Rezultaty wyszukiwania dla: thriller

środa, 11 sierpień 2021 11:16

Matnia

Zuza nigdy nie miała łatwego życia, jako wychowanka domu dziecka mogła liczyć tylko na siebie i swoją przyjaciółkę Agatę, również wychowankę ośrodka. Teraz jest w bliźniaczej ciąży z mężczyzną, który oszukał ją na dwa miliony złotych i znikł. Zuza nie widzi żadnego wyjścia z tej ciężkiej sytuacji, ale nieoczekiwanie pojawia się tak długo oczekiwany rycerz na białym koniu. Marek zakochuje się w kobiecie, obiecuje kochać nienarodzone jeszcze dziewczynki jak własne córki i proponuje Zuzie przeprowadzkę do domu po rodzicach, znajdującego się w wiosce zwanej Toporzycami. Zakochana kobieta szybko się zgadza; cieszy się, że może wreszcie z nadzieją patrzeć w przyszłość. Być może wykorzystała już swój limit nieszczęść.
 
I choć wioska jest bardzo malownicza, to jej mieszkańcy wzbudzają pewne zastrzeżenia przyszłej matki. Nie wie, jakie intencje kryją się za pośpiesznie rzucanymi spojrzeniami. I dlaczego w Toporzycach nie ma żadnych dzieci prócz opóźnionego w rozwoju Janka i jego siostry Basi. Do tego dochodzi sprawa zaginięć trzech Ukrainek, które podobno również mieszkały w owej wiosce.
 
A może to tylko teorie spiskowe, stworzone w zalewanej ciążowymi hormonami głowie?
 
Wciąż pamiętam emocje, jakie towarzyszyły mi podczas pierwszej lektury książki Przemysława Piotrowskiego, pt. „Piętno". Wiedziona dobrymi przeczuciami i nadzieją na kolejną, mocną pozycję, sięgnęłam więc po „Matnię". Szczególnie że ma ona wysokie noty na portalach literackich, opis zaś brzmiał bardzo mrocznie, a tym samym zachęcająco. Niestety, w przypadku najnowszej książki autora towarzyszyła mi przez większość czasu, no cóż, nuda.
 
Toporzyce - mała wioska gdzieś na końcu świata, w której przyjezdnego witają piękne krajobrazy, ale również obraz rozwalających się chałup i ludzi niekoniecznie przyjaźnie nastawionych do przyjezdnych. To zupełnie inny obraz polskiej wsi niż przedstawiany jest w serialach. Takie pierwsze skojarzenie towarzyszyło naszej głównej bohaterce. Nie przeprowadziła się tam jednak dla miłego sąsiedztwa, tylko dla siebie i swoich dziewczynek. I oczywiście dla Marka, którego obdarzyła szczerym uczuciem. Jej wybranek jest oczywiście idealny w każdym centymetrze - przystojny, zadbany, opiekuńczy. I wyratował ją z trudnej sytuacji, co też ma ogromne znaczenie. Chociaż praktycznie się nie znają, Zuza bez oporów porzuciła dotychczasowe życie dla niego. A jednak nie jest tak kolorowo, jak wymarzyła sobie kobieta.
 
Nie da się przeoczyć tego, jak idealny jest Marek - Zuzanna praktycznie od początku zalewa nas swoimi „ochami” i „achami”, które ja odbierałam jako odrobinę na wyrost przez wzgląd na to, że znali się za krótko, by mogła być go stuprocentowo pewna. No ale cóż, w życiu bywa przecież różnie. Nie ukrywam, że nieco mnie to jednak bawiło. Bohaterka zarysowała nam obraz Toporzyc jako prawdziwej wsi, zamieszkanej przez prawdziwych wieśniaków - patologia, przekleństwa, brak stałej pracy. Ekstremalny obraz, rzekłabym. Ciekawe, czy gdzieś jeszcze rzeczywiście tak jest.
 
Od początku ma nam towarzyszyć mroczna atmosfera tego miejsca, a jednak wieje nudą. Przez ponad trzysta stron nie dzieje się nic godnego uwagi. Owszem, Zuzannie naprzykrza się upośledzony Janek, który ewidentnie stara się jej coś przekazać, a mieszkańcy są dość specyficzni, ale to tyle. Oczywiście kobieta dowiaduje się od pewnego policjanta o trwających poszukiwaniach trzech zaginionych Ukrainek i wraz z Agatą rozpoczynają swoje prywatne śledztwo, ale... cóż. Więcej czasu kobieta spędza na kanapie, mnożąc teorie spiskowe w głowie niż na rzeczywistym działaniu.
 
Nie wymagałam od niej oczywiście wszelakich czynów wymagających nadmiernego ruchu i stresu (w końcu jest w bliźniaczej ciąży!), ale rozmyślanie nad wszystkim też raczej nie przynosiło pożytku. Ani jej, ani mnie. Faktem jest, że z chęcią obstawiłabym, co też dzieje się w Toporzycach, ale miałam do tego zbyt mało informacji. Tak jak wspomniałam, przez większą część lektury towarzyszymy Zuzannie w oglądaniu Netfliksa albo czytaniu książki. Dopiero na ostatnich stronach wreszcie coś się ruszyło, wszystkie sekrety wioski wyszły na jaw, ale to zdecydowanie za mało, by „Matnia” zasłużyła na wyższą notę niż słaba trójka.
 
Jestem rozczarowana. Co prawda to nie pierwszy raz, gdy jakaś książka zbiera wysokie oceny, a później okazuje się klopsem, aczkolwiek poznałam już trochę wyobraźnię tego autora i spodziewałam się czegoś więcej. A tak dostałam nudną główną bohaterkę, która wydaje się taka trzpiotowata. Więcej stękania i narzekań niż czegokolwiek innego. Nawet mocne zakończenie nie sprawiło, że poczułam coś głębszego do tej pozycji. Myślę, że jest to najsłabsza pozycja w dorobku Przemysława Piotrowskiego.
Dział: Książki
niedziela, 08 sierpień 2021 22:39

Zapowiedź: Wnyki

Po fenomenalnym debiucie powieścią „Znachor” Michał Śmielak powraca ze swoją drugą książką. W trzymającym w napięciu, bezkompromisowym thrillerze z mistrzowską precyzją obnaża ciemne i ponure zakamarki ludzkiej duszy – od wieków niezmiennie podatnej na kuszenie i skłonnej, aby tłumaczyć małe i nikczemne czyny wielkimi ideami. 

Wnyki to urocza wioska zatopiona w górskim krajobrazie Karkonoszy, do której przenoszeni są duchowni, którzy nadszarpnęli zaufanie swoich zwierzchników i parafian. Czas płynie tam jakby wolniej, gościnność mieszkańców uspokaja, średniowieczny kościółek zachęca do zadumy, nawet jeśli miejscowe legendy mówią o Kościele Chrystusa Mściwego, gdzie podobno sam Zbawiciel schodzi z krzyża, aby brutalnie wymierzać sprawiedliwość…

Młody kapłan, ksiądz Piotr Dębicki, przyjeżdża tutaj na urlop i tydzień później znika bez śladu. Nieoficjalnego śledztwa podejmuje się Kosma Ejcherst, poproszony o to przez swojego wuja, wpływowego biskupa. W ten sposób trafia do Wnyków – i tak jak zwierzę zbyt późno orientuje się, że wpadło w sidła zastawione przez myśliwego – tak i on nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia. Kosma rozpoczyna nierówną walkę o prawdę w świecie kłamstw, niedomówień i prywatnych wizji porządku świata, w którym nikomu nie można ufać. 

Zdegenerowani księża, wioska spowita zmową milczenia, policjant pokłócony z Bogiem. Z której strony nadejdzie zagrożenie? Czy prawda sumienia się obroni? A czymże jest prawda?

Daj się złapać we Wnyki! Ekscytujący wielowątkowy thriller, znakomita literatura rozrywkowa, nie tylko na lato. 
Robert Wiśniewski, "Magazyn Dobre Książki"



Tytuł: Wnyki
Autor: Śmielak Michał
Wydawnictwo: Wydawnictwo Initium
Język wydania: polski
Język oryginału: polski
Liczba stron: 464
Numer wydania: I
Data premiery: 2021-09-10

Dział: Książki
niedziela, 08 sierpień 2021 22:08

Utracony element

Nie od dziś wiadomo, że ludzki umysł potrafi płatać figle i to nie tylko w przypadku choroby. Wystarczy zmęczenie, a nawet sugestia, by zmienić nasz obraz widzenia sytuacji. Nie potrzeba do tego osób trzecich, gdyż w naszej naturze leży pragnienie przetrwania, a umysł odgrywa niebanalną rolę – niestety, często sprowadzając nas na manowce. Żyjemy schematycznie, przyjmując za pewnik to, co znane, a więc bezpieczne, dając się złapać w taką pułapkę, jak efekt pierwszego wrażenia czy inne. Tylko jak daleko nasz umysł może nas zwodzić? Jak bardzo możemy się mylić? Gdzie leży granica między zdrowiem psychicznym a szaleństwem?
 
Odpowiedzi na te i wiele innych pytań rodzących się w trakcie lektury, znajdziemy w książce pt. „Utracony element”, autorstwa Adrianny Rozbickiej. Opublikowana nakładem wydawnictwa MOVA publikacja szokuje, dezorientuje i skłania się do zastanowienia nie tylko nad naturą ludzkiego umysłu, ale również nad tym, co my właściwie czytamy i do jakiego gatunku należy zaliczyć książkę – kryminał a może fantasy? Niezależnie od szoku, który przeżywamy podczas lektury i chaosu, który się wkradł już od pierwszych stron, brniemy mozolnie przez kolejne rozdziały, z jednej strony zastanawiając się nad przyczyną takiego masochizmu, z drugiej zaś coraz bardziej wciągając się w opowieść, usilnie zastanawiamy się, o co właściwie w tej historii chodzi.
 
Poznajemy Konstantyna, młodego mężczyznę pochodzącego z krakowskiej Huty, mieszkającego od wielu lat w Londynie. Udało mu się zrobić karierę w firmie brokerskiej zajmującej się doradztwem inwestycyjnym, jest przystojny, bogaty, może przebierać w kobietach, prowadzi też wystawny tryb życia, choć tak naprawdę skoncentrowany na karierze nie ma nawet czasu na podtrzymywanie znajomości. Nie jest lubiany, bo zupełnie o popularność i sympatię nie zabiega, udało mu się zdobyć tylko jednego przyjaciela. Dość osobliwego o zupełnie odmiennej posturze, osobowości czy ambicjach, Gramma. Bezrobotny syn portiera o mało atrakcyjnej aparycji i zerowych oczekiwaniach wobec życia uzupełnia niejako Konstantyna i świetnie się razem czują, w żadnej mierze ze sobą nie rywalizując.
 
To wygodne życie Konstantyna rozsypuje się w ciągu kilku chwil niczym domek z kart. Kiedy pewnego dnia wychodzi z pracy, zatrzymuje się przy nim piękna dziewczyna, wciskając mu do kieszeni tajemniczy przedmiot. Mężczyzna usilnie zastanawia się, skąd może ją znać, ale przede wszystkim uderza go strach dziewczyny, a zanim zdąży zainterweniować, nieznajoma znika. Wkrótce Konstantyn ma szansę przekonać się, jak to jest, kiedy w jednej chwili rozpada się życie niczym domek z kart. Wkrótce po ucieczce dziewczyny sam rzuca się do biegu, gdyż jest ścigany przez podejrzanie wyglądających typów. Kiedy jednak później weryfikuje zdarzenia z zapisem kamery – jest na dworze sam. To nie koniec zaskoczeń, bo okazuje się, że w miejscu pracy nie poznaje go portier, jego przepustka nie działa, co więcej, nie ma go nawet na liście zatrudnionych pracowników, a szef odkłada telefon od niego, myśląc, że to pomyłka. Nie może się też skontaktować z żadnym z klientów, a jego dom przypomina pobojowisko.
 
Jednak straty materialne są niczym. Najgorsze, że wszystko wskazuje na to, że w niebezpieczeństwie znajduje się Gramm. Mimo starań, Konstantyn nie może go odnaleźć, jedyną wskazówką może być pocztówka. Czy to wystarczy, by uratować przyjaciela? Czy Gramm faktycznie znajduje się w niebezpieczeństwie? O co chodzi w przypadku Yumy, młodej kobiety cudem wyleczonej z raka, która krótko po uzdrowieniu zaczyna słyszeć głosy? Jaki jest cel pojawiającego się na drodze Konstantyna sławnego włoskiego neurochirurga i psychiatry? Co jest prawdą, a co wytworem umysłu bohatera.
 
Historia opisana z perspektywy trzech bohaterów zaskakuje, ale też dezorientuje. Długo nie możemy zrozumieć, o co naprawdę w niej chodzi, ilość wątków i osób sprawia, że zaczynamy się w niej gubić. Jednak zainteresowanie tym, by odkryć prawdę, jest ogromne i nie możemy oderwać się od lektury, aż do ostatniej strony. I choć w powieści znajdziemy dużo medycznej terminologii, choć niektóre wątki czy sceny wydają się zbędne, to książka jest jedną z tych, o których się długo myśli, analizuje i zastanawia się, co jeszcze przeoczyliśmy.
Dział: Książki
wtorek, 27 lipiec 2021 17:03

Premiera: Ziemia nieświęta

Pasjonujące połączenie mrocznego thrillera i science fiction o podróżach w czasie w realiach alternatywnej wizji świata.

Dział: Patronaty
sobota, 31 lipiec 2021 12:33

Pogranicznik

Zimny, październikowy wiatr od początku zapowiadał, że tej nocy wydarzy się coś niecodziennego. Na szczycie Orlicy zostają odnalezione zwłoki mężczyzny. Wszystko wskazuje jednak na to, że należą do człowieka zmarłego wiele lat temu. Ktoś „zabawił się”, profanując grób i wynosząc je aż na szczyt. Jednak tu nie kończy się sprawa; szybko okazuje się, że sprawca ma większy plan. Giną kolejne osoby, a jedynym wspólnym mianownikiem jest przedziurawiona czeska moneta z 1900 roku - uniwersalny podpis sprawcy.
Do śledztwa zostaje przydzielona starsza aspirant Lena Dobrowicz, nowa tymczasowa mieszkanka Orlickiej wioski. Od jej przyjazdu krążą o niej przeróżne informacje, budzi jednocześnie zaciekawienie i zniesmaczenie okolicznych matron, przyzwyczajonych do spokojnych, ułożonych dziewcząt. Lena jednak jest nie tylko bezczelna, ale też bardzo skuteczna. Tym razem ma połączyć swoje siły z psychologiem Oktawianem Szakalikiem. Zależy im na jak najszybszym schwytaniu szaleńca - obawiają się bowiem, że ciał może być jeszcze więcej.
 
Czy Lena przebije się przez mur niechęci miejscowych, by uzyskać tak niezbędne śledztwu informacje? I czy wypadek sprzed lat może mieć jakikolwiek związek z tym, co dzieje się obecnie?
 
Już po opisie od wydawcy książka autorstwa Joanny Bagrij wydawała się intrygująca. Ciekawa byłam, jaka tajemnica kryje się na tych prawie pięciuset stronach. W końcu taka objętość daje pole do popisu, co nie każdy potrafi dobrze wykorzystać. Na szczęście zostałam zaskoczona pozytywnie.
 
Pierwsze, co rzuca się w oczy już na samym początku, to bohaterowie. Mamy tutaj dwójkę głównych postaci - Lenę Dobrowicz oraz Oktawiana Szakalika. Ich charaktery zbudowane są na zasadzie opozycji: starsza aspirant jest kobietą wyzwoloną, pewną siebie, cyniczną. Bierze od życia to, co chce, nie przywiązując się zbytnio ani do miejsc, ani do ludzi. Silna osobowość. Psycholog na jej tle wypada bardzo... spokojnie. Oddaje się całkowicie pracy, jest profesjonalistą. Jednocześnie jego życie prywatne nie istnieje, nic więc dziwnego, że jego zainteresowanie przyciągnęła Lena. Razem tworzą duet może nie idealny, ale na pewno bardzo ciekawy. Oboje mają w sobie to samozaparcie, które wbrew wszystkim przeciwnościom pcha ich do rozwiązania sprawy. To bohaterowie z gatunku tych, którzy zapadają w pamięć na długo.
 
Joanna Bagrij bardzo dobrze oddała również atmosferę małego miasteczka. Lena - jako ta „nowa" - budzi ogromne zainteresowanie, ale też niesmak. Lokalna społeczność nie jest przyzwyczajona do osób, które żyją tak, jak chcą, mając w poważaniu opinię innych. Każdy zna każdego i trzeba naprawdę wiele się natrudzić, by „obcy” wyciągnął od nich jakiekolwiek informacje.
 
Śledztwo jest tym bardziej skomplikowane, że prócz przedziurawionej monety policja nie ma praktycznie nic. Co prawda kilkakrotnie już wydaje się, że są blisko, lecz ostatecznie okazuje się to ślepym zaułkiem. Czytelnik ma pole do popisu, te nieliczne wskazówki w jakimś stopniu pomagają wytypować prawdopodobnego sprawcę. Ostatecznie i tak okazuje się to fiaskiem, lecz przynajmniej lektura zmusza nas do uważnego śledzenia wydarzeń i przede wszystkim myślenia. Mroczna atmosfera Orlickiego miasteczka dodaje tylko smaczku całej opowieści. Fabuła „Pogranicznika” to nie tylko poszukiwanie mordercy. Wiąże się z nią również historia sprzed lat, o której nasi bohaterowie początkowo nie mieli pojęcia. Być może niektórzy będą mogli odnaleźć w niej również prawdę o swoim pochodzeniu...
 
Tajemnice, tajemnice i jeszcze raz tajemnice - coś, co większość z nas lubi najbardziej. Im mroczniejsza, tym ciekawsza. Im fabuła bardziej skomplikowana, tym lepiej. Myślę, że „Pogranicznik” ma w sobie coś, co każe nam zwrócić na tę pozycję uwagę. Niby nie powala na kolana, ale jednocześnie potrafi przyciągnąć i utrzymać naszą uwagę. Nie jest w żaden sposób przesadzona, wszystkie elementy idealnie do siebie pasują, współgrając. Niemal nie czuje się, że ta lektura jest tak obszerna. Akcja wartko gna przed siebie, nie było chyba ani jednego rozdziału, podczas czytania, którego poczułabym nudę. Zarówno próby psychologicznej analizy sprawcy przez Oktawiana, jak i dążenie Leny do uzyskania odpowiedzi na coraz liczniejsze pytania były bardzo wciągające. Oby więcej takich książek.
Dział: Książki
sobota, 31 lipiec 2021 12:21

Sowniki

Bernard sądził, że wie wszystko o swojej żonie, Weronice. Kochał ją do szaleństwa i czuł, że uczucie jest odwzajemnione. Gdy więc kobieta umiera w wypadku, jego szczęśliwe dotychczas życie rozsypuje się jak domek z kart. W niczym nie widzi już sensu. Może właśnie dlatego wpada na pomysł, by wyruszyć do rodzinnej wsi zmarłej żony, Sowników. Nigdy nie miał okazji poznać jej bliskich prócz siostry. Teraz liczy na to, że spacer uliczkami, którymi chadzała w młodości Weronika, uspokoi trochę jego skołatane nerwy, a poznanie jej ojca ułatwi przeżywanie żałoby.
Na miejscu zostaje przyjęty przez mieszkańców ciepło, choć z dystansem; nikt nie wie, dlaczego po tylu latach Bernard postanowił odwiedzić Sowniki. Nie przeszkadza im to jednak w podzieleniu się z mężczyzną historiami o zaginięciu kobiet sprzed lat. Jedną z zaginionych była matka Weroniki.
Coś w postawie mieszkańców i w ich sprzecznych opowieściach nie pasuje Bernardowi. Zastanawia się, czy zmarła żona nie miała dobrego powodu, by trzymać go z daleka od jej rodzinnej miejscowości. Co ukrywała?
 
Nie ma to jak mroczna tajemnica sprzed lat, skryta pośród spętanych mgłą, podlaskich lasów. Długo nie musiałam się zastanawiać nad sięgnięciem po tę pozycję. Byłam szczególnie ciekawa, jak autorka poradziła sobie z historią- „Sowniki” są bowiem jej debiutem literackim. I szczerze powiedziawszy chciałabym, żeby każdy debiut udał się tak dobrze, jak Kamili Bryksy.
 
Trudno sobie wyobrazić, co czuje mężczyzna po utracie ukochanej żony. Zupełnie nie dziwi mnie fakt, że Bernard postanowił poszukać namiastki Weroniki w jej rodzinnych stronach, mimo że kobieta od wielu lat nie odwiedzała Sowników. Wycięła je ze swojej biografii, utrzymując sporadyczny kontakt z siostrą. Może i czasami owa decyzja zastanawiała Bernarda, ale nie zamierzał jej kwestionować. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że zmarła żona mogła mieć coś do ukrycia.
 
Zacznijmy od tego, że autorce świetnie udało się uchwycić atmosferę małej prowincji. Wszyscy wszystkich znają, dlatego przyjazd głównego bohatera wzbudził tam niemałe poruszenie. Szczególnie że nikt dotychczas nie widział go na oczy. I jak to na wsiach bywa, od razu został zasypany wszelkimi informacjami odnośnie rodziny jego żony, w których królowała ta o zaginięciu jej matki przed wielu laty. Do tego dochodzą bardzo obrazowe opisy krajobrazów - niemalże czułam, że tam jestem. A chwilami naprawdę chciałam być, bo okolica wydawała się niezwykle malownicza.
 
Od początku wiemy, że w Sownikach skrywa się jakaś tajemnica; i to nawet nie tylko z opisu wydawcy, co zachowania siostry zmarłej Weroniki. Zbieramy poszlaki, słuchamy niespójnych opowieści, towarzyszymy Bernardowi podczas jego mini śledztwa. Co prawda rozwiązanie zagadki sprzed lat nie zwróciłoby życia jego żonie, ale pozwoliłoby zrozumieć, dlaczego kobieta trzymała go z dala od rodzinnej miejscowości. Samego Bernarda określiłabym jako „natrętną muchę”, a przynajmniej takim musiał zdawać się miejscowym. Zadawał pytania, drążył, łączył ze sobą fakty. Niektórzy mogli się bać tego, co odkryje. Był konsekwentny w swoim działaniu, choć i on nieraz dał się sprowadzić na manowce. Tylko któż z nas się nie myli?
 
Nie spodziewałam się, że ów debiut będzie tak dobry. Owszem, w dużej mierze możemy się spodziewać tego, co zastaniemy w książce. Gdzieś w połowie już zaczynamy się domyślać, co tak naprawdę mogło się wydarzyć, aczkolwiek nie mamy jeszcze stuprocentowej pewności. Z drugiej strony jednak autorka stworzyła tak realistyczny obraz małej miejscowości, że zaczęłam się zastanawiać, ile takich mniejszych lub większych tajemnic może skrywać prowincja. Myślę, że jak na debiutującą pisarkę, Kamila Bryksy poradziła sobie bardzo dobrze. Nie jest to co prawda historia, która zwala z nóg, ale autorka dała dowód na to, że potrafi dobrze pisać. I czuję, że kolejne jej książki mogą być jeszcze lepsze.
 
Jeżeli lubicie klimat małych wiosek pośrodku niczego i tajemnice, skrzętnie skrywane przez mieszkańców, to „Sowniki” są zdecydowanie lekturą odpowiednią dla Was. Świetnie spędzicie przy tej książce czas.
Dział: Książki
sobota, 31 lipiec 2021 12:17

Klatka

W Puławach dotychczas było bezpiecznie; ludzie żyli spokojnie, skupiając się na najprostszych sprawach dnia codziennego, a jedynymi problemami było przetrwanie kolejnego dnia w pracy. Do czasu, aż tą społecznością wstrząsnęła wieść o brutalnym morderstwie. Każdy czuje się zagrożony. Nikt nie wie, jak sprawca wybiera swoje ofiary, policja również nie ma najmniejszego śladu. A zabójca dopiero się rozkręca... i pragnie zadać jak największy ból tym, na których poluje.
 
Jaki związek z tym wszystkim ma impreza sprzed dwudziestu lat?
 
„Klatkę” zapowiadano jako jeden z lepszych thrillerów, jakie zdążyły się ukazać w tym roku. Byłam zaintrygowana, szczególnie że nastawiłam się na coś oryginalnego, a nawet jeżeli nie - coś, co przyciągnie i zatrzyma moją uwagę na tyle, że będę tę pozycję wspominać długo i wyłącznie pozytywnie. Niestety, już po pierwszych stronach zauważyłam, że z ową lekturą chyba nie będzie mi po drodze.
 
Przy pierwszym morderstwie ani my, ani policja jeszcze nie wiemy, z czym mamy do czynienia. Bestialskie zabójstwo to jedno, lecz nic nie wskazywało początkowo na seryjnego. Jednak po pierwszym ciele zostaje odnalezione kolejne, a niektórym osobom przytrafiają się rzeczy jak z najgorszego koszmaru - spalony dom, porwanie bliskich. Jedna, krótka myśl sprawia, że ktoś wpada na pomysł, jakoby sprawca nawiązywał do imprezy urodzinowej sprzed dwudziestu lat. Strzelające wesoło iskry z ogniska, otaczający ich mrok i tłum ludzi sprawiły, że ówcześni nastolatkowie wymyślili zadanie - opowiedzieć o najgorszym ich zdaniem koszmarze. Choć niewielu uczestników tej imprezy pamiętało o tej zabawie, to niektórzy z nich skrzętnie notowali zasłyszane historie. To mały zeszycik z czasów nastoletnich sprawił, że odkryli, dlaczego to przydarza się właśnie im. Nikt z małej grupy przyjaciół nie chciał jednak podzielić się z policją wiedzą, co też wydarzyło się na tej hucznej imprezie. I kto po tylu latach pragnąłby się zemścić.
 
Z założenia, jeżeli coś w książce nie do końca czytelnikowi pasuje, zawsze istnieje opcja odnalezienia innego, mocnego punktu danej pozycji. Coś, co sprawi, że czyta się ją z uwagą i przyjemnością. Thrillery rządzą rynkiem literackim już od wielu lat i uważam, że naprawdę trudno przebić się przez hordę lektur o seryjnych mordercach i wybić na tyle, by dana pozycja otrzymała pozytywne recenzje oraz zapadła w pamięć odbiorcom na dłużej. Dlatego mam dość spory problem z „Klatką”, nie odnalazłam w niej nic, co sprawiłoby, że polecam ją innym czytelnikom. Choć od przeczytania tej pozycji minęły zaledwie dwa tygodnie, praktycznie nic z tej historii nie zostało mi w głowie. Mamy brutalnego mordercę, historię sprzed lat i początkowo zero tropów. Szkopuł w tym, że to wszystko już było. I może szanse tej książki wzrosłyby, gdyby mimo braku oryginalności w fabule autor porwał nas swoim stylem pisania, bohaterami, czymkolwiek. Ale nie. Tutaj dostajemy po prostu ponad pięćset stron historii, która nie wciągnęła mnie ani trochę. Liczyłam, że może skoro fabuły nie oceniłam za wysoko, to chociaż zakończenie -czyli finisz całego śledztwa zwali mnie z nóg. Że sprawcą będzie ktoś, kogo w ogóle bym się nie spodziewała, a motyw sprawi, że dwa razy zastanowię się nad każdym pisanym słowem. Nadal nie. Jestem rozczarowana, ponieważ jedyne, co spodobało mi się w „Klatce”, to fantazja w opisywanych torturach. I niestety to wszystko.
 
Nowa książka Jóźwika co prawda mnie nie porwała, lecz sądzę, że jeżeli ktoś dopiero rozpoczyna swoją przygodę z thrillerami, to może zdecydować się na „Klatkę". Osoby, które czytają książki z owego gatunku raczej nie znajdą w niej nic dla siebie.
Dział: Książki
sobota, 31 lipiec 2021 12:11

Jestem mordercą

Nie jestem tym, za kogo się podaję.
Świat widzi tylko błyskotliwego, inteligentnego mężczyznę. Człowieka, który swoim charakterem i obietnicami wabi do siebie kobiety. Pisarza, który opublikował swoją spowiedź. Ludzie mi ufają - nikt nie wierzy, że ktoś taki jak ja -fan kobiet - mógłby kogokolwiek zamordować. Jestem elegancki, wręcz wytworny, a moja twarz nie przypomina oblicza mordercy. Społeczeństwo łaknie moich słów, mojej obecności; pragną mnie. Kobiety chcą ze mną być, a mężczyźni chcą być mną.
 
Nikt się nie spodziewa, jaka Bestia kryje się pod moją skórą. Wszyscy dają się nabrać na czarujący uśmiech. Zerkają na moje dłonie, sądząc, że te nienawykłe do pracy fizycznej części ciała mordowały z zimną krwią. Uwielbiam ten moment, w którym z kolejnej ofiary ulatuje życie. Uwielbiam być w świetle reflektorów, na scenie, pośród fanów. I na pewno nie dam się schwytać, nie pozwolę, żeby znowu mnie zamknęli.
 
Jestem Jack Unterweger i ludzie mnie kochają. Kochają Bestię, którą karmię ich ciałami.
 
To już kolejna książka autorstwa pana Maxa Czornyja, zawierająca w sobie opowieść o seryjnym mordercy z perspektywy autora. Kolejna, którą pochłania się dosłownie w kilka godzin. Wiadomo nie od dziś, że życie pisze najlepsze scenariusze; nic nie przeraża tak bardzo, jak wiedza, że ktoś naprawdę mordował w taki sposób. Dlatego też lektury na faktach zyskują sobie coraz większą popularność. Szczególnie jeżeli sylwetka sprawcy oraz jego zbrodnie zostaną ukazane nie jako reportaż, lecz np. thriller. Coś, co teoretycznie czyta się jak zwykłą książkę, w której działa wyłącznie wyobraźnia autora.
 
Jack Unterweger to mężczyzna, który został osadzony w więzieniu za zamordowanie swojej dziewczyny. Przebywając w zamknięciu, stworzył wiele opowiadań, czy sztuk teatralnych, które po wyjściu na wolność zapewniły mu sporą sławę. Jego twórczość miała być dowodem na to, że resocjalizacja Unterwegera zakończyła się pomyślnie i społeczeństwo nie musi się bać jego powrotu między ludzi. Łatka mordercy tylko podsycała ciekawość tłumu, tak więc były skazaniec brylował wśród sław, ciesząc się uwielbieniem kobiet.
To fascynujące, jak łatwo dajemy się omamić. Jesteśmy ufni, że ktoś nas nie skrzywdzi, wierzymy „na słowo” i nie dopuszczamy do siebie perspektywy, że drugiej osobie wcale nie zależy na naszym dobru. Widać to wyraźnie na przykładzie Unterwegera - kobiety wiedziały, że zabił swoją dziewczynę, co w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało im adorować tego czarującego mężczyzny. Wystarczyło kilka gładkich słów i dobry plan. Można by rzec, że ofiary same pchały się w ramiona ich kata. To smutne, a zarazem ciekawe, jak magnetyzującą osobowość miał Dusiciel z Wiednia.
 
Pan Max Czornyj po raz kolejny dał dowód na to, jak perfekcyjnie potrafi wejść w skórę seryjnego mordercy (chyba czas się zacząć bać...). Podczas lektury miałam wrażenie, że czytam relację na żywo, że znajduję się w samym środku wydarzeń. Co prawda sama sylwetka Jacka Unterwegera nigdy specjalnie mnie nie interesowała (może tylko pod względem wspomnianego już magnetyzmu mężczyzny), zawsze swoją uwagę kierowałam na bardziej krwawych zbrodniarzy, lecz po „Jestem mordercą” nabrałam do niego swego rodzaju...szacunku? Jednak tylko pod tym względem, jak niewiele musiał się natrudzić, by zwabić kolejną ofiarę czy sprzymierzeńca. W końcu bardzo wiele osób wierzyło w jego niewinność.
 
Nowa książka pana Czornyja jest kolejną, która zapada w pamięć. Dzięki jego „serii” fani true crime mają poniekąd możliwość głębszego poznania morderców, choć wiadomo, że jest to tylko autorska wizja i nie możemy w pełni utożsamiać jej z rzeczywistością. Niemniej jednak mamy jakiś punkt odniesienia wiedząc, iż autor rzetelnie przygotował się do tworzenia nowej książki. Dzięki lekturom pisanym z perspektywy zabójcy mamy możliwość choć przez moment znaleźć się w jego skórze... bez przymusu mordowania. Obserwujemy z wygodnego fotela cały proces szaleństwa, jaki zachodzi w danym sprawcy, jego metody i przede wszystkim powody, dla których zdecydował się kogoś zabić. To swoiste poszerzenie wiedzy o ludzkich zachowaniach, które być może sprawi, iż będziemy uważniej przyglądać się naszemu otoczeniu. Takie książki to oczywiście także świetna zabawa, choć ma się tę świadomość, że do morderstw doszło naprawdę.
 
Nie mogę się doczekać kolejnej książki tego typu spod pióra pana Czornyja. Wiem, że już niebawem czeka mnie kolejna literacka uczta, na którą zapraszam i Was. Nie możecie przejść obojętnie obok jego książek.
Dział: Książki
sobota, 24 lipiec 2021 16:32

Greenwich Park

Katherine Faulkner, brytyjska dziennikarka śledcza, postanowiła zadebiutować w świecie pisarskim za pomocą thrillera psychologicznego. Debiuty rzadko kiedy bywają naprawdę zachwycające, choć wydawcy często starają się je jako takie zareklamować. W swoim życiu nie natrafiłam na zbyt wiele naprawdę niesamowitych debiutów, które całkowicie by mnie urzekły. Co więcej, jeśli chodzi o tematykę thrillerów, to jestem czytelnikiem bardzo wymagającym – im więcej tego typu książek się czyta, tym większe stają się nasze oczekiwania. Dlatego właśnie „Greenwich Park” jest dla mnie typowym średniakiem.

Helen wraz ze swoim mężem prowadzi sielskie życie, które niebawem urozmaici długo wyczekiwane dziecko. Wszystko jednak zaczyna wyglądać nieco inaczej, gdy w jej życiu pojawia się Rachel, kobieta poznana w szkole rodzenia. Zbyt intensywnie wchodzi w życie głównej bohaterki i Daniela, aczkolwiek Helen stara się być wyrozumiała. Wiecie, to taka niewinna kobieta, która stara się być miła i nie chce nikogo zranić. Chce tylko spokojnego i szczęśliwego życia, ale pojawienie się Rachel zaczyna temu poważnie zagrażać. Kobieta bardzo dziwnie się zachowuje, aż w końcu znika bez śladu... Tylko dlaczego?

Na pewno mamy tutaj do rozwikłania sporo tajemnic – przede wszystkim kim jest Rachel? Dlaczego wkroczyła tak nagle i intensywnie do życia Helen? Co chciała ugrać swoim dziwacznym zachowaniem i kto odpowiada za jej zniknięcie? Autorka stara nam się podsuwać pewne tropy, snuć domysły, głównie za pomocą Helen, która również zastanawia się nad tymi pytaniami. Chwilami jednak jest to wszystko jakoś dziwnie „rozwleczone” – zasadniczo nie przepadam za używaniem tego słowa, aczkolwiek jest ono najlepsze do określenia rozwoju tej fabuły. Jakby brakowało tutaj werwy, lepszego tempa akcji, choć nutka tajemnicy to nieco rekompensuje.

Ciekawym zagraniem było zaprezentowanie rozgrywających się tutaj wydarzeń z trzech różnych perspektyw. Najczęściej mamy do czynienia z Helen, aczkolwiek pojawia się też punkt widzenia jej bratowej o imieniu Serena oraz przyjaciółki o imieniu Katie. Każda z nich tak naprawdę ma okazję nieco inaczej spojrzeć na zagrywki Rachel, a czytelnik dzięki tym różnym aspektom może zacząć się domyślać, czego owa kobieta chciała od Helen. Jedni czytelnicy szybciej odkryją prawdę, drudzy nieco później. Czy była ona szokująca? Wydaje mi się, że niespecjalnie. Choć sama w sobie może miała coś nieprzewidywalnego, to wydaje mi się, że Faulkner nie do końca umiała z tego wydobyć coś, co trzymałoby czytelnika w napięciu do samego końca.

Odczuwam wrażenie, jakby czegoś w tej historii zabrakło. W sumie chwilami było nieco schematycznie, choć z drugiej strony nie do końca. Plasowało się to tak gdzieś pomiędzy całkowitą przewidywalnością a uczuciem niepewności, które miałoby towarzyszyć nam do samego końca lektury. Właśnie to jest ta kwestia „czegoś mi brakuje” – niby wszystko gra, jest odpowiednio przemyślane, dopracowane, historia ma niezłe zakończenie – ale czuje się niedosyt. W moim przypadku wydaje mi się, że nieco nie odpowiadało mi tempo akcji i brak napięcia typowego dla thrillerów psychologicznych. Nie czułam zbytniej fascynacji i ciekawości – czytałam dla samego czytania, a nie dla jak najszybszego odkrycia wszystkich sekretów.

Jeżeli lubicie thrillery, to możecie dać tej pozycji szanse, aczkolwiek nie wiem, czy nastawiałabym się na coś wyjątkowego, choć ile czytelników tyle gustów. Osobiście może nie żałuję czasu spędzonego z tą lekturą, ale też nie jestem nią specjalnie zachwycona. Jak już napisałam na wstępie – typowy średniak.

Dział: Książki
piątek, 23 lipiec 2021 13:56

Będziesz tego żałować

 

Tych zasad nie warto łamać

Bardzo lubię czytać powieści Alicji Sinickiej. Są świetnie napisane, zaskakują, wiele się w nich dzieje. Z przyjemnością więc sięgnęłam również po nowy tytuł spod jej pióra „Będziesz tego żałować”, który rozpoczyna serię „Uwikłane”. Czy i tym razem książka mnie nie zawiodła?

Zarys fabuły

Były chłopak nie ma zamiaru darować Idze tego, że z nim zerwała. Jest tak nachalny, że kobieta zaczyna się bać. Prawdziwy lęk dopada ją jednak dopiero, gdy przyjaciółka informuje ją przez telefon, że musi przekazać jej straszną informację i zaraz u niej będzie, ale nigdy nie dociera na miejsce. Po drodze zostaje zaatakowana i traci pamięć. Na skutek wydarzeń Iga trafia na owiane tajemnicą osiedle marzeń, które skrywa się za wysokimi murami i obietnicą doskonałej ochrony. Okazuje się jednak, że jego mieszkańcy muszą zgodzić się na kilka nietypowych i dość ekscentrycznych zasad. Czy Idze uda się poznać sekrety nowego domu? 

Moja opinia i przemyślenia

Tytuł "Będziesz tego żałować” jest doskonałym, pełnym emocji thrillerem psychologicznym. Pisarka powoli buduje napięcie, by wprowadzić czytelnika w odpowiedni nastrój. Fabuła książki jest oryginalna, spójna i niezwykle pomysłowa. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Alicji Sinickiej, ale kolejne, podczas którego ani trochę się nie zawiodłam. Przyznam, że z niecierpliwością czekam na kolejną część serii oraz inne tytuły, które przygotuje dla czytelników pisarka.  

Paranoja, kłamstwa, tajemnice i pułapki towarzyszą bohaterce niemalże od samego początku. Jej historia niezwykle wciąga, angażując nie tylko myśli, ale i emocje czytelnika. Książka napisana jest lekkim piórem, dzięki czemu, nawet podczas tych mroczniejszych momentów, bardzo przyjemne się ją czyta. Podczas lektury nie tylko doskonale się bawiłam, ale również w pełni zaangażowałam się w historię Igi. 

Podsumowanie

Jestem bardzo zadowolona, że tytuł „Będziesz tego żałować” trafił w moje ręce. To świetnie napisany, oryginalny, nieco mroczny, ale jednocześnie niewymagający thriller psychologiczny. Jest to również kolejna książka spod pióra Alicji Sinickiej, której lektura sprawiła mi tak wiele przyjemności. Bardzo podoba mi się, że pisarka zawsze stara się trzymać w swoich powieściach wysoki poziom i to niezależnie od tego, jak wiele tytułów by wydawała. Polecam! Z pierwszym tomem serii „Uwikłane” zdecydowanie warto się zapoznać. 

Dział: Książki