W książkach fantastycznych dość często można znaleźć mniej lub bardziej dosłowne nawiązanie do Biblii. Czy to u Tolkiena, Lewisa, czy też u pisarzy bardziej współczesnych. Coraz częściej jednak nawiązania te są wykorzystywane do stworzenia alternatywnej historii w alternatywnych rzeczywistościach. Tak też jest w przypadku „Zimy mej duszy”.
Jest to zbiór trzech opowiadań, których głównym bohaterem jest niejaki Hedaard, nieśmiertelny mesjasz, który odwrócił się od swego stwórcy i wybrał własną drogę. W każdym z nich poznajemy mniejszy lub większy fragment historii jego życia. Dowiadujemy się jak postanowił nie dać się ukrzyżować, jak odwiódł od roli mesjaszki swoją siostrę i jak to później kościół wszystko zmienił w księgach dla swej wygody. Dowiadujemy się również, że nasz bohater jest dość kochliwy i w przeciągu swojego długiego życia złamał niejedno niewieście serce. A wszystko to opisane z ironią i humorem.
Zacznę jednak po kolei. Po pierwsze język. Jest prosty choć bogaty w archaizmy i stylizowany na staropolski, w taki sposób, żeby pasował do treści. Daje to czasami dodatkowy efekt komiczny, jeżeli dostatecznie współgra z wypowiedziami postaci i z sytuacjami w jakich się znajdują. Podczas czytania usta niejednokrotnie wykrzywiały mi się w uśmiechu.
Co do samej treści. Jest to na pierwszy rzut oka książka o wszystkim i o niczym. Mamy tutaj opisane losy naszego Hedaarda i częściowo jego emocje, bo co do jego głębokich przeżyć emocjonalnych, to można się jedynie domyślać. Można się również jedynie domyślać jaki jest stosunek autora do historii Kościoła jako instytucji, choć to też nie jest chyba głównym motywem tej książki. Jest nim natomiast nieśmiertelność jako taka. Hedaard wydaje się znudzony walkami, zdobywaniem władzy, związkami z kobietami czy też nawet uprzykrzaniem życia Jedynemu i instytucji wznoszącej do niego modły.
Podczas czytania odniosłem wrażenie, że autor chciał pokazać, że nieśmiertelność tak naprawdę nie jest błogosławieństwem, tylko przekleństwem, bo po jakimś czasie wszystko co się robi traci sens. Mogę się oczywiście co do tego mylić.
Pomimo wzniosłej być może tematyki, zbiór ten prezentuje się dość przeciętnie. Jest w nim wszystko, co w przyzwoitej książce fantasy być powinno, są walki na miecze, krew lejąca się w dużej ilości i dzikie bestie czyhające na biednego człowieka. Jednak w porównaniu do innych przedstawicieli gatunku nie jest to nic niezwykłego. Nie jest to co prawda debiut autora, ale jak na pierwszą książkę wydaną całkowicie pod jego nazwiskiem spodziewałbym się czegoś lepszego.
Podsumowując, książka prezentuje się przeciętnie. Na plus można wymienić ciekawą fabułę, prosty, choć stylizowany język i to, że czyta się naprawdę szybko. Na minus całkowitą przeciętność.
Ocena jaką daję "Zimie mojej duszy" to 5 na 10 punktów. Życzę też autorowi, aby kolejne pozycje były nieco lepsze, a także żeby w końcu pojawiła się cała powieść. :)
| Opis książki: |













Komentarze
A słowo mesjaszka... to jakiś sfeminizowany babol językowy - chyba że to miał być żarcik językowy... wtedy to zupełnie inna sprawa.
"Podczas czytania usta niejednokrotnie wykrzywiały mi się w uśmiechu." - jeśli masz jakaś dysfunkcję mięśni twarzy to faktycznie wykrzywiają się, albo masz uśmiech ala Koniarz z książek Żambocha... inaczej - może warto poćwiczyć uśmiech przed lustrem ;) :P
A i zapomniałem dodać, że nie Żambocha, a Z z "ptaszkiem" być powinno, jeśli już krytykować me wypowiedzi się poważyłeś :P
Książka wydaje mi się naprawdę przeciętna w porównaniu do książek np. pana Grzędowicza czy pani Kossakowskiej.
słowo "mesjaszka" jest moim zdaniem pełnoprawnym rzeczownikiem, pomimo tego, że sfeminizowanym. Szowinistą nie jestem, więc będę go używał nadal. :)
Cytuję Rasp:
Wydaje mi się, że nawet tekst pisany z humorem może być przeciętny. Dla porównania: powstające masowo komedie polskie i komedie z Louisem de Funesem. Polskie też są nakręcone z humorem ale nazwanie ich przeciętnymi w stosunku do tych drugich jest już dużym nadużyciem. :)
Pozdrawiam :)
Wiesz owe damskie wersje wielu zawodów itp. są po prostu żałosne jak np. psycholożka... często same kobiety nie życzą sobie by się do nich tak zwracać :P I to nawet feministki :P
Co do humoru - zrozum słowa i zwroty, zanim ich użyjesz, bo nadal używasz nieprawidłowo.
Mnie w każdym bądź razie swoją antyrecenzją zachęciłeś do przeczytania wspomnianej książki.