Thomas Enger to norweski dziennikarz, również uzdolniony muzycznie, bo komponuje muzykę do niektórych filmów. Ja jednak zajmę się stroną literacką jego kariery, a konkretnie – debiutem zatytułowanym „Letarg”. W jego kraju ukazał się on w okolicach 1999 roku. Do dnia dzisiejszego stworzył dwie kolejne powieści, w tym kontynuacja serii o Henningu Juulu, który jest – tak samo, jak jego twórca – redaktorem. Bohater pracuje w gazecie internetowej „123 nyheter” i właśnie wraca do niej po dłuższej przerwie wynikającej z tragicznych przejść sprzed dwóch lat. Juul chciałby trochę czasu, by wgryźć się w warunki panujące w zakładzie pracy, jednak los zmusza go do wzięcia udziału w sprawie zabójstwa studentki. Studentka ta, Henriette Hagerup, wygląda na ukamienowaną. Historia wraz z kolejnymi stronami staje się coraz dziwniejsza...
Do „Letargu” Thomasa Engera podeszłam ostrożnie. Nie dość, że to nowość, to jeszcze okładka skojarzyła mi się z powieścią przygodową dla młodzieży. Nie, żeby to było coś złego, po prostu mam trochę większe wymagania co do lektury, niż nastolatek. Jakby tego było mało, przez pierwsze trzy strony niewiele z książki rozumiałam i miałam wrażenie, że do moich rąk trafiło coś, czemu zabrakło sensu. Na szczęście, im dalej w lekturze się posuwałam, tym bardziej utwierdzałam się, iż Thomas Enger ma talent. Uważam, że można powiedzieć o tym, iż wyrobił własny styl. Pisze on szybko, tj. zdania przez niego budowane są krótkie, rzadko złożone. Rozdziały, bo książka jest na nie podzielona, także zbudowane są w ten sposób. Mogą mieć nawet po dwie strony, rzadko zdarzają się na sześć kartek. Można to porównać do artykułów, które po prostu ułożyły się w powieść. Dzięki takiemu zabiegowi wartka akcja faktycznie idzie wartko, a czytelnik coraz bardziej wciąga się w świat ukazany przez autora.
Pierwsza część o Henningu Juulu jest najbardziej historią o rozwiązywaniu kryminalnej zagadki. Ten, kto się spodziewał licznych pościgów i trupów, może się zawieść, choć typowe wątki sensacyjne także mają miejsce w powieści.
Ciekawe, że Thomas Enger zawarł w tej książce elementy edukacyjne. Jest sprawą oczywistą, że skoro mowa o ukamienowaniu, to czytający dowie się trochę o kulturze muzułmańskiej. Mało oryginalne, raczej zachęcające do lektury, bo „porusza aktualne problemy”. Chciałam jednak zwrócić uwagę na to, że w „Letargu” człowiek znajdzie paręnaście wskazówek dla początkujących dziennikarzy.
Wniosek jest bardzo dobry: tę książkę cechuje różnorodność. Wprawdzie nie jest ona może tak wybitna, jak „Morderca bez twarzy” Henninga Mankella, jednak cieszy, że autor nie skupia się na samej zagadce.
„Letarg” to lektura, którą się czyta szybko i przyjemnie, bo cechuje ją lekkość. To jednak w moim przypadku sprawiło, że nie miałam najmniejszego zamiaru myśleć nad nieszczęsną Hagerup. Może to być uznane za wadę, gdyż mistrzowie kryminału bardzo często potrafią poruszać zagadkę lekko, a jednocześnie zmuszać szare komórki do pracy.
Ogólnie jednak, uważam, że książka Thomasa Engera jest książką dobrą. Warto po nią sięgnąć, chociażby z czystej ciekawości.
| Opis książki: |












