N
10
Sty
10
Avatar

 

Napisany przez Nauzykaja
Ocen (11)
Odsłony (527)
Komentarze (14)

Gdyby ktoś, zapytał mnie kiedyś, co tak właściwie dało nam kino, odpowiedziałabym, że wywindowało naszą wyobraźnię na zupełnie nowy, wyższy poziom. Stalo się przyczółkiem współczesnych magów i szarlatanów, zdolnych zawładnąć zbiorową świadomością na kształt mitycznych bogów, czy herosów.
Kiedy kilkanaście lat temu, jeden z nich – James Cameron – wykrzyczał „Jestem królem świata!”, prosto w nos zebranej w sali the Kodak Theatre publiczności, nikt chyba nie miał wątpliwości, że jest tak jest w istocie. Jak tu bowiem nie zgodzić się z kimś, kto nawet gdyby chciał, nie dałby rady podźwignąć się pod ciężarem nagród, które na przestrzeni lat otrzymały jego filmy ? I choć Cameron po „Titanicu” (1997r) zniknął na długo ze sceny Hollywood, oddając się reżyserii filmów dokumentalnych w technice 3D na ekrany IMAXA, choć wydawało się, że wypalił się jak wielu innych mistrzów kina przed nim, a postęp, który przez ten czas dokonał się w branży, pozostawił go nieodwołalnie w tyle – wrócił. I jak zwykle spowodował małe trzęsienie ziemi, po którym napięcie zdaje się tylko rosnąć.

Jeśli plotka nie kłamie, „Avatar” kosztował znacznie więcej niż głosi oficjalny komunikat wytwórni 20th Century Fox, bo ok. 500 mln dolarów. Co można osiągnąć za taką sumę ? Można pchnąć do przodu technologię, tak, by ta wreszcie zaczęła nadążać za nieposkromioną wyobraźnią reżysera i umożliwiła mu osiągnięcie zamierzonego celu z więcej, niż zadowalającym rezultatem. Choć widzieliśmy do tej pory niejedno – Gollumy, piratów z mackami i bez, duchy przenikające przez ściany, filmy w których główne role grają bohaterowie wygenerowani na ekranie komputera, nikomu dotąd nie udało się w tak doskonały sposób połączyć technik 3D i capture motion z konwencjonalną grą aktorską. Nie na taką skalę.


PANDORA

Jeśli Raj istnieje - jest niebieski.
To co widzimy na ekranie sprawia, że wcale nie mamy ochoty wracać z podróży, w którą wysyła nas reżyser. Wszystko - od monumentalnych krajobrazów przywodzących na myśl, to tropikalne lasy deszczowe, to szalone wizje malarza surrealisty (The Hallelujah Mountains), po intrygujące stworzenia zamieszkujące Pandorę – jest doskonałe pod każdym względem. Paleta barw – złoto, indygo i fiolety; dzikość i nieposkromione piękno przyrody, wreszcie - nieprawdopodobne detale, świadczące o tym, z jaką pieczołowitością graficy i projektanci wykonali swoją pracę.
Pandora wydaje się być dawno zaginioną siostrą naszej planety – jeszcze nietkniętą, nieskażoną i przebogatą w zasoby naturalne. Trójwymiar sprawia, że widz czuje się częścią otaczającego go świata i za żadne skarby nie chce go opuścić; nawet jeśli ta przyjemność na każdym kroku grozi nieostrożnym rozerwaniem na strzępy i wymaga dożywotniego noszenia maski i zbiornika z tlenem...


BOHATEROWIE

Cameron nie jest może mistrzem, jeśli chodzi o tworzenie wielowymiarowych postaci, ale nie jest też pod tym względem nowicjuszem, czy ignorantem. W rezultacie otrzymujemy pakiet dobrze scharakteryzowanych bohaterów – zarówno ludzi, jak i tubylców; wystarczająco wyrazistych, by intrygowali i budzili emocje.

Jake Sully: poharatany przez życie były marine, który na własnej skórze przekonuje się ile i dla kogo, wart jest żołnierz, gdy nie może już wypełniać swoich obowiązków względem ojczyzny. Sfrustrowany ograniczeniami, które narzuca mu własne ciało, oraz tym, w jaki sposób oceniają go inni, patrzący na jego osobę przez pryzmat kalectwa.
Swoiste połączenie naturalnego optymizmu, typowo amerykańskiego „jakoś to będzie”, bezkompromisowości, szczenięcego entuzjazmu i brawury – sprawia, że nie da się go nie lubić. Kiedy Jake się cieszy – cieszymy się i my. Kiedy widzimy, jak korzysta z danej mu szansy i szaleje po okolicy w trzy metrowym ciele – jak gdyby na zapas chciał nacieszyć się daną mu na nowo wolnością – wierzymy, że jest to szczery entuzjazm; nawet jeśli zdajemy sobie sprawę z tego, że jego pobudki nie zawsze i nie do końca są szlachetne.

Neytiri: nie jest avatarem, ani jedną z „Chodzących we śnie” - jak tubylcy zwykli nazywać Jake'a i resztę uczestników programu „Avatar”. Jest pełnokrwistym dzieckiem lasu, córką przywódców klanu Omaticaya – przyszłą Tsahik, szamanką. Istotą zrodzoną przez ekosystem Pandory, stanowiącą jej integralną część.
Jest też dziewczyną ostrą jak brzytwa i twardą jak skała, zdecydowaną i niesamowicie sprawną – piastującą nietypowe dla kobiety stanowisko – jest łowcą i wojownikiem. Swoje umiejętności doskonaliła od dziecka, co widać w każdym jej ruchu i geście. Kiedy niespodziewanie scedowany zostaje na nią obowiązek przyuczania Jake'a (w nowym ciele), do życia wśród „ludzi”, jasno daje mu do zrozumienia co sądzi o jego brakach, poprzez bezlitosny trening i często powtarzane słowo skxáwng! - kretyn. Gdyby nie ona, Jake prawdopodobnie zszedłby z tego świata na samym początku swojej przygody, zanim zdołałby powiedzieć kìyeváme ( do widzenia).

Dr Grace Augustine: naukowiec, pani „szkiełko i oko”- szefowa programu „Avatar”. Zafascynowana zarówno kulturą Na'vi, jak i samą Pandorą (zwłaszcza jej roślinnością). Stara się utrzymać rozejm pomiędzy tubylcami a ludźmi organizacji RDA. Początkowo sceptyczna, rozwija swoisty instynkt macierzyński w stosunku do Jake'a - bardziej ze względu na jego charakter, niż niepełnosprawność.

Norm Spellman: członek zespołu Grace, młody naukowiec – antropolog. Doskonale przygotowany do „przenosin” do nowego ciała, zorientowany w zwyczajach i języku tubylców. Zazdrosny o nieoczekiwany sukces Jake'a – kiedy sytuacja tego wymaga potrafi być dobrym i walecznym kompanem.

Pułkownik Quaritch: żołnierz z krwi i kości, zdolny poświecić wszystkich i każdego z osobna, jeśli wymaga tego powodzenie misji. Nie widzi w Na'vi ludzi, ani istot myślących – postrzega ich jako kłopotliwe zwierzęta bez praw i znaczenia. Nie ma żadnych hamulców moralnych i jest nieco szalony. Trzeba mu przyznać – kawał z niego twardziela i dotrzymuje słowa.

Parker Selfridge: zarządzający Hell's Gate w imieniu RDA, organizacji militarnej posiadającej wyłączne prawa do wydobycia, transportu i sprzedaży dóbr pochodzących z pozaziemskich źródeł. Jego zadaniem jest zdobycie złóż Unobtanium, zlokalizowanych na terenie wioski klanu Omaticaya. Jedna z najbardziej interesujących postaci drugoplanowych. Wie, że to od jego decyzji zależy los tubylców i nie kwapi się z ostatecznym rozwiązaniem kwestii Na'vi; po części ze względu na niesmak jaki budzi w nim ludobójstwo, po części ze strachu przed tym, jakie konsekwencje mogą zostać wobec niego wyciągnięte w związku z tym faktem w przyszłości.

Tsu’tey: przyszły Olo'eyktan - przywódca klanu Omaticaya, a także przyszły towarzysz życia Neytiri. Najlepszy łowca i wojownik. Niezadowolony z obecności obcego pośród „ludzi”, pała do Jake'a nie do końca nieuzasadnioną niechęcią; wypatruje okazji by mu dopiec i być świadkiem jego klęski. Potrafi stawić dobro klanu ponad swoje własne.

FABUŁA

Fabuła „Avatara” jest jedyną rzeczą, do której mogą mieć zastrzeżenia bardziej wymagający i wybredni widzowie. Mamy tu do czynienia z popularnym skrzyżowaniem kina akcji z wątkami romantycznymi – przepis na sukces często, gęsto wykorzystywany przez reżyserów tworzących pod każdą długością i szerokością geograficzną. Nie bez powodu też, niektórzy nazywają ten film złośliwie „Pocahontas w kosmosie”. Mamy tu i wątek córki wodza, i ludzi próbujących odebrać ziemię i godność autochtonom, konflikt zbrojny, przepiękny dziki świat stanowiący tło dramatu... Podobieństwo to, choć wyraźnie, niej jest jednak absolutne. Sposób opowiedzenia historii, wątki poboczne, narracja, bohaterowie i ich rozterki – wszystko to wzbogaca, pogłębia i znacznie komplikuje fabułę. Ludzie są i dobrzy i źli (nawet ci źli maja swoje lżejsze strony). Pandora nie jest bajkowym światem bez kolców, zasiedlonym przez disney'owskie kreskówkowe szopy pracze i sarenki; a sami tubylcy nie są bynajmniej pokojowo nastawionym, ciemnym i potulnym ludem, który można kupić za koraliki i butelkę Whiskey. Nie można też zapomnieć o tym, że film został ostro przycięty przez montażystów – z ponad czterogodzinnego materiału wykrojono prawie połowę, w tym kilka interesujących wątków, które jak sądzę, zamknęłyby usta wiecznym malkontentom. Coś za coś – póki co, żaden producent spoza Indii, nie pozwoli wypuść do kin obrazu, który wymagałby zrobienia przerwy dla widzów w trakcie trwania seansu. W ten oto sposób straciliśmy wątek Jake'a na Ziemi (sceny z trailera), wątek siostry Neytiri – Sylwanin, zupełnie nieobecnej w filmie, za to pojawiającej się w grze; sceny polowania na grubego zwierza, będącego dla Jake'a sprawdzianem jego umiejętności łowieckich i … wiele innych ;). Wolałabym za bardzo nie spojlerować dlatego zainteresowanych odsyłam na strony z odpowiednimi wątkami. Przy odrobinie szczęścia uda wam się także znaleźć odpowiednie screeny wypuszczone w czeluści Internetu, oraz pozbierać informacje skąpo dawkowane przez samego Camerona podczas wywiadów.
Jako osoba wyczulona na absurdy i patos, stwierdzam z ręką na sercu – ich dawki są minimalne. Żadnych płomiennych mów nad parującym jeszcze ciałem wroga, żadnych oratorskich popisów w stylu „Uraa!” dodawanych na siłę i co parę minut. Nie zauważyłam większych niespójności fabularnych, tempo akcji jest wyważone do tego stopnia, że nie uświadczysz żadnej dłużyzny, dialogi brzmią naturalnie, humor (w tym sytuacyjny) bawi i to bardzo, a co najważniejsze – ten film wzrusza.
Osobiście trochę kręcę nosem nad wątkami proekologicznymi, które po prostu zaczynają mnie nużyć w kinie pod każdą postacią, ale ta mała szpilka rozpływa się w całości i ani szczególnie kluje, ani irytuje.

MUZYKA

Krótko, zwięźle – świetna. Doskonale dopełnia poszczególne sceny. Nie dominuje obrazu i nie podrzuca widza w fotelu nagłą kakofonią dźwięków, mającą go odpowiednio „nastroić” na wypadek, gdyby nie zrozumiał, że właśnie wypada się bać, śmiać, czy płakać. Jest intrygująco i przyjemnie. Jak dla mnie James Horner – w najlepszej formie. Poniżej pełen wykaz:

1. ”You Don’t Dream In Cryo. ….” – James Horner
2. Jake Enters His Avatar World – James Horner
3. Pure Spirits Of The Forest – James Horner
4. The Bioluminescence Of The Night – James Horner
5. Becoming One Of ”The People” Becoming One With Neytiri – James Horner
6. Climbing Up Iknimaya : The Path To Heaven” – James Horner
7. Jake’s First Flight – James Horner
8. Scorched Earth – James Horner
9. Quaritch - James Horner
10. The Destruction Of Hometree – James Horner
11. Shutting Down Grace’s Lab – James Horner
12. Gathering All The Na’vi Clans For Battle – James Horner
13. War – James Horner
14. I See You [Przewodnia] – Leona Lewis


REWOLUCJA W KINIE

Weta Digital i Workshop znowu atakują. Przyjemnie popatrzeć na rozwój tego niegdyś zagubionego na przedmieściach Wellington, małego studia. Chrzest bojowy, który przeszli podczas realizacji trzech części „Władcy pierścieni” dał im jak widać solidne podstawy i katapultował do ścisłej czołówki zespołów zajmujących się tworzeniem efektów specjalnych na potrzeby kina i reklamy. Postęp jaki dokonał się w tej wysoko wyspecjalizowanej branży, w tak krótkim czasie, jest zadziwiający. Trudno stwierdzić, kto i w jakim stopniu przyczyniła się do tak gwałtownego skoku technologicznego, ale jedno jest pewne – pieniądz daje środki i motywację ;) a jak wiadomo, w przypadku „Avatara” - problemem nie był.
Do tej pory kręcenie ujęć 3D było nie tylko czasochłonne i drogie, ale też trudne. Typowa kamera miała wielkość beczki o sporej wadze, dlatego operowanie nią nastręczało sporych trudności. Natomiast powszechnie stosowana technika capture motion – wykorzystywana w podczas produkcji filmów i gier komputerowych, była daleko niedoskonała. Odwzorowaniu ulegały jedynie ruchy ciała aktora, a i to – jedynie w zarysie. Oznaczało to wiele godzin żmudnego „ubierania” wirtualnej postaci w tkanki, osobnego przygotowywania jej mimiki i wygładzanie całej sekwencji w celu nadania jej odpowiedniej płynności. Prawdopodobnie na planie „Powrotu króla” po raz pierwszy zastosowano przeniesienie na żywo obrazu, który dzięki znacznikom niezbędnym w technice captue motion, widzi komputer – wprost na ekran. Były to tylko poruszające się płynnie punkty, bez tła i dodatkowych efektów – ale pozwalały zorientować się reżyserowi, czy osiągnięte zostało to, co zamierzał, jako że kręcenie „dokrętek” w takim przypadku jest praktycznie niemożliwe, ze względu na ograniczony czas przeznaczony na postprodukcję filmów.
Cameronowi nie tylko udało się zminiaturyzować kamerę do zdjęć trójwymiarowych, do wielkości typowej dla kamer tradycyjnych, co znacznie poprawiło mobilność sprzętu (możliwość kręcenia z reki); ale i udoskonalić sposób oddawania cyfrowego obrazu „na żywo”. W danej chwili widział całą scenę – postacie, ich ruch, interakcję z otoczeniem (oczywiście w uproszczonej formie) – mógł więc dokonywać poprawek natychmiast podczas kręcenia sceny, bez konieczności oczekiwania na rezultaty pracy grafików komputerowych. Z mimiką poradził sobie w sposób stosunkowo łatwy – aktorzy wkładali opaski stanowiące oparcie dla miniaturowych kamer rejestrujących każdy ruch mięśni, oczu, brwi, grymasy ust. Ich twarze podzielono na sektory za pomocą kolorowych znaczników, co z kolei umożliwiło jak najdokładniejsze przeniesienie poszczególnych grymasów na avatary. Każdy kto widział film musi przyznać, że udało się to w całej rozciągłości.
Cameron poszedł też w zupełnie innym kierunku, niż większość reżyserów twierdzących, że aktor wkrótce nie będzie im potrzebny do zagrania roli – ciągle jeszcze to człowiek i jego zdolności decydują o tym, czy w daną postać uwierzymy czy nie. Szczególnie jeśli ma ona 3 metry wzrostu, jest niebieska i ma ogon...



PODSUMOWANIE

Po seansie nie zaklaskałam w dłonie i nie zaśpiewałam Alleluja!. „Avatar” nie był ani najważniejszym dla mnie filmem, ani najlepszym jaki widziałam. Nie doznałam oświecenia, żadnej jasności z nieba, głosów, ni podobnych objawień ;). Na nowinki techniczne jestem otwarta, ale nie popadam w euforię widząc wygenerowany komputerowo wybuch wulkanu, czy walący się na bohatera wielopiętrowy budynek. Może dlatego, że mniej więcej wiem, co za tym stoi i nie jest to dla mnie tak „magiczne”, jak dla osób, które niekoniecznie interesują się tą stroną branży filmowej. Nowinki mają to do siebie, że szybko stają się codziennością, a młodsi widzowie przechodzą nad nimi do porządku dziennego – trudno ich czymkolwiek zadziwić, trudno przyciągnąć ich uwagę.
W prostym rozrachunku pozostaje tylko jedno – albo film chwyta za serce,zmysły i zapada w pamięć - co sprawia, że wracamy do niego wielokrotnie i to po latach, a kolejne rzesze młodych kinomanów nie uciekają w popłochu na widok samej tylko czołówki - albo stanowi sezonową rozrywkę i dowód zbiorowej histerii, którą szybko zastąpi kolejna.
Biorąc pod uwagę to, że znam osoby, które widziały „Avatara” w różnych kombinacjach (2D, 3D – raz to kino, raz inne...); to, że film budzi tak ogromne emocje - zarówno na plus, jak i na minus, oraz to, że ...sama chcę go jeszcze raz zobaczyć i nie mogą jakoś wyrzucić go z głowy - nieśmiało zaprorokuję ;) - ten film nie odejdzie i nie zaginie w pomrokach dziejów kinematografii. On zajmie swoje miejsce obok innych obrazów stymulujących zbiorowo wyobraźnię. A my pewnie będziemy nim raczyć swoje dzieci i wnuki, bawiąc się doskonale razem z nimi - oglądając go w pełnym 3D na ekranach naszych własnych telewizorów.
Opis filmu:

Komentarze 

 
-1 #1 fO}{ 2010-01-12 19:31
;-) zgadzam sie z wnioskami. Brawo Aga
Cytować
 
 
-2 #2 Qlavy 2010-02-14 00:04
Zaprawdę powiadam wam, dziewczyna miała słuszne intencje, starała się, i naprawdę dobrze poznała świat Na'vi.
NO ALE...
sam dobór słów to jak dla mnie to miejcami po prostu profanacja, jakiś ****** skandal. Nie będę się rozwodził ale pierwsze i drugie zdanie opisu Neytiri to już szczyt. No i oczywiście nasza wisienka na torcie - temat "Pocahontas w kosmosie" - to że trzech blokersów (boże ześlij tym ludziom bolesną śmierć) z Katowic zrobiło filmik o tym temacie i umieściło go na wrzucie (i zrobio się o nim głośno na 5 min) to nie powód żeby wspominać o tym w recenzji.... a na pewno nie na stronie takiego kalibru. Nie pomnę że tak recenzja (pisana) raczej wyglądać nie powinna - dawka informacji, szczegółów z filmu jest zdecydowanie nie wyważona. Podsumowując, tą recenzje można porównać do zaminowanego pola usłanego makami - sielsko spacerujesz aż tu nagle "trafia cie szlag" i sprawia że już dalej iść nie chcesz nie możesz.

Zniszczyłaś mi nockę.
Cytować
 
 
0 #3 Qlavy 2010-02-14 00:06
P.S. jeśli po filmie nie zaklaskasz to nie bież się za recenzję. Są tacy co klaskają... tylko ci nie czują się godni...
Cytować
 
 
+1 #4 Nauzykaja 2010-04-03 12:25
Pierniczenie głupot Qlavy ;) Do recenzji potrzeba dystansu, Ci co klaszczą nie są do niego zdolni i wypisują emocjonalnie - bzdura za bzdurą. Określenie "Pocahontas w kosmosie" przylgnęło do tego filmu na dobre i znajdziesz je wszędzie - zarówno w recenzjach w prasie fachowej, jak i na stronach ściśle związanych z krytyką filmową. Owego "filmu wrzuconego przez blokersów" nie widziałam - skojarzenie z Pocahontas nasuwa się samo, każdemu kto choć trochę liznął kina. Co do opisy N. - WTF ? Jak to mawiał Piłat ? - "Nie znajduję w nim winy" ?

I nie mówi się "klaskają" tylko "klaszczą" ;)
Cytować
 
 
-1 #5 Qlavy 2010-04-04 17:51
Nie wiem i nie chcę co ty czytujesz jeśli stwierdzasz że porównanie do pocachontas jest powszechne. Czytając wasze wypociny po prostu brak mi słów. Jak dla mnie to wszystko nadaje się na "redwatch'a" i tyle ;/
Cytować
 
 
+1 #6 Nauzykaja 2010-04-06 21:01
Biorąc pod uwagę rażący poziom poprawności ortograficzno-gramatycznej Twoich postów, niezdolność do przepisania tytułu filmu bez błędu - nie dziwię się ;) Masz sporo do nadrobienia zarówno pod jednym, jak i pod drugim względem.

A już samo podsumowanie "redwatch'em" :D (ni z gruchy, ni z pietruchy) jasno wskazuje z kim mam do czynienia... Dziecko Neo w natarciu.
Cytować
 
 
-2 #7 Qlavy 2010-04-07 17:59
Dziecko Neo ??
M. Qlavy - admin J.C. Avatar Wikia Polska, "sąsiad" założyciela Secretum - milo mi. Nie widzę jakiejś ogromnej ilość błędów ortograficznych . A jeśli pojawiają się jakieś to zapewne powodowane oburzeniem, które jest nieodzownym elementem czytana waszych wypowiedzi. A co do tytułu to proszę traktować te błędy jako wyraz nieskończonej pogardy dla tego porównania.

Pozdrownienia
Qlavy
Cytować
 
 
+1 #8 Nauzykaja 2010-04-08 10:55
Jest mi równie milo ;)

Wybacz porównanie do dziecka Neo, ale poziom Twego oburzenia, dla którego, nie znajduję najmniejszej podstawy, oraz niektóre sformułowania (i błędy niestety) zwiodły by każdego, szczególnie po ukoronowaniu całości "redwatchem".

"Nie bez powodu też, niektórzy nazywają ten film złośliwie „Pocahontas w kosmosie” " - rozumiem, Twój zachwyt, rozumiem to, że nie jest łatwo, pogodzić się z krytyką lubianego filmu, ALE - fakt pozostaje faktem; takie porównania się pojawiły (dalej pojawiają) - ba - widziałam i bardziej "dosadne", których tu oszczędziłam - więc nie do mnie z pretensjami proszę ;), tym bardziej, że analogie nasuwają się same ...

Nie zwykłam nikomu słodzić, a prościutka jak konstrukcja cepa fabuła tego filmu, jest niestety jego wielką piętą achillesową. Z perspektywy czasu - uważam, że potraktowałam go i tak zbyt łagodnie.

I piszę to jako osoba, która niejeden film w życiu widziała.
Cytować
 
 
-1 #9 Qlavy 2010-04-09 17:23
Słaba fabuła powiadasz. No wiesz u mnie i wielu, wielu... osób których wypowiedzi czytałem, góruje opinia że ten film nie potrzebował w ogóle by tego całego 3D, i paru innych efektów specjalnych by zajść tak daleko jak zaszedł; a wszystko to za sprawą tej właśnie fabuły. Nie wiem czym jest powodowana twa dalece odmienna opina, ale może po prostu za wiele (i na nieodpowiednich portalach) filmy oglądałaś.
Cytować
 
 
-1 #10 Nauzykaja 2010-04-09 19:42
ehh ... z kim ja tu dyskutuję ;) - Ty "oglądasz jakieś filmy na portalach" ? Jeśli istnieje sens w tym sformułowaniu - to proszę - oświeć mnie.

Jeśli fabułę "Avatara" uważasz za nieprawdopodobn y majstersztyk - Twoja wola.

Na szczęście Twoja - nie znaczy Moja ;)


I dla jaj, ;) oraz z czystej złośliwości : http://9gag.com/photo/16103_full.jpg :lol:

Jedynym plusem tego filmu, poza niewątpliwymi walorami estetycznym, jest świetna gra aktorska. Nikt nie odmawia temu obrazowi uroku (chyba koś nie doczytał recenzji), ale nie próbuj mnie tu przekonywać o jakichś tajnych przesłaniach i głębi - tych po prostu nie ma.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież