Czytałem różne opinie czytelników na temat „Kronik Jakuba Wędrowycza”. Niektórzy uważali, że opowiadania stworzone przez Andrzeja Pilipiuka to opowiastki pijaków snute w szynkach, które są niemożliwe i tandetne. Sądzę, że ci ludzie postrzegają fantastykę jedynie przez pryzmat historii o rycerzach i walkach z monstrami. Moja przygoda z egzorcystą amatorem nie zakończyła się na kilku stronach, lecz zaprowadziła mnie do „Czarownika Iwanowa” i jej kres z pewnością będzie tam, gdzie wezmę czarną kurę, a homo bimbrownikus, który też może wieszać odkryje zagadkę Kuby Rozpruwacza.
Andrzej Łaski również rysując ilustracje do tej pozycji stanął na wysokości zadania. Okładka robi świetne wrażenie - Jakub Wędrowycz spogląda z niej na nas jakbyśmy byli wampirami, a on za chwilę temu zaradzi. Grafiki wewnątrz książki są narysowane kreską, która powoduje, że obraz wygląda niczym zatarte przez czas wspomnienia. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na ilustrację przedstawiającą punka. W tekście jest napisane, że po egzorcyzmie odwiązali go, a następnie ścięli irokeza i zdjęli ubranie, lecz rysunek przedstawia go jeszcze przywiązanego, ale bez odzieży. Jest to nie konsekwentne.
W pozycji znajdziemy 5 opowiadań, z czego jedno jest obszerne i podzielone na 10 rozdziałów i epilog. Mowa tu o „Czarowniku Iwanowie”, ale o tym później.
Cztery mniejsze opowieści mimo niewielkiego rozmiaru niosą bardzo ciekawe, a nawet pouczające historie z życia głównego bohatera. Walka z duchami i bestią (chociaż tego pojedynku Wędrowycz nie był w pełni świadomy), zdobywanie pożywienia w mieście, a nawet podróż do piekła, to kolejne nieprawdopodobne wymysły Andrzeja Pilipiuka.
„Czarownik Iwanow” jest główną częścią książki i zajmuje ona najwięcej miejsca. Nasz ulubiony egzorcysta amator znów nie miał szczęścia, ponieważ w Chełmie, niedaleko jego miejscowości , dawno temu miało miejsce zniszczenie pogańskiego kultu, a konający kapłan rzucił klątwę i zapowiedział, że co sto lat będzie wracał, aby się mścić. Tym razem powrócił pod postacią czarownika Iwana Iwanowa Iwanowicza, który był przetrzymywany w ruskim wariatkowie. Jakub Wędrowycz nie stanie do walki sam - wysłano w tej sprawie zawodowego egzorcystę Herberto Saletę oraz przybyła do niego studentka socjologii, Monika, pobierająca u głównego bohatera nauki z zakresu magii. Historia ta daje nam możliwość zajrzenia do umysłu egzorcysty amatora i poznania go bliżej, a także znów pokaże nam jego niesamowite zdolności. W „Czarowniku Iwanowie” dowiemy się więcej nie tylko o głównym bohaterze, ale również o jego przyjaciołach, między innymi Semenie Korczaszko, który też jest niezwykle ciekawą postacią. Jakub Wędrowycz podczas akcji nie skupia się jedynie na walce z Iwanowem, myśli również o polowaniu na wampiry czy zajmowaniu się swoją klaczą Mariką. Pojedynki są przeprowadzane turowo, nie następuje jedno starcie wywołujące ogrom zniszczeń - co jest oryginalnym i ciekawym pomysłem, który bardzo mi się spodobał. Świetnie wykreowane są również zaklęcia, dzięki którym toczą się bitwy. Nie opierają się one na jakiejś starodawnej mowie, lecz są zbitkiem zupełnie nie pasujących do siebie liter, tworzących wyrazy, których nie potrafiłbym nawet wymówić. Ten szczegół również bardzo przypadł mi do gustu.
Andrzej Pilipiuk wciąż mnie zaskakuje swoim talentem i poczuciem humoru. W jego dziełach znajdujemy coś niepowtarzalnego. Mimo, iż przygody mieszkańca Starych Majdan nie są historiami, które trafią w każdy gust, to na pewno spodobają się tym, którzy pragną czegoś nowego i oryginalnego w polskiej fantastyce. Po tę książkę wydaną przez Fabrykę Słów sięga się w każdej wolnej chwili. I chociaż nie chciałbym, aby taki egzorcysta amator był moim dziadkiem, to z pewnością kupię kolejne dzieło o kłusowniku i bimbrowniku, który napsuł tyle krwi Birskiemu. A Ty, obywatelu, będziesz długo pamiętał historie Jakuba Wędrowycza. I nie wykręcaj mi się tu starczą demencją!
| Opis książki: |












