informacje na temat nieznajomej pozwalają jej przypuszczać, że było inaczej.
Czwarta część przygód Molly nie traci pazura, miło to odkryć już na początku lektury. Przyjemnie było też opuścić, choć na chwilę, Nowy Jork. Główna bohaterka nie byłaby sobą, gdyby nie zaczęła odkrywać sekretów rodzinnych senatora. Tragedia, jaka dotknęła rodzinę kilka lat temu, jest nadal żywa i kładzie się cieniem zwłaszcza na osobie pani domu Theresie, która za pośrednictwem sióstr Sorensen chce skontaktować się z ukochanym synem.
Na końcu książki autorka pisze, że wielu takich oszustów nigdy nie zdołano zdemaskować, tym ciekawiej więc czyta się o gadających głowach, pojawiających się duchach dzieci, czy snującej się ektoplazmie. Mimo że dobrze wiadomo, że była to sprytna mistyfikacja, to trzeba przyznać, że tego typu seanse miały niesamowity klimat.
Stopniowo do Ameryki dociera też sława doktora Freuda i metody leczenia skupiające się nie tylko na dolegliwościach cielesnych, ale także psychicznych. Wprowadzanie takich wątków do powieści czyni ją ciekawszą i bardziej pasującą do realiów epoki.
Krótko mówiąc, Molly Murphy i tym razem ma ręce pełne roboty. Na dokładkę nie może zdusić w sobie uczuć do przystojnego kapitana policji, a inny mężczyzna z jej przeszłości nie daje jej spokoju.
Powieść Pieniądze to nie wszystko posiada wszystkie zalety swoich poprzedniczek. Oczami głównej bohaterki poznajemy sekrety mieszkańców Adare, a jej wścibstwo udziela się czytelnikowi. Jest kilka zabawnych momentów, a samo zakończenie ma dramatyczny, niespodziewany finał.
Cykl o Molly Murphy powinien zadowolić nie tylko miłośników kryminałów z klimatem początków wieku. Starannie nakreślone tło obyczajowe i społeczne jest kopalnią wiedzy o rodzącej się potędze gospodarczej, jaką dziś jest Ameryka, zaś sama Molly to doskonały przykład kobiety, chcącej od życia czegoś więcej niż tylko dom i małżeństwo. Zacięte starania bohaterki, by stać się na równi z mężczyznami pełnoprawnym członkiem społeczeństwa sprawiają, że powieść czyta się z zainteresowaniem i uśmiechem na ustach.
Polecam. Cykl nie tylko dla kobiet.

Dział: Książki
środa, 10 sierpień 2016 12:18

Tytany

Czasami marzenia się spełniają, wystarczy jedynie dać im szansę. Główna bohaterka powieści „Tytany” posiada ogromną wolę walki i jest gotowa na wszystko by zapewnić sobie i swojej rodzinie lepszą, jaśniejszą przyszłość.

Wyścigi przyszłości w świecie, który znamy. Mechaniczne konie podbiły serca ludzi. Astrid obserwuje gonitwy od kiedy skończyła dwanaście lat i jest zafascynowana mechanicznymi stworzeniami. Dodatkowo ze zwycięstwem w derbach łączy się całkiem niezła sumka, która akurat jest jej naprawdę bardzo potrzebna. Kiedy więc nadarza się okazja by wystartować na Tytanie, dziewczyna nie waha się ani przez chwilę. Jest zdeterminowana, pewna siebie i za wszelką cenę zamierza wygrać.

To kolejna książka spod pióra Victorii Scott, w której pisarka w niezwykle barwny sposób opisuje wyprodukowane sztucznie zwierzęta i obdarza je ludzkimi emocjami. W serii „Ogień i woda” były to Pandory, w nowej powieści są to oczywiście tytułowe „Tytany”. Właściwie, oprócz samego wyścigu, głównym motywem książki jest przyjaźń, która rozwinęła się pomiędzy Astrid, a jej mechanicznym ogierem.

Co ciekawe akcja powieści rozgrywa się w naszych czasach. Wyraźnie został przedstawiony podział między klasą robotniczą a wyższymi sferami. Głównym problemem poruszanym w tej historii jest jednak hazard, a pisarka jasno i wyraźnie przedstawiła efekty do jakich uzależnienie od niego może doprowadzić. Na pierwszym planie w życiu bohaterki pisarka postawiła natomiast przyjaciółkę i rodzinę, ukazując wartości, które w szczególny sposób powinniśmy cenić.

W „Tytanach” co prawda pojawia się kilka romantycznych historii, ale nie dotyczą one w żaden sposób głównej bohaterki - chyba, że brać pod uwagę jej miłość do mechanicznego konia. Wyścigi za to zostały opisane z dbałością o najdrobniejsze szczegóły. Sama fabuła nie jest skomplikowana i idealnie nadaje się do tego by zamknąć ją w jednej książce. Powiedziałabym wręcz, że to takie dłuższe opowiadanie.

Powieść oczywiście czyta się rewelacyjnie szybko i jestem przekonana, że fani Victorii Scott nie będą „Tytanami” zawiedzeni. Pisarka miała ciekawy pomysł, który umiejętnie zrealizowała tworząc ciekawą, pełną akcji, niewymuszoną, lekką i zabawną historię. Z niecierpliwością czekam na kolejną część serii „Ogień i woda”, a „Tytany” w przyjemny sposób umiliły mi czas oczekiwania. Polecam - tak jak i pozostałe książki spod pióra Victorii Scott!

Dział: Książki
środa, 10 sierpień 2016 12:10

Wielki powrót Žambocha!

Już dziś do księgarń trafiły najnowsze wydania książek mistrza heroic fantasy - Miroslava Žambocha pt.: Sierżant i Na ostrzu Noża.

SIERŻANT - Pierwsza książka Miroslava Žambocha wydana w Polsce, kultowa powieść mistrza czeskiego heroic fantasy.„... Mówią, że nadzieja umiera przedostatnia. Dłużej przeżywa tylko czarny humor...”

Dział: Książki
środa, 10 sierpień 2016 11:43

"Epidemia" Tom 0,5 - już 18 sierpnia!

W świecie przed Programem…

Część 0,5 bestsellerowej serii New York Timesa, spinająca całość niczym klamra.

Dział: Patronaty
wtorek, 09 sierpień 2016 13:31

"Thanos powstaje" premiera 17 sierpnia!

Thanos to jedna z najmroczniejszych i najgroźniejszych postaci w uniwersum Marvela. Pochodząca z Tytana, księżyca Jowisza, istota ma na sumieniu dziesiątki planet i miliardy ofiar. Thanos zabija, by spełnić oczekiwania swej wiernej towarzyszki Śmierci.

Komiks opowiada o genezie bohatera i początkach jego wielkiej obsesji. Równocześnie ten samodzielny album może stanowić przygotowanie do lektury wielkiego crossoveru Nieskończoność (premiera – październik 2016).

Dział: Komiksy

Już niebawem ukaże się kolejna, trzecia, edycja wyjątkowej polskiej gry przygodowej "Labyrinth: Ścieżki Przeznaczenia". Pierwsza wersja została nagrodzona tytułem "Wyróżnienie Graczy" w 2012 roku. Nowe wydanie, podobnie jak druga edycja, ukaże się ponownie pod patronatem Secretum. Na czym polega rozgrywka, za co możecie polubić ten tytuł oraz jakie nowości niesie ze sobą nowa odsłona? O tym w dalszej części newsa.

Dział: Bez prądu
niedziela, 04 listopad 2012 11:55

Trzeci brzeg Styksu

1892 rok, Łódź. Tym fabrycznym miastem wstrząsa porwanie syna jednego z bogatszych mieszkańców. Zdesperowani rodzice wynajmują prywatnego detektywa, Riepina, któremu towarzyszy Stanisław Raczyński. Jednak to nie koniec tajemniczych zbrodni w mieści - wręcz przeciwnie, to dopiero początek. Niedługo potem ginie kolejny chłopiec, znika przyjezdny robotnik, a kamienice w różnych stronach miasta bez ostrzeżenia obracają się w gruzy. Czy te wydarzenia w ogóle coś łączy? Wydaje się, że tylko niepokorni detektywi zdołają rozwikłać tę zagadkę.

Polskim kryminałom wiele brakuje do tych zagranicznych, w szczególności obecnych królów gatunku - ze Skandynawii. Krzysztof Beśka nie wystraszył się jednak tej opinii, a nawet podszedł do niej ambitnie, przenosząc miejsce akcji do dawnej Łodzi. W trakcie lektury czuć, że wiele czasu spędził odkrywając to miasto praktycznie od nowa, zapełniając je ludźmi z krwi i kości, sprawiając, że ich problemy zainteresują nas i wywołają mnóstwo skrajnych emocji. Każda część książki jest oddzielona stroną przeznaczoną na wycinek dziennika z tamtych czasów, który, choć stanowi jedynie ciekawostkę, nadaje powieści wiarygodności.

Łódź z "Trzeciego brzegu Styksu" to miasto obdarzone duszą. Jego zatłoczne uliczki, niebezpieczne po zmroku, tupot nóg zdążających do pracy w fabryce, wąskie kamienice, zamieszkane przez wachlarz narodowości - bo nie tylko Polaków, ale i Rosjan, a nawet Żydów - wszystko to zostało opisane wnikliwie, ale nie nachalnie. Jak mówi sam autor, tutaj nie znajdziemy "opisów przyrody, jak u Orzeszkowej". Wszystkie części fabuły zostają podane w idealnych ilościach, a każdy, nawet najmniej, wydawałoby się, znaczący element ma swój cel.

"To miasto, jak często o nim mawiano, powstałe z niczego, wciąż zaskakiwało i zadziwiało."

W dawnej Łodzi następuje zderzenie różnych kultur, które pozostaje nie bez wpływu na fabułę, ani na dobór osób na głównych bohaterów. Tak naprawdę, z każdej z wymienionych wyżej narodowości, mamy co najmniej jedną znaczącą postać, której losy śledzimy z zapartym tchem. Beśka bez oporów przedstawia nam akcję z co rusz to innego punktu widzenia, dzięki czemu nabieramy perspektywy i dane jest nam domyśleć się pewnych rzeczy jeszcze przed naszymi detektywami. Mimo to, zakończenie zaskakuje, z jednej strony pomysłowością, a z drugiej nagłością wydarzeń, które im bliżej końca, tym gnają szybciej, na łeb na szyję.

Zupełnie inne realia, wspaniała intryga oraz wielowymiarowe postacie składają się na polski kryminał idealny. Niewiele brakuje mu do tych pisanych przez Szwedów, czy Norwegów, ale odróżnia go specyficzny klimat i styl pisania. Powieść czyta się szybko, a po przewróceniu ostatniej strony zostaje niedosyt. Na szczęście, autor pracuje już nad drugą częścią serii, która będzie nosiła tytuł "Pozdrowienia z Londynu". Poczekamy na nią co najmniej do grudnia, ale jest to oczekiwanie pełne nadziei i ciekawości, czym tym razem zaskoczy nas Krzysztof Beśka.

Dział: Książki
środa, 11 lipiec 2012 11:52

Wyprawa do imperium mroku

Czekałam z niecierpliwością i się doczekałam - „Wyprawy do imperium mroku" czyli drugiego tomu sagi „Wojen mroku" Raymonda E. Feista.

Do lektury siadałam z pewną obawą - pierwszy tom, choć stanowiący zapowiedź interesującej historii, czytało mi się ciężko. Autor zebrał wielu bohaterów, każdego lub prawie każdego obdarzył bogatą historią i niestety postanowił nieco na temat tej historii opowiedzieć. Sprawiało to, ze czytelnik, czyli ja, często gubił (gubiłam) główny wątek powieści. Jednak drugi tom serii wiele wyjaśnia z takiego sposobu prowadzenia akcji i wiele także wynagradza.

Podjęte zostały wątki bohaterów, których znamy już z poprzedniego tomu - Tad, Zane oraz wciągnięty do paczki przez wir wydarzeń Jommy nadal biorą udział w operacjach, do których przydziela ich Konklawe Cieni. Przed nimi kolejne ciężkie zadania - wyprawa na uczelnię, a zaraz potem na wojnę. Leso Varen - szalony i bardzo niebezpieczny nekromanta ucieka na Kelewan i ukrywa się jako jeden z tamtejszych magów. Żona Puga - Miranda, która pod jego nieobecność jest odpowiedzialna za kontakty z imperium nie jest świadoma zagrożenia. Pug natomiast wraz z Magnusem, Nakorem i Bekiem wyruszają na bardzo niebezpieczną wyprawę - do świata Dasatich, skąd ma przyjść zapowiedziana wizją Puga inwazja.

Świat Kelewanu i Midkemii w tomie drugim „Wojen..." znacznie zyskał na przestrzeni. A raczej zyskał kolejnych sąsiadów. Autor odsłania przed czytelnikiem wielowymiarową strukturę stworzonego w powieści wszechświata. Kto ma odwagę i odpowiednie umiejętności, może podróżować nie tylko między światami poprzez łączący je Korytarz, ale także między wymiarami, które jako wyższe i niższe są odpowiednikiem kolejnych nieb i piekieł. Dasati, z których strony Midkemii grozi inwazja, zamieszkują niższy wymiar. Autor pokazuje nam ich świat zarówno oczyma tubylców, jak i przybyszów z Midkemii. Kosridi to miejsce obce, brutalne i okrutne, a jego mieszkańcy są pozbawieni uczuć i nie wiedzą, co to więzi międzyludzkie w żadnej postaci. Honorują tylko siłę, bawią się przemocą. Jednak znajdują się wśród nich i tacy, których zmęczył już ten porządek. Po drugiej stronie barykady do ostrożnych działań dojrzewa ruch mający na celu przywrócenie równowagi. Jeśli Pug z przyjaciółmi dobrze poprowadzi tę rozgrywkę być może do inwazji nie dojdzie.

„Wyprawa do imperium mroku" jest moim zdaniem znacznie lepsza niż „Lot Nocnych Jastrzębi". Autor zrezygnował z męczących retrospekcyjnych opisów, zyskało na tym tempo akcji. Na tle drugiego tomu, „Lot nocnych Jastrzębi" jawi się jako wprowadzenie bądź szkic, mający czytelnika tylko zapoznać z wachlarzem bohaterów i wprowadzić w zaledwie zalążek akcji. Prawdziwa akcja zaczyna się tutaj, a sądząc z zakończenia tomu, którego oczywiście nie zdradzę, dalej będzie już tylko lepiej. Polecam.

Dział: Książki