Rezultaty wyszukiwania dla: George R.R.
Jeźdźcy dinozaurów
Na okładce „Jeźdźców dinozaurów” znajduje się rekomendacja George’a R. R. Martina, który twierdzi, że „Ta książka to rewelacyjne połączenie Parku Jurajskiego z Grą o tron”. Stwierdzenie to zwiastuje nic innego jak śmierć wielu bohaterów za sprawą krwiożerczych gadów lub odwrotnie, jednak nie jest to lekka opowieść o rycerzach na gigantycznych wierzchowcach. Victor Milan lubi dokładnie utkane fabuły, dlatego czytelnik nie ma co liczyć jedynie na porządną jatkę.
Fabuła dzieje się w Raju - miejscu wykreowanym przez Stwórców, które obecnie zamieszkują ludzie, jak i między innymi dinozaury. Karyl Bogomirsky wraz z Robem Korriganem dowodzą obroną Providence, natomiast cesarz Felipe ogłosił krucjatę przeciw powstaniu, którym zarządza wspomniana dwójka przyjaciół. Na domiar złego okazuje się, że Szare Anioły nie są legendą sprzed pięciuset lat, lecz istnieją naprawdę. Na Głowie Tyrana wydarzenia zmierzają do krwawych konsekwencji, czego nie ułatwia otoczenie protagonistów, jak i cesarza Nuevaropy, bezustannie knując spiski.
Raj jest niezwykle urozmaiconą wersją Ziemi. Akcja dzieje się głównie w Nuevaropie, w której nie trudno doszukać się nawiązania do Europy. Zwłaszcza, że zamieszkują ją Francianie, Anglesi czy Irlandowie. Słownictwo w książce często zaczerpnięte jest z choćby hiszpańskiego, co bardzo ubarwia czytany tekst, jednak brakuje przypisów u dołu kartek, aby dokładnie zrozumieć wypowiadane słowa czy nadane tytuły. Z drugiej jednak strony, to sprawia, że czytelnik czuje się jak obcokrajowiec zwiedzający nową krainę. Rozwój technologiczny obejmuje okres średniowiecza - tzw. Zakute Łby, to nic innego jak rycerze w zbrojach, posługujący się pikami oraz mieczami. Jeżdżą oni konno, lecz ci bardziej zamożni przemieszczają się na dinozaurach. Puzony, Moriony czy Matadory są doskonałą bronią podczas walk, a ponadto podczas czytania, wyobrażając sobie rycerza na kilkumetrowej bestii, niejedna osoba może wpaść w zachwyt. Widok na pewno jest zatrważający.
Na aspekcie gadów warto się zatrzymać, ponieważ jest to istotny element powieści, głównie wpływający na chęć kupienia książki. Sama wizja wojowników na kilkutonowych bestiach na pewno przyciągnęło sporo kupców. Victor Milan wykreował niebywały świat, jednak było to dość ryzykowne. W wizji wielkich bitew z uczestnictwem dinozaurii (odmiana kawalerii) niewiele brakuje do absurdu i śmieszności. Historię trzeba było utkać starannie i ze smakiem. Dlatego też nie wszystko kręci się wokół olbrzymich potworów. Są one naturalną częścią krajobrazu, niczym wiewiórka czy pies. Jednak pojawienie się ich jest opisywane niezwykle pieczołowicie, a zatem czytelnik dowie się o istotnych cechach potwora: przydatności w bitwie, czy choćby kolorze upierzenia. Ponadto każdy rozdział ubarwiony jest małą ilustracją Richarda Andersona, co pomaga wyobrazić sobie np. proporcje jeźdźca, względem wierzchowca.
Styl pisarza jest charakteryzuje się zamieszczaniem sporej ilości kwiecistych opisów. Za każdym razem, gdy fabuła przenosi się w inne miejsce (a narracja jest prowadzona z perspektywy kilku osób), czytelnik dowie się, co ma na sobie dana postać, jak wygląda krajobraz, jaka panuje pogoda w tych rejonach, itd. Prócz tego, wielu w Nuevaropie posiada swe tytuły, a miasteczka, góry czy rzeki mają barwne, rozbudowane nazwy. Część czytelników może poczuć znużenie rozbudowanymi objaśnieniami, dlatego fani wartkiej akcji będą czekać głównie na niesamowite bitwy. Jednak miłośnicy historii utkanej z ogromną dokładnością będą zachwyceni. „Jeźdźcy dinozaurów”, to w dużej mierze spiski, szachowe zagrania postaci, jak i rozwój bohaterów. Każdy z protagonistów jest charakterystyczny, a jego osobowość jest niezwykle wyrazista. Na szczęście przebieg wydarzeń odciska piętno na psychikach uczestników wydarzeń, dlatego też po przerzuceniu kilkudziesięciu stron zauważyć można zmiany ich myślenia i postępowania. Jednak chwilami dziwią ich decyzje, co zrozumie każdy, kto do dziś nie rozumie dlaczego cesarz Felipe zaufał Falkowi.
Victor Milan lubi wywoływać zaciekawienie, a następnie urywać wątek, przeskakując do innego. Należy w niepewności czekać na powrót do danej akcji, jednak w międzyczasie dzieją się kolejne rzeczy, absorbujące i nie pozwalające zasnąć bez doczytania. Dlatego też, chcąc dowiedzieć się, jak zakończy się dany spisek, wielu pewnie będzie sobie mówić: „Jeszcze tylko jeden rozdział”, nie zdając sobie sprawy z upływu czasu nad lekturą.
Victor Milan stworzył dzieło pełne spisków i walk, jednak okraszone poczuciem humoru. Autor doskonale radzi sobie z opisywaniem fabuły oczami tkliwego Jaumego, lakonicznego Karyla czy allozaurzycy Shiry. Dzieło jest rozbudowane i zróżnicowanie, a ilość środków stylistycznych zdecydowanie przekracza średnią ilość horrorów w stadzie.
Pierwszy tom cyklu "Wspomnienie o przeszłości Ziemi" pojawi się w Polsce.
Rzadko na rynku polskim pojawia się książka z gatunku fantastyki spoza euro-amerykańskiego kręgu kulturowego. Ta powieść w 2015 r. zdobyła Nagrodę Hugo dla najlepszej powieści i stała się fenomenem wydawniczym w USA. Teraz poweść Liu Cixin, chińskiego pisarza, wydana zostanie przez Dom Wydawniczy Rebis. Premiera zapowiedziana została na 14 marca 2017 r.
"Imponująca rozmachem ucieczka od rzeczywistości. Dała mi odpowiednią perspektywę w zmaganiach z Kongresem – nie musiałem się przejmować, wszak kosmici mieli najechać Ziemię!" - Barack Obama, były prezydent USA.
Pierwszy tom trylogii "Wspomnienie o przeszłości Ziemi", największego w ostatnich latach wydarzenia w światowej fantastyce naukowej, porównywalnego z klasycznymi cyklami "Fundacja" i "Diuna". Chiński bestseller, który zyskał ogromny rozgłos w USA.
W 2015 roku książka otrzymała nagrodę Hugo dla najlepszej powieści, po raz pierwszy w historii przyznanej tłumaczonemu tekstowi. Znalazła się także w finale nagród: Nebula, Prometheus, Locus, Johna W. Campbella. Mark Zuckerberg, twórca Facebooka, wybrał ją do swojego klubu książkowego Year of the Books jako jedną z najbardziej wartych przeczytania książek 2015 roku, a prezydent Barack Obama zabrał ją na urlop na Hawajach.
Tajny chiński projekt z czasów Mao przynosi przerażające konsekwencje kilkadziesiąt lat później. Początek XXI wieku - po serii samobójstw wybitnych fizyków, śledztwo prowadzi do tajemniczej sieciowej gry "Trzy ciała", której celem jest uratowanie mieszkańców planety zagrożonej oddziaływaniem grawitacyjnym trzech słońc. Świat tej gry nie jest jednak fikcją...
"Bardzo oryginalna książka, wyjątkowe połączenie spekulacji naukowych i filozoficznych, polityki i historii, teorii spiskowych i kosmologii, w której królowie i cesarze znani z dziejów Zachodu i Chin łączą się w onirycznym świecie gry, a gliniarze i fizycy zajmują się światowymi spiskami, morderstwami i najazdem przybyszów z kosmosu w świecie rzeczywistym". - George R.R. Martin
Przekład: Andrzej Jankowski
Tytuł oryginalny: THE THREE-BODY PROBLEM. Book 1
ISBN: 978-83-8062-049-0
Liczba stron: 456
"Wikingowie. Topory i sejmitary" - pod patronatem
Już 1 marca nakładem wydawnictwa Akurat oraz pod patronatem Secretum ukaże się trzeci tom doskonale przyjętej sagi o średniowiecznej Europie Radosława Lewandowskiego "Wikingowie. Topory i sejmitary". Zemsta wikingów nie zna granic. Oddi Asgotsson jest gotów dotrzeć do Konstantynopola, przemierzając niebezpieczne wody wschodniej Europy. Liczy się rewanż.
Fragmenty: "Dwór mgieł i furii"
Już w środę, 11 stycznia, w salonach Empik rusza sprzedaż najnowszej książki kultowej pisarki Sarah J. Maas, "Dwór mgieł i furii".
Jest to kontynuacja fantastycznie przyjętego "Dworu cierni i róż", inspirowanego baśnią o "Pięknej i Bestii".
Poznaj fragmenty powieści!
Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz
Początek roku w wydawnictwie Vesper nie będzie obfitował w spektakularne premiery, ale wydawnicwo postanowiło odświeżyć jeden z tytułów naszej serii Klasycznej Literatury Grozy i zgodnie z licznymi prośbami i sugestiami - wydać go w twardej, kolekcjonerskiej oprawie. Jest to "Frankenstein" Marry Shelley, wraz z dodatkami w postaci klasycznych nowel: "Pogrzeb" George’a Gordona Byrona i "Wampir" Johna W. Polidoriego oraz opowiastek niesamowitych Percy’ego Shelleya. Dzieła te powstały - podobnie jak "Frankenstein" - jako pokłosie pewnego słynnego literackiego wieczoru, o którym szerzej napisał w posłowiu do książki Maciej Płaza, odpowiadający jednocześnie za nowy, doskonały przekład całości. Książkę uzupełniają klimatyczne drzeworyty Lynda Warda. W skrócie - klasyka w najlepszym wydaniu, czyli coś do czego wydawnictwo Vesper powoli przyzwyczaja wielbicieli klasycznych powieści grozy.
Wywiad z Marko Kloosem
Przeprowadzenie wywiadu z Marko Kloosem umożliwiło Wydawnictwo Fabryka Słów, za co serdecznie dziękujemy. Przygotowanie i tłumaczenie wywiadu Agnieszka 'actagaudi' Pyra.
Witam serdecznie i w imieniu Secretum.pl chciałbym podziękować za udzielenie wywiadu.
Marko, we wrześniu pojawił się w Fabryce Słów pierwszy tom twojej serii Frontlines. Jesteś dla polskiego czytelnika nowym pisarzem. Czy mógłbyś powiedzieć nam kilka słów o sobie?
Urodziłem się i wychowywałem w Niemczech, a do Stanów Zjednoczonych przeniosłem się w 1996 roku. Podejmowałem się wielu bardzo różnych zawodów, ale zorientowałem się, że tak naprawdę dobry jestem tylko w pisaniu. Praktyka pisarska oraz składanie rękopisów u wydawców zabrały mi kilka lat, ale w końcu udało się sprzedać dwa pierwsze tomy serii Frontlines w 2013 roku i od tamtej pory jestem pisarzem na pełen etat.
"Wikingowie. Najeźdźcy z Północy" Lewandowskiego pod patronatem
Jeśli ktokolwiek zastanawiał się, dlaczego wikingowie zawładnęli zbiorową wyobraźnią i szturmem wdarli się do grona ikon popkultury, po lekturze tej książki przestanie się dziwić. Druga część doskonale przyjętej sagi o średniowiecznej Europie, „Wikingowie. Najeźdźcy z Północy” Radosława Lewandowskiego ukaże się już 26 października pod patronatem Secretum.
Retrowizja odc. 6 - "Furman śmierci" (1921)
Witam po raz kolejny w "Retrowizji", w której zajmuję się opisywaniem dla Was zakurzonych filmów fantasy, s-f lub horrorów - to oczywiście informacja dla tych, którzy wpadli tu po raz pierwszy. Nie będę jednak przedłużał wstępu, bo czeka na nas bardzo interesujący film będący jednym z filarów kinematografii kraju, do którego przeciętny widz nie zagląda często. Chodzi o Szwecję - ojczyznę legendarnego Ingmara Bergmana. To imię pojawia się tutaj zresztą nieprzypadkowo, bo twórca "Siódmej Pieczęci" nie ukrywa swojej fascynacji bohaterem dzisiejszego odcinka - "Körkarlen" w reżyserii Victora Sjöströma z 1921 roku. Zresztą, jak się okazuje, nie tylko on... O tym jednak za moment.
Wojna światów
Klasyczne już dzieło Herberta George'a Wellsa zostało ponownie zekranizowane, jednak jakże mu daleko do papierowego pierwowzoru. Słynne słuchowisko jakie powstało na podstawie owej książki spowodowało niesłychaną panikę pośród słuchających tego ludzi. 30 października 1938 roku amerykańska stacja radiowa CBS nadawała jedną z tzw. "mydlanych oper". Nazwa ta pochodzi stąd, iż audycje były nader często przerywane reklamami środków czystości. Tego dnia, miast reklamy mydła, powidła czy też proszku do prania, pojawił się komunikat, iż na planecie Mars zaobserwowano trzy dziwne wybuchy. Niedługo potem podano informację, iż olbrzymi, rozpalony obiekt - uznany za meteor - spadł na jedną z farm w stanie New Jersey. Z miejsca upadku nadano relację na żywo. Informacje podawane były w tak realistyczny sposób, że większość słuchaczy uwierzyła w atakujących Marsjan. Zanotowano kilka powiązanych z audycją wypadków śmiertelnych, a straty materialne wyniosły ok. 750 tys. dolarów. Orson (nomen omen) Wells stworzył niezwykle sugestywne słuchowisko radiowe, które do po dziś dzień pozostaje najsłynniejszą audycją nadaną poprzez radio. Dziś nie ma szansy na tak spektakularny sukces w dezinformacji, nawet w najbardziej oddziaływającym na przeciętnego zjadacza chleba medium jakim jest telewizja nie ma nawet dziś szansy by przebić wyczyn z 1938 roku. Spielberg w swej dotychczasowej karierze stworzył wiele bardzo dobrych filmów, które po dziś dzień należą do kanonu światowej kinematografii, lecz działo się to w początkowej fazie jego kariery. Dziś odcina kupony od wyrobionej marki i to co prezentuje bardzo rzadko przekracza granicę przeciętności. Jako chlubne wyjątki można wymienić "Listę Schindlera" i "Szeregowca Ryana", bo pozostałe przesycone są przecukrzeniem, które powoli staje się znakiem firmowym tego niegdyś wielkiego reżysera.
Tak oto dotarliśmy do tematyki filmu. W przeciwieństwie do pierwowzoru i słuchowiska zagrożenie pojawia się na naszej rodzimej Ziemi. Spod powierzchni wyłaniają się machiny bojowe trójnogi kierowane przez obcych, którzy rozpoczynają podbój naszej planety. I w tej scenerii obserwujemy przygody Ray’a Ferriera rozwiedzionego pracownika portu i jego dzieci Rachel i Robbiego. Starają się przetrwać w nowych realiach.
Przejdźmy do niekonsekwencji i buraków, jakie pojawiły się w filmie (część z nich powtórzona za Wellsem), lecz pozostałe to istne babole i kasztany niegodne filmu stworzonego przez jednego z najbardziej rozpoznawalnych reżyserów. W tym momencie osoby, które nie oglądały powinny przeskoczyć do czytania następnego akapitu, gdyż ten fragment można potraktować jako SPOILER. Już na prawie samym początku mamy do czynienia z rażącym niedbalstwem (za które należałby się jakiś wyrok wieloletniego oglądania kolejnych odcinków "Mody na sukces"). Podczas wyłonienia się trójnogów i całego ich ataku cała elektronika po prostu zdycha... prawie cała, bo działa jeszcze jedna kamera i aparat. Co z tego, że przestały działać naszpikowane elektroniką zegarki, komóry, samochody. Cóż przecież czymś musieli uwiecznić pojawienie się pierwszego trójnoga. "Im dalej w las tym więcej butelek" - jak mówi stare indiańskie przysłowie, po chwili udaje się im wpakować swe gwiazdorskie zadki do jedynego działającego samochodu i gdyby to był jakiś stary model zrobiony za czasów, gdy elektronika w autach występowała tylko w filmach z Bondem i obrazach fantastycznych to można by uznać to za szczęście, a tak to coś więcej niż istny cud. Oczywiście podróż autkiem odbywa się w prawie sielankowej atmosferze, brak pędzących na złamanie karku ratujących swe życie uciekinierów, czy różnego rodzaju tałatajstwa które podczas kryzysowych sytuacji starają się skorzystać materialnie na toczących się wokoło zmaganiach. Bez problemów dojeżdżają do domu byłej żony, a tam znów cud nad cudami, spada samolot nie robiąc nawet małego kuku naszym bohaterom, nie wspominając już o tym, że uderzając w to miejsce nie niszczy auta, którym rodzinka Ferrierów rusza w dalszą podróż. I tak dalej, i tak dalej. Sposób przemieszczenia się na naszą planetę obcych - poprzez kapsuły z najeźdźcami dotransportowane przez pioruny... "Riders on the Storm". Wspomnę jeszcze o największym paszteciorze zniszczenia obcych pojazdów - wszystko pięknie, dopóki człowiek się nie zastanowi co do tego, iż leżąc pod powierzchnią naszej kochanej Matki Ziemi nie zaraziły się już wtedy i nie zginęły. Przecież powszechnie wiadome jest, iż bakterie znajdują się w prawie całym naszym globie. KONIEC SPOILEROWANIA.
A teraz postaram się poszukać pozytywów dla przeciwwagi powyższych przypadków klinicznego zaniedbania rzemiosła filmowego. Całe efekciarstwo efektów specjalnych zostało zrobione z wielkim rozmachem, by pokazać wydane miliony dolarów. I to widać, słychać i czuć. Zostały nieźle zrobione, dobrze oddane wybuchy i sceny masakry. Dołożyć po stronie pozytywów należy też zdjęcia naszego rodaka po tamtej stronie oceanu czyli Janusza Kamińskiego. Facet w każdym filmie pokazuje, jak dobrze polska szkoła operatorska potrafi wykuć w talencie świetnego zdjęciowca światowej klasy.
Ciekawym motywem było spotkanie przez Tomeczka psychopaty granego przez Tima Robinsa, człowieka który za wszelką cenę chce przetrwać i nic go od tego nie odciągnie. Nawet przypadkowi goście jakimi stają się Tomuś i Dakota. Tom Cruise bardzo słabo wypada w roli przeciętnego Amerykanina, który jedyne co ma to rodzinę. On się nie nadaje do odgrywania takich zwykłych zjadaczy chleba trudniących się pracą fizyczną. Widać że nie leży mu to, ale jako gwiazda nie mógł się przecież przyznać i zrezygnować, wszak miał zagrać u Spielberga. Dakota Fanning jest jeszcze gorsza od Tomka, ciągle tylko wybałusza gały, drze japę i ma wyraz twarzy jakby podczas napadu rozwolnienia w lesie zabrakło liści jako ekologicznego zamiennika papieru toaletowego. Poszła na łatwiznę ładując tu zapożyczone z jakichś horrorów emocje i ich ukazywanie. Jak na film wielkoekranowy i wielkobudżetowy to cholernie mało, jedynie Tim Robins oraz postacie drugo- i trzecio- planowe dają namiastkę dobrej roboty. Także klimat, który mozolnie był budowany w początkowej części filmu siada w pewnym momencie i żadne fikołki fabularne ni potrafią go wskrzesić, jednocześnie powodując popadanie w mimowolną i niezamierzoną autoparodię. Bo ileż czasu można patrzeć na zmęczonego Cruise’a, któremu się nie chce, czy Dakotę która chce ale nie umie?
I tak oto docieramy do sedna sprawy czyli przerosty formy nad treścią. W sumie sam pomysł Herberta George’a Wellsa pomimo trącenia myszką jest ciekawy i był jednym z pierwszych opisujących kontakt z obcymi. W literaturze fantastycznej po dziś dzień tworzy się na kopy książek i filmów o tym i jest to jeden z najbardziej wyeksploatowanych tematów obok podróży w czasie (jeśli chodzi o science fiction). Jak udowadnia nam dzieło Spielberg nie wystarczy wielka kasa, kilka głośnych nazwisk i efektowna otoczka, aby wycisnąć coś godnego uwagi i tych kilkunastu złotych wydanych na bilet do kina. Widać że stare, filmowe wygi zatracają świeżość spojrzenia poprzez zbyt grube pliki zielonych i najnormalniej w świecie nie muszą, albo im się nie chce za bardzo wysilać. Wolą zrobić ogromne widowisko z przerażającą ilością błędów wszelkiej maści niż kameralną opowiastkę, gdzie nawet minimalnym nakładem sił w swym filmowym lenistwie mogliby lepiej kontrolować to co się dzieje na kinowym ekranie. Cóż i tak dochodzimy do kolejnej fantastycznej wielkiej klapy obok "Armagedonu" czy "Dnia niepodległości".
Mugole i Magia
Jakże się ucieszyłem kiedy przeczytałem w sieci o planowanym wydaniu wyjątkowego opracowania dotyczącego Harry'ego Poterra, innego niż wszystkie wcześniejszego. Jeszcze większe było moje zaskoczenie, kiedy olbrzymie tomisko wylądowało na moim biurku parę dni przed polską premierą. Choć stary byk ze mnie, przeczytałem wszystkie tomy przygód młodego czarodzieja, postanowiłem jak najszybciej zapoznać się z tą książką. No i nastał moment aby podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami.
Zacznę od autora – George'a Beahma. Ten bardzo aktywny fan literatury fantasy i science fiction do tej pory ma na swoim koncie kilka opracowań dotyczących wielkich pisarzy i najbardziej znanych bohaterów literackich. Najbardziej godne uwagi są m.in. „The Essential J.R. Tolkien Sourcebook” czy „Stephen King from A to Z: An Encyclopedia of His Life and Work” ( mam nadzieje, że te publikacje również doczekają się swojej polskiej edycji).
No ale wróćmy do głównego wątku, czyli nieoficjalnego przewodnika o J.K. Rowling i fenomenie Harry'ego Pottera. Jak wspomniałem wcześniej opracowanie te to naprawdę olbrzymie tomisko. Książka liczy prawie 500 stron, wydana jest w twardej (i pięknej) oprawie, za co ukłon w stronę wydawnictwa Rebis. Duża czcionka, gruby papier oraz liczne kolorowe i czarno-białe ilustracje umilają wgłębianie się w magiczny świat. To tyle co można zobaczyć na pierwszy rzut oka.
Książka została skonstruowana tematycznie, podzielona na sześć głównych części. Na początek czytelnik ma okazje bardziej poznać twórcę całej potteromanii, czyli autorkę J.K. Rowling. W dwóch pierwszych częściach znajdziemy wszytko o jej życiu, począwszy od różnych ciekawostek, skończywszy na odniesieniach w przygodach Harry'ego do jej życia.
Kolejna część to spojrzenie na wszystkie ekranizacje. Znajdziemy tu szczegółowe informacje o trzech pierwszych filmach, łącznie z recenzjami, pełną obsadą i plakatami. Na dodatek autor serwuje nam ciekawe cytaty i dykteryjki filmowe oraz wypowiedzi różnych osobistości (m.in. Stevena Spielberga) dotyczące ekranizacji.
W części czwartej znajdziemy zaś wszelkie informacje dotyczące książek. Zaprezentowane zostały oryginalne okładki z różnych wydań, wszystkie tła powieści, dedykacje, wybrane recenzje, ważne cytaty, a nawet spojrzenie na parodię Harry'ego – powieść Michaela Gerbera - „Barry Trotter”.
Pozostałe dwie części poświęcone są wybranym towarom reklamowym czyli klockom Lego, grom komputerowym i karcianym, pluszowym zabawkom, a nawet artykułom gospodarstwa domowego. Na dodatek znajdziemy przewodnik po głównych stronach internetowych.
„Mugole i magia” to doskonały przewodnik i skarbnica wiedzy dla wszystkich fanów młodego czarodzieja. Każdy „mugol” po przeczytaniu książki może sprawdzić swoją wiedzę w teście o zróżnicowanym stopniu trudności, zawierającym ponad 220 pytań. Choć dla mnie pytania wydawały się trudne, młodym ekspertom raczej nie powinny sprawić problemów.
Więc jeśli uważasz się za prawdziwego fana młodego czarodzieja, Twoje szkolne zeszyty poobklejane są wizerunkami bohaterów serii, na Twoich półkach stoją figurki Harry'ego, najchętniej grałbyś w Quidditcha zamiast w piłkę, a zamiast psa czy kota wolałbyś sowę płomykówkę to Ciebie nawet nie trzeba namawiać. Tą książkę musisz mieć w swojej kolekcji i traktować ją jako lekturę obowiązkową. Jeśli zaś jesteś zwykłym zjadaczem chleba, który zapoznał się z przygodami Pottera, to polecam ten nieoficjalny przewodnik, abyś mógł pogłębić swoją „magiczną” wiedzę.
