Ostatnie patronaty

niesmiertelnosc-wieza
uzdrowiciel
zycie-na-wiecznosc
boy7
bzrk
wyrzutki
anioly-sniegu
corka-weza-midgardu
katedra-heretyczki
Klątwa złotego smoka

selkar-wydawnictwo-proszynski

N
19
Wrz
10
Krzyżacka zawierucha

 

Napisany przez terebka
Ocen (1)
Odsłony (396)
Komentarze (1)


Uwaga. Zważywszy na autora powieści, momentami mogę być nieobiektywny. Komuda plasuje się w ścisłej czołówce moich ulubionych pisarzy i czegokolwiek by nie napisał, ma we mnie murowanego odbiorcę. Może przez wzgląd na gatunek, który od lat penetruje, historię mianowicie.

Może dlatego, że choć miłuję fantastykę, to jednak od czasu do czasu muszę od niej odpocząć, a Komuda gwarantuje odpoczynek od sfery nadprzyrodzonej na najwyższym literackim poziomie. A może w końcu przez ten wspomniany poziom, którego naczelnemu szlachcicowi RP, pieczętującemu się herbem Kościesza, odmówić nie można.

Trudno mi ocenić pobudki, jakimi kierował się Komuda pisząc niniejszą powieść. Czy był to hołd złożony chwili, czyli upływającej właśnie okrągłej rocznicy bitwy pod Grunwaldem? Oraz popularności trylogii Dariusza Domagalskiego, choćby? A zatem, poddał się trendom, czy może poczuł zew opowieści i musiał, po prostu musiał przelać ją na papier, bez żadnych ukrytych przyczyn, ni podtekstów? Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Faktem jest, że „Krzyżacka zawierucha” powstała i bardzo się z tego powodu cieszę.

„Krzyżacką zawieruchą” autor odszedł nieco od tego, z czego dał się poznać. To nadal historia, ale już nieco inna. Wcześniejsza. Pod względem czasu i miejsca daleka od twórczości Komudy – szlachcica, przesiąkniętej do imentu duchem sarmackim, pod każdym innym, paradoksalnie, bliska – spokojnie, postaram się ten paradoks wyjaśnić. Tłem dla opowieści nie jest już XVII-wieczna Polska oraz wszelkie typowe dla tego okresu ułomności. Akcja dzieje się u schyłku średniowiecza, gdy wartości znamionujące ten okres historyczny są nadal żywe i respektowane. To prawda, nadchodzi nowe i z tym „nowym” musi się zderzyć główny bohater, jednak stare wciąż jest jare. Żywa jest pamięć o Zawiszy Czarnym. Konflikty nadal rozwiązywane są w sposób godny i rycerski. Zaś odstępstwa od obyczajności – pogardzane i piętnowane.

Już początek świadczy, że może być jak u Hitchcocka. 18 września 1454 pod Chojnicami, potykają się dwie potężne armie: polska pod wodzą młodego Kazimierza Jagiellończyka oraz krzyżacka, dowodzona przez Bernarda Szumborskiego. Historii się nie zakłamie i Komuda wcale tego nie zamierza, wręcz przeciwnie, jest szczery do bólu. Początkowo jest pięknie i miło, nasi rozbijają krzyżaków szarżą kawalerii. Potem jednak wychodzą na jaw złe cechy i na Polaków, zajętych grabieniem wagenburgu oraz walką z piechotą, uderza zebrane znów do kupy zachodnie rycerstwo i robi się niewesoło. Koniec bitwy najlepiej byłoby pominąć milczeniem, gdyby nie fakt, że to on właśnie i wszelkie związane z nim implikacje miały największy wpływ na całość dalszych wydarzeń. Król zmuszony zostaje do salwowania się ucieczką, zaś uchodzącego monarchy bronić muszą resztki armii pod nieomal narzuconą siłą wodzą Jana z Rożnowa, najmłodszego z synów wspomnianego już Zawiszy Czarnego.

Powieść mówi o tym, co z klęski pod Chojnicami wynikło. O dumie i odwadze pojmanych do niewoli rycerzy, z Janem z Rożnowa i jego synem, Bolkiem na czele. O śmierci tego pierwszego. Ale również o przewartościowaniu, jakiemu poddany zostaje ten drugi, by zemsta na głównym winowajcy mogła się dopełnić. O tym paradoksie właśnie wspomniałem na początku – z jednej strony duma i honor rycerski, z drugiej brak nadziei, że pomogą one w dokonaniu się sprawiedliwości. Komuda, mimo że stworzył opowieść z zupełnie innej epoki historycznej, wplótł w nią wiele odniesień do tej swojej ulubionej. Jego bohater, Bolko, chwyta w dłoń szablę, odrzucając miecz, a w pewnym momencie nawet poddaje w wątpliwość stare kanony, oparte na rycerskości, co w ustach wnuka samego Zawiszy Czarnego herbu Sulima, jest niemalże symboliczne – rozmowa z Małgorzatą Blumenau. O tych licznych symbolach, wplecionych przemyślnie w akcję, właśnie mowa. To one świadczą o niejednoznacznym wymiarze tej opowieści. Szabla zamiast miecza. Rozmowa z panną Blumenau. Finał ostatecznej przeprawy z schwarz charakterem. Ale również finał samej powieści.

To jest zupełnie inna książka Komudy, ale jednocześnie taka sama – szczera, przekorna, o czym świadczy choćby fakt, że za prolog historii obrana została jedna z większych klęsk wygranej przecież wojny Trzynastoletniej. Mnie jej lektura sprawiła ogromną przyjemność. I wierzę, że nie będę w tym osamotniony.

Opis książki:

Komentarze 

 
0 #1 Nauzykaja 2010-10-12 15:55
Z niejakim żalem, ale przyjdzie się nie zgodzić. Powieść bez polotu; z do bólu przewidywalną fabułą i malo interesującym głównym bohaterem (delikatnie mówiąc). Lubię i cenię Komudę - mam jego wszystkie prace, ale "Zawierucha" to pierwsze jego dziecko, które nie zawahałabym się odsprzedać. Najsłabsza pozycja po Bohunie.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież