wrzesień 14, 2026

Rezultaty wyszukiwania dla: sci fi

W trzecim tomie monumentalnej sagi kontynuujemy dzieje głównych bohaterów z poprzednich części, lecz tym razem czytelnik zostaje wciągnięty w odległe dzieje ludzkości, naznaczone kosmiczną rebelią.


W odległym zakątku kosmosu wybucha przełomowy bunt Ludygera, który na zawsze zmienia oblicze niezliczonych światów i zagraża odwiecznym prawom Stwórcy. Ziemia, na progu duchowego i cywilizacyjnego rozkwitu, pod opieką stu pozaziemskich Nauczycieli, zostaje wciągnięta w wir chaosu, gdy jej Książę Planetarny, Kalagasta, ulega obłędowi władzy i dołącza do rebelii. Planeta pogrąża się w kulturowej zapaści, tracąc bezpowrotnie perspektywę nieśmiertelności i zapominając o prawdziwej mądrości Stwórcy.

Dział: Patronaty
niedziela, 13 wrzesień 2026 20:16

Zapowiedź: Alchemik. Miasto Umarłych

Istnieją całe antologie opowieści o tym, jak zachowa się człowiek, gdy do jego świata przeniknie gra… A jeśli ludzkość już żyje w świecie, w którym gra istnieje od dobrych kilku tysięcy lat? Co, jeśli ludzie są potomkami ocalałych, którzy w krwawych zmaganiach wywalczyli sobie prawo do pozostania na własnej planecie?

Dział: Patronaty
niedziela, 13 wrzesień 2026 20:09

Premiera: Sleyerówek

Jest miejsce, które znajdziesz na każdej mapie Polski. Miejsce, gdzie codzienność zderza się z koszmarem, a granica między światem ludzi i piekłem/innym wymiarem/inną rzeczywistością/przyszłością (niepotrzebne skreślić) jest cienka jak papier. Tutaj ojciec po godzinach poluje na potworzaki, sąsiedzi mają więcej sekretów niż grzechów, świnka morska potrafi więcej niż niejeden egzorcysta, a każde wspomnienie z dzieciństwa może skończyć się walką o duszę. 

Dział: Patronaty
środa, 19 sierpień 2026 13:50

Zapowiedź: KANT Sp. z o.o.

Terra jest przeludniona i zdewastowana, ale korporacja Szlaki Hoffmana oferuje chętnym atrakcyjną alternatywę – teleportację na skolonizowaną planetę Paszcza Wieloryba, przedstawianą jako prawdziwy raj.

Dział: Książki

WITAJCIE W MIEŚCIE ANGELTHENE!

ŻYCZYMY PRZYJEMNEGO POBYTU. A PRZYNAJMNIEJ PRZETRWANIA.

Dział: Książki
sobota, 15 sierpień 2026 19:00

Szrama

"Nie ma jednej prawdy. Każdy ma własną.”

Kontynuuje przygodę czytelniczą z detektywem Oskarem Kordą, właśnie awansowanym na nadkomisarza w sopockiej komendzie, i dziennikarką Alicją Grabską, prowadząca blog kryminalny. Współpraca tej dwójki zaowocowała już dwoma rozwiązanymi sprawami morderstw, teraz zmierzają do odkrycia prawdy o okolicznościach, motywach i tożsamości skrywanej za wyjątkowo brutalnym morderstwem, okrutnym postępowaniem z niejasnym przesłaniem. Na scenę ponownie wkracza Janina Hinc, ekolog sądowy. Nie rozumiem dlaczego w niebezpieczną stronę przesunięta zostaje relacja reprezentantów dwóch grup zawodowych, policyjnej i medialnej, ale przyjmuję ją jako luźną interpretację na potrzeby powieści. W trzecim tomie intryga kryminalna ciekawie zwodzi czytelnika, kilka nici fabuły sprytnie zawiązuje się. Autorka miesza wśród bohaterów, podsuwa fałszywe tropy i frapująco przeciąga granice dotarcia do prawdziwego oblicza zabójcy. Nikt nie może czuć się bezpiecznym we własnym domu, zło uważnie obserwuje i czyha na dogodny moment, aby uderzyć. Nie mocno, ale czuje się powiew thrillera, niepokoju wobec losów jednej z kobiet, bezbronności wystawionej na publiczny osąd, moralnych potknięć podlegających nieprzychylnej ocenie.

Nie przekonuje kreacja Oskara Kordy, nawet jeśli uwzględni się zdarzenia z przeszłości mające bezpośredni wpływ na teraźniejszość, jest niespójna i na granicy rozdwojenia jaźni. Może to wynikać z chęci autorki podsunięcia pewnego tropu, albo nagłej zmiany decyzji wobec losów mężczyzny. Z sympatycznego traktowania przeszłam na stronę nieprzychylności. Związek między detektywem a dziennikarką, poszerzona obyczajowa otoczka, zadziwia błyskawicznym przeskakiwaniem od jednej skrajności do drugiej, udowadnia niedojrzałość emocjonalną postaci, razi sztucznością dużej zmiany nastawienia. I żadne hormony nie są tego w stanie wyjaśnić, nawet jeśli sporo wiedzy o ich działaniu otrzymujemy w powieści. Brakuje zgrabności w płynnym włączaniu w scenariusz zdarzeń. Nie podoba mi się reakcja jednej osoby dotkniętej okrutną przemocą, wątpię, aby ktokolwiek właśnie w taki sposób zareagował na śmierć współmałżonka. Szkoda też, że osoba postronna zostaje dopuszczona do materiału dowodowego na komendzie. Za to zachwycam się wciągająco zaprezentowanym klimatem Trójmiasta, obrazami z przeszłości, dokonywanymi zmianami i atrakcyjnością miejsc. Czy udaje się wskazać właściwego zabójcę, który nie pozostawia po sobie żadnych szczególnych śladów, działa przemyślanie, porusza się metodycznie, skrupulatnie planuje i narzuca zasady gry? Jak wyciągnąć prawdę z labiryntu pełnego okrucieństwa i wyrachowania? Proponuję poznawać serię tom po tomie (wcześniej "Szelest" i "Szum"), inaczej seria straci na zrozumienia wpływu przeszłości na obecne zachowania bohaterów, oraz ogólny klimat przygód czytelniczych.

Dział: Książki
sobota, 15 sierpień 2026 18:54

Szum

 

"W domach, w których wszystko wydaje się idealne, najczęściej pękają fundamenty.”

Jak na thriller kryminalny, to książka niezbyt przekonała. Intryga wolno toczyła się, mało elementów trzymających w napięciu i zaskakujących akcentów. Detektyw i dziennikarka pracowali na pół gwizdka. Starali się rozwikłać zagadkę zniknięcia młodej dziewczyny, lecz więcej było entuzjazmu wobec wzajemnej relacji niż profesjonalnej pracy. Nie kupiłam styczności policji i mediów, za dużo zdradzanych informacji, za mało własnego udziału. Gdyby nie sprzyjające okoliczności docierania do prawdy, duet zapętliłby się niejasnościach, przypuszczeniach i interpretacjach. Podobało mi się uwzględnienie w intrydze przeszłości bliższej i dalszej, ratowały pomysł na odmalowanie mrocznej odsłony natury człowieka. Nie przepadam za promowaniem niebinarności w powieściach, ale nie traktuję jako zarzut. Tematyka wkracza szeroko do wszelkiej rozrywki, ponieważ przyciąga uwagę społeczeństwa, w tym czytelników, a zatem i autorów podążających za oczekiwaniami odbiorców. Inna sprawa, że dorastanie młodzieży wiąże się z wieloma wyzwaniami, a często droga na skróty wydaje się jej najlepszym rozwiązaniem. Normy podsuwane młodym ludziom wypaczają ich spojrzenie na samych siebie, na to, co sobą reprezentują. Często nie rozumieją na czym polega osiąganie biologicznej dojrzałości, a wszechobecne wątpliwe materiały w internecie szkodzą.

Dobrze, że autorka poruszyła tematykę akceptacji własnego ciała, zwłaszcza wśród dziewczyn, presji na modelowe sylwetki, lansowane przez wszystkie kanały komunikacyjne, w konsekwencji brak poczucia własnej wartości, stygmatyzm bycia poza normą, usilne pragnienie aprobaty, mnożące się lęki i depresje. Odniosłam wrażenie, że to bardziej powieść obyczajowa, kierowana do młodych osób, niż thriller czy kryminał, lub połączenie obu gatunków. Przyznaję, że trochę wynudziłam się przy tej przygodzie czytelniczej, nie wciągnęła mnie tak, jak na to liczyłam. Przeszkadzały mi sztucznie umieszczane opisy pracy specjalistów, nie przylegały zgrabnie do reszty tekstu, a przez to, pomimo atrakcyjności, wydawały się nienaturalne. Pojawiło się kilka nieścisłości, to nie one uwierały, a słabe psychologiczne umocowania zachowań kluczowej postaci po dokonaniu pewnego odkrycia, niezabezpieczenie niemożliwości styczności jednej z postaci ze złem i niezapewnienie oprawy specjalistów z psychologii. Zaprezentowany sposób odtwarzania mapy zbrodni nie do końca mi leżał, wyczekiwałam mocniejszych emocji, jednak nie uważam, aby książka była oceniona niżej niż przeciętna. Miała szansę spodobać się mniej wymagającym czytelnikom, a być może i młodszym reprezentantom grupy docelowej, głównie ze względu na ukazanie konsekwencji patrzenia na siebie przez pryzmat wyglądu, tworzenia skrzywionego obrazu nie tylko sylwetki, ale i duszy, a to już wejście na ścieżkę poczucia bycia gorszym, skazanym na pozbawienie miłości i szczęścia, zmuszonym do odgrywania kogoś innego niż się jest, czyli bycie w nieustannym wewnętrznym konflikcie. Zerknijcie również na wrażenia po spotkaniu z pierwszym tomem „Szelest”.

Dział: Książki
sobota, 15 sierpień 2026 18:46

Szelest

 

"Wszystko to, co mroczne, złe i brzydkie, czai się w nas, uśpione, i wychyla w najmniej oczekiwanym momencie, jakby coś je przywoływało.”

Kiedy spotykałam główną bohaterkę książki, która charakteryzowała się zaprezentowanymi cechami osobowości i stylem zachowania, zastanawiałam się, dlaczego niektóre kobiety pozwalają innym odnosić się tak siebie, a nawet gorzej, same siebie tak traktują, bez szacunku i krzywdząco, bez autorefleksji i zastanowienia. Może to odbicie w lustrze zejścia ze ścieżki obowiązującej dawniej sfery moralnej, poluzowania wzorców zachowań i rozcieńczenia relacji społecznych. Nie mam nic przeciwko stylowi życia jednostek dopóki nie odbija się negatywnie na innych. Wysunęłam przypuszczenie, że Małgorzata Sobczak celowo sportretowała w krzywym zwierciadle kobietę, aby zwrócić uwagę na degradację poważania i nadmiernie egoistycznego czerpania z życia. Po kilkunastu rozdziałach straciłam poważanie wobec Alicji Grabskiej. Dojrzała osoba zachowywała się jak rozpieszczone dziecko, z wygórowanym egoizmem i nieliczeniem się z uczuciami innych. Im głębiej wchodziłam w powieść, tym bardziej nasilała się awersja do dziennikarki. Reprezentantka pięknych kobiet, za którą oglądali się wszyscy mężczyźni, gdziekolwiek pojawiła się, tam wzbudzała zachwyt męskich oczu. Miałam wrażenie, że świadomość tego, wzmocniona słabą podstawą uznawania emocji innych, rozpieściły Alicję. Tym niemniej, przyznałam, że autorka konsekwentnie trzymała się wytyczonej roli dla postaci, stąd przypuszczenie, że było to zamierzenie realizowane.

Doceniłam pomysł na fabułę, kilka elementów doskonale współgrało z kluczowymi wytycznymi wątków i wsparte było logiką przyczyn i skutków. Kusząco zapowiadał się scenariusz zdarzeń z wyjściem od aktywności aplikacji podsuwającej użytkownikowi miejsca warte zobaczenia ze względu na intrygujący charakter. Niestety, sposób prowadzenia akcji, wprowadzał wiele chaosu i lekkich niekonsekwencji, czasem wykraczał poza realizm. Na ostatnie mogłam przymknąć oko ze względu na szczególny rys gatunku literackiego, w którym niemal wszystko może się zdarzyć, ale poprzednie zastrzeżenia psuły odbiór thrillera kryminalnego. Nie uznałam dwulicowego spojrzenia na brutalność, ani fizyczną w ujęciu przemocy domowej, ani psychiczną z perspektywy wykorzystywania innych. Z entuzjazmem przyjęłam śledzenie teraźniejszości i zerkanie w przeszłość. To, co działo się niemal dwadzieścia lat wstecz nawet bardziej mnie wciągnęło niż bieżące śledztwo. Szkoda, że autorka po macoszemu potraktowała kryminalny nurt, niezbyt szeroki i wartki, a przy tym mało przekonujący. Raz poszedł mocno na skróty, po długim okresie braku informacji, nagle wulkaniczny wybuch mowy pewnej staruszki, która nawet w stresie nie omieszkała wiele zdradzić i to w jednej wypowiedzi.

Jeśli chodzi o styl narracji, to odebrałam go jako lekki i przyjazny. Dialogi nieco spłaszczone, ale jestem starej daty i niekoniecznie znajduję nić porozumienia ze współczesnym uproszczonym stylem rozmów. Przeszkadzała mi różnorodność poziomu w opisach, niektóre fragmenty fantastycznie rozpisane, z uśrednionym uszczegółowieniem, inne z nadmiarem zbędnych detali lub niedosytem tła, jeszcze inne niemające związku z intrygą. Ogromny plus za sopocki koloryt, mocny atut, bardzo mi odpowiadał, nawet jeśli z lokowaniem produktu i miejsca. Aż nabrałam ochoty zapuścić się w ulice, ścieżki i plażę Sopotu. Jednak z pewnością nie chciałabym się natknąć na zwłoki z podciętym gardłem, na misterną inscenizację zbrodni, budzące grozę dowody. A od tego zaczęła się fabuła, pierwszych śladów mogących prowadzić ku prawdzie, szczątków kruchych jak porcelana, iskry rozniecającej płomień w mroku, tworzenia historii z przywołaniem zafałszowanych wspomnień, iluzji życia i pragnień. Wytyczne intrygującej gry z czytelnikiem, domysły i interpretacje z założenia bardzo dobre, lecz mniej efektowne w przełożeniu na emocjonalny odbiór. Finałowa odsłona mogła przypaść do gustu, wielu odbiorców mogło do końca nie wpaść na właściwe rozwiązanie, przynajmniej ja długo wahałam się, kto stał za diabelskim planem, utkanym w mroku, w spółce z brutalnością, perfidią i nienawiścią.

Dział: Książki
niedziela, 13 wrzesień 2026 18:42

Komnata sekretów

 

„Są takie sekrety, które dopiero po czyjejś śmierci zaczynają być najbardziej niebezpieczne.”

Dawno nie sięgałam po komedię kryminalną, a poczułam chęć wejścia w te klimaty czytelnicze, zatem wybór padł na opowieść „Komnata sekretów”, w końcu wszelkie spiski, teorie, tajemnice i sekrety idealnie nadają się, aby wymieszać je w intrygującym a jednocześnie humorystycznym scenariuszu zdarzeń. Czytałam „Śmierć w blasku fleszy” tego autora i wyniosłam sympatyczne wrażenia po spotkaniu z książką. Wiem, że to mało z jakże bogatego dorobku pisarza, tym bardziej, że bardzo lubianego przez odbiorców, ale za to często zaglądam na facebookowy profil Alka Rogozińskiego, aby złapać uśmiech na początek dnia. Nie zawsze zgadzam się z przemycanymi przez autora opiniami o rzeczywistości i postaciach w niej uczestniczących, ale jestem pod wrażeniem niekończących się pomysłów na przedstawiane realiów codzienności, w przyjemnym krzywym zwierciadle i ciepłej autoironii.

I właśnie, lekkie nabijanie się z osób obecnych w nagłówkach mediów, bezpośrednie ich przywoływanie, lub za pośrednictwem wykreowanych bohaterów, okazało się głównym nurtem humoru, oczywiście, wspartym kontekstem sytuacyjnym. Liczne i barwne postaci. Halina, urocza starsza pani, najbardziej rozbawiała wypowiedziami i podejściem do świata, w tym męża i zasadności funkcjonowania szajki hejterskiej. Imponowała niespożytą energią i entuzjazmem. Pozostałe umiarkowanie przekonywały. Jeśli chodzi o intrygę, w skrócie opisując, pogoń za bursztynowym skarbem, przez kilku wtajemniczonych i zainteresowanych, nie wciągnęła tak, jak na to liczyłam. Scenariusz wypakowany naprzemiennie zmieniającymi się scenami, różnorodnymi osobowościami, pragnieniami i ambicjami bohaterów, co dobrze rokowało na pozytywny odbiór powieści, jednak w pewnym momencie, zamiast zaangażowania w akcję, poczułam lekkie znużenie, tym bardziej, że zakończenie przewidywalne. Tym niemniej, „Komnatę sekretów” szybko poznawałam, nie sposób nie podkreślić przyjaznego i lekkiego stylu narracji, dowcipnych zabaw językowych i skojarzeniowych, chciałoby się ich więcej. Wszystko zaczęło się od pojawienia się na uroczystości pogrzebowej babci Pauliny, nieznanego rodzinie zmarłej, historyka sztuki i archeologa. Mężczyzna zdawał się coś sygnalizować, może o dziele, które krzyczało historią, a może o historii rodzinnej, która nigdy nie powinna była wyjść na jaw. Jak to się stało, że śledztwo dziennikarskie weszło w etap gry, które mogło kosztować znacznie więcej niż planowała pracownica portalu? Czy pytania mogły być groźniejsze od odpowiedzi?

Dział: Książki
niedziela, 13 wrzesień 2026 18:36

Nieudane doręczenie

 

"Śmierć to proces, nie moment.”

Żaneta Górecka powinna podążać ścieżką pisarstwa, przejawia do tego dryg, wyobraźnię i to coś nieuchwytnego, co się ma lub nie, a co sprawia, że czytelnik chętnie zanurza się w fabule. „Nieudane doręczenie” to książka z potencjałem, niestety skażonym jeszcze debiutanckimi niedociągnięciami. Ale nie szkodzi, i tak prowadzona jest w przyjaznym i wciągającym stylu. Jestem przekonana, że kolejna powieść autorki, a zapowiada się, że taka powstanie, pozbędzie się pewnych zgrzytów w intrydze i usterek w konstrukcji postaci, a warsztat zyska na elastyczności i zaskakiwaniu.

Przekonuje osadzenie wątków kryminalnych w obyczajowej otoczce, barwnie brzmi, prowadzi ku komplementarności, a nawet w psychologicznej oprawie, odbieram ją jako przymiarkę, tym niemniej, podchwytuję niektóre udane elementy z próby. Pomysł na scenariusz zdarzeń ciekawy, przemieszczający się na osi czasu, pozwalający, aby przeszłość doszła do głosu i dramatycznie namieszała w teraźniejszości. Wszystko zaczyna się od odnalezionych zmasakrowanych zwłok mężczyzny, później dużo się dzieje, zdecydowanie na plus. Wiodące i zakulisowe następstwo scen podgrzewa atmosferę niepewności, chociaż brakuje w tym wprawy, to pole do popisu w zakresie interpretacji incydentów i dochodzenia do prawdy. Niestety, nie udaje się autorce namieszać w tej grze na tyle, abym stosunkowo szybko nie domyśliła się, może nie całej prawdy, ale kluczowych fragmentów, a od tego już wolna droga do złożenia przypuszczalnej całości. Odczuwam moc mrocznej odsłony człowieka i za szybko odgaduję tożsamość źródła zła, jednakże początkowo naprawdę nieźle się bawię. Przewiduję, że w kolejnym tomie pewne aspekty nie będą za szybko czytelne, a rozwiązania będą zawdzięczały mniej szczęśliwym zbiegom okoliczności. Naprawdę wierzę w jeszcze lepsze możliwości autorki.

Odpowiada mi, że powieść ma liczne grono postaci, Żaneta Górecka stara się o różnorodność, ciekawe portrety i bogactwo życiorysów, w stopniu wystarczającym na kryminalną opowieść. Atutem są opisy scenerii i przebiegu zdarzeń, lekko niosą w powieściową rzeczywistość, wspierają się klimatem miasteczka, gdzie wszyscy doskonale znają się i wiedzą o sobie niemal wszystko. Natomiast dialogi sprawiają wrażenie nieco ciężkich i nieuwzględniających odmienne typy osobowości postaci. Czasami śledczy szli na skróty, jak przy rozmowie ze świadkiem sąsiadką ofiary, jedynie do pierwszej wskazówki, mało przekonujące. Podobnie jak nawiązywanie przyjacielskiej relacji natychmiast po zawarciu znajomości. Powolność wkroczenia do akcji antyterrorystów nieco zaskakuje, jak i szybkie oddanie przewagi strzeleckiej w zakończeniu. Dokładnie podążam tropem całej książki, aby poczuć się oszukaną w finałowej odsłonie, jednak są czytelnicy, którzy uwielbiają zawieszenia losów bohaterów i otwarte ścieżki do kontynuacji. „Nieudane doręczenie” to kryminał, w którym przeszłość dogania postaci, zbrodnia przywołuje szaleństwo, brutalność odżegnuje się od logiki, chaos uderza z chirurgiczną precyzją, zaś pytania prowadzą do odpowiedzi, których nikt nie chce usłyszeć.

Dział: Książki