Rezultaty wyszukiwania dla: Ana Ana

środa, 09 maj 2018 18:03

Kiedy Bóg zasypia

Motywy słowiańskie w literaturze fantastycznej cieszą się ostatnio coraz większą popularnością. I bardzo dobrze, bo drzemie w nich potencjał i stanowią przyjemną odskocznię od elfów, trolli i innych, typowo nordyckich postaci. Dodatkowym smaczkiem jest łączenie faktów historycznych z elementami fantasy, jednak – jak się okazuje – nie zawsze efekt jest zadowalający.

Akcja powieści Kiedy Bóg zasypia toczy się w czasach nie tylko fascynujących, ale i wyjątkowo tajemniczych, ponieważ na temat wielu ówczesnych wydarzeń niewiele obecnie wiadomo, a na temat innych historycy nadal toczą spory. Rafał Dębski wziął na warsztat sytuację w Polsce po nagłej śmierci Mieszka II, która wywołała chaos oraz pośrednio powstanie ludowe i tzw. reakcję pogańską. Zamieszanie wykorzystali Czesi, którzy najechali Polskę, grabiąc i siejąc zniszczenie.

Tyle mówi nam historia. U Dębskiego ogólny zarys przedstawia się podobnie, przy czym wybuch buntu jest bezpośrednio związany z intrygami żerców, czyli pogańskich kapłanów, którzy chcą powrotu dawnych bogów. Do gry wkraczają strzygi, upiory, wilkołaki i inne stworzenia kryjące się dotąd w gęstwinach lasów.

Główny wątek został podzielony na kilka mniejszych. Możemy więc przypatrywać się obydwu stronom konfliktu, zarówno ludziom dzierżącym władzę, jak i zwykłym wojownikom. A widzimy ich głównie w akcji, bowiem znaczna część powieści skupia się na walkach i mordowaniu. Właściwie niewiele jest scen, w których ktoś by nie zginął lub chociażby nie został ciężko ranny. Dla niektórych czytelników będzie to zaleta, dla innych wada, pewne jest jedno – krew się leje strumieniami.

Co pewien czas pojawia się także drugi, poboczny wątek przedstawiający nietypową historię miłosną. Z jednej strony, to chyba jedna z najpiękniejszych, mimo pewnych makabrycznych aspektów, opowieści o miłości, jaką ostatnio miałam okazję czytać. Z drugiej jednak strony, praktycznie w ogóle nie wiąże się z głównym wątkiem. Świetnie za to by się sprawdziła w roli oddzielnego, niezależnego opowiadania.

Sam pomysł na fabułę to chyba największa zaleta powieści, zwłaszcza że autor wplótł w nią postać Bolesława Zapomnianego i w oryginalny, aczkolwiek mroczny sposób wyjaśnił, dlaczego książę zyskał taki przydomek. Niestety, sam pomysł to za mało, a bazowanie na dość oderwanych od siebie scenach walk, nawet nieźle opisanych i okraszonych dużą ilością krwi, nie wystarczy by w pełni zawładnąć czytelnikiem. Powieści zabrakło nie tylko tego trudnego do zdefiniowania, magnetycznego „czegoś”, wdarł się także do niej pewien chaos, który sprawił, że momentami trudno było się zorientować, której ze stron (pogańskiej czy chrześcijańskiej) dotyczy dany fragment.

Nie spodobało mi się także wyraźnie negatywne przedstawienie religii słowiańskiej i jej kapłanów, którzy bez wyjątku właściwie są żądni krwi i władzy, przebiegli i okrutni. Pogańskie bóstwa i pomniejsze mitologiczne stworzenia również z niewielkimi wyjątkami pragną przede wszystkim siać śmierć i zniszczenie. Z kolei strona chrześcijańska, mimo że tutaj pojawia się kilku zdradliwych typów, pokazana jest jako ta lepsza, której warto kibicować. Zdecydowanie bardziej wolę, gdy autor nie opowiada się w tak zasadniczy sposób po jednej ze stron, szczególnie że w tym przypadku mamy do czynienia ze znacznie bardziej skomplikowaną sytuacją niż archetypowa walka dobra ze złem.

Nie to jest jednak głównym problemem powieści. Gdyby traktować ją jak książkę czysto fantastyczną, ocena nie byłaby taka zła, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę powyższe zarzuty. W wywiadzie dla portalu W polityce z 13 kwietnia b.r. autor stwierdza:

Poza wątkami fantastycznymi i ewidentnie fikcyjnymi postaciami, zapełniłem opowieść ludźmi i wydarzeniami znanymi ze źródeł i przekazów. Na poziomie realiów można się właściwie uczyć historii czytając takie pozycje.

I to wzbudza mój poważny sprzeciw. O ile nie przeczę, że w powieści pojawiają się postaci historyczne, o tyle z pewnością trudno uznać ją za źródło merytorycznej wiedzy. Poczynając od samego kontekstu buntu i wspomnianej reakcji pogańskiej, które miały przede wszystkim charakter społeczny i polityczny, a nie religijny, a na owych postaciach historycznych kończąc. Z lektury można na przykład wziąć za pewnik istnienie chociażby Bolesława Zapomnianego, które wcale takie pewne nie jest, a wręcz przeciwnie.

Pojawiają się też znacznie drobniejsze sprawy, jak choćby nazewnictwo związane już ściśle z realiami. W powieści pojawia się zarówno „zamek” (str. 272), jak i „miasto” (str. 304), o których nikt w pierwszej połowie XI wieku w Polsce nawet nie słyszał. Gwoli ścisłości, słowo „zamek” pojawiło się w języku polskim dopiero w XIV wieku. Można powiedzieć, że to szczegóły, ale skoro autor tak się chwali wiarygodnością realiów, nie powinien popełniać takich błędów. Zwłaszcza że niewykluczone, że może ich być znacznie więcej, tylko jako laik ich nie wyłapałam.

Dlatego naprawdę trudno jest w jednoznaczny sposób ocenić powieść Rafała Dębskiego. Jej ocena na pewno będzie zależała od oczekiwań czytelnika. Jeśli zaś szukacie realistycznych odniesień do historii, poszukajcie innej lektury. Jeśli jednak szukacie krwawego fantasy z dużą ilością walk i całkiem niezłym klimatem, powinno Wam się spodobać.

Dział: Książki
poniedziałek, 07 maj 2018 13:59

Triskel. Gwardia

20 czerwca nakładem Wydawnictwa Uroboros ukaże się kolejna książka pod naszym patronatem - "Triskel. Gwardia" Krystyny Chodorowskiej.

Bojowniczka o wolność i idealistka, obdarzona niezwykłymi umiejętnościami. A przy tym zwykła dziewczyna której los nie szczędzi trudnych wyborów. Poznajcie Mayday, która, zgodnie ze znaczeniem swego nowego imienia, zawsze jest gotowa pośpieszyć na pomoc. A w tle zamachy terrorystyczne, potężne korporacje, zaborcze Imperium, jednostka specjalna złożona z indywidualistów dysponującychsupermocami oraz tajemnicza, niebezpieczna moc spoza znanego świata i wymiaru. Nieodgadniony Lazur. Jakie naprawdę są jego zamiary? Dowiecie się z książki "Triskel. Gwardia" Krystyny Chodorowskiej. Brzmi dobrze? To przeczytajcie!
Maja Lidia Kossakowska

Dział: Patronaty
poniedziałek, 07 maj 2018 11:29

Otchłań. Księga II

Nadszedł czas na “Otchłań. Księga II”. Nadszedł czas Sharak - Ka.

Demony umysłu zjednoczyły pod swym przywództwem pomniejszych współbraci i prowadzą regularną walkę przeciwko ludziom. Kolejne osady padają. Ludzka krew miesza się z demonią juchą w proporcjach mało korzystnych dla mieszkańców ziemi. A na dodatek Królowa ma wyzwolić rój. Czy uda się Arlenowi i Jadirowi pokonać Królową? Czy Lesha obroni zakątek? Co stanie się z Abbanem? Na te i pozostałe pytania fani cyklu demonicznego znajdą odpowiedź w jego ostatniej części.

Peter V. Brett trzyma klasę do samego końca książki. Ba - dla mnie to stanowczo najlepsza część cyklu. Istna wisienka na demonicznym torcie. W tej bowiem części nie ma ani jednego nudnego czy przegadanego fragmentu, a jednocześnie nie sposób postawić autorowi zarzutu, że chce skończyć cykl na siłę, pakując w jedną książkę nadmiar zdarzeń. Księga II, to przemyślana do ostatniego szczegółu opowieść o ostatecznej rozgrywce pomiędzy demonami i ludźmi. Nic w niej nie jest oczywiste, nic przewidywalne. Bohaterowie giną niezależnie od tego czy darzymy ich sympatią czy nie. Brett bez litości wpuszcza ich w wir walki i patrzy co się stanie. Jedni mają tu swoje pięć minut, inni odsuwani są z areny zdarzeń, bo tak naprawdę nigdy dla tych zdarzeń istotni nie byli, tworząc jedynie tło i koloryt całości. W tej części brak jest miejsca na zbędne słowa czy opisy.

“Otchłań. Księga II” to dowód na to, że dobry pisarz zawsze ma szansę stworzyć dzieło lepsze od swego najlepszego. Kto czytał moją recenzję pierwszej księgi, ten wie, jak mnie zachwyciła. Bałam się wręcz, że na koniec się rozczaruję, bo księga druga nie dorówna. Nic takiego. Zachwyca bardziej. Każdym zdaniem. Każdym opisem.

No i oczywiście oprawa graficzna. Dominik Broniek i jego wizje demonów - piękne pięknem grozy. Nieustająco wspaniała kreska. Nieustająca dbałość o każdy detal.

Czapki z głów drodzy państwo i przed autorem i przed rysownikiem.

Dział: Książki
poniedziałek, 07 maj 2018 10:19

Dni Fantastyki

Zamkiem we wrocławskiej Leśnicy 29 czerwca-1 lipca zawładną powtarzane przy ognisku opowieści, dawne baśnie, mrożące krew w żyłach horrory i przyprawiające o ciarki creepy pasty. Przygotujcie się, ponieważ tegoroczna, czternasta już edycja Dni Fantastyki zabierze Was do świata mrocznych opowieści!

Dział: Konwenty
sobota, 05 maj 2018 16:09

Miszmasz!

Miszmasz! to dynamiczna, szybka gra towarzyska na spostrzegawczość i refleks, która sprawdzi się świetnie zarówno, jako gra rodzinna, jak i imprezowa. Nie można by spodziewać się czegokolwiek innego biorąc pod uwagę fakt, że projektantem Miszmaszu! jest Tom Vuarchex, ten sam, który stworzył Jungle Speed. Jeśli dołączymy do tego niewielkie rozmiary gry oraz fakt, że zbliża się okres wakacji, wyjazdów młodzieży na obozy, to znajdziemy idealną grę na zbliżający się letni sezon.

Dział: Gry bez prądu
piątek, 04 maj 2018 15:17

Pan Lodowego Ogrodu. Tom 3

Autorzy bardzo lubią kończyć książki w jednym z najlepszych jej momentów. Jest to niebywale okrutne, jeśli nie mamy pod ręką kolejnych części powieści. Jarosław Grzędowicz również postanowił dołączyć do grona pisarzy-brutali i zakończył tom drugi „Pana Lodowego Ogrodu” w bardzo emocjonującej chwili. Na szczęście tom trzeci szybko znalazł się w moich rękach i mogłam dalej śledzić losy swoich „ukochanych” – Vuko i Filara.

„Pan Lodowego Ogrodu 3” tempem akcji bije poprzednie tomy na głowę. Tyle się w nim działo, że nie oderwałam się od książki nawet na chwilę, a ta nagle... po prostu się skończyła. Historia się urwała – z niedowierzaniem wpatrywałam się w ostatnią stronę. W tamtym momencie nie miałam jeszcze tomu kolejnego, więc była to dla mnie najprawdziwsza tortura! Szczególnie, że w tym tomie losy głównych bohaterów w końcu się splatają i zżerała mnie ciekawość, jak ich historia potoczy się dalej, a tu... Grzędowicz po prostu bestialsko urwał opowieść! Byłam zdruzgotana i wściekła, i smutna, ale wciąż zakochana w świecie Midgaardu, bowiem po tym tomie jawił się już w pełni przed moimi oczami. Na samą myśl, że nie znam jeszcze wszystkich jego sekretów, bo przede mną lektura jeszcze jednego tomu, wręcz szalałam z niecierpliwości i radości. Nie mogłam doczekać się kolejnej dawki niepokojących istot, kolejnych walk, starć o władzę, niebezpiecznej gry... i lekkiego pióra Grzędowicza, którym mnie w trzecim tomie niezwykle pozytywnie zaskoczył. Zabawne żarty, puszczanie oka do czytelnika i – przede wszystkim – malowniczy i perfekcyjne splątane wątki. „Pan Lodowego Ogrodu 3” to po prostu majstersztyk!

„Istnieje w świecie siła, która sprawia, że zawsze nadchodzi nowy początek. Z pogorzeliska kiełkują kwiaty, od pnia odrasta młode drzewko, a zmrożona, martwa ziemia staje się żyzną glebą gotową na pług. Szramy zabliźniają się i zmieniają w nowe ciało. Człowiek złamany rozpaczą ociera pewnego dnia łzy, unosi głowę i znowu dostrzega, że świeci słońce. Rany się goją.”

Cykl „Pana Lodowego Ogrodu” jest zdecydowanie jedną z najlepszych serii współczesnej polskiej fantastyki. Rozbudowane, mroczne uniwersum, rewelacyjni bohaterowie, magia, walka o władzę nad światem – to wciąż nie wszystko, co oferuje nam proza Grzędowicza. Żałuję, że to już przedostatnia część tego fantastycznego cyklu, a jednocześnie cieszę się na poznanie zakończenia tej historii. Tom czwarty bez wątpienia będzie kolejnym wielkim – i pozytywnym – zaskoczeniem. Polecam serdecznie każdemu miłośnikowi niebanalnej i nieco skomplikowanej literatury fantastycznej.

Dział: Książki
piątek, 04 maj 2018 14:54

Blank

Dzieci niechętnie trzymają się zasad. Ja wiem że to banał ale wychodząc od tej oczywistości do czegoś zmierzam. Otóż dzieci nie lubią zasad nie tylko w życiu codziennym – w domu, przedszkolu, szkole itp. – dzieci na ogół chciałyby naginać zasady do własnych upodobań wszędzie, również podczas zabawy. Ileż to sprzeczek między rówieśnikami wynika z nieporozumień na tym tle! Zauważają to głównie opiekunowie dzieci, ale te dążenie do ustalania własnych zasad spostrzegli również wydawcy gier. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie gdy trafiłam na grę „Blank” wydawnictwa Rebel, która w pewnym sensie odpowiada na potrzeby osobników aspirujących do tworzenia obowiązujących praw.

Zacznijmy od powierzchowności. Gra mieści się w zgrabnym pudełeczku otwieranym na zasadzie szufladki. Półkolisty otworek na palucha ułatwia wysuwanie szufladki bez uszczerbku dla opakowania. Wewnątrz mieszczą się karty oraz instrukcja obsługi. Karty wydrukowano są na gładkim, kredowym, kartoniku średniej gramatury. Grafika jest tu bardzo prosta – zapewne by nie odstawać od poziomu potencjalnych artystów-graczy, którzy dostąpią zaszczytu gryzmolenia po kartach. Instrukcję gry wydrukowano na cienkiej kredowanej kartce. Wszystko to całkiem zgrabne i przyjemne dla oka i dłoni.

Zasady gry „Blank” są proste i trochę przypominają „Makao” – gracze kolejno odkładają ze swojej puli karty pasujące kolorem lub cyfrą do leżącej aktualnie na wierzchu stosu. Wygrywa ten, kto najszybciej pozbędzie się kart. O ile jednak w „Makao” istotne jest głównie zwycięstwo, o tyle w przypadku „Blank” cała zabawa tkwi w tym co dzieje się po drodze. Znaczy podczas łapania króliczka. Otóż stworzono tu system zasad, kar i poleceń, by trochę namieszać w rozgrywce i rozbawić graczy. Zatem gracze muszą w określonych warunkach dobrać kartę ze stołu, wymienić się swoimi kartami z innym uczestnikiem lub poruszać się ślimaczym tempem do końca rozgrywki – cokolwiek wyniknie z zasad gry, polecenia na karcie lub decyzji uprzywilejowanego w danej chwili współgracza.

Ale nie to jest jeszcze najciekawsze. Otóż pośród kart znajdują się również niemal całkowicie puste sztuki, które podczas kolejnych rozgrywek zwycięzcy zapełniają własnymi zasadami. Dzięki temu każdy egzemplarz gry „Blank” jest wyjątkowy, jak podkreśla producent. Ja myślę, że jest jeszcze jeden plus takiej koncepcji – element twórczy, kreatywność, współtworzenie czegoś w ramach pewnej konwencji gdzie musisz wziąć pod uwagę praktyczne zastosowanie swojego pomysłu przez inne osoby. I jeszcze coś – na pudełeczku pozostawiono miejsce na Twoją nazwę Twojej gry.

„Blank” bardzo przypadła do gustu mojemu ośmioletniemu synowi. Głównie koncepcją tworzenia własnych zasad – te oryginalne nagiął już na początku wymyślając kilka własnych, nim zdążył z kimkolwiek wygrać i nabrać po temu uprawnień. Mnie również gra przekonała – nie ukrywam, że zagrał też sentyment do czasów, gdy jako dziecię konstruowałam własne planszówki z absurdalnymi zasadami. Jednak gra i bez takich wspomnień ma szansę trafić do potencjalnego gracza – proste zasady i luz, z jakim twórcy podeszli do swojego pomysłu sprawdził się.

Dział: Gry bez prądu
środa, 02 maj 2018 19:04

Aż do śmierci

Istniały dwa typy śmierci. Prawdziwa, jak ta, która spotkała tę biedaczkę. Wraz z cierpieniem znikały ciało i dusza. Jednak istniała też druga - kiedy nie było duszy, a ciało nadal egzystowało, żyjąc z dnia na dzień, niczym pusta skorupa. *

Żyjąc z dnia na dzień nawet przez chwilę nie podejrzewamy, że ktoś może nas obserwować. Uczyć się naszych zwyczajów, planu dnia... i czekać na ten jeden moment, kiedy będziemy sami i będzie mógł zrobić to, na co czekał tyle czasu. Odbierze nam wolność i poczucie bezpieczeństwa, sprawi, że przyszłości może już nie być.

Dekadę po tym, jak Sasha cudem uciekła seryjnemu mordercy, zwanemu przez wszystkich Panem Młodym, kobieta wraca do rodzinnego miasta, by pomóc mamie w prowadzeniu rodzinnego interesu. Boi się tego, bo po tych strasznych przeżyciach uciekła, jak najdalej mogła i odcięła się od wszystkich. Nie wie, jak zostanie przyjęta i czy jest jeszcze ktoś, kto nie ma jej tego za złe. Jak się okazuje, obawy były bezpodstawne, z jej powrotu nie cieszy się tylko mama, ale i jej przyjaciele oraz Cole, który nigdy o niej nie zapomniał. Niestety jest też ktoś, komu jej przybycie nie jest na rękę i okazuje to bardzo wyraźnie. Ponadto znowu zaczynają ginąć kobiety - zwykły przypadek czy ktoś naśladuje mordercę sprzed lat? Czy Sasha ma z tym coś wspólnego?

Do tej pory Jennifer L. Armentrout znana mi była z powieści new adult oraz paranormal romance i jak dotąd nie zawiodłam się na ani jednej przeczytanej książce. Czy z Aż do śmierci jest podobnie? Czy autorka odnalazła się w innym gatunku?

Z lekkimi obawami zabrałam się za czytanie Aż do śmierci, ale te szybko minęły, bo okazało się, że styl autorki jest dobrze mi znany, a sama historia wciąga od niemal pierwszych stron. Fabuła jest przemyślana, łączy ze sobą nutkę romansu oraz dużą dawkę thrillera, to sprawia, że czytanie jest czystą przyjemnością. Zwłaszcza że wątek morderstw jest bardzo dobrze dopracowany, Armentrout potrafi budować napięcie, mamić czytelnika mylnymi poszlakami i podsuwać rozwiązania, które mogą, ale nie muszą być prawdziwe. Ja się dałam zmylić, autorka do końca zwodziła mnie i finał historii był dla mnie ogromnym zaskoczeniem, zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy.

Jeśli chodzi o postacie, to muszę przyznać, że powieściopisarka świetnie poradziła sobie z ich charakterystyką. Szczególnie Sashy, która stała się ofiarą i musiało upłynąć sporo czasu, zanim zaczęła względnie egzystować, a jeszcze więcej, zanim nauczyła się na nowo otwierać na ludzi i próbować normalnie żyć. Równie fascynujący jest rys psychologiczny Pana Młodego, który odkrywamy bardzo powoli, ale każdy nowy element układanki jest coraz bardziej przerażający. Prawdę mówiąc, każda z postaci ma swój charakter i wyróżnia się na tle innych, zachowanie niektórych może być podejrzane, a inni potrafią umiejętnie nosić maski. Trudno stwierdzić komu można ufać, a komu nie.

Aż do śmierci wciągnęło mnie od początku i przełamało moją niemoc czytelniczą, więc już samo to sprawia, że patrzę na nią przychylnie. Na szczęście to nie wszystkie jej atuty. Losy Sashy intrygują i wraz z nią przeżywałam wszystkie wydarzenia, bo nie da się nie żyć z bohaterką i jej bliskimi. Armentrout świetnie poradziła sobie z napisaniem thrillera, zadbała o emocje, o to by było tajemniczo, niepewnie i niebezpiecznie. Równoważy wątki, uczucia, dba o napięcie i utrzymanie zainteresowania czytelnika od początku do końca.

Reasumując, uważam, że Aż do śmierci spodoba się fanom autorki oraz wielbicielom dobrze napisanych, ale nie krwawych, thrillerów. Wzbudza masę emocji i zapada w pamięć, ale co ważniejsze, pozwala zajrzeć w umysł seryjnego mordercy.

Dział: Książki
środa, 02 maj 2018 18:29

Dobble Plaża

Zanurkuj z pluskiem po zwycięstwo wszędzie tam, gdzie porwie Cię fala przygody, dzięki zupełnie nowej, bardzo trwałej i wodoodpornej wersji ulubionej gry rodzinnej!

Dobble Plaża to 30 kart, na których znajdziecie po 6 symboli związanych z morzem i plażą. Na 2 dowolnych kartach zawsze znajduje się dokładnie 1 wspólny symbol. Niezależnie od tego, czy grasz nad jeziorem, na basenie czy w wannie, Twoim celem jest jak najszybciej odnaleźć wspólny symbol i wygrać!

Dział: Bez prądu
środa, 02 maj 2018 18:11

Technomagowie

Francja, początek okresu La Belle Epoque

W Paryżu energia staje się zamiast pary źródłem zasilania dla maszyn, zaś węgiel ustępuje miejsca kryształom many. Francja wykorzystuje Wystawę Światową, by pokazać swoją potęgę i zademonstrować nową tajną broń: okazałą magiochronną wieżę Gustawa Eiffela.

Ty, jako utalentowany student technomagii, otrzymujesz zadanie znalezienia cennej many niezbędnej do funkcjonowania Żelaznej Damy. Wykaż się inteligencją i umiejętnościami – dokonaj właściwych wyborów i doprowadź swoją misję do końca, bo tutaj bohaterem jesteś Ty!

Dział: Zakończone