Rezultaty wyszukiwania dla: Prószyński i s ka
Zapowiedź: Szreń
Od tragicznych wydarzeń, których komisarz Lena Rudnicka była spiritus movens, minęło kilka miesięcy. W konsekwencji została karnie przeniesiona do Białych Brzegów, gdzie szybko się przekonała, że na wiejskim komisariacie czas płynie dwa razy wolniej. Sytuacja ulega zmianie, gdy na corocznym Festynie Lodu dochodzi do brutalnego gwałtu ze skutkiem śmiertelnym.
Zapowiedź: Billy Summers
Najnowsza książka mistrza gatunku.
Billy Summers jest najlepszy w swoim fachu. Eliminuje ludzi, ale tylko tych naprawdę złych. Był snajperem w Iraku, więc zna się na rzeczy i zawsze strzela celnie. Tym razem przyjmuje ostatnie zlecenie. Czas w końcu na zasłużoną emeryturę.
Zapowiedź: Retrospekcja
Minęło 16 lat od tamtych wakacji. A ona wciąż czeka…
Amanda, która właśnie zaczęła pracę jako niania, poznaje na pozór idealną rodzinę Temple’ów: byłą aktorkę i słynnego profesora oraz ich troje dorosłych dzieci. Jak w każdej rodzinie, również i w tej za fasadą uśmiechów i uścisków kryją się mroczniejsze emocje. Szesnaście lat wcześniej w tym samym miejscu zginęła mała Niamh Temple.
Co kryją jej oczy
Nie ufaj tej książce… Nie ufaj tej historii… Nie ufaj sobie.
Niezwykle lubię czytać thrillery psychologiczne, często jednak odnoszę wrażenie, że są bardzo powtarzalne. Przy setkach premier rocznie naprawdę trudno wpaść na coś nowego, oryginalnego. Sarah Pinborough to jedna z tych pisarek, którym naprawdę udało się mnie zaskoczyć.
Zarys fabuły
Louise znalazła się w bardzo niezręcznej sytuacji. Zauroczył ją szef, z którym wdała się w romans. Tylko że David jest żonaty i to z naprawdę piękną kobietą, która wydawać by się mogło, świata poza nim nie widzi. Z poczucia winy i czystej, ludzkiej empatii Louise zaczyna się z nią przyjaźnić. Z czasem na jaw wychodzą kolejne tajemnice, a drobne wydarzenia i poszlaki nie pozostawiają kobiecie wątpliwości, że w związku Davida i Adele dzieje się coś bardzo niedobrego. Tylko które z nich jest katem, a które ofiarą?
Moja opinia i przemyślenia
W natłoku kolejnych premier i każdej następnej przeczytanej książki naprawdę rzadko zdarza się, że jakaś historia mnie zaskoczy. Tak jednak właśnie stało się w przypadku „Co kryją jej oczy”. Autorka pozwoliła ponieść się wyobraźni, dzięki czemu mogła sprezentować czytelnikom niesamowitą niespodziankę. Przez całą powieść zastanawiałam się nad biegiem wydarzeń i motywacjami postaci, które tak naprawdę, ostatecznie w ogóle nie miały żadnego znaczenia.
Powieść jest dobrze napisana i niezwykle wciąga. Trudno oderwać się od jej stron. Ciężko nie analizować zachowań bohaterów i przeróżnych sytuacji, w których się znajdują. Na kartach książki teraźniejszość miesza się z przeszłością, odkrywając coraz to nowe sekrety. Z każdą kolejną stroną układanka staje się coraz bardziej kompletna. Dopiero jednak na końcu powieści wybucha prawdziwa bomba.
Myślę, że dzięki naprawdę dobrej ekranizacji, która pojawiła się na platformie Netflix, książka tylko jeszcze bardziej zyska na popularności i tego właśnie jej życzę. Zdecydowanie warto ją przeczytać.
Podsumowanie
„Co kryją jej oczy” to zaskakujący thriller, który podczas lektury obudził we mnie wiele skrajnie różnych emocji. Opowiada o obsesji, chorobach psychicznych i różnych rodzajach szaleństwa. Wciąga od samego początku. Przyznam jednak, że nie jest to tytuł odpowiedni dla osób, które nie lubią wątków paranormalnych. Tacy czytelnicy mogą być trochę zawiedzeni przedstawioną przez Sarah Pinborough historią. Miłośnikom fantastyki szeroko pojętej oraz rozważań nad ludzką psychiką książkę jak najbardziej polecam. Myślę, że to właśnie im najbardziej się spodoba.
To nie jest mój mąż
Zapowiedź: Piknik na skraju drogi i inne utwory
Klasyka światowej fantastyki.
Arkadij i Borys Strugaccy to klasycy radzieckiego science fiction. Ich powieści doczekały się miana kultowych, przetłumaczono je na kilkadziesiąt języków, są regularnie wznawiane na całym świecie. Do Polski twórczość Strugackich dotarła w latach 70. XX wieku i szybko zyskała grono zagorzałych fanów, ze Stanisławem Lemem na czele.
Zapowiedź: Księga Drogi i Dobra
Zachwycająca interpretacja jednej z najważniejszych ksiąg w dziejach ludzkości w mistrzowskim przekładzie Justyny Bargielskiej i Jerzego Jarniewicza.
Okropne opowieści dziadka
Pojawiają się w niej odrażające potwory, tańczące szkielety, mroczne jaskinie, wiedźmy o nosach pokrytych brodawkami, głodne wilkołaki i groźne upiory - wszystko jednak tylko po to, by oswoić lęk i strach najmłodszych czytelników.
Czy wasze dzieci potrafią czerpać przyjemność ze słuchania strasznych historii? Książka „Okropne opowieści dziadka” z pewnością je tego nauczy. Jeżeli natomiast już lubią potwory, to z przyjemnością po nią same sięgną. Zachęcą je do tego niezwykle szczegółowe i pełne czarnego humoru ilustracje.
James (Jim) Flora był znanym grafikiem tworzącym od lat 40. ubiegłego wieku. Napisał i zilustrował siedemnaście książek dla młodzieży, w tym "The Fabulous Firework Family" (1955 r.). "Okropne opowieści dziadka", jego piętnasta książka, ukazała się w 1978 roku.
Mały chłopiec, który obecnie przebywa w domu swojego dziadka, boi się burzy. Okazuje się jednak, że (prawie) wcale nie boi się potworów. Dlatego, gdy dziadek zaczyna opowiadać swoje straszne przygody, chłopiec daje się im porwać bez reszty. Starszy mężczyzna opowiada o tym, jak zgubił się w lesie podczas burzy, złożył z drobnych elementów kościotrupa, wpadł do jaskini okropnej wiedźmy i oglądał potworne programy telewizyjne wraz z Białą Damą, która chciała go później ugotować dla swojego domowego wilkołaka.
Książka jest ślicznie wydana. Ma twardą oprawę, stonowaną, czarno-biało-niebieską szatę graficzną i format odrobinę mniejszy od A4. Ilustracje autorstwa Jamesa Flora są groteskowe, ale nie na tyle przerażające, żeby nie nadawać się dla dzieci, nawet tych nieco młodszych. Celem książki jest oswojenie strachu dziecka.
Opowiedziana przez Autora historia jest ciekawa i wciągająca. Myślę, że zainteresuje dzieci w wieku szkoły podstawowej, a może również i trochę młodsze. Dziadek podczas opowiadanych wnuczkowi historii bezustannie wpada z przysłowiowego deszczu pod rynnę. Nigdy jednak nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze troszeczkę gorzej.
Myślę, że dzieci powinny poznawać wszystkie istniejące gatunki literackie, w tym również opowieści grozy. Oczywiście te odpowiednio dobrane do wieku, po których nie będą im się śniły żadne koszmary. Taką właśnie idealną dla nich książeczką są „Okropne opowieści dziadka”. Warto się z nimi zapoznać i znaleźć kilka chwil na wspólną lekturę. Chociaż może niekoniecznie akurat w tym wypadku taką na dobranoc.
Teściowa
Lucy straciła matkę mając trzynaście lat, dlatego pokłada ogromną nadzieję w teściowej i marzą się jej dobre stosunki. Diana nie ma za sobą łatwego życia, wszystko zdobyła sama i ma pewien pogląd na świat. Kobietom ciężko się dograć, a po śmierci kobiety wychodzą na jaw rodzinne sekrety.
Spodziewałam się książki, która będzie kryminalną opowieścią z fragmentami tajemniczej przeszłości. I choć faktycznie wątki kryminalne są, nawet dość rozbudowane, to mnie bardziej zainteresowała ta druga część, zajmująca w książce całkiem sporo miejsca.
Fabuła toczy się kilkutorowo, bo mamy historię opowiedzianą oczami Diany, w przeszłości i w 1970 roku oraz Lucy teraz i w przeszłości. Dzięki temu poznajemy obie bohaterki z różnych perspektyw, jedno wydarzenia opisane oczami ich obu nabiera zupełnie innnego znaczenia, pomaga zrozumieć obie strony. To jest zdecydowany atut tej powieści. Ten sposób bardzo przypadł mi do gustu i choć nie przybliżał, a nawet oddalał od rozwiązania zagadki śmierci Diany, to bardzo rozszerzał kontekst. To dzięki temu wiemy, że całym problemem w porozumieniu obu kobiet był brak komunikacji. Lucy nie powiedziała, czego oczekuje, a Diana nie mówiła nikomu o obawach i chęciach. Zawsze radziła sobie sama, tego samego oczekiwała, ale nigdy nie mówiła o powodach, które stają za jej postępowaniem. Przepiękna, wstrząsająca opowieść o braku rozmowy, o braku porozumienia i zaglądnięcia głębiej w świat drugiej osoby. I tak naprawdę jest to tylko wierzchołek góry lodowej, bo w tej książce nikt z nikim nie rozmawia, nie wyjaśnia powodów zachowań, nie zwierza się najbliższym. Z tego wynika większość problemów, całe nieszczęście tej rodziny można zawrzeć właśnie w braku dialogu, ukrywaniu niektórych spraw, oszukiwaniu. I choć początkowo nie lubiłam ani Lucy, ani Diany, to z czasem tą drugą zaczęłam lepiej rozumieć, podziwiać, szanować i zwyczajnie lubić. Chciałabym mieć taką teściową, a Lucy na początku należałoby się mocno potrząsnąć.
Teściowa porusza też temat depresji i obsesji, ciężkich chorób psychicznych, nad którymi nie możemy przejść obojętnie i choć nie są w książce na pierwszym planie, ja pragnę je podkreślić. Sally Hepworth mówi o depresji po stracie drugiej osoby, obezwładniającej, potężnej, stawiającej na skraju przepaści, zwyczajnie, bez zbędnych słów, zwykły opis, ale trafiający prosto w serce. A druga choroba to obsesja na pograniczu obłędu, dotycząca chęci posiadania dziecka. A jeśli dodamy do tego brak komunikacji między małżonkami, brak zainteresowania tym, co czuje druga strona, dostajemy klasyczny przypadek rozpadającej się rodziny. Piękne zderzenie miłości sięgającej dalej, niż grób oraz obojętności i egoizmu.
Polecam nie tylko fanom kryminału. Jak ktoś ma ochotę na piękną, głęboką, psychologiczną powieść o miłości, stracie, marzeniach i planach, na pewno się nie zawiedzie.
Dotąd dobrze
Uwielbiam Ursulę K. Le Guin! Kojarzy mi się z początkami mojej przygody z fantastyką, ale też czytaniem w ogóle. Jej książki bardzo zapadły mi w pamięć, ale od strony poetyckiej… jej nie znałam. Dlatego, gdy dowiedziałam się, że można poznać jej twórczość i w takiej odsłonie, koniecznie musiałam po nią sięgnąć!
Od razu uprzedzę, mój gust poetycki jest… niewyszukany. Lubię czytać wiersze, które wpływają na emocje, dają do myślenia i ogólnie nie są przesadnie skomplikowane. Twórczość mojej ulubionej autorki okazała się dla mnie naprawdę ciekawym doświadczenie. Początkowo… nic nie rozumiałam, wiem, wstyd i porażka. Z czasem jednak jej wiersze coraz bardziej do mnie trafiały. Kilka z nich było naprawdę dobry, jednak większość dość przeciętnych.
Tematem wierszy jest przede wszystkim codzienność, przemijanie i sprawy proste. Brak w nich zarówno dostojności, jak i przesadnego zadufania. Ot, zwykła zaduma nad losem człowieka i ulotnością chwili.
Doceniam zamysł i kompozycję, tak samo, jak nakład pracy i poetycką duszę. Sama nie jestem aż tak wrażliwa na tę formę. Chociaż dobrze mi się ją czytało, udzielił mi się melancholijny klimat, ostatecznie jednak to proza pozostanie dla mnie najważniejszym elementem twórczości autorki.
Warto też zwrócić uwagę na formę tego wydania. Po lewe stronie mamy wiersz po polsku, po prawej zaś w oryginale i to jest… genialne! Przede wszystkim świetnie okazja, żeby zobaczyć jak wielką robotę wykonuje tłumacz poezji. Jak się okazuje, nie wystarczy przełożyć tekst, czasem ważniejsze jest znalezienie sensu. Przy okazji jest to też dobra świetna możliwość, żeby poćwiczyć swój angielski. Przyjemne z pożytecznym!
Czy polecam „Dotąd dobrze”? Jeśli lubicie ciekawe doświadczenia, nieoczywistą poezję lub po prostu jesteście fanami autorki, to jak najbardziej. Jednak nie jest to pozycja obowiązkowa dla każdego.
