Z okazji świąt wraz z Wydawnictwem MAG zapraszamy was na konkurs! Do wygrania czwarta część sławnej serii Eragon, czyli "Dziedzictwo t.1".

NAGRODY W KONKURSIE

3 x książka "Dziedzictwo t.1"

ZADANIE KONKURSOWE

Aby wygrać tę książkę trzeba wcielić się w rolę syna Galbatorixa. Opisz jakie stosunki panują między tobą a ojcem.

Trzy najlepsze odpowiedzi nagrodzimy książkami. Decyzję podejmie WSK, czyli Wielce Szanowna Komisja. Jej wyroki są niepodważalne i nieodwołalne.

Życzymy zwycięstwa i powodzenia!!!

 

REGULAMIN

1. Konkurs przeznaczony jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników Secretum.

2. Każdy użytkownik może wysłać tylko jedno zgłoszenie.

3. Zgłoszenia należy przesyłać na adres: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. w temacie pisząc DZIEDZICTWO

4. W zgłoszeniu należy podać:

  • odpowiedzi na pytanie konkursowe
  • login użytkownika
  • adres korespondencyjny
  • numer telefonu

Adres oraz numer tel. przyspieszą wysyłkę nagród w razie ewentualnej wygranej.

5. Na odpowiedzi czekamy do 3 stycznia do godziny 23:59 / 10 stycznia do godziny 23:59

6. Nagrody zostaną wysyłane w ciągu 2 tygodni od otrzymania danych adresowych zwycięzców.

 

Sponsorem konkursu jest Wydawnictwo MAG

POWODZENIA

UWAGA - KONKURS ZOSTAJE PRZEDŁUŻONY DO 10.01.2012r.


 

Książkę "Dziedzictwo" otrzymują:

1. Pat

2. Cassidy

3. Nefereth

 

Serdecznie gratulujemy.

Oto odpowiedzi na zadanie konkursowe laureatów:

 

1. Pat

„Co cię nie zabije...”


Komnata, do której wszedłem była wyjątkowo słabo oświetlona; ciemności rozjaśniał tylko wątły płomień świecy. W półmroku zobaczyłem znajome kształty; stare meble pokrywała już gruba warstwa kurzu, która  – przez nikogo nie niepokojona – walczyła o zaszczytne pierwsze miejsce z porastającym ściany grzybem. Nad moją głową leniwie kołysał się żyrandol. Złote kryształki, które kiedyś były dumą mojej matki, były aż ciemne od okrywającego je brudu. Na regałach leżały poupychane byle jak stare księgi. Zastanawiałem się, kto śmiał tak zapuścić to przytulne miejsce. A może to wszystko stało się na rozkaz samego króla? Jednym szybkim ruchem zerwałem zasłony, wpuszczając do pokoju trochę światła. Z trudem przeciskało się przez brudne szyby. Dopiero w jego słabym blasku dostrzegłem, ile naprawdę w pokoju było kurzu. Ujrzałem coś jeszcze; na przeciwległej ścianie wciąż wisiał jedyny portret mojej matki. Byłem bardzo zdziwiony, że po tym, co się stało, nie kazał go od razu ściągnąć. To do niego zupełnie niepodobne! 
Albo to ja tak słabo go znałem... 
Otworzyłem okno, bo z minuty na minutę robiło mi się coraz bardziej duszno. Niedługo w ogóle nie będę miał czym oddychać. Wychyliłem się nad parapetem, by rozejrzeć się po całej okolicy. Już zdążyłem zapomnieć, że to stąd był zawsze najpiękniejszy widok. Ogrodnik kłócił się właśnie w najlepsze ze starym zarządcą, który był jednocześnie jego własnym ojcem. To sprawiło, że znów przypomniałem sobie o swoim. 
Miałem jego obraz przed oczami; prosta, dumna postawa cechująca każdego króla. Dumnie uniesiona głowa, na której spoczywała złota korona i insygnia władzy trzymane w obu rękach. Eleganckie szaty zgrabnie opinały jego nie najmłodsze, szczerze przyznaję, już ciało i ukrywały to wszystko, co było do ukrycia, pozostawiając jedynie to, co mogło zostać odsłonięte i nie przynieść mu wstydu. 
Tak wiele było w nim z króla, a tak mało z ojca. 
Ciężko westchnąłem, zgarniając z najbliższego fotela, tyle kurzu, ile tylko się dało. Omal się nie zadławiłem, gdy bezwładnie zaczął wirować w powietrzu. Przez chwilę zrobiło mi się ciemno przed oczami i nie mogłem przestać kichać. Czułem, że z każdą chwilą mój nos robi się coraz większy i coraz bardziej czerwony. Nie byłem pewien, czy nie mam przypadkiem jakiegoś uczulenia. Rozparłem się wygodnie na fotelu i na chwilę zamknąłem oczy. W takim miejscu jak to nie mogłem przestać myśleć o moim ojcu.
Nie rozumiem cię, ojcze. Tak wiele moglibyśmy zdziałać, gdybyś nie uparł się rządzić po swojemu. Gdybyś nie był okrutnym tyranem. Tak wiele... 
Mówiłem ci tyle razy, że wiem lepiej, jakie stosunki panują między Zaprzysiężonymi, bo się wśród nich wychowałem. Żyłem razem z nimi, walczyłem i umierałem. Wiem o nich dwa razy więcej, niż ty. Nie sądzę, by któryś z nich miał ci się zamiar zwierzać. Owszem, słuchają twoich rozkazów i boją się ciebie, jak nikogo innego na świecie. Jesteś dla nich niczym sam diabeł. Lecz nigdy nie dadzą ci się poznać; ledwo muskasz powierzchnię ich osobowości, bo żaden z nich nie wpuści cię głębiej. O, nie! Lecz ty nie chciałeś mnie słuchać. Nikogo nie chcesz słuchać; sam sobie jesteś sterem i okrętem. Wydaje ci się, że pozjadałeś wszystkie rozumy, a tak naprawdę nic nie wiesz. Absolutnie nic. I nic oprócz jaj smoków się dla ciebie nie liczy. Ja się nie liczę. Mógłbym zginąć, a ty nie kiwnąłbyś palcem w mojej obronie. Tak, ty ojcze. Nie odwracaj się do mnie plecami; dobrze wiesz, że to nic nie da, bo ja i tak znam twoje myśli. Wiem o każdej z nich. Lepiej, niż ty znam twoje własne plany i, jeśli zechcę, mogę ci się przeciwstawić. Śmiejesz się ze mnie? Lepiej pomyśl, nim znowu otworzysz usta. Bo śmiech może nie wydać ci się już tak dobrym pomysłem. Łatwo nie będzie; złamię kilka obietnic, które ci dałem i kilka takich, które nigdy nie przeszły przez moje usta. Zrobię to. Zabiję cię, gdy tylko będę miał okazję. Nie znasz dnia ani godziny. I nie spodziewasz się tego, ojcze. Bo nie wiesz, że ten, który wydaje ci się słaby, tak naprawdę od dawna knuje za twoimi plecami. I przyjdzie taki czas, jeszcze nie teraz, ale już wkrótce, kiedy nad twą głową zawiśnie miecz, mój miecz, a wtedy, drogi ojcze, poznasz wreszcie, co to ból, rozpacz i upokorzenie, czyli to wszystko, czego mi nie szczędziłeś od wczesnego dzieciństwa. Ja też mam uczucia, a ty bestialsko je zdeptałeś. Nigdy się ze mną nie liczyłeś. Nie. Kiedy potrzebowałeś rady, szedłeś po nią do Zaprzysiężonych, niepomny tego, iż posiadasz syna, który równie dobrze, jeśli nie lepiej, mógłby ci doradzić. Zawsze źle mnie traktowałeś, ale ostatnio... 
Ostatnio stale mnie krytykujesz; nie mogę nawet ruszyć nogą, by nie wzbudzić twego gniewu. Czasem odnoszę wrażenie, że denerwuje cię samo moje istnienie i pragniesz się mnie jak najszybciej pozbyć z zasięgu swego wzroku. Słyszałem, że szykuje się samobójcza misja i już nawet wiem, kto na nią poleci. Tak, ojcze, zrobię to, by zasłużyć na twą miłość, choć ty na moją od dawna nie zasługujesz. A jeśli przeżyję... 
Jeśli przeżyję, ty nie będziesz miał okazji ani czasu, by martwić się tym za długo. 
Miałem właśnie się stamtąd wynieść, gdy usłyszałem dwa podniesione głosy. Jeden z nich należał do mojego ojca.
- Czemu ja zawsze muszę go szukać? – pytał kogoś, kto szedł obok niego, ukryty przed moim wzrokiem. – Czemu nie może być podobny do... – urwał, jakby wypowiedzenie tych kilku słów przekraczało jego możliwości. – Znajdziesz go i upewnisz się, czy jest cały i zdrowy, a później... – Nie dosłyszałem, co stanie się później. Nagle w całym pałacu rozległ się hałas; nie wiem, co to było, ale poderwało na nogi większość mieszkańców. Nie zamierzałem uczynić tego, co wszyscy; biec, co smok wyskoczy w kierunku, z którego owe wycie się wydobywało. Oj, nie! Miałem paskudne, graniczące z pewnością wrażenie, że to ja po części jestem temu wszystkiemu winien. Widać jedna z wtajemniczonych przeze mnie osób postanowiła rozpocząć realizację planu trochę wcześniej. Nie powiem, żeby bardzo mi to odpowiadało; ojciec nie był jeszcze tam, gdzie powinien, bym mógł spokojnie zacząć działać. Nie wspominając o tym, że nie poinformowałem go jeszcze o kilku ważnych sprawach. Ktoś musiał o tym wiedzieć i postanowił zrobić wszystko, by pokrzyżować mi szyki. Dowiem się, kto to był, a gdy go znajdę, to zabiję. 
Zaraz po tym, jak wbiję ostrze w serce mego ukochanego ojca.

~*~

Oczywiście wszyscy dookoła wiedzieli, łącznie ze mną, że za dużo fantazjowałem. O, tak, uwielbiałem przebywać w krainie marzeń i nie byłem tak do końca pewien, czy w rzeczywistości, tej mniej, lub bardziej bajkowej, naprawdę mógłbym zabić mojego ojca. Nasze relacje były bardzo złożone; przestał się do mnie odzywać zaraz po śmierci matki, jakby winił mnie za to, że umarła w tak młodym wieku. Mając tyle życia przed sobą. Ja sam uważałem, że po części jestem temu wszystkiemu winien; to ja udałem się w rejony, które mój ojciec uważał za niebezpieczne. To ja przywlokłem stamtąd tajemniczą zarazę, która najpierw ją obezwładniła, a potem przeniosła do wiecznego snu. To ja... 
Nie ma co się obwiniać; wiele osób przebywających na „dworze” doskonale robiła to za mnie. 
Ja musiałem udowodnić, że będę tak samo dobry, jeśli nie lepszy, by godnie zastąpić króla po jego tragicznej śmierci. 
Dlatego istniała też druga, znacznie gorsza część planu, której do tej pory nikomu nie wyjawiłem. Zakładała ona pozbycie się wszystkich Zaprzysiężonych. Za dużo wiedzieli, a ja nie miałem zamiaru zostawiać świadków. 
Czasem się zastanawiam, czy w tym, co robię, nie staję się coraz bardziej podobny do ciebie, ojcze, a ta świadomość pomału, lecz regularnie, mnie zabija.
Czasem, gdy zamykam oczy, mam obraz twojej poharatanej twarzy pod powiekami...
Czy to z kolei oznacza, że naprawdę zwariowałem? 
Tak mi się teraz zdaje...

2. Cassidy

Wszedłem do środka z wysoko uniesioną głową. Włosy zjeżyły mi się na karku, gdy przekraczałem próg. Każdy centymetr mojego ciała krzyczał „uciekaj”, ale ja kroczyłem nadal. Dotknąłem ręką pochwy miecza i od razu poczułem się pewniej. 
- Wzywałeś ojcze? – zapytałem beznamiętnym głosem. 
Galbatorix stał opierając ręce na stole. Nie podniósł wzroku gdy wszedłem, zajęty był studiowaniem dużej mapy naszego kraju. Mimo, że jego oczy skierowane były w inną stronę doskonale wiedziałem, że obserwuję każdy mój ruch. Znałem go dobrze. Nie ufał nikomu, nawet własnemu synowi. 
- Co wiesz o nowym smoczym jeźdźcu? – zapytał nadal pochłonięty własnymi sprawami. Przez chwilę zastanawiałem się, dlaczego ojciec mnie o to pyta, skoro od roku nie opuszczałem Uru’baenu. Nie mogłem mu powiedzieć nic, czego by już nie wiedział. 
- Niewiele – odparłem – jest młody, nazywają go Eragon. Pochodził ze wsi Carvahall. Nie wiem jak znalazł smocze jajo, które zostało wykradzione kilka lat temu… - nagle Galbatorix wykonał gwałtowny ruch co na chwilę mnie zdezorientowało. Przez krótki moment widziałem jego spojrzenie, w którym dostrzegłem błysk szaleństwa. Moja dłoń mimowolnie dosięgła rękojeści i w ostatniej chwili powstrzymałem się przed wyciągnięciem miecza. Ale spojrzenie ojca powędrowało w stronę błyszczącego zielonego przedmiotu, które spoczywało na miękkiej poduszce. Po raz pierwszy od pamiętnych urodzin widziałem je z tak bliska. Przypominało idealnie oszlifowany kamień, z którego biła lekka zielona poświata. Jaśniejsze pręgi mieniły się w świetle wpadającego przez okno światła. 
- Dlaczego milczysz? Mów dalej! – rozkazał Galbatorix. Ale ja nie potrafiłem otworzyć ust by podjąć przerwany wątek, nie tylko dlatego, że wiedziałem niewiele więcej niż już zdążyłem powiedzieć. Paląca nienawiść w sercu do tego człowieka, którego nazywam ojcem, a który jest mi tak bardzo obcy sprawiła, że w moich oczach zapłonął ogień. Nim jednak zdążyłem wykonać jakikolwiek ruch, poczułem chłód metalu na swoim gardle. Jak zwykle był szybszy niż ja. 
- Sprzeciwiasz mi się chłopcze? – jego głos był cichy i absurdalnie spokojny. Wiedziałem, że wystarczy jeden fałszywy krok, a ostrze zatopi się w moim gardle. Nie oszczędziłby mnie, szczególnie, że okazem się niepotrzebny. Bezużyteczny… 
Mój wzrok podążył w stronę ostatniego smoczego jaja. Przypomniałem sobie swoje szóste urodziny. Ojciec był równie podekscytowany, jak ja w owym czasie wystraszony. Kazał mi podejść do wielkiej skrzyni gdzie spoczywały dwa owalne przedmioty. Przychodziłem codziennie, brałem je do rąk, mówiłem do nich na jego rozkaz, ale nic się nie działo. W końcu ojciec zrozumiał, że żadne z nich się dla mnie nie wykluje. I był wściekły – takiego szaleństwa w jego oczach nie widziałem nigdy wcześniej. Wtedy również groził mi śmiercią.
– Zawiodłeś mnie – usłyszałem jego głos. – do niczego się nie nadajesz. Jesteś nic nie warty. Ale możesz to zmienić. 
Wyprostował się, a ja ze zdziwieniem zobaczyłem jak chowa swój miecz do pochwy. Ostatnim razem nie był taki pobłażliwy. 
- Odnajdziesz smoczego jeźdźca i go zabijesz. Przynieś mi jego głowę, lub zgiń w walce. 
To był koniec naszej rozmowy. Wycofałem się w stronę wyjścia i skierowałem swe kroki do stajni. Wyjeżdżałem natychmiast, nie musiałem na nic czekać, wszystko czego potrzebuję mam przy sobie. 
Opuszczałem Uru’baen wyruszając na spotkanie Eragona Cieniobójcy.

3. Nefereth

Mam na imię Ithril, moim ojcem jest najpotężniejszy władca jakiego Alagaesia kiedykolwiek widziała – Galbatorix.  Pragnę być Smoczym Jeźdźcem, ojciec obiecał mi że nim zostanę, a tu co?! Jakieś dwa podlotki – Eragon i Murthag nimi zostali! Do tego Eragon myśli, że jest wstanie pokonać mego ojca, czego nawet ja nie potrafię, a nauczył mnie wszystkiego co umie. Jestem wściekły. Ojciec nie potrafi zmusić ostatniego smoka by wykluł się dla mnie. Nie ma więcej smoków, a do tego ta zgraja buntowników obozuje u bram naszej twierdzy. Jak oni śmią! Wyzywać kogoś tak potężnego!

Przemierzam ciemne korytarze, udając się do sali tronowej. Korytarze są nienaturalnie ciche, ojciec kazał przygotować się wszystkim do wali. Jakby to miało jakiś sens… I tak nie będą w stanie wygrać z nim i Czarnym Smokiem. Docieram do wielkich rzeźbionych drzwi. Zatrzymuje się. Wściekłość aż we mnie kipi, rozgrywają się walki w których mógłbym udowodnić, że jestem najpotężniejszym wojownikiem jakiego widziały te ziemie, a nie wolno mi walczyć, no i nadal nie mam smoka. Otwieram wrota.

Moim oczom ukazuje się raz po raz widywany obraz wielkiej okrągłej sali. Podchodzę do tronu i przyklękam na jedno kolano.

- Ojcze – przemawiam – dlaczego pozwalasz na to wszystko?

- Synu czy nie kazałem ci zostać w twoich komnatach aż do zakończenia tego bezsensownego buntu?

- Ale Ojcze! Jak możesz mi kazać siedzieć spokojnie, gdy ja pragnę walczyć! Nawet bez Smoka jestem potężnym magiem! Mógłbym wziąć trochę Eldunari i pokazać tej zgrai Vardenów, Elfów i Krasnoludów co znaczy wyzywać nasz ród!

- Dość! – powiedział nieznoszącym sprzeciwu tonem ojciec. – Odejdź.

- Jak sobie życzysz – odpowiadam, a raczej wypluwam z siebie słowa.

Odchodzę jak zwykle poirytowany. Dlaczego on zawsze musi trzymać mnie w ukryciu, jakbym był jakimś wyjątkowo rzadkim klejnotem w jego skarbcu! Zawsze musi mi pokazywać, że jestem nikim. Czy naprawdę uważa, że nie jestem dość dobry żeby walczyć? Dlaczego nasze relacje muszą zawsze być tak oschłe i napięte? Przemierzam podziemne korytarze, kierując się w stronę skarbca. Może gdyby smok się dla mnie wykluł ojciec w końcu by mnie docenił.

Myślę o relacjach panujących w zamku. Głownie o moich z Galbatorixem. Zawsze gdy czegoś chcę to dostaję to, więc dlaczego nie tym razem? Ojciec zawsze spełniał moje zachcianki, lecz jednocześnie nie znosił sprzeciwu, gdy wydawał mi jakieś polecenie. Nie zamierzam mu się przypodobać, ani prosić o nic. Należy mi się wszystko, jestem w końcu dziedzicem najstarszego Jeźdźca! Gdyby tylko istniało więcej jaj, to na pewno któreś by się dla mnie wykluło! Wtedy byłbym potężniejszy niż mój ojciec! Zmiótł bym tych przeklętych buntowników z powierzchni ziemi!

Docieram do skarbca. Strażnicy jak zwykle kłaniają mi się i pozwalając przejść bez słowa sprzeciwu. Zamykam za sobą mosiężne drzwi. Podchodzę do sterty bogactw i zabieram z niej zielone smocze jajo. Siadam na podłodze, kładąc je sobie na kolanach i rozmyślam.

Czy istnieje jakiś sposób aby wyegzekwować swoje zdanie, gdy mój ojciec się temu sprzeciwia? Mógłbym walczyć bez jego zgody… Nie to głupi pomysł, zamknął by mnie w lochach na miesiąc. Te wspomnienia przywołują retrospekcje z lat dzieciństwa. Nauki, szacunek jakim darzyłem ojca i to jak z każdym rokiem narastała we mnie złość. To jak jego zainteresowanie mną zmieniło się gdy okazało się, że żadne z trzech jaj nie chce się dla mnie wykluć. Byłem wtedy jeszcze chłopcem, zaledwie dziesięcioletnim, nie rozumiałem dlaczego jego nastawienie tak bardzo się zmieniło. Teraz wiem, że uważał mnie za niegodnego miana swego syna. Skoro smok się dla mnie nie wykluł przestałem się dla niego liczyć. Tak spełniał moje zachcianki, a raczej jego służący to robili na jego polecenie, lecz ja go prawie nie widywałem. Przez te wszystkie lata emocje narastały we mnie, negatywne emocje. Chciałbym być wielkim władcą, ale nie mam smoka.

Dlaczego zielony smoku nie chcesz się dla mnie wykluć? Dlaczego? Wtedy ojciec chętniej by mnie widywał, chętniej by ze mną rozmawiał. Byłbym kimś więcej niż tylko niegodnym potomkiem. Ojciec uczyniłby mnie najbardziej cenionym sługą i mógłbym walczyć i zjednoczyć więcej ziem pod sztandarem mego ojca. Wtedy byłbym kimś ważnym, kimś szanowanym przez króla. Mógłbym codziennie jadać w królewskich komnatach w towarzystwie ojca. Mógłbym stłumić tą rebelie w zarodku, tak aby nikt więcej nie przeciwstawiał się obecnym rządom.

Mimo, że jestem najlepszym szermierzem i łucznikiem w Imperium, to i tak nie potrafię zdobyć uznania w oczach ojca. Tak obiecał mi, że będę Jeźdźcem, ale niedługo potem stwierdził, że nie da się zmusić smoka do wyklucia dla kogoś innego i że może kiedyś, gdy będzie więcej jaj. Potem wykradziono jedynej samicy i moje marzenia legły w gruzach.

Gdyby tylko ojciec chciał mnie wysłuchać, gdyby cenił mnie bardziej niż tego Murthaga, dla którego Cierń się wykluł, wtedy może mógłbym stworzyć jakąś namiastkę więzi z ojcem, który obecnie traktuje mnie jak poddanego, a nie jak syna. Może kiedyś to się zmieni…

Tak rozmyślając, Ithril zasnął na podłodze skarbca, tuląc do siebie zielone, smocze jajo.



Udostępnij wiadomość na stronie:

Komentarze 

 
0 #1 Zadziwiony 2011-12-28 19:34
Nie za mało czasu?
Cytować
 
 
0 #2 ProZak 2011-12-28 19:38
Warunki wydawnictwa.
Cytować
 
 
0 #3 Ciekawa 2011-12-29 15:57
Czy jest jakieś ograniczenie np.liczby znaków ze spacjami?
Cytować
 
 
0 #4 ProZak 2011-12-29 16:31
Nie ma :)
Cytować
 
 
0 #5 sarna23 2011-12-29 22:51
ło matko... jakaś psychoanaliza się kroi i to konkursowo
Cytować
 
 
0 #6 Ciekawa 2012-01-02 15:23
Ile już prac nadesłano? jaka jest konkurencja?
Cytować
 
 
0 #7 Korsena 2012-01-03 17:06
wysłałam, ciekawe, czy doszło ^.^
Cytować
 
 
0 #8 Pat 2012-01-03 20:21
Ja też! A co mi tam, najwyżej nic nie dostanę, próbować zawsze trzeba ;)
Cytować
 
 
0 #9 Purple-eyed Dreamer 2012-01-03 21:50
Za takie słowa o Galbatorixie, jakie napisałam, już bym dawno nie żyła po ciężkich torturach ;D
Cytować
 
 
0 #10 SpitefulWraith 2012-01-03 22:12
@Purple-eyed Dreamer - Wysłałaś? No to do rozdania już tylko dwa egzemplarze :}
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież