grudzień 04, 2022

Rezultaty wyszukiwania dla: USA

poniedziałek, 31 październik 2022 17:21

Idefiks i Nieugięci. W tej dzielnicy żadnej łaciny

 

Jest 52 rok przed narodzeniem Chrystusa. Cała Lutecja jest podbita przez Rzymian… Cała? Nie! Grupa nieugiętych zwierząt dowodzona przez Idefiksa nadal opiera się najeźdźcy! 

Jestem wielką fanką przygód Asteriksa, ale o nim chyba już wszystko zostało opowiedziane. Dlatego bardzo ucieszyłam się widząc nowy komiks dla młodszych czytelników „Idefiks i Nieugięci”, który opowiada o przygodach znanych nam z popularnej bajki zwierzaków.

Zarys fabuły 

Po pokonaniu galijskiego przywódcy Kamulogena przez generała Labienusa dzielny piesek Idefiks organizuje ruch oporu, żeby bronić galijskiego miasta przed rzymskim okupantem. Idefiks wraz ze swoją przyjaciółką Frygą, kocicą Przecherą i buldogiem Rygoriksem przychodzi z pomocą tym, którzy ponieśli konsekwencje rzymskiej okupacji…

Komiks składa się z krótkich, przepełnionych dobrym humorem historyjek o Idefiksie i jego przyjaciołach, którzy dzielnie stawiają czoła psom i kotom należącym do Rzymian. Zwierzęta radzą sobie mimo tego, że nie mają do dyspozycji magicznego napoju.

Moja opinia i przemyślenia

Pierwszy album zawiera trzy historie z niespodziewanymi gośćmi, dobrze już znanymi fanom Asteriksa: „Piłeczka Loftki”, „Fluctuat N-Iczk! Mergitur!” oraz „Labienusie, nie dopadniesz mnie!”. Myślę, że w temacie Asteriksa i Obeliksa powiedziane zostało już dosłownie wszystko, a jednak zarys fabularny i klimat historii jest tak świetny, że aż żal byłoby go nie wykorzystać. Dlatego ani trochę nie dziwi mnie, że powstała zwierzęca odsłona, nadająca się dla jeszcze młodszej publiczności. Dodatkowo zeszyt jest kwadratowy i ma na tyle niewielki format, że wygodnie mogą go czytać również mniejsze dzieci. 

Nowy album został narysowany przez Jeana Bastide'a („Ptyś i Bill”) i Philippe'a Fenecha („Kumpelki”), dwóch młodych artystów, którzy starali się utrzymać możliwie jak najbliżej stylu geniuszy René Goscinny’ego i Alberta Uderzo. Muszę przyznać, że świetnie im to wyszło i rysunki z komiksu „Idefiks i Nieugięci” mają iście Asteriksowy klimat. 

Podsumowanie

Jestem bardzo zadowolona, że miałam okazję poznać komiks „Idefiks i Nieugięci”. To przyjemny dodatek do jednej z moich ulubionych serii, jaką od bardzo dawna jest „Asteriks”. Żałuję, że nie istniał za czasów mojego dzieciństwa, ale przynajmniej teraz tytuł mogę podsunąć swoim własnym pociechom. Komiks serdecznie polecam! To świetne historyjki dla nieco młodszych czytelników niż ci, do których skierowane są przygody Asteriksa. 

Dział: Komiksy
czwartek, 22 wrzesień 2022 11:12

Zapowiedź: Wielkie wyprawy Zbigniewa Kasprzaka

Słynni podróżnicy, dalekie wyprawy i opowieści o zwykłych ludziach na tle epokowych wydarzeń. Historie z bliższej i dalszej przeszłości – sensacyjne, przygodowe, a przede wszystkim wyjątkowe. Na 12 października br. wydawnictwo Egmont zaplanowało premierę antologii „Wielkie Wyprawy”, w której znajdą się opowieści o ogólnie pojętej tematyce historycznej stworzone przez wybitnego polskiego rysownika opowieści graficznych Zbigniewa „Kasa” Kasprzaka. Prapremiera albumu odbędzie się już w najbliższy weekend podczas Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Zbigniew i Grażyna Kasprzakowie będą gośćmi festiwalu.

Dział: Komiksy
wtorek, 20 wrzesień 2022 19:26

Tylko przetrwaj noc

Samochód, długa droga, noc, światła mijanych pojazdów i morderca. Takie połączenie brzmi idealnie, jednak czy wszystkie składowe dały nam idealny thriller, który mrozi krew w żyłach i sprawia, że na ramionach pojawia się gęsia skórka?
 
Riley Sager przenosi nas do roku 1991, kiedy to prezydentem jest George Bush, a Nirvana to zespół, który dopiero wspina się na szczyt listy popularności. Nie ma telefonów komórkowych, a młodzi ludzie na tablicy wieszają różne ogłoszenia. I właśnie w taki sposób Charlie Jordan znalazła młodego kierowcę, który zawiezie ją do domu.
 
Kobieta ma za sobą traumatyczne przeżycia. Jej najbliższa przyjaciółka padła ofiara mordercy, a Charlie obwinia się o to całe zdarzenie. Postanawia rzucić studia i wyjechać do domu. Gdy pod tablicą ogłoszeń spotyka Josha, który chce opuścić kampus w środku semestru i jedzie w tę samą stronę co Charlie, dziewczyna decyduje się na wspólną podróż bez chwili wahania. Jednak od samego początku zaczyna mieć podejrzenia, że mężczyzna jest Kampusowym Zabójcą, odpowiedzialnym za śmierć jej przyjaciółki. Miła podróż do domu staje się koszmarem, a Charlie nie wie, co jest prawdą, a co tylko filmem, który rozgrywa się w jej głowie.
 
„Tylko przetrwaj noc” to lektura, która od pierwszej do ostatniej strony trzyma czytelnika w ogromnym napięciu. Ciekawie napisana, pełna niedopowiedzeń i tak zwanego zwodzenia odbiorcy za nos. Gdy wraz z bohaterami podróżujemy i odkrywamy coraz więcej tajemnic, serce zaczyna bić coraz szybciej, a pytania pojawiają się jak grzyby po deszczu. Czytałam tę historię podczas jazdy samochodem, więc udzielił mi się klimat, jaki Ridley Sager sukcesywnie buduje w swojej książce. Gdy Charlie zaczyna podejrzewać, że jej kierowca jest Kampusowym Zabójcą, wydaje się, że znamy treść tej historii, wszystkie tajemnice już na początku są odkryte. Jednak po kilkudziesięciu stronach nie wiedziałam, gdzie jest prawa a gdzie lewa.
 
O ile w poprzednich książkach autora zakończenie było kiepskie i nie dorównywało napięciu, jakie budował przez całą historię, to w przypadku „Tylko przetrwaj noc” jestem usatysfakcjonowana. Akcja całej historii rozgrywa się w ciągu jednej nocy, chociaż bohaterka miewa retrospekcje czy przemyślenia, które przedłużają całą opowieść. Trudno się od lektury oderwać – a wszystko przez to, że autor tak kręci czytelnikiem, że nie sposób zapomnieć o Charlie i jej przeżyciach nawet na moment. I chociaż wydaje się, że wszystko jest jasne, to... wielokrotnie was zaskoczy.
 
Najnowszy thriller Sagera jest ciekawy, mroczny, wywołuje gęsią skórkę. To jego najlepsza książka, chociaż mało w niej typowego horroru, a więcej współczesnego thrillera.
Dział: Książki

Rozróby, dalekie wyprawy, romantyczne podróże i czary. Potężna dawka doskonałego humoru, cartoonowa kreska i mnóstwo przygód w klimacie oryginalnych komiksów Janusza Christy. „Opowieści z Mirmiłowa” to albumy zawierające po kilka krótkich historyjek, tworzonych przez znanych polskich rysowników. Już 28 września br. ukaże się premierowy album – „Rozróby i romanse” oraz wznowienie dwóch pierwszych tomów serii stanowiących do tej pory część cyklu „Kajko i Kokosz. Nowe Przygody” - „Obłęd Hegemona” i „Łamignat Straszliwy” – z nowymi okładkami autorstwa Sławomira Kiełbusa. 

Dział: Komiksy
sobota, 10 wrzesień 2022 20:41

Zapowiedź: Strażnicy. Rorschach

Nowa opowieść z uniwersum „Strażników”, legendarnego dzieła Alan Moore’a! W 1985 roku gigantyczna kałamarnica z innego wymiaru zaatakowała Nowy Jork. Równocześnie zniknęli prawie wszyscy superbohaterowie znani jako Strażnicy. W 2020 roku dochodzi do zamachu na kandydata na prezydenta USA.

Dział: Komiksy
czwartek, 01 wrzesień 2022 19:08

Zagrabione życie i inne opowieści niesamowite

„Zacieramy w umyśle złe rzeczy, szczególnie wtedy, gdy sami się do nich przyczyniliśmy…”

W zeszłym roku miałam okazję spotkać się z „Kobietą w czerni. Rączką”. Trafiłam z wyborem, ponieważ książka okazała się fantastyczną przygodą i niemal w pełni zaspokoiła pokładane oczekiwania. Dlatego z wielkim zainteresowaniem sięgnęłam po kolejny utwór Susan Hill „Zagrabione życie i inne opowieści niesamowite”. Otrzymałam zbiór opowiadań rozpisanych w tonacji grozy. Również się nie zawiodłam. Z zaangażowaniem mknęłam niesiona pragnieniem jak najszybszego poznania mini opowieści. Aktywowałam wyobraźnię i odczuwałam sympatyczny dreszczyk emocji podszyty nadnaturalnością. Zadziorne pomysły na fabułę, nieoczekiwane rozwiązania, nieszablonowe uwikłania. Wdzięczne dla imaginacji historie podgrzewały zmysł śledzenia pierwszego planu i obserwowania obrazów skrywających się za kotarą drugiego. Narracja całkowicie mi przypasowała. Zgrabnie niosła i sugestywnie budowała napięcie. Atmosferę opowiadań często owiewała luźna lub gęsta mgła wiktoriańskiego klimatu, zakurzonych wiekowych sekretów, groźnych przerażających sekretów. Niekiedy intryga delikatnie splatała się niepewnością, kiedy indziej z wyraźnym wzorem horroru. Postaci mierzyły się z czymś nienamacalnym i niewyjaśnionym, a przy tym posępnym, zwodniczym, wykradającym zdrowe zmysły i wystawiającym na szwank zdrowie psychiczne.

„Zagrabione życie” pamiętnikarskim tekstem wchodziło w niebywałą historię manipulowania sferami życia i śmierci, niefrasobliwego igrania z przeznaczeniem. Odwiedzało obszary czegoś odwiecznie niezrozumiałego, niepoznanego, budzącego trwogę. Zakończenie wymykało się przewidywaniom, bardzo mi przypasowało, pozostawiło z frapującym wspomnieniem. „Lalka” sugestywnie przeniosła w podmorskie pustkowie, odludne miejsce, ponurą okolicę, zamglone kontury kościelne, stary cmentarz i opuszczony dom. Narrację prowadziły przywołane z pamięci migawki z dzieciństwa i porcelanowa lalka. Intrygująca przeszłość, pozornie drobne zdarzenia a silnie determinowały przyszłość. Czystej postaci zło kryjące się w człowieku. Niepojęte mistyczne sztuczki, trudne do wyjaśnienia. „Mężczyzna z obrazu” efektownie przemówił. Połączył wenecki klimat z magicznym zaklinaniem rzeczywistości. Plastycznie oddał efekt zamknięcia, bezsilności wobec przeniesienia się w inny wymiar, osobliwych zjawisk i niewyobrażalnej tragedii łączącej losy wielu osób. Empatycznie odbierałam emocje postaci, obezwładniający strach i paraliżującą trwogę. Przewidywalny scenariusz, lecz wdzięczne odmalował nadciąganie nieuniknionego, ze stygmatem niszczenia mającym początek w osiemnastym wieku, z sidłami fantazji i zmór.

„Torba podróżna” kręciła się wokół źródeł rewanżu. Udowodniła, że zemsta zemście nierówna. Przewrotność krzywego uśmiechu losu, zamiana ról ofiary i oprawcy, niejednoznaczność w interpretacji incydentów, zachowań i motywów. Widzenie czegoś, czego nie doświadczyło się, a można było przywołać nocnymi motylami. „Dwudziesty pierwszy” rozpoczął się od relacji pożaru siedemnastowiecznego budynku, strawienia przez ogień zatrważającej tajemnicy. Chłopięca przyjaźń, znikanie i pojawianie się duszy. Realnej i uświadomionej lub złudnej i podświadomej. Rozpamiętywanie przeszłości nie zawsze okazywało się bezpieczne, zwłaszcza uwikłanej w stratę. „Alice Baker” umiejętnie oddziaływała na wyobraźnię. Odwoływała się do klasycznych chwytów budowania grozy. Jednocześnie czarująco prowadziła ścieg złożony z obrzydliwego zapachu butwienia, zgnilizny i rozpadu. Wymieszała go z widmowymi zjawami, ponurością starego budynku, straszliwym lękiem i koszmarnym przeczuciem wydarzenia się czegoś okropnego. Praca biurowa powoli zmieniała się w horror nawiedzenia miejsca i przywołania zapomnianych faktów. „Frontowy pokój”, żywiołowo odbierane opowiadanie, łączyło elementy diabelskiej odsłony ludzkiej duszy i kontrastowało z religijnym pojmowaniem dobra. Przebiegało w zgodzie z przesłaniem, że żaden dobry uczynek nie pozostaje bez kary. Fabuła schematyczna, ale niosła ładunek emocjonalny, zwłaszcza w finalnej odsłonie, dałam się zaskoczyć.

Dział: Książki
sobota, 27 sierpień 2022 05:40

Znaleziona

 

Latem 1983 roku siedmioro nastolatków wyjeżdża na kemping do lasu. Rano okazuje się, że ekipa straciła na liczebności, ponieważ Aurora Jackson zniknęła bez śladu. Prowadzone wówczas śledztwo prowadzi donikąd. Ale tylko do czasu... Trzydzieści lat później ciało zaginionej zostaje odnalezione w miejscu, o którego istnieniu wiedziało tylko sześcioro jej przyjaciół. Sprawą zajmuje się detektyw Sheens, który przed laty brał udział w poszukiwaniach Aurory i miał styczność z ową grupą nastolatków. Tym razem zamierza on doprowadzić sprawę do końca. Co wydarzyło się tamtej lipcowej nocy i jakie sekrety skrywają uczestnicy tamtego wypadu?

Akcja powieści toczy się w dość nierównym tempie, raz jest bardziej dynamiczna, raz mniej. Fabuła skupia się na śledztwie i związanym z nim czynnościach, przesłuchaniach świadków, przeglądaniu akt i porównywaniu zebranych dotąd dowodów. Niektóre fragmenty książki są według mnie przegadane, zawierają zbyt wiele informacji, których znaczenie dla sprawy jest znikome. W związku z tym ciężko o utrzymanie czytelnika w ciągłym napięciu. Odbiorca brnie przez kolejne akapity, nie odczuwając zbytniego niepokoju, towarzyszy mu właściwie tylko zwykła ciekawość. Sposób, w jaki autorka opisuje tę historię, budzi pewien niedosyt.

Jednak nie można tu mówić tylko o minusach. Atutem powieści jest między innymi dwutorowa narracja. Opis przebiegu dochodzenia uzupełniają retrospekcje opowiedziane z perspektywy ofiary, Aurory Jackson. Takie rozwiązanie zwiększa zaangażowanie czytelnika i pozwala na chwilę oderwać się od żmudnych czynności śledczych. Całkiem nieźle wychodzi autorce również mylenie tropów i wpuszczanie odbiorcy w maliny, chociaż przydałoby się nieco więcej adrenaliny.

"Znaleziona" to powieść otwierająca cykl o detektywie Sheens. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach autorka nie będzie powielać tych samych błędów. A może nawet wyjdzie poza schematy, którymi się tutaj posłużyła, i zaskoczy swoich czytelników. Na pewno styl, którym Gytha Lodge się posługuje, dobrze wróży na przyszłość. Wystarczy popracować nad warstwą fabularną i dynamiką akcji, a może się okazać, że kolejne części serii będą prawdziwą gratką dla miłośników kryminałów.

Dział: Książki
czwartek, 25 sierpień 2022 01:06

Nowa odsłona Rodziny Addamsów

Wednesday Addams to dziewczyna z twoich koszmarów. Nowy szalony serial Tima Burtona jesienią na Netflix. Nastoletnia bohaterka rozpoczyna naukę w Nevermore Academy. Studentka usiłuje powstrzymać mordercę, terroryzującego lokalne miasteczko, a także rozwiązać nadprzyrodzoną tajemnicę, w którą byli uwikłani jej rodzice 25 lat temu.

Dział: Seriale
wtorek, 16 sierpień 2022 20:50

Potomek

James Falcon od najmłodszych lat słyszał liczne opowieści o wampirach i uważał je za swego rodzaju bajki, które przerażając go, miały jednocześnie wymusić na nim posłuszeństwo- tak, jak robią to rodzice, opowiadając nam o tajemniczej Babie Jadze, porywającej niegrzeczne dzieci. Jego matka była Rumunką, więc całą wiedzę o tych istotach posiadał właśnie od niej. Nie spodziewał się jednak, że jeden mały artykuł napisany w czasach studenckich, lata później sprowadzi do niego dwóch tajemniczych jegomości, pracujących dla służb. Uznany przez służby za specjalistę od wampirów, w czasie II wojny światowej został mianowany kapitanem kontrwywiadu armii USA i zwalczał potwory. Te lata jednak minęły i James cieszy się już zasłużonym spokojem. Z niechęcią wspomina tamten okres.
A jednak, trzynaście lat później, sytuacja się powtarza. Do jego drzwi ponownie puka dwóch mężczyzn, a Falcon nie może odmówić. Szczególnie że tym razem ma do wyrównania z Rumunem Dorinem Ducą własne, prywatne porachunki.


Choć wydawało mi się, że przez lata fascynacji twórczością pana Grahama Mastertona, przeczytałam większość horrorów, które wyszły spod jego pióra (nie liczę tu innych gatunków, je bowiem odkryłam dopiero kilka lat temu), to jak się okazało- byłam w błędzie. "Potomek", który wcześniej pojawił się także jako "Pogromca wampirów" nie znajdował się na moim czytelniczym koncie, co postanowiłam jak najszybciej naprawić, a pomogło mi w tym oczywiście wydawnictwo Replika, wznawiając powieść. Kilka lat temu pojawiła się u mnie fascynacja wampirami za sprawą -oczywiście!- książki "Zmierzch". Jako że w następstwie jej wydania powstawały kolejne, słodko- gorzkie miłosne historie z krwiopijcami w rolach głównych, sięgałam po każdą. W końcu jednak odczułam przesyt i zatęskniłam za prawdziwymi wampirami, które w ludziach widziały jedynie posiłek, a nie obiekt miłosny. I tak na długie lata odseparowałam się od potomków Drakuli, właściwie aż do dziś. Aż do chwili, w której wzięłam w swoje dłonie "Potomka".
Wybaczcie ten przydługi wstęp, jednakże uważam, że w tym wypadku był wręcz potrzebny. Dlaczego? Otóż dzięki dawnemu zamiłowaniu (i późniejszemu przesytowi) dziś na wampiry patrzę w nieco inny sposób. A raczej jeszcze bardziej doceniam pisarzy, pozostawiających te potwory w ich rzeczywistej, krwiożerczej postaci. Ale do rzeczy!
Nasz główny bohater nie miał pojęcia, że nie tylko historie opowiadane mu przez matkę łączą go z wampirami. Głęboko ukryte tajemnice z przeszłości i zupełnie inne okoliczności zgonu jego rodzicielki sprawiły, że do polowania na Dorina Ducę zabiera się z podwójną motywacją. Tym razem jest jednak trudniej o pomocników, gotowych wziąć udział w tym nie lada trudnym przedsięwzięciu.
To jest to, o czym marzyłam od dawna- dobra, mocna lektura o wampirach. Bez międzygatunkowych miłostek, bez happy endu. Jest krwawo, brutalnie i poniekąd obrzydliwie, głównie za sprawą bardzo dokładnych i plastycznych opisów ciał po wampirzym ataku. Postacie nie odgrywają tutaj superbohaterów, dzielą się z czytelnikiem strachem przed tym, co nieznane- nawet sam Falcon, choć miał już wcześniej styczność z bestiami. Bardzo realistyczny opis odczuć człowieka, który staje twarzą w twarz z prawdziwym złem. Dzięki temu bohaterowie nie są dla nas "papierowi", a każdą ich emocję odczuwamy jak własną: strach, ból, nadzieję.
Muszę przyznać, że praktycznie ostatnie wydarzenia, poprzedzające zakończenie, bardzo przypominały mi sławnego od dawna "Draculę". Był wątek straty, miłości, niebezpieczeństwa- dla Waszej przyjemności nie wejdę w szczegóły, nie chcę Wam bowiem psuć odbioru lektury. Niemniej jednak sam finisz bardzo mi się podobał. Może nie do końca zbił mnie z nóg, bo jakąś częścią siebie spodziewałam się takowego obrotu spraw, a jednak miał w sobie ten specyficzny urok, gdy wreszcie, czarno na białym, autor serwuje nam odpowiedź na pytanie postawione gdzieś na początku książki.
"Potomek" to bardzo dobra lektura nie tylko dla fanów twórczości pana Mastertona, lecz również dla tych, którzy preferują wampiry w wersji "hard". Nie zawiedziecie się.

Dział: Książki
sobota, 13 sierpień 2022 21:18

Śpij, dziecinko, śpij

Stara kamienica to idealne miejsce do osadzenia akcji thrillera psychologicznego. Mury mogą skrywać wiele tajemnic z przeszłości; sekretów, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Jednak takie miejsca są niezwykle urokliwe i piękne, a przechadzając się po mieszkaniach czy klatce schodowej, można poczuć ducha minionych lat. Niektórzy marzą o mieszkaniu w starej kamienicy, tak jak i główna bohaterka książki „Spij, dziecino śpij” - Alicja. Kobieta kupuje mieszkanie i postanawia szybko je wykończyć, zanim na świat przyjdzie jej pociecha. Niestety, po przeprowadzce bohaterka zaczyna widzieć dziwne rzeczy, duchy, a do jej uszu dolatuje starodawna kołysanka. Alicja obawia się, że oszalała i szuka pomocy u psychologa. Okazuje się, że kobieta musi rozwikłać zagadkę z przeszłości.
 
Dobra fabuła to nie jest przepis na dobrą książkę. Niestety, aby powieść wciągnęła czytelnika, musi mieć w sobie coś więcej – ciekawie skonstruowanych bohaterów, dobry tekst i intrygująco poprowadzoną akcję. Osobiście jestem niezwykle uczulona na drugą z cech, którą wam wymieniłam. Nie cierpię sztucznych książek, które są pisane bardzo, ale to bardzo na siłę. I niestety, „Śpij, dziecinko, śpij" to właśnie taka opowieść. Chociaż zapowiadało się ciekawie, to już po pierwszych stronach miałam ochotę odłożyć książkę i do niej nie wracać. Jednak zaintrygowana byłam fabułą, zagadką z przeszłości (taki motyw działa na mnie jak najlepszy wabik!), ale im dalej w tekst, tym gorzej. Cała powieść okazała się niesamowicie sztuczna, trudna i nudna. Nie odczułam niemal żadnych emocji, a sceny, które miały wywołać ciarki na skórze i przyśpieszone bicie serca, były mdłe i nijakie. Spowodowały, że czułam się zażenowana
 
Również bohaterowie zostali nieodpowiednio skonstruowani. Wszyscy, nawet Alicja, są niesamowicie płascy i sztuczni. Ich rozmowy i dialogi nie mają w sobie nic rzeczywistego. Często autorka chce przekonać czytelnika do jakiejś zmiany w danej postaci jednym zdaniem, nie pokazując tego w zachowaniu. Nie nawiązałam bliższej relacji z żadną z postaci.
 
Gdy dobrnęłam do zakończenia, byłam zmęczona i wcale nie usatysfakcjonowana wydarzeniami rozgrywającymi się na ostatnich stronach. o. Bardzo nad tym ubolewam, bo „Śpij, dziecinko, śpij” Jolanty Bartoś to książka z ogromnym, ale zmarnowanym, potencjałem.
Dział: Książki