|
Ostatnio trafiła mi się przypadłość, która się nazywa - "ochota na tandetne produkcje". Z tegoż powodu obejrzałem już kilka bardzo nędznych filmów, które automatycznie zostały cofnięte do podświadomości, by nie zaśmiecać nimi świadomości. Jednak wśród nich trafił się istny rodzynek, taki bardzo pomarszczony ale jeszcze nadający się do spożycia film "Robale". Fabuła? He, he - ot z kosmosu spada meteoryt w niedalekiej odległości od małej mieściny Wheelsy, w której lada moment ma rozpocząć się święto polowania. Z kawałka kosmicznej materii wychodzi robal i atakuje najbogatszego mieszkańca Granta Granta. Jedynie jego żona zauważa dziwne i niepokojące zmiany w zachowaniu swego męża. Jednak dopiero zaginięcie młodej kobiety powoduje reakcję miejscowego szeryfa. Jest to klasyczny film o przybyszu z kosmosu nawiązujący do klasyków (pośród tandety) takich jak "Blob, zabójca z kosmosu" z 1958 czy jego remeak z 1988 "Blob zabójca". Czyli fabuła prosta niczym budowa cepa bojowego - przybywa coś z kosmosu i chce opierdzielić na ciepło okolicznych mieszkańców lub/i kierować nimi. Dzielny stróż prawa walczy z niegodziwością z kosmosu ratując z opresji piękną blondynkę, będącą jego miłością z młodzieńczych lat. Prawda, że ograne schematy? Gdzie nie spojrzymy to wszystko już widzieliśmy i znamy z innych produkcji - wspomniany przybysz atakuje ludzi, których czasem kontroluje, czasem robi z nich wylęgarnie, a czasem dostarczycieli białka do diety niskotłuszczowej i jako dodatki do diety Kwaśniewskiego. Kontroluje ludzi (troszku zaśmierdziało to "Inwazją porywaczy ciał" z 1978) jako jeden organizm, każdy kolejny wgryzający się w mózgi robal to jakby część tego samego osobnika (zbiorowość też jest nam znana z kilku filmów). Kontrolowani ludzie zachowujący się niczym zombie (jeśli chodzi o chodzenie), a ścigani przez nich jeszcze nie zarażeni chyba nie oglądali żadnego horroru bo sami pchają się im w łapy swym zachowaniem. W sumie na plus można zaliczyć efekty, które w porównaniu z kilkoma ostatnio oglądanymi kasztanami (jak "W szponach strachu") wyglądają więcej niż tylko dobrze. Sam wygląd robali nie wzbudził we mnie przerażenia raczej uśmieszek kpiny - dla wielu pań może to być jeden z najobrzydliwszych obślizłych i pełzających stworów. Jeśli chodzi o tego typu produkcje - horroro-komedie to stanowczo za mało było golizny, ot chwilka pokazu damskiej bielizny. Takowa mieszanka horroru i komedii potrafi z horroru, który nie tylko że nie byłby straszny, ale stał by się znanym kasztanem, wycisnąć nową jakość. Tak jest i w tym przypadku. Czuć, że twórcy nie boją się puścić oczka do widza, że idą konwencjonalnymi śladami nie wychylając się zbytnio i dają nam oklepane kawałki. Lecz całość jest całkiem strawna. Parę razy uśmiechnąłem się przy oglądaniu "Robali", jednak nie było tego aż tyle jak bym chciał. Także czuć iż twórcy zdają sobie sprawę z miałkości tej produkcji (nie to co Uwe popadający w chory błogostan i samozadowolenie po nakręceniu kolejnej ekranizacji gry komputerowej) i nie próbują nam wciskać, że oto przed nami widzami pojawiło się arcydzieło światowej kinematografii. Nie ma co się oszukiwać film ten był kiepski, jednak ma w sobie coś co pozwala obejrzeć go do końca bez cienia irytacji. Jako typowe odmóżdżające oglądadło się sprawcza - ot trochę sieczki, rozwałki, kosmicznego potwora atakującego ludzi. Jeśli chodzi o polecanie to z tym bym się wstrzymał, jednak lepiej polecić "Bloba zabójcę" tam było więcej śmiechu.
|